ZADOMOWIENIE

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

wrzesień 2021                   facebook

 


12 PAŹDZIERNIKA          /              KWIECIEŃ            /          KONTAKT         /   


 

SAMOPODOBIEŃSTWO

 

występuje w przyrodzie gdy część naśladuje całość.

Tak na szczycie mojego dębu wyrósł maluch przypominający ojca - foto 1.

WIĘCEJ zdjęć dębu: http://www.antoniorzech.eu/KONARY.htm

 

Taki kształt mają też sieci WWW - foto 2.

WIĘCEJ: http://www.antoniorzech.eu/WIERZBA%2016%20styczen%20NB.html

zob. 18 STYCZNIA

 

 

 

 

-----------------------------------------------------------------------------------------

      SZWECJA

 10 % najbogatszych

 ma tylko dwa razy więcej

 niż 10% najuboższych 

 

       POLSKA

10 %najbogatszych

ma aż pięć razy więcej

niż 10% najuboższych

             
             

 

           
             
             

 

 

WZIĄĆ WIĘCEJ NIŻ SIĘ SAMEMU DAJE

 

Ta zasada pod różnymi postaciami panuje od tysiącleci.

 

Najpierw silniejszy zabierał słabszemu.

Najbardziej drastyczną formą jest tu niewolnictwo, kolonizacja, ale także pańszczyzna, czy kraje podbite, okupowane i rabowane przez inne, bardziej  bezwzględne.

 

Od 500. lat temu głównym niewolnikiem staje się Ziemia. Stworzyliśmy narzędzia, które pozwalają za darmo wydzierać jej ogromne, ukryte skarby jak węgiel, gaz, czy ropa naftowa a także wycinać lasy i niszczyć faunę.

 

Wyzyskiwani ludzie w rozpaczy, buntowali i walczyli na śmierć i życie.

Ziemia znosiła wszystkie nawet najbardziej absurdalne gwałty jak kopalnie odkrywkowe czy gospodarstwa przemysłowe, w których ta sama uprawa ciągnie się po horyzont i tonie w pestycydach, unicestwiających każdą inną formę życia, inne gatunki roślin a wraz z nimi owady, dżdżownice, czy gryzonie.

 

Na tej eksploatacji ludzi, a teraz całej Ziemi, zawsze korzystała najbardziej aktywna i bezwzględna niewielka grupa ludzi, która potrafi tak zarządzać strachem, że pozostali nie widzą innego wyjścia, jak tylko dla nich ciężko pracować.

 

Metoda jest ciągle ta sama,: stworzyć sytuację, w której słabsi, aby przeżyć stają się niewolnikami silniejszych. Tak na przykład w XIII wieku odebrano ziemię i pastwiska chłopom w Anglii i Irlandii. Właściciele ziemscy ogradzali lasy i tereny zielone, zmuszając chłopów głodem do emigracji do fabryk, albo do nowo odkrytych lądów w Ameryce.

 

Obecnie formy zniewolenia są bardziej ukryte. Najważniejsze, to przekonać ludzi, że ciągle potrzebują wszystkiego coraz więcej, bo sąsiad ma nowe auto, bo taka moda, bo trzeba doganiać kraje bardziej rozwinięte, bo mając więcej,. będziesz szczęśliwy. I każdy chce mieć wszystkiego więcej, bo wierzy, że na tym polega rozwój, postęp i szczęście.

 

Ostatecznie to "więcej" wydzieramy Ziemi, bo w czystej postaci jest to energia, dzięki której się poruszamy, odżywiamy i nie jest nam zimno, po prostu jest ona niezbędna do życia. A Ziemia już nie daje rady. Można jej wiele zabrać, zniszczyć i się zregeneruje i odżyje, ale są granice. Dziś chyba już każdy o tym wie, że je przekroczyliśmy. A wiedząc to, trzeba żyć według prostej zasady, że MNIEJ ZNACZY LEPIEJ.

 

WIĘCEJ: Jason Hickel, Mniej znaczy lepiej.

 

 

------------------

 

WIKŁACZ

 

zawdzięcza swoją nazwę niezwykle misternym gniazdom. Każdy gatunek do budowy gniazd używa specyficznych dla siebie materiałów, popularne są źdźbła traw, wikłane ze sobą w skomplikowane kosze. Niektóre gatunki budują zbiorowe gniazda plecione z ciernistych gałązek lub patyków. Najpierw dziobami obcinają gałązki a następnie zbierają je dokładnie jedna po drugiej. Każdego roku splatają nawet do dwudziestu nowych gniazd i następnie je niszczą z taką samą pieczołowitością jak je budowały. Pisklęta bawią się materiałami budowlanymi zaraz po wykluciu i metodą prób i błędów opanowują umiejętność tkania. Z czasem ptaki te zamiast tygodnia do budowy gniazda potrzebują tylko jeden dzień

.

 

Gdy pojawi się samica, wikłacz przerywa pracę, stroszy pióra i paraduje by zachęcić ją do sprawdzenia któregoś z gniazd. Jeśli już wybierze, samiec wykonuje wejście u podstawy i ona może przygotować sobie miejsce do zniesienia jajek. Samice nie budują gniazd. Ich kamuflaż stanowi upierzenie w kolorze oliwkowym i khaki. Samce mienią się jaskrawą żółcią i złotem a ich czarne maski zaczynają się pod linią czerwonych oczu a kuperki płaszcza mają odcień królewskiej zieleni.

 

Jeden z Buszmenów, który spędził wiele godzin na obserwacji wikłaczy twierdzi, że one są jak jego żona, która gdy skończą się jej obowiązki, natychmiast bierze się za nawlekanie koralików. Gdy nawlecze wszystkie i nie ma pieniędzy, by kupić więcej, rozbiera poprzednie i według tego samego wzoru, nawleka nowe. Rodzina wikłaczy obejmuje 120 gatunków i żyje w Afryce Subsaharyjskiej, południowej i południowo-wschodniej Azji oraz na wyspach Oceanu Indyjskiego.

FOTO wikłacz maskowy:

 

PIĘŚCIAK

 

sprzed 800 tysięcy lat. Wytworzył go homo erectus. Odkryty w Kathu Pan - Afryka Płd. Długi na 30 cm, szeroki na 10 cm o niemal idealnej symetrii. Ten z miasteczka Kathu wyróżnia się mistrzowskim wykonaniem.

 

 

         

Były one prawdopodobnie narzędziem uniwersalnym jak dziś scyzoryk. Ludzie produkowali pięściaki przez półtora miliona lat aż nagle, 300 tysięcy lat temu, porzucili je na rzecz nowych, bardziej wszechstronnych narzędzi, wytwarzanych za pomocą wielu nowych technik. Widocznie wcześniej uczenie się, a właściwie naśladowanie innych, było cechą bardziej korzystną niż umiejętność rozwiązywania problemów.

 

P.S. Podobnie polska szkoła powtarza ciągle te same pruskie metody sprzed 200. lat. Umiejętność biernego wykonywania poleceń jest cechą korzystną dla sprawujących władzę a ponieważ to od nich zależy system nauczania, dlaczego więc mieliby go zmieniać, skoro tak dobrze im służy?

 

WIĘCEJ: James Suzman​, ​"Praca. Historia tego, jak spędzamy swój czas",, przeł. Filip Filipowski, Zysk i S-ka, Poznań.

 

---------------------------------------

 

NA BALKONIE GOŹDZIKI

 

odpoczęły i znów kwitną sobie, mnie i jednej musze:

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

--------------------------------------------------

SAMOBÓJSTWA PATRIOTYCZNE

 

Przez ostatnie dwa stulecia tryumf rzadko był nam dany, więc kolejne pokolenia Polaków same "na stos rzucają swój życia los". Zachęcają ich do tego spektakularne polskie samobójstwa patriotyczne: Wanda, Reytan, Ordon, Konrad, Kordian czy Michał Wołodyjowski i samobójstwa zbiorowe: powstania – styczniowe i warszawskie. Odrzucają przez to chrześcijańską interpretację samobójstwa jako grzechu, ukazując niezgodność wiary patriotycznej z katolicyzmem.

 

Dziś narasta fala pedagogiki i propagandy chwalebnej śmierci za ojczyznę, stanowiącej w istocie przygotowanie naszych dzieci  do powtórzenia aktów spektakularnego samobójstwa patriotycznego. Oczywistym tego przykładem jest kult „żołnierzy wyklętych” i powstańców warszawskich.

 

 

Ale co znaczyłoby wyrzeczenie się romantycznego mitu samobójczej niezgody: akceptację świata jako rządzonego prawem silniejszego, świata, w którym spokój, szczęście i dobrobyt budowane są na zbrodni i przemocy, świata, w którym przeciwko przeważającym siłom nie ma sensu protestować z tego prostego względu, że są przeważające?

O takim świecie Mickiewicz powiedziałby, że jego Bóg jest carem. Możliwe bardzo, że świat taki właśnie jest, ale czy z tego wynika, że należy się na to godzić i cieszyć z pozycji brutalnych zwycięzców?

 

Niezależnie od tego, w co wierzymy, ci polegli swoją śmiercią ustanowili realność swojej wiary. Można ją czytać prosto jako wiarę w zbawczą śmierć za ojczyznę, ale można też szerzej i głębiej – jako niezgodę na ograniczenie sensu życia do troski o przetrwanie mimo wszystko. Polskie mity i dramaty można widzieć jako wyraz potrzeby sensu wyższego niż przeżycie.

Wielu polskich bohaterów wcale się nie zabijało, ale wszyscy oni przekazywali i odbierali inną polską lekcję: warunkiem życia sensownego jest uznanie istnienia czegoś od życia ważniejszego, co w szczególnych sytuacjach oznacza wystawienie się na niebezpieczeństwo utraty życia, a nawet konieczność własnej śmierci. Nawet jeśli dla niektórych z tych ludzi źródłem poszukiwanego sensu była ojczyzna, to nie wolno zapominać, że ci sami ludzie natychmiast pytali: „jaka?”.

 

Głęboki kryzys, w którym się znaleźliśmy, przejawia się w podwójnym strywializowaniu tych poszukiwań.

Z jednej strony zostały one sprowadzone do skandowania „Bóg, Honor i Ojczyzna!” oraz rojeń o „wielkiej Polsce”.

Z drugiej, do uznania, że dostatnie i spokojne życie jako takie jest najwyższą wartością. To podwójne uproszczenie oznacza podwójne wyrzeczenie się własnej przeszłości, która naprawdę myślała o wiele głębiej niż gazety „Polska” i „Wyborcza”.

 

Oni nieustannie podejmowali wysiłek mierzenia się ze sprzecznościami, których realność przeżywali w swoim życiu i od której nie uciekali. Ich najważniejsze dzieła to nie artykuły gazetowe i wyrwane z kontekstu aforyzmy, ale dramaty, czyli konstrukcje artystyczne mające nam dać szansę na zmierzenie się z realnością polskich sprzeczności i uwikłań oraz udzielenie im własnej odpowiedzi. To oczywiście nie jest łatwe i nic dziwnego, że polska kultura wielokrotnie uciekała przed tą trudnością na poziom zawadiackich piosenek, popularnych seriali i haseł skandowanych na tłumnych demonstracjach.

Nie neguję tego, że w procesie wieloletnich przemian i przesunięć Polacy przerobili labirynty arcydramatów na proste a zabójcze lekcje. Być może Polska rzeczywiście nie żyje Mickiewiczem, Słowackim i Wyspiańskim, ale Sienkiewiczem i Kurskim.

 

Gołym okiem widać, że skuteczność programu negacji romantyzmu w realnej sytuacji, w jakiej się znajdujemy, jest żadna.

Może demonstracyjne odcinanie się od niego daje części inteligencji poczucie intelektualnej wyższości nad ciemnym tłumem, ale w sytuacji politycznej i w kwestii wpływu na kształt polskiego życia nic nie zmienia. Także dlatego, że odrzucenie romantyzmu i  katolicyzmu oznacza wyjście poza ostatnie kilkaset lat historii i kultury rodzimej, w której jako swojskiej wychowywani są nasi rodacy.

 

Zasadnicze pytanie brzmi: wyjście ku czemu? Tworzenie tożsamości europejskiej? Otwarcie się na zmiany globalne? Życie poza ściśle określoną tożsamością, w akceptowanej płynności? Wszystko to są jakieś rozwiązania, ale obawiam się, że ich realizacja – jeśli w ogóle możliwa – wymaga wielu lat. W chwili, w której jesteśmy, większość takie propozycje traktuje jak próbę wydarcia tego, co uznaje za swoje dziedzictwo. Walkę ze śmiercionośnymi uproszczeniami polskiej tradycji prowadzić trzeba nie przez jej odrzucanie jako zbrodniczego szaleństwa, ale przez podejmowanie nieustannej pracy nad pogłębionym jej a przede wszystkim odczynianiem.

 

Romantyzm – tę może jedyną autentyczną i niepodrabialną rodzimą odpowiedź daną światu z głębi polskiego doświadczenia kulturowego i historycznego – trzeba potraktować nie drwiąco, lecz serio.

Ci dawni stworzyli coś, co może nam dziś pomóc. Nie dlatego, że byli „wieszczami”, ale dlatego, że rozegrali wciąż działające dramaty ludzi żyjących w tej części świata i mówiących ich językiem. Trzeba wejść w rozpracowywany i zostawiony do ponownego rozegrania labirynt wspólnego losu rozumianego jako niemożliwe do odrzucenia uwarunkowanie życia tu i teraz – mojego życia.

 

WIĘCEJ: Dariusz Kosiński, profesor w Katedrze Performatyki na UJ w Krakowie. Autor książki „Teatra polskie. Historie”, "WIĘC IDZIEM ŻYĆ" - słowa piosenki harcerskiej, T.P.30.08.2021

   

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

----------------------------------------------------------

NIE MOŻNA MIEĆ CIĄGLE WIĘCEJ I WIĘCEJ WSZYSTKIEGO

 

Istnieje 9 procesów, nad którymi musimy zapanować jeśli Ziemia ma przetrwać:

 

 

1- zmiany klimatyczne

2- zanik różnorodności biologicznej - FOTO

3- zakwaszenie oceanów

4- użytkowanie gleby

5- przenawożenie gleby azotem i fosforem

6- wyczerpanie wód słodkich

7- stężenie aerozoli w atmosferze

8- zanieczyszczenie chemiczne

9- rozpad warstwy ozonowej.

 

Oszacowano granice planetarne dla każdego z tych procesów.

 

Na przykład w ciągu roku nie powinno wymierać więcej gatunków  niż 10 na milion.

Przekroczenie tych granic grozi uruchomieniem zmian prowadzących do nieodwracalnej zapaści. 

Przekroczyliśmy już 4 z dziewięciu planetarnych granic:

1- zmiany klimatyczne

2- zanik bioróżnorodności 

3- wylesienie

4- obieg niektórych pierwiastków w przyrodzie np. węgiel, fosfor, azot...

Do granicy zbliża się zakwaszenie oceanów. 

 

To zniszczenie Ziemi początkowo nie będzie przeszkadzać wzrostowi PKB.

Kapitał przeniesie się do takich sektorów wzrostowych jak umacnianie brzegów morskich, górnictwo na terenach arktycznych,

odsalanie gleby czy militaryzacja terenów przygranicznych jako ochrona przed uchodźcami z krajów bardziej dotkniętych katastrofami. Widać to już w naszym kraju. 

Korporacje potrafią zarabiać na cudzym nieszczęściu a rządy umacniać swoją władzę na strachu przed obcymi.

 

WIĘCEJ:  fragment książki: Jason Hickel, Mniej znaczy lepiej.

 

 

 

 

 

JAK ZAKOCHAŁEM SIĘ W POLSZCZYŹNIE?

 

Jestem na przyjacielskiej stopie z językiem niemieckim i angielskim, dwójką dzieci z tego samego germańskiego domostwa co i mój niderlandzki, a także z dwojgiem latorośli cioci łaciny, hiszpańskim i francuskim, natomiast słowiańscy krewni wydają mi się obcy. Odkąd sięgam pamięcią, sprawiają wrażenie jakby się ukrywali: w mojej młodości za żelazną kurtyną, później za zasłoną spółgłosek syczących, dziwnych rosyjskich znaków i chrząszczy brzmiących w trzcinie.

 

Postanowiłem więc, że spróbuję nawiązać z nimi bliższą znajomość. Zacząłem od rosyjskiego, wielkiej gwiazdy słowiańskiej części świata, ale ta celebrytka okazała się nieprzystępna, mało zachęcająca i kapryśna. Później był czeski, owszem skromniejszy, ale zarazem introwertyczny i ponury. Następnie zająłem się zgłębianiem egzotyki wietnamskiego. Ale to było jak zderzenie z kamienną ścianą. Wróciłem posiniaczony, rozejrzałem się dookoła i zakochałem się w polszczyźnie. Zabiegam o jej względy już od ponad roku.

 

Czy łatwo podbić serce polszczyzny? Skądże. Trzeba się nauczyć specyficznej pisowni (choć na szczęście w miarę regularnej i w alfabecie łacińskim, nie w cyrylicy), zapamiętać masę nieregularności i tak dalej i tak dalej. Ale wiele bzików polszczyzny sprawia wrażenie naszych rodzinnych bzików. Nauka polskiego jest jak szukanie wytrychu, który otworzy nam drzwi. Przypomina przyjście na rodzinne spotkanie po latach. Poznajemy, że "nos" i "dać" to angielskie "nose" i hiszpańskie "dar". A "siostra" "brat", "trzy" i "bóbr" to angielskie "sister", "brother", "three" i niemieckie "Biber".

Polski pozmieniał sporą część tej wspólnej schedy nie do poznania. Zdaniem etymologów "krągły" i "córka" są historyczne powiązane z "ring" i "daughter", ale marna to dla mnie pomoc.

 

Polska deklinacja jest w pewnych aspektach podobna do łacińskiej. Polskie -m na przykład w wyrazie "oglądam", znaczy tyle co "ja" - tak samo jak w łacinie i w I am! "My' jak "mos" w hiszpańskim, albo "być" łudząco podobne do angielskiego "be", a "jest" do francuskiego "est", natomiast "są" brzmi zupełnie jak francuskie "sont".

 

Przyimki takie jak od, w, pod i wiele innych doczepiane są na początku jak w niemieckim i łacinie: "od-jazd" = "Ab-fahrt", czy "ex-itus". Angielski dołącza te elementy raz na początku, ale częściej stawia je po wyrazie: going out, go under.

 

Polski i mój niderlandzki choć nie leżą obok siebie, to mają wspólnego i niesłychanie wpływowego sąsiada w postaci niemieckiego. Religia dała nam podobne słowa tak samo jak i starożytni. Nowoczesna myśl europejska poddały nam "nanotechnologię" i "rasizm". Epoka napoleońska" "kilometry", "kodeksy" i "prawa człowieka". Europa "pejzaż", "arię"

i "cukinię".

 

Gdy jednak wspomniałem, że języki słowiańskie są jak nieznajomi, miałem ku temu powody. Trzeba opanować gramatykę, wyćwiczyć się w rozróżnianiu głosek syczących i szeleszczących...A polski bywa irytujący: Dlaczego na przykład mówi się "cztery jabłka", ale "pięć jabłek? A to dopiero początek moich skarg i zażaleń.

 

Ogólne jednak, moja droga polszczyzno, cieszę się z naszego spotkania. Powolutku zaczynam cię rozumieć. Dotąd prawie nieznajoma, teraz wydajesz mi sie osobliwie bliska.

 

WIĘCEJ: Gaston Dorran, Gadka. W sześćdziesiąt języków dookoła Europy".

 

O innej książce tego autora:

 

4 JĘZYKI

w wietnamskim wszyscy są rodziną

w japońskim kobiety swój język mają

jawajski ma kilka stopni uprzejmości

w arabskim rdzeniem są spółgłoski

 

 

 

 

 

 

 

 

----------------------------------------------------------------------------------------------------

NIE NARÓD CZY PAŃSTWO TYLKO MIASTA TWORZYŁY GRUNT POD NOGAMI

NA KTÓRYM KAŻDY MÓGŁ PROWADZIĆ WŁASNĄ GRĘ Z NOWOCZESNOŚCIĄ.

To historia Polski zupełnie inna od bajek, których uczą w szkołach.

 

Nowoczesność rozpoczęła się dla Polaków w czasie upadku Rzeczpospolitej. Brak własnego państwa spychał ich na margines Europy, ale kraj uratowały miasta. Ośrodkiem modernizacyjnej sprawczości i podmiotowości w Polsce było miasto. Tego dowodzi Rafał Matyja w książce „Miejski grunt. 250 lat polskiej gry z nowoczesnością”. Matyja przytacza dziesiątki faktów  ilustrujących słabość upadającej Rzeczpospolitej i jej miast. Przekonuje jednak, że to miasta tworzyły i tworzą „grunt pod nogami”, były i są punktem odniesienia oraz oparcia zarówno dla ich mieszkańców, jak i dla okolicznych wsi. Ponadto miasta mają zasadniczą zaletę – trwają w swoim miejscu, niezależnie od tego, jak się przesuwały państwowe granice.

 

Taka opowieść, zastrzega Matyja, wymaga jednak innej wyobraźni, wykraczającej poza takie abstrakcje, jak naród czy państwo. Kluczem do zrozumienia historii powszechnej nie są uogólnione dzieje państw pisane z perspektywy stolic i decyzji podejmowanych przez władców i rząd, tylko historie lokalne, tworzone przez mieszkanki i mieszkańców konkretnych miast w ich codziennej konfrontacji z materialnością rzeczywistości. Istotnym aspektem nowoczesności było dosłowne wydobywanie się miast z błota dzięki budowie utwardzanych ulic, systemu kanalizacji i wodociągów, wzbogacanie się o kolejne nowoczesne instytucje: szkołę, więzienie, szpital, pocztę, muzeum, teatr, filharmonię, infrastrukturę przemysłową i mieszkaniową dla nowych kategorii mieszkańców związanych z przemysłem i symbol XIX-wiecznej modernizacji – kolej żelazną oraz telegraf.

 

Nowy Sącz bez włączenia w komunikacyjną sieć, dzięki której w 1911 r. do miasta przyjeżdżało codziennie 13 pociągów, nie stałby się zapewne po 1989 r. jednym z prężniejszych ośrodków polskiej transformacji, z takimi jej ikonami, jak Optimus, Fakro czy Wyższa Szkoła Biznesu. Po 1989 r. o transformacji i jej sukcesie nie zdecydowała wola rządu w Warszawie, tylko energia, jaka wybuchła w setkach „bąbli zmiany” rozproszonych po całej Polsce.

 

Autor „Miejskiego gruntu” na blisko pięciuset stronach opowiada o polskiej historii tworzonej i doświadczanej w Nowym Sączu, Bielsku-Białej, Świdnicy i setkach innych miast. To zupełnie inna historia niż wtłaczana dzieciom do głów w szkołach. Polska opisana w niej to całkiem zwyczajny kraj, bo jej mieszkanki i mieszkańcy mają grunt pod nogami, jaki zapewniają miasta niezależnie od dziejowych wichrów. Dzięki temu gruntowi to nie naród ani państwo, tylko każdy może być podmiotem i prowadzić własną grę z nowoczesnością. Potrzeba tylko nieco wyobraźni i energii.

 

WIĘCEJ: Edwin BENDYK, Miejsce miast według Matyi. 24 SIERPNIA 2021, Polityka 35.2021 (3327) z dnia 24.08.2021; Historia; s. 66. FOTO: Warszawa pod koniec XVIII wieku.

----------------------------------------------------------------------

KAŻDEGO ROKU UCIEKA Z DOMU 1500 MŁODYCH

Też uciekałem, ale nie na dłużej niż na jedną noc.

Zdarzało się, że po szkole grając w piłkę lub w ściankę, zapominałem, że krowy w pole trzeba gnać (FOTO) i jak zwykle gdy się spóźniłem, czekało mnie lanie. Dlatego nie wracałem do domu. Szedłem prosto do którejś z kryjówek w stogu siana lub w stodole. Gdy byłem głodny, jadłem gruszki dziczki, albo wypijałem surowe jajka, bo wiedziałem gdzie się kury niosą.

Jeden raz wpadłem na pomysł, żeby się przespać w sieni. Stała tam duża paka z owsem, nad którą wisiały robocze ubrania. Wieczorem, gdy nikt nie widział, wślizgnąłem się do środka i ułożyłem wygodnie. Babcia co jakiś czas z progu, dwa metry obok, wołała żebym wracał. Musiało mnie to nieźle bawić. Miałem już zasypiać, gdy usłyszałem, że ktoś wchodzi. To ojczym chciał konie nakarmić owsem na noc. A światła u nas jeszcze wtedy nie było. Postawił obok mnie miarkę i nagarniał zboże. Przysunąłem się do samej ściany, ale zahaczył o moją nogę i zaczął krzyczeć, nie pamiętam, ze strachu czy wołał babkę, która natychmiast pojawiła się obok. Wyciągnęła mnie z paki do kuchni i bez słowa postawiła przede mną talerz z przypieczonymi pierogami. Smak czuję do dziś.


20 LIPCA               /                   KWIECIEŃ                      /               KONTAKT                /   


 

NIEZAPROSZENI GOŚCIE

 

Przyroda jest gościnna, albo inaczej, życie nie zna granic. Wciska się w każdą szczelinę, nie bacząc czy tam przetrwa dzień, dwa, czy natychmiast zginie. Wystarczy mój niewielki balkon, by mieć ciągle nowych gości. Owadów nie liczę i choć mam siatkę w oknie, gdy tylko otworzę drzwi na moment, już muchy brzęczą wokół lampy. A jeszcze pająki, motyle, ptaki...o rybikach nie wspominając.

 

Tego roku przez kilka dni wpraszała się gołębia para. Nie mogłem ich przyjąć . Może dlatego postanowiłem nie wyrywać roślin, które nie wiadomo skąd się biorą w skrzynkach na kwiaty. Pierwsza pojawiła się łoboda, która sprytnie się wcisnęła w wycięcie uchwytu podtrzymującego skrzynkę z goździkami. Następnie wyrosło jakieś zboże, albo trawa. Poznam dopiero gdy będzie większe. TYMOTKA ŁĄKOWA - zob. niżej.

 

Ale najbardziej zaskoczyła mnie ta roślinka w rogu na trzecim obrazku. Gdy była mniejsza, nie różniła się niczym od innych, dopiero teraz można sprawdzić, że jej listki są jak makaroniki a więc to portulaka. Wiele razy ją sadziłem, bo dobrze znosi gorąco a kwiatki ma bardziej delikatne niż róża.

 

Mam jej mikroskopijne nasiona i na pewno znów posadzę. Ta jest samosiejką. Jedno ziarenko gdzieś się ukryło i mając trochę miejsca, gra o życie. Czy pozwolą jej zakwitnąć zaborcze goździki? Zakwitł - zob. niżej.

  

 

  

 

 

 

 

 

 

 

 

DLACZEGO TAK TRUDNO SIĘ POROZUMIEĆ?    

Parada 14 lipca w Paryżu jest symbolem symbolu, bo już samo zdobycie zamku Bastylii było symboliczne. Bez większego oporu uwolniono zaledwie kilku więźniów (czterech fałszerzy, hrabiego oskarżonego o kazirodztwo i dwóch szaleńców). Dawniej jednak w Bastylii więziono m.in. Człowieka w żelaznej masce, filozofa Woltera, sadystę Markiza de Sade, autora aforyzmów de La Rochefoucaulda i wielu innych. Klucz do Bastylii trafił w posiadanie prezydenta USA Jerzego Waszyngtona i do dziś jest prezentowany w jego posiadłości Mount Vernon.

Same słowa też są symbolami, bo są związane z jakimiś wyobrażeniami rzeczy lub zdarzeń a nie bezpośrednio z rzeczywistością. Dlatego tak się różnimy mówiąc o tych samych sprawach a właściwie o swoich wyobrażeniach, które słowa wywołują z naszej pamięci. A ponieważ zostały tam zapisane gdy przebywaliśmy w różnych miejscach i w odmiennych sytuacjach więc nic dziwnego, że są inne i inaczej je widzimy.

Drzewa, kwiaty i wszystkie inne rzeczy bez człowieka, nienazwane byłyby tylko kawałkami materii, albo splotami pól fizycznych. Ricoeur w książce "Symbol daje do myślenia" podaje trzy stopnie rozumienia symbolu. Na ostatnim idzie o to, by "rozwiązać zagadkę człowieka w oparciu o symbole".

Religie myślą symbolami ponieważ symbole odnoszą się do Rzeczywistości Niewyrażalnej i ją urzeczywistniają.W naukach ścisłych występują tylko symbole martwe, znaki formalne. To, co podczas doświadczeń da się zaobserwować na ekranach oscyloskopów, czy na kliszy " wymaga interpretacji, by mogły powstać twierdzenia naukowe. Tak więc nasze dane zmysłowe są przede wszystkim symbolami ( Susanne Langer). A interpretujemy je językiem matematycznym, który zapisuje tylko same relacje czyli uwarunkowania, które bada nauka. Prawa Newtona dają się jeszcze przetłumaczyć na język potoczny, natomiast fizyka kwantowa opowiedziana słowami, których używamy na co dzień prowadzi do paradoksów wykluczających zrozumienie. - WIĘCEJ: Michał Heller, Wszechświat i słowo 1994.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

----------------------------

JAK ROZMAWIAĆ Z IDIOTĄ?

 

Najlepiej w ogóle z nim nie rozmawiać,

I najczęściej tak robimy. Przeważnie wymieniamy między sobą uprzejmości w sklepie, na ulicy a nawet w urzędzie i nie wiemy kto jest, a kto nie jest idiotą.

Ale co robić jeśli idiota objawi się wśród bliskich i jak to ma w zwyczaju, zacznie nas atakować?

 

Najważniejsze, nie przyznawać się, że się NIE jest idiotą.

Jeśli zaczniesz prostować fakty, które on przekręca, albo przyznawać się do przeczytanych książek, gazet lub znajomości ludzi, którzy nie należą do jego kręgu, masz przechlapane. On ciebie uzna za idiotę i w ogólnym rachunku w kraju będzie jeden idiota więcej.

 

Warto też trzymać się konkretów, czyli opowieści o życiu. Żadnych ogólników. Możesz pytać o jego doświadczenia życiowe, to na nich kształtuje się mądrość każdego z nas i tam, o ile jakoś dajemy sobie radę, jesteśmy dzielni i  racjonalni. On też jest taki.  A poza tym, tylko niewielu ludziom naprawdę chodzi o prawdę i to oni odkrywają nowe horyzonty. Jest ich tak niewielu, że prawie na pewno osobiście ich nie spotkasz. Pozostali pragną tylko byśmy ich uznali za poglądy, które przyjęli tam gdzie się urodzili i wychowali.

 

 

Jeśli nie jesteś skończonym idiotą, a każdy w jakimś stopniu nim jest, to nauczysz się dużo więcej od idioty niż on od ciebie. Prawdziwy idiota wie wszystko najlepiej, więc nie musi się uczyć, bo chęć poznania czegoś nowego zakłada jakiś podstawowy brak.

Jeśli dłuższy czas rozmawiasz z idiotą, to nauczysz się z nimi rozmawiać, a taka rozmowa jest niezbędna. Zostawieni sami sobie idioci szukają oparcia wśród sobie podobnych, jednoczą się, odrywają zupełnie od rzeczywistości i stają się groźni, czego już nieraz dowiedli.

 

 

 

 

 

JAK POGODZIĆ WSCHÓD Z ZACHODEM?

 

Profesor Andrzej Friszke, historyk, o tym, jak pogodzić wschodnią cząstkę naszej duszy z zachodnią, a romantyzm z pragmatyzmem?

 

 

U romantyków są elementy racjonalnego myślenia. Piłsudski na przykład był romantykiem. Stawiał sobie cele, które zdawały się niemożliwe, ale racjonalnie oceniał sytuację, działał i dobierał metody. Pod okupacją Byli gotowi do poświęceń, a nie do samobójstw. Chociaż dla większości i tak skończyło się to tragicznie. I RP była europejską potęgą. A II RP była tylko dużym państwem wschodniej Europy. Ale mocarstwowa Polska przetrwała w naszych wyobrażeniach. A obok niego jest pamięć ekstremalnie innej sytuacji – gdy jako naród nie mieliśmy nic, bo nas wchłonęli sąsiedzi. Można się było wtedy śmiać z dialogu romantyków pragnących niepodległej Ukrainy i Polski, ale to się spełniło. Istnieje niepodległa Ukraina i niepodległa Polska. Romantyczne stało się faktyczne, czyli jednak było racjonalne. W naszej historii nie raz romantyzm okazywał się bardziej racjonalny niż pragmatyzm.  Im więcej kompromisów, tym większe husarskie skrzydła sobie przypinamy.

 

Ludzie generalnie są realistami, kiedy chodzi o ich własne życie. Polacy też. W sferze symbolicznej dominuje romantyzm, a w życiowej praktyce decyduje zwykle kalkulacja. Tak w 1989 r. z częściowo wolnych wyborów wynikła całkiem wolna Polska.

Z NATO było podobnie. W 1989 r. mówiliśmy: „Jakie NATO?! Szanujemy Układ Warszawski”. Żeby inni nie panikowali. A z tyłu głowy to NATO mieliśmy. Romantyczny pragmatyzm.

 

W dzisiejszej Polsce nie dominuje postawa agresywno-nacjonalistyczna. Paternalizm. A z drugiej strony oskarżenie o paternalizm, o to, że wykształceni, zamożni, obyci coś reszcie narzucają. To fermentowało i w I RP, i w XIX w., i w II RP, i w PRL. I drugi podział warstw wyższych. Opcja zachodnia kontra wschodnia. Ci, którzy chcą gonić Zachód, kontra obrońcy tradycji, swojskości, naszości. Czyli sarmatyzm kontra oświecenie. To też jest od wieków obecne w polskiej polityce, kulturze i świadomości,  podobnie jak dziś – swojski lud kontra proeuropejskie elity. Widzą, że grając wedle zachodnich standardów, przegrywają z Zachodem i z prozachodnią częścią społeczeństwa, więc sobie dorabiają ideologię obrony naszej wyjątkowości.

 

Niekoniecznie musimy dominować, ale bycie to dla nas za mało. Ciepła woda nas nudzi i upokarza. Zwykle nie bardzo wiadomo, do czego to ma prowadzić. Takie romantyczne myślenie wielkimi ideami bez oprzyrządowania. Polskie elity to była dawna szlachta, spolonizowani Żydzi i trochę spolonizowanych Niemców. Inteligencja to nie jest krew z krwi, kość z kości polskich chłopów, którzy dominują liczbowo. Solidarność stopiła stare, inteligenckie elity ziemiańskich i rabinackich wnuków z elitą awansowaną przede wszystkim ze wsi w latach 50. i 60. Dzięki temu możliwy był wielki solidarnościowy projekt, z którego wyrosła III RP.

 

Dla części wsi i małych miast jedynym oparciem lokalnym jest parafia.

 

U nas nie lubi się impertynencji i nadmiernej oryginalności. Mamy wyostrzone poczucie zagrożonej godności. Jest też poczucie, że najpierw zabiorą nam godność, a potem niepodległość i własność. Sto lat bez niepodległości. Samotność w 1939 r. Potem zdrada w Jałcie. Jak będą źle o nas myśleli, to znów z tego wynikną nieszczęścia. Dlatego bronimy się na wszelkie sposoby, by o nas źle nie myśleli. Kiedy jednak tak się nieładnie bronimy, tym gorzej o nas myślą. Im bardziej 13 grudnia spaliśmy do południa, tym bardziej musimy demonstrować własny patriotyzm. Ta sama osoba mówiła, że internowani mieli lepiej niż on, bo o nich rozstrzygnęła władza, a on musiał sam decydować, jak się zachowywać. Oczywiście zachował się bezgrzesznie. Patriotyczna bezgrzeszność jest fundamentem polskich świeckich kultów.

 

Pilecki jest legendą czczoną przez prawicę ze względu na cechy, których nie miał. Po 1945 r. do nikogo nie strzelał i nikogo do tego nie namawiał. Zbierał informacje o sytuacji w Polsce i słał je Andersowi. Nie zadawał się z nacjonalistami. Działał z socjalistami. A prawica czci go jako swego bojownika, bo żyje w kłamstwie, w historii wymyślonej. Z niczego! Propagandyści ją lepią. W ich propagandzie fakty są bez znaczenia. Ważne, czy naród wierzy. A naród nie sprawdza, żyje historycznymi bajkami i obsesjami.

 

Relacja z pieniędzmi też jest chora. Wielcy się nie zajmowali pieniędzmi, bo całą energię pochłaniały wielkie dylematy – istnienie państwa, ustrój, naród, tożsamość. Gospodarka nas mobilizuje, kiedy mamy się dźwigać z katastrof. A jak jest OK, to nie bardzo. Większość biega wokół swoich spraw, mało kto się przejmuje ogółem.  Strajkować o pieniądze jest kiepsko. A protestować w sprawie wolnych sądów – pięknie. Bo nie jesteśmy z kultury kapitalizmu.

 

Katolicyzm też jest dalej od ziemi niż u większości protestantów. Im bardziej ta tradycyjna część słabnie, tym bardziej się złości. To szczególnie musi irytować Kościół. Stąd kwestionowanie całego modelu liberalnej świeckiej demokracji. Ale to też nie jest pierwszy raz. II RP już to przerabiała. I RP też. Gdy Polska rusza na Zachód, Kościół zawsze się niepokoi, bo tam jest reformacja, konsumpcja, laicyzacja. 

 

Wieczny dylemat polskiej duszy: jak stać się Zachodem i pozostać Wschodem. Raczej jak pogodzić wschodnią część polskiej duszy z zachodnią.

 

WIĘCEJ: Prof. dr hab. Andrzej Friszke, historyk, kieruje Zakładem Najnowszej Historii Politycznej Instytutu Studiów Politycznych Polskiej Akademii Nauk, badacz dziejów najnowszych, autor m.in. „Polska. Losy państwa i narodu 1939–1989”.  Polityka 16.2019 (3207) z dnia 16.04.2019

 

 

 

 

 

PRZYSZŁA DO NAS KULTURA

 

Przez kilka lat opisywałem wszystko co wydarzyło się w okolicy mojego domu:

 

http://www.antoniorzech.eu/DWORSKAhistoria.htm

https://www.youtube.com/watch?v=fDY_7aoBmFg&feature=youtu.be

 

W sierpniu 2012 z balkonu sfotografowałem samochody dowożące alkohole

do całodobowego sklepu po drugiej stronie ulicy.

 

Jego klienci do późna w nocy wydzierali się pod naszymi oknami.

Przyjeżdżała straż miejska a następnej nocy było to samo.

 

Dziś ponownie zrobiłem zdjęcie tego miejsca.

 

 

 

 

 


21 CZERWCA               /                   KWIECIEŃ                      /               KONTAKT                /     Darmowy licznik odwiedzin


 

DLACZEGO RZĄDZĄ IDIOCI?

 


Ludzie, którzy coś potrafią, zwykle wolą się realizować inaczej.
Jest bardzo duże prawdopodobieństwo, że osoba stojąca nad nami w hierarchii formalnej będzie głupsza od swoich podwładnych. Każdy tego doświadcza. Idioci robią polityczne kariery, bo – w odróżnieniu od przeciętnego ogółu – nie mają dość wyobraźni, by wiedzieć, że władza ich przerasta.

 

Zdarzają się też organizacje, które czasem potrafią wybrać wybitnego lidera. Tylko że to nie musi wychodzić na dobre.

Obama był wybitnym liderem, ale niewiele jako prezydent w Ameryce zmienił, bo zbyt odstawał od średniego poziomu polityków. Obama trafił na fazę rosnącej fali idiocenia. Kontrastował z nią i się od niej odbijał. A Biden wygrał, bo ta fala opada. Idiotyzm instytucji osłabł, więc idzie mu lepiej. Może będzie to jeden z nielicznych przypadków, kiedy instytucje pozwolą działać efektywnie przywódcy, który nie jest idiotą.

 

Z tysięcy szefów państw w historii powszechnej niewielu zostawiło myśli, którymi warto zawracać sobie głowę – Cezar, Napoleon, Jefferson, Bismarck, Churchill, Havel… Może byśmy dobili do tuzina.
Bo jako gatunek szukamy prawd prostych, a nie przenikliwych i mądrych. To nie znaczy, że większość z nas to idioci. Ale idiotyzm jest na tyle powszechny, że trzeba go uwzględniać jako fakt społeczny, z którym musimy się zmagać permanentnie.
Musimy przyjąć do wiadomości, że człowiek z zasady myśli niezbyt często, a kiedy myśli, to przeważnie płytko i często nietrafnie. Zwłaszcza jeśli ma władzę. Kiedy przyjmiemy to do wiadomości, nie zaskoczy nas spotkanie z idiotą ani wygłoszony przez niego idiotyzm. Dzięki temu jesteśmy bezpieczniejsi. Bo zaskoczeni doznajemy emocji, które utrudniają racjonalną reakcję. A spontaniczne reakcje – potępienie, odrzucenie, odraza – są groźne w przypadku spotkania z idiotą. Usztywniają go w jego idiotyzmie. Nie wolno tu sobie pozwalać na okazywanie emocji, bo radzenie sobie z idiotami jest sprawą życia i śmierci. Z nimi trzeba sobie radzić inteligentnie. Ale wewnętrzny idiota, którego każdy ma w sobie, widząc zewnętrznego idiotę, gwałtownie się budzi i blokuje inteligentne myślenie. Złość, oburzenie, pogarda, wstręt są naturalną reakcją. Ale człowiek inteligentny umie się kontrolować i słuchać uważnie choćby najgorszych głupot.
 

Proponuję szczepionkę, jaką jest przyjęcie do wiadomości, że idioci są naturalnym, powszechnym i ponadczasowym zjawiskiem, które wymaga racjonalnej reakcji, a nie moralnych emocji. To jest prawdziwa próba naszej inteligencji. Jeżeli naprawdę jesteśmy inteligentni, to umiemy tak działać, by się zbliżać do celu. A celem jest ograniczanie zniszczeń, które powoduje nieusuwalny z ludzkiego świata idiotyzm.


W żadnym razie nie wolno walczyć z idiotami! Tylko na to czekają. Instynkt podpowiada im, że walka ich umacnia, a innych degeneruje.Nie dawać poznać, co się o nim myśli. Zbliżyć się, na ile to możliwe, a potem wolniutko korygować sposób myślenia idioty. Z udawaniem idioty nie można przesadzić Na szczęście zwykle łatwo się zniechęcają. Oczywiście zawsze wolą szybko niszczyć i walczyć, niż negocjować i cierpliwie budować. Po tym łatwo ich poznać. Człowiek inteligentny, napotykając problem, dostrzega wyzwanie, jest zainteresowany, mobilizuje się, przeżywa intelektualną przygodę, stara się zgłębić problem, zrozumieć, z czego coś się bierze, usunąć przyczyny i ograniczyć skutki. Idiota nie ma do tego głowy. Czuje, że nie ogarnia. Jest przerażony, bo nie wie, dlaczego tak się dzieje. Przede wszystkim chce utrzymać kontrolę nad rzeczywistością. Uspokaja się dopiero, kiedy ma poczucie, że wszystko kontroluje. Ale nie można kontrolować wszystkiego. Idiota wciąż myśli, że coś kontroluje, a za chwilę będzie już kontrolował wszystko. Dlatego nieustannie snuje wielkie plany, które się nigdy nie sprawdzą.


Życie idioty nigdy nie jest lekkie. A pojawienie się nowego problemu sprawia, że staje się jeszcze cięższe. Poczucie kontroli znika, co wywołuje panikę. Dlatego idiota staje się agresywny. Zaprzecza, bagatelizuje, stara się nie widzieć. Albo próbuje jednym ruchem zlikwidować problem, co zwykle w jego rozumieniu oznacza likwidowanie kogoś. Jest problem – musi być winny. Trzeba z nim zrobić porządek. Z ludźmi, nie z problemami. Dlatego wokół nich zawsze jest awantura. Czują ulgę, kiedy kogoś obwinią, a jeszcze lepiej ukarzą. Czasem zdobywają kontrolę nad innymi, lecz nie nad problemami. To im starcza.

.
Trzeba im podsuwać takie rozwiązania, jakie są w stanie ogarnąć i zaakceptować, żeby się nie upierali przy swoich katastrofalnych pomysłach. Trzeba wytężyć własną inteligencję, mieć takie pomysły i umieć im pokazać, że one przybliżają ich marzenia o świecie. Bo idioci czują się wiecznie skrzywdzeni i zawsze żyją mrzonkami o świecie idealnym. Skoro już wiemy, że nie można ich zniszczyć, musimy zrozumieć, że nie można też odebrać im marzeń i przekreślić ich mrzonek.


Możemy ich stopniowo przekonywać, że idiotyczna zmiana nie służy nawet idiotom. A przynajmniej nie wszystkim. Z wszystkimi nigdy się nie dogadamy, ale z częścią można. Inteligencja nie polega na wymyślaniu najlepszych rozwiązań, tylko na realizowaniu najlepszych z możliwych. Maksymalizm to cecha idiotów. A możliwe jest to, do czego umiemy zachęcić przynajmniej część idiotów albo co umiemy tak im opowiedzieć, żeby przestali się upierać przy swoich pomysłach.

Inteligencja nam mówi, że nawet skończony idiota musi czasem mieć rację, a największe umysły czasami się mylą. Idiota jest zawsze pewny swej racji. To jest ważna część definicji idioty. I zawsze tylko jego racja się dla niego liczy. Wzajemność dla niego nie istnieje. Podobnie jak empatia. Nie potrafi sobie wyobrazić, co będzie, gdy inni potraktują go tak, jak on ich traktuje. Nie zastanawia się nad swoim losem, gdy zasady, które on stosuje wobec innych, inni zaczną stosować wobec niego. Idiotyzm nie jest tylko deficytem rozumu. Jest też deficytem empatii i wyobraźni. Idiota nie jest w stanie zrozumieć, że troszcząc się tylko o siebie, ściąga na siebie nieszczęścia.


Rozmawiając z człowiekiem, którego uważamy za idiotę, musimy się zwracać do jego inteligencji; nikt nie jest idiotą do końca. Przykładem może być Konferencja Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie, która zapobiegła przemianie zimnej wojny w gorącą. Do dziś z niej korzystamy. We Francji udało się nam uniknąć wielu reform wciąż wymyślanych przez idiotów u władzy.
Czasem trzeba inteligentnie użyć niewielkiej siły, by nie używać jej więcej. Idioci nie rozumieją słów. Żeby do nich dotrzeć, często potrzebny jest spektakl. Nie starczy im powiedzieć, co czujemy albo co myślimy. Musimy im to zademonstrować. Ważne, żebyśmy widzieli w tym formę dialogu, a nie walkę. Idioci demonstrują brutalną pewność siebie, ale zawsze są podszyci strachem. Zwłaszcza gdy czują, że tracą kontrolę. Im bardziej się boją, tym są bardziej brutalni i mniej do nich dociera. Łatwiej do nich dotrzeć, oferując poczucie bezpieczeństwa. Bezpieczeństwo, majątek, dobre życie, a nawet uznanie, jeżeli ustąpią.


Dla ofiar to jest trudne, ale warto inteligentnie rozważać, co jest gorsze – dalsze mnożenie ofiar czy dyskomfort tych, którzy zostali skrzywdzeni? Historia nie jest sprawiedliwa. Nawet w prywatnych relacjach nie możemy liczyć na sprawiedliwość. Często nie warto jej szukać. Idioci szukają jej za wszelką cenę – ludzie inteligentni zwykle wolą zamknąć rozdział, żeby nie infekować przyszłości. Często nie warto się upierać przy sprawiedliwości. Idioci żądają rozwiązań idealnych i tworzą najgorsze – ludzie inteligentni wybierają lepsze, ale możliwe. Ważniejsze jest to, żeby Białorusini mieli życie, na jakie zasługują, niż żeby Łukaszenka doświadczył tego, na co zasłużył. Zemsta to szczęście idioty, które się nigdy nie spełni. Zawsze jakieś winy zostaną nieukarane. Lepiej się skupić na zadośćuczynieniu dla ofiar. A one zwykle zostają same, kiedy się koncentrujemy na zemście.


Moralność nie rządzi światem. Wydaje nam się, że to skandal. A to jest fakt. Na to nikt nic nigdy na poradził. Idioci wciąż mówią o moralności, bo nie rozumieją, że ona ma dwie strony. Pozwala nam wyrazić uczucia moralne – wtedy czujemy ulgę, więc jest to użyteczne. Ale psują relacje. Jak ktoś pana oszuka, trzeba to moralnie ocenić, by być w zgodzie z sobą i rzeczywistością. Ale jeśli kierując się oceną moralną, zerwie pan relacje, mówiąc: „z oszustem nie gadam”, to znów może pan ponieść stratę. Już pan go np. nie przekona, żeby działał inaczej. Dlatego trzeba rozmawiać z Łukaszenką.
Nie udawać ani że jest jak inni, ani że nie istnieje. Obrażanie się, zrywanie relacji i niedostrzeganie innych to cechy konstytutywne idiotów. Nie życzą sobie innych, nie uznają inności, uważają, że inność to zło, odmawiają innym prawa do istnienia. Ale żeby skłonić ich do uznania naszego istnienia, musimy sami uznać ich istnienie.

 

Obrona wartości jest groźna, bo zakłada, że moje wartości są atakowane. A to absurd. Wartości są groźne, bo łatwo jest nimi manipulować. Na przykład ludzie uprzywilejowani przywiązują wagę do sprawiedliwości, ale zwykle sądzą, że sprawiedliwe są ich przywileje. Dlatego ludzie inteligentni zwykle praktykują cnoty budujące wartości, a idioci, którzy zwykle rządzą, narzucili większości moralność wartości bez cnót. Dlatego tak łatwo rządzi hipokryzja. Idiota bez mrugnięcia rozprawia o równości, a doi, ile się da.

 

150 tys. lat wciąż się mordujemy. Robimy to coraz sprawniej. Nikt nie wie, ile wytrwamy. Od kilkuset lat mamy znaczący wpływ na otoczenie. Nie wiemy, jak długo ono to zniesie. Dla większości wciąż ważniejsza jest doraźna wygoda niż przetrwanie gatunku. Dla rządów najważniejsze jest utrzymanie władzy – nie równowaga w przyrodzie. Nawet w tej sprawie idioci są górą. Nie mówiąc o tym, z jak idiotycznych powodów ludzie mordują innych, nawet kiedy wiedzą, że sami mogą być zamordowani. Nie ma takiej wartości, której byśmy nie byli gotowi odwrócić lub poświęcić. To też jest historycznie trwałe.

 

Polska tego doświadczyła jak mało który kraj, gdy wymazywano ją z mapy, i tylko nieprawdopodobne zdarzenia mające idiotyczne powody tworzyły nieprawdopodobne warunki, w których się mogła odrodzić. Podobnie czasem powstają nieprawdopodobne warunki, kiedy władza działa racjonalnie i tworzy kapitały, które idioci potem długo trwonią. To są historyczne cykle, w których idiotyzm stanowi regułę, a inteligencja wyjątek – z czasem nazywany „cudem gospodarczym” albo „złotym wiekiem”.


Regułą jest idiotyczna władza. Inteligentne rządy mogą się zdarzyć lub nie. Podobnie jak na loterii można sprzedać 99 proc. losów, a nikt nie trafi najważniejszej wygranej. Nie warto liczyć na szczęście. Trzeba działać. Trwa degeneracja, którą powodują idioci, ale jednocześnie pojawiają się różne dobre trendy. Trzeba próbować im inteligentnie pomóc. Może za którymś razem się uda.

 

Maxime Rovere – francuski filozof, tłumacz, pisarz. Pracuje w École Normale Supérieure de Lyon i w Universite Pontificale Catholique w Rio de Janeiro. Specjalista i tłumacz Spinozy. W Polsce wydał „Co zrobić z idiotami. I jak samemu nie wyjść na idiotę” (Znak 2021)

WIĘCEJ: Polityka 26.2021 (3318) z dnia 22.06.2021; Polityka; s. 24

 

 

 

 

 

 

ŚWIAT TO PRZESTRZEŃ KSZTAŁTÓW

 

Czas nie istnieje, przekonuje Barbour, jest tylko ciąg następujących Teraz, czyli nieruchomych kadrów przedstawiających różne konfiguracje atomów i cząstek. 

 

Jest wiele praw fizyki, ale tylko jedno, które uważa się za absolutnie nie do podważenia: drugie prawo termodynamiki, czyli entropia, która zawsze rośnie. Najprościej, jest to nieporządek w każdym izolowanym, zamkniętym układzie. Dlatego gwiazdy wypalą swoje nuklearne paliwo, cząsteczki i atomy składające się na kosmos ulegną rozproszeniu, rozpadając się. Dojdzie do  sytuacji, w której nic się nie zdarza – do tak zwanej śmierci cieplnej. Tak stanie się jeśli nasz wszechświat jest zamknięty jak pudełko.

 

wschód słońca

 

Kopernik wstrzymując Słońce umieścił swój model układu słonecznego w nieruchomych ramach kosmosu, podobnie Newton. Kelvin pisał, że energia jest bezpowrotnie rozproszona, gubi się dzielona przypadkowo między cząsteczki i atomy.

 

Jeśli entropia wszechświata rośnie, czyli zwiększa się nieporządek, to gdzieś na początku powinien panować wielki porządek, tymczasem był chaos. Znane prawa fizyki tego paradoksu nie wyjaśniają. 

 

Ponieważ jednak kosmos nie jest silnikiem parowym, maszyną, która sprowokowała narodziny termodynamiki, entropia nie jest właściwym pojęciem do wyjaśnienia jego ewolucji. Wszechświat przekształca się ciągle w uporządkowane, coraz bardziej złożone struktury i te zmiany to właśnie jest czas.

Świat da się ująć przez proporcje odległości dzielące jedną cząstkę lub obiekt od drugiego. Można je opisać liczbą i nie potrzeba jakiejś arbitralnej jednostki jak linijka czy klepsydra. Naturą kosmosu jest przestrzeń kształtów, za którymi stoi abstrakcyjny, wielowymiarowy, matematyczny twór. Matematyka jest podszewką świata.

 

Kiedy astronomowie patrzą w niebo, widzą obiekty w różnych chwilach ich przeszłości. Ich kształty można ułożyć w sekwencje, które niosą ze sobą opowieść o ewolucji wszechświata. I jest to opowieść otwarta. „Śmierć cieplna w formie równowagi termicznej nie jest końcowym stanem wszechświata. Różnorodność, wyrażana przez kształty i proporcje, może rosnąć bez końca”, przekonuje Barbour. Jego wszechświat trwa wiecznie, jak matematyka, i do tego trwania nie potrzebuje przyczyny.

 

Umysł ludzki to też fragment przestrzeni kształtów, tylko bardzo specjalny – bo zawierający w sobie historię wszechświata, który powołał go do istnienia. Za pośrednictwem umysłu wszechświat przedstawia i tłumaczy sam siebie. „Nowe myśli mogą być podprogowymi inspiracjami płynącymi z całego wszechświata” – pisze brytyjski kosmolog„. Poeci, artyści, kompozytorzy, fizycy teoretyczni – wszyscy oni są częściami wszechświata, który ewoluuje od jednego kształtu do drugiego”. „Kto miałby orzec, czy esencję wszechświata wierniej oddaje eksplozja supernowej czy plamka farby na obrazie Cézanne’a?”.

 

Oczywistą słabością jego opowieści jest fakt, iż prowadzona jest ona w języku fizyki klasycznej – języku materii rozumianej zgodnie z codzienną intuicją. Tymczasem od stu lat wiemy, że losy wszechświata determinowane są przez zjawiska kwantowe. To dlatego Barbour, kończąc pisać książkę, zaczynał myśleć o kwantowej dynamice kształtów.

 

WIĘCEJ:

W Polsce jego „Nowa teoria czasu. Punkt Janusa” ukaże się 16 września nakładem Copernicus Center Press)

 

Polityka 25.2021 (3317) z dnia 15.06.2021; Nauka i cywilizacja; s. 56

Oryginalny tytuł tekstu: "Kształt nadziei"


 

 

 

 

 

 

ŚWIAT NIE MÓGŁBY ZAISTNIEĆ PRZYPADKOWO

 

Węgiel jest niezbędny, by wyprodukować fizyka, ale ażeby mógł powstać węgiel muszą powstać i przejść pewną ewolucją gwiazdy, w których wnętrzu dokonała się synteza pierwiastków. Możemy się tak cofać aż do Wielkiego wybuchu. Nakłada to granice na czas i własności Wszechświata.

 

Skoro świat wyprodukował nas takimi, jakimi się znamy, to świat nie mógł być jakikolwiek; na zbiór jego warunków początkowych musiały być nałożone pewne ograniczenia, które nie pozwoliły światu zboczyć z tej drogi, na której mogły zdarzyć się nasze narodziny.

                                          Ewolucja Wszechświata                  

 

Gdyby więc na początku świata decydował przypadek nie miałby żadnej szansy, by wybrać warunki konieczne do zaistnienia człowieka.

Według noblisty Penrose prawdopodobieństwo ślepego wyboru Wszechświata jest jak 1:10 do 123 potęgi.

Liczba 10 do 100 potęgi to jedynka i 100 zer.

Nazywa się googol.

 

WIĘCEJ: Michał Heller, Nowa fizyka i nowa teologia.

 

 

 

 

 

            29 MAJA       /

           KWIECIEŃ         /

       KONTAKT         /

Darmowy licznik odwiedzin

 

 

Z  BALKONU

Kopiec przed burzą

 

 

 

 

 

 

DZIELIMY SIĘ BO JESTEŚMY MNIEJ LUB BARDZIEJ OPERATYWNI

 

Kluczowym terminem dla zrozumienia źródeł zróżnicowania społecznego może być pojęcie operatywności, czyli zdolności radzenia sobie ze światem. Każdy z nas ma swój poziom operatywności, to znaczy umiejętności rozwiązywania napotykanych problemów. Kluczowym efektem operatywności jest jakość życia i zasobność a więc dostęp do dóbr materialnych.

 

Pojawia się tu zasadnicze pytanie, jak powinny zostać podzielone zasoby pomiędzy tymi bardziej i mniej operatywnymi. Operatywność jest cechą indywidualną, lecz jest też uzależniona od miejsca jednostki w społeczeństwie. Kto natomiast ma być rzecznikiem mniej operatywnych?. Zwłaszcza, że skuteczność rzeczników wymaga od nich samych operatywności.

Skąd zatem biorą się bardziej operatywni rzecznicy tych mniej operatywnych?

Jest tu kilka źródeł. Po pierwsze, to dziedziczona więź, tak jak często bywało w partiach chłopskich czy robotniczych. Ich liderami były osoby, które przebiły się przez siatkę społeczną ze względu na swoją wyjątkową operatywność, ale zachowały więź z macierzystym środowiskiem i jego problemy leżały im na sercu. Stawali się więc rzecznikami tych mniej operatywnych.

Istotnym elementem jest też wspólna tożsamość – odwołanie do więzi narodowej czy religijnej, tworzącej szersze wspólnoty.

 

Im bogatsze społeczeństwo, tym trudniej je naprawić. Największe przyrosty występują u tych, którzy mają wiele do nadrobienia. Natomiast zbliżanie się do doskonałości jest wyjątkowo trudne. Brak postępów jest oczywiście dużo mniej dotkliwy w społeczeństwie o wysokim poziomie dobrostanu, ale i tam może on kłuć w oczy. Najlepiej ten mechanizm dziedziczenia zasobów komentuje afrykańskie przysłowie: „Ojciec karmi krowę, syn doi, a wnuk zarzyna”.

Wraz z awansem społecznym pojawia się wzrost możliwości, ale i spadek motywacji do dalszego rozwoju.

 

„Kto chce, szuka sposobu, kto nie chce, szuka powodu”.

„Może i kradną, ale przynajmniej się dzielą”.

 

Dlatego szczególnie istotne jest to, jaki poziom operatywności mają rzecznicy bardziej operatywnych.  Rzecznicy operatywnych nie potrafią uchwycić tego, co jest potrzebne, by uzyskać akceptację ogółu. Przypodobanie się ważniejszym w hierarchii prestiżu czy dochodów nie wystarcza, by zdobyć wyborcze poparcie większości.

Chodzi o coś więcej niż szukanie dziur w każdym z rządowych postulatów i podważanie zasadniczych tez projektu. Przygotowanie alternatywy dla rządowego planu to sztuka znacznie trudniejsza i wymaga przemyślenia problemu przez tych najbardziej operatywnych. Nie wystarczy czekać w przekonaniu, że PiS jako rzecznik mniej operatywnych okaże się nieoperatywny i potknie się o własne nogi, oddając opozycji wymarzone zwycięstwo.

 

To temat do naprawdę poważnej dyskusji: jak powinien wyglądać ład społeczny, aby nie mogły się na nim żywić nadużycia władzy? Zarówno tej pochodzącej z wyboru, jak i tej znacznie subtelniejszej – wywodzącej się z pozycji technokratycznej, opartej na lepszym wyposażeniu w kapitał, sieci kontaktów i uprzywilejowaniu na wszystkich możliwych polach. W bogatym i wykształconym społeczeństwie znalezienie takiego nowego ładu powinno być łatwiejsze,

ale – jak widać – nie jest to takie oczywiste.

 

WIĘCEJ: JAROSŁAW FLIS Socjolog, komentator polityczny, T.P.NR 22/2021

 

BIEDNI I BOGACI W KRAJU BOGATYM I BIEDNYM

 

      SZWECJA

 10 % najbogatszych

 ma tylko dwa razy więcej

 niż 10% najuboższych 

 

       POLSKA

10 %najbogatszych

ma aż pięć razy więcej

niż 10% najuboższych

             
             
             
             
             

 

Im mniejsze nierówności, tym większy wzrost gospodarczy - NFW

WIĘCEJ: Jan Zielonka, Liberalna Europa w odwrocie 2018

 

 

 

 

 

 

JERZYKI LECĄ DO AFRYKI. SAMOLOTEM

 

W domu mieliśmy pisklęta jerzyków, które w sierpniu powinny odlecieć do Afryki. Było ich pięć. Wykarmiłam je jak zawsze, ale tym razem to były pisklęta późno urodzone i nie odleciały, a tu wrzesień. Mąż mnie wypytywał, po co je karmię, skoro i tak będą na uśpienie, bo w Polsce jest za zimno, żeby przeżyły po wypuszczeniu. Na październik Gucwińscy dostają zaproszenie na konferencję Światowego Stowarzyszenia Ogrodów Zoologicznych i Akwariów do Republiki Południowej Afryki.  Pomyślałam, że skoro my lecimy do Afryki, to może one polecą z nami, tyle że samolotem. 

 

Każde pisklę zawijają w serwetki śniadaniowe, tworząc z nich tubkę. Z zewnątrz ptak wygląda jak kanapka. Pięć kanapek trafia do papierowej torby, którą Antoni dziurawi, by był dopływ powietrza. Ptasia śniadaniówka ląduje na dnie płóciennej torby, bagażu podręcznego Hanny. W bagażu Antoniego wiją się mączniki, przysmak jerzyków, i środek na wieczny sen, gdyby przemyt został odkryty. Torbę brali na taśmy w kontroli celnej i bezpieczeństwa i wcale nie stwierdzili, że są w niej ptaki. Ja je musiałam po drodze karmić mącznikami. Brałam ptaka-kanapkę i do dzióbka – robak.

 

Po dwóch godzinach jerzyki lądują w Londynie. Tu kolejna odprawa, niezauważone drugi raz przejeżdżają na taśmie przez kontrolę. Samolot do Johannesburga jest większy, ale jerzykom w serwetce wszystko jedno. Wieczorem, po bardzo dokładnej odprawie celnej, wyruszamy. Po godzinie widzimy, że coś jest nie tak, jesteśmy na niskim pułapie. Nad Kairem kapitan przeprasza: mamy kłopoty techniczne i musimy wracać, będzie awaryjne lądowanie w Londynie. Wszyscy, co już wcześniej latali, biorą naszyjniki, ściskają w rękach dokumenty, bo nie wiadomo, jak się wyląduje. Wylądowaliśmy, okazało się, że były jakieś niegroźne kłopoty ze skrzydłem. Półtorej godziny czekaliśmy w hotelu w Londynie.

 

Bagaż podręczny się zabierało, więc nie było problemu z jerzykami. Opóźniony lot zostaje powtórzony. Kanapki przechodzą trzecią kontrolę bagażu. Pomyślnie. Po ponad dwudziestu godzinach lotu z Warszawy jerzyki lądują w Johannesburgu. Również czwartą, ostatnią kontrolę celników, w RPA, przechodzą niezauważone. – Hotel to były takie osobne domki, jak chaty. Odwijałem z torebek, podrzucałem i wszystkie pięć odleciało. Momentalnie otaczały je miejscowe jerzyki. To grupowe ptaki. Udało się, szczęśliwie. Ale to było wariactwo. Przewiozłam je, inaczej same musiałyby tę trasę pokonać. Torbę, w której przejechały, mam do dzisiaj.

 

   Na podstawie tej książki:

 

 

 

 

JAK POWSTAJE WIDNOKRĄG DZIECKA?

 

Starsza ryba spotyka dwie młode rybki i pyta:

- Jak tam woda dzisiaj?

- Gdy odpłynęła, młode patrzą na siebie zdumione:

- A co to jest woda?

 

Tak się czułem czytając książkę Yi-Fu Tuana, "Przestrzeń i miejsce".

W przestrzeni czujemy się jak ryby w wodzie.

 

Plemię pigmejów w Kongo żyje w puszczy, w której nie ma pór roku a nawet słońce słabo dociera przez dziką roślinność. Żadnego widnokręgu. W ich języku nie ma form czasu przeszłego ani przyszłego, bo do niczego nie są potrzebne. Jest tylko teraźniejszość.

A lud syberyjski Czukcze ma 9 zaimków wskazujących odległość od mówiącego.

 

Niemowlę posiada najwyżej 20 procent mózgu dorosłego i nie może odróżnić siebie od tego, co na zewnętrz. Nie ma świata. Pod koniec pierwszego miesiąca może skierować wzrok na przedmiot dokładnie na linii jego wzroku. W czwartym miesiącu nie wykazuje zainteresowania czymkolwiek poza 1. metrem otoczenia. Pierwszym stałym rozpoznawalnym przedmiotem są rodzice. Kilkutygodniowe dziecko potrafi wyczuwać ich obecność i kierunek gdzie się znajdują. Kieruje wzrok na twarz dorosłego a głodne otwiera usta do ssania i uspokaja się gdy ktoś się zbliża.

 

Ośmiomiesięczne dziecko przysłuchuje się hałasom za ścianą a więc wykracza poza to, co dotykalne i widoczne, ale jego przestrzeń wyznaczają barierki łóżeczka.

Odwraca się w płaczu na widok obcego.

 

Raczkujące dziecko zaczyna poznawać przestrzeń.

 

Miejsce dla dziecka jest jak duży i nieruchomy przedmiot. Male rzeczy są ważniejsze, bo można je wziąć do ręki i włożyć do ust.

Dwuroczne dziecko rozumie pytanie "gdzie", ale odróżnia tylko miejsca charakterystyczne i na stałe łączy z nimi ludzi; jest zdumione gdy spotka przedszkolankę na ulicy.

 

Dziecko ma krótką przeszłość, energia nie pozwala mu na przerwy czy zamyślenia, bo nie ma do czego wracać. Bardzo rzeczowo patrzy na przedmioty, które u ludzi dorosłych  mogą wywoływać różne wspomnienia i nastroje.

 

 

 

 

 

            20 MAJA       /

           KWIECIEŃ         /

       KONTAKT         /

Darmowy licznik odwiedzin

 

JERZYKI WRÓCIŁY

z Afryki

 

 

 

 

 

 

 

"WSCHÓD NA ZACHODZIE"

 

Zdjęcie o godzinie piątej rano.

Z mojego balkonu przez parę minut widzę odbite w oknie słońce, które wschodzi po drugiej stronie świata.

 

 

"Domyślam się, ze kiedy patrzycie z tego miejsca, wydaje się wam, że słońce musi zachodzić za tym wielkim budynkiem, prawda? To oznacza, że nigdy nie zobaczycie gdzie to się dzieje naprawdę. Ten budynek zawsze wam to zasłania... Tam, gdzie mieszkamy, nic nam nie zasłania widoku. Z mojej sypialni na piętrze wyraźnie widać, gdzie zachodzi słońce. Widać wyraźnie to miejsce, dokąd idzie w nocy".

 

To jest fragment książki Kazuo Ishiguro "Klara i słońce".

Oglądamy świat oczami sztucznej inteligencji, wprawdzie nie najnowszej generacji, ale posiadającej niewyczerpaną chęć poznawania, pamięć i empatię. Energię czerpie ze słońca i w nim widzi nadzieję. Historia przyjaźni maszyny z samotną dziewczynką.

 

 

 

 

 

 

NIEUDANE ZADOMOWIENIE

 

Codziennie na mój balkon przylatują gołębie. Lubię je i podziwiam ich nieustanne próby zbliżenia się do człowieka. Ponieważ jednak nie są jerzykami i nie wynoszą swoich odchodów, więc wychodzę, przepraszam i mówię, by jednak poleciały sobie gdzieindziej. Zwykle to skutkuje. Na kilka godzin. Ale przedwczoraj wracały zaledwie po paru minutach i odlatując nawet nie próbowały usiąść gdzieś, tylko robiły kółko w powietrzu i znów siadały na poręczy balkonu. Szczególnie jeden. Dopiero pod wieczór znikły.

 

Rano znów słyszę gul-gul-gul. Otwieram drzwi na balkon i tuż za progiem, w skrzynce na kwiaty, którą przykryłem plastikową folią, leży jedno jajko i jedna gałązka z drzewa.

Jajko idealne, białe i trochę mniejsze niż od kury.

Nasłuchałem się opowieści o tym, co znaczy mieć gniazdo na balkonie więc, niestety,  musiałem je wyrzucić a gniazdo zasłoniłem pudełkiem po pizzy.

 

W ciągu całego dnia raz tylko przyleciała, pewnie samica. Posiedziała chwilę nieruchomo  na poręczy balkonu nie próbując nawet dostać się do gniazda. Jakby zrobiła swoje i nic więcej nie poradzi. Tak samo dziś. Przez kilka minut, siedziała zupełnie jak martwa.:

 

 

 

 

 

 

 

BIDEN I OBAMA

 

 

Czytam autobiografię: "Biden. Spełniając obietnice". Wcześniej przeczytałem: "Obama. Ziemia obiecana". Spodziewałem się różnic, ale nie aż takich. Książka Obamy to wyważony reportaż człowieka doskonałego, którego życie osobiste jest usłane różami takimi jak wspaniała żona Michelle i jego dwie córki. Podczas swoich rządów raz tylko stracił panowanie nad sytuacją i do tego nad siłami natury, gdy w Zatoce Meksykańskiej wybuchł odwiert ropy i nikt nie potrafi zatamować zalewającej morze trucizny.

 

Obecny prezydent USA napisał pełną psychologicznych szczegółów powieść a dramaty z jakim musiał się zmierzyć, nasuwają porównanie do biblijnej Księgi Hioba.

W szkole był najmniejszym w klasie, okrutnie prześladowanym przez rówieśników, jąkałą. Gdy w końcu osiąga swój wymarzony cel i zostaje senatorem, ma cudowną żonę i trójkę dzieci, spotyka go straszne nieszczęście. Z dna podniósł się jedynie dzięki wsparciu najbliższej rodziny i przyjaciół: jego żona i córeczka giną w wypadku samochodowym a obaj synowie zostali poważnie ranni.

 

Potem także on sam przeszedł operację tętniaka mózgu, podczas której groziła mu utrata mowy. Tak wspomina moment gdy pożegnał się z dziećmi: "bez względu na to, co miało się wydarzyć, moi synowie sobie poradzą. A ja spełniłem własne oczekiwania. W chwili gdy było to najważniejsze, zachowałem się jak człowiek, jakim chciałem być".

 

Kilka lat później umiera jego ukochany syn Beau.

 

Niby wszystko różni tych dwóch ludzi, ale najgłębiej są do siebie bardzo podobni. Obaj chcą pomagać innym skutecznie i jak najwięcej a więc dlatego na szczytach polityki światowego mocarstwa. Mają też potrzebne do tego, osobiste talenty. Obama zawsze spokojny i pewny, że wszystko będzie dobrze. Biden impulsywny pasjonat z ogromną siłą przebicia, łapiący równocześnie dziesięć srok za ogon.

 

Barack pisząc o Joe, podkreśla jego elokwencję: dajcie mu piętnaście minut, a będzie przemawiał pół godziny, oraz niezwykłą kontaktowość: każdego dostrzega, każdemu potrafi powiedzieć jakiś komplement. Tłumaczy to tym, że w młodości przez kilkanaście lat musiał trzymać język za zębami, bo jąkanie się go ośmieszało.

 

Podobny jest też ich sposób uprawiania polityki. Obaj zostali senatorami dzięki własnej inwencji i wysiłkowi. Biden nie miał nawet wymaganych trzydziestu lat, gdy pokonał senatora, który z nikim nie przegrał od kilkudziesięciu lat. Gdy postanawia osobiście dotrzeć do jak największej liczby wyborców, z pomocą rodziny urządza spotkania przy kawie i pączkach, ale nie jedno w niedzielę wieczorem, tylko zaczynają o 8 rano a następne co godzinę w innej miejscowości. Gdy tydzień przed końcem elekcji brakło mu pieniędzy na radiowe spoty, wziął pożyczkę pod zastaw swojego domu.

 

Oczywiście, nie byłbym Polakiem, gdybym nie śledził zdań o naszym kraju. W "Ziemi obiecanej", która obejmuje tylko dwa pierwsze lata rządów Obamy, zaledwie raz wspomina on o krajach Europy Środkowej, które obawiają się Rosji.

Natomiast Biden do połowy "Spełniania obietnic" - bo tyle na razie przeczytałem - pisze o Polakach czterokrotnie, i to jak!:

"Pojedynek był wyrównany, więc musieliśmy poczekać na ostateczne wyniki z robotniczej polskiej dzielnicy. Była to okolica, w której przez trzy lata chodziłem od drzwi do drzwi. Wszyscy mnie tam znali, podobnie jak moją żonę Neilię. Traktowali ją jak ukochaną córkę. Zawsze będę pamiętać, że to ich głosy przesądziły o mojej wygranej. s.121

 

P.S. Tytuł pierwszej książki obiecuje, druga spełnia te obietnice?

 

 

 

 

 

 

FARAONOWIE INTERNETU

 

Profesor Shoshuana Zuboff od czterdziestu lat dokumentuje przejęcie władzy nad światem przez kilku ludzi posiadających wiedzę i możliwości techniczne czyli sztuczną inteligencję. Badają oni potrzeby i nawyki nas, zwykłych konsumentów internetu i dostarczają nam to, czego pragniemy, przy okazji modelując nas tak, jak tego wymagają od nich zleceniodawcy, czyli producenci artykułów, które wszyscy kupujemy.

 

Historia zna niejeden podobny cykl zdarzeń. Taką władzę sprawowali chińscy cesarze, egipscy faraonowie, osmańscy sułtani, cesarze rzymscy, czy europejscy dyktatorzy. Wszyscy oni jednak panowali tylko nad jakimiś fragmentem świata a swoich poddanych  do posłuszeństwa zmuszali przemocą.

 

Władcy internetu nikogo do niczego nie zmuszają. Oni tylko wykorzystują naszą potrzebę komunikacji (1 facebook) i  pragnienie wiedzy (2 Google) a po kryjomu, chęć posiadania ciągle nowych przedmiotów (3 reklama). Ponieważ te dwie pierwsze czynności bez naszej wiedzy podporządkowane są tej trzeciej, Zuboff głosi apokaliptyczną wizję przyszłości.

Internetowi dyktatorzy lepiej od nas wiedzą czego potrzebujemy. Mało tego, oni wszczepiają nam odpowiednie do ich celów pragnienia a my, nie wiedząc o tym, działamy według ich celów.

 

Skąd tu zaraz ta apokalipsa?

Podstawową ludzką cechą jest wolność wyboru, natomiast te mechanizmy stosowane od dzieciństwa, likwidują w człowieku zarówno możliwość jak i samą potrzebę bycia wolnym. Czy będziemy więc podlegać kilku nerdom, władcom, którzy nawet nie mają jeszcze własnej nazwy? I być może nigdy nie będą jej mieć, ponieważ główną rolę w całym tym procederze gra sztuczna inteligencja. To ona, w sobie tylko znany sposób, przelicza niekończące się zbiory danych, na zrozumiały dla człowieka wynik. A więc w ostatecznym rachunku jesteśmy podporządkowani maszynom.

 

 

P.S. "Z upływem wieków staniemy się rasą niższą. Niższą pod względem siły, niższą pod względem samokontroli moralnej, tak że to w nich upatrywać będziemy wzorca tego, do czego najmędrszy i najlepszy z ludzi mógłby dążyć. Żadne żądze niskie, żadne zazdrości i chciwości ni nieczyste pragnienia nie splamią anielskiej potęgi wspaniałych tych stworzeń. Grzech, wstyd smutek nie będą miały do nich przystępu (...)

Jesteśmy zdania, iż bezzwłocznie winna zostać im wydana wojna na śmierć i życie. Kto dobrze życzy swojej rasie, winien zniszczyć każdą maszynę, każdego bądź sortu".

- napisał Samuel Butler (1835-1902) pisarz, teolog, autor dystopii "Erewhon".

W roku 2015 list otwarty wzywający do obrony przed sztuczną inteligencją podpisali Stephen Hawking, Elon Musk i wielu akademików i praktyków IA.

 

Wolność woli polega na tym, że nie można znać teraz działań przyszłych.

Ludwig Wittgenstein, Notatniki 1914 - 1916

 

Aby jakiekolwiek przewidywanie miało sens, musiałoby się dać testować powtarzalnie w ściśle określonych warunkach, tymczasem warunki życia społeczeństw nieustannie się zmieniają. W najbardziej nieprzewidywalny sposób zmienia je postęp technologiczny, który sam także nie da się przewidzieć.

- napisał Carl Popper (1902 - 1994) w "Nędzy historycyzmu".

 

 

 

 

 

 

U SĄSIADÓW 3 MAJA FLAGI NA BALKONIE

 

 

 

21 KWIETNIA                     MARZEC                   KONTAKT               Darmowy licznik odwiedzin

 

 

NA POWITANIE SĄSIADÓW

 

Redakcja Tygodnika Powszechnego przenosi się do sąsiedniego bloku na moim osiedlu Dworska 1C. Przypominam więc jeden z wierszy w moim przekładzie, który ukazał się w tym piśmie.

 

R.S.Thomas

Zielone kategorie

 

Nigdy zapewne, Prytherchu, nie słyszałeś o Kancie?

Osobliwy to był człowiek! Cóż by on powiedział

o twoim życiu, wolnym od walki

przeciwieństw; wolnym także

od chwiejnej myśli toczącej bój

ze światem, który sama stworzyła?

                       Tu wszystko jest pewne;

przedmiot wrośnięty w żywy

kwiat, drzewo i kamień. Nawet gdy śpisz

w niskiej izbie, ciemna zieleń

prze na belki. Czas i przestrzeń

nie są posłuszną twej woli

matematyką, tylko zielonym kalendarzem

za którym podąża twoje serce. Jakżebyś inaczej

odnalazł drogę do domu albo wiedział kiedy umrzeć,

powoli i cierpliwie jak ci,

którzy z głębi zielonego przypływu

wznieśli te kamienie przy drodze?

Na nic tu jego logika. Ale i twoja myśl

zachwiałaby się pod nagłym powiewem

zimnego geniuszu. A jednak

gdyby dane wam było spotkać się w ogrodzie, chronionym

przed ciągłym zalewem dzikiej zieleni, doszlibyście do zgody,

z tą samą wiarą, przy niebieskim płomieniu gwiazd.

 

R.S.Thomas (ur.1913-2000) "jest jednym z pięciu-sześciu najlepszych poetów, piszących dziś w języku angielskim" (Kingsley Amis).

 

 

Ronald Stuart Thomas pseud. R. S. Thomas - walijski poeta tworzący w języku angielskim, duchowny w narodowym Kościele walijskim. Tworzył lirykę refleksyjną, inspirowaną krajobrazem i folklorem Walii, jak również poezję religijną. Wikipedia

 

WIĘCEJ: http://www.antoniorzech.eu/THOMAS.htm

 

========================

 

AFROPOLAKI

 

Drugiego dnia w moim obecnym mieszkaniu, przy końcu maja w roku 2009 napisałem:

"Wieczorem przyleciały jerzyki. Wysoko, przecinają niebo zakosami w karkołomnych akrobacjach. Między drzewami, jak strzały, śmigają kosy. Czasem przeleci gawron, nieporadny bombowiec przy tamtych myśliwcach. A wszystkie czarne jak węgiel. Raz przepłynęła roztańczona mgławica małych ptaszków.

Dwie czarne muchy, przyklejone do szyby, tu sobie znalazły bezpieczne miejsce".

 

Później co roku wypatrywałem tych afropolaków. Teraz codziennie próbuję zgadnąć dokąd już doleciały z Afryki.

Naukowcy z miasta Lund, w którym mieszkałem ponad 30 lat, założyli tym ptakom maleńkie geolokatory umożliwiające odtworzenie trasy ich wędrówki:

 

Większość z nich leci przez Gibraltar a te od nas przez Afrykę Zachodnią docierają do Afryki Środkowej a potem dalej na wschód.

 

Ich kształt ciała i skrzydeł pozwalał im szybować z prędkością nawet 180 km/godz.

W powietrzu spędzają 99% czasu. Jeden z badanych ptaków przez 314 dni przysiadł tylko na dwie godziny. Dlatego nogi stały się im niepotrzebne. Mało widoczna stopa jest przystosowana do czepiania się pionowych powierzchni i gdy przypadkiem wylądują na ziemi, nie potrafią wzbić się do lotu.

 

 

:

Trzeba im pomóc

 

Każdego roku wracają do tych samych gniazd. Samica składa 2 lub 3 jajka i wysiadują na zmianę.

Przy złej pogodzie i braku muchówek, chrząszczy, motyli i komarów odlatują nawet 100 km od gniazda a pisklęta wpadając w stan odrętwienia, mogą przetrwać bez pokarmu kilka dni.

 

Jerzyki żyją długo, przeciętnie 7 lat a rekordzista dożył 21 lat. W tym czasie, jak obliczyli Szwedzi, przeleciał 7 razy na Księżyc i z powrotem.

 

Lubią być w gromadzie, dlatego nie należy montować pojedynczych budek a ponieważ odchody wynoszą daleko poza gniazdo więc nie zanieczyszczają miejsca zamieszkania. Przerzedzają chmary komarów, choć nie tak bardzo jakbyśmy tego oczekiwali. Ja oczekuję tylko na ich powrót a to, że przybywają tu aż z Afryki, czyni je naprawdę niezwykłymi. Skoro jednak u nas przychodzą na świat, to do Afryki lecą tylko na saksy, czyli są Afropolakami.

 

PS. 1- Saksy dawniej emigracja zarobkowa do Saksonii.

PS. 2- Jerzyki podobnie jak ludzie wyemigrowały z Afryki wschodniej do Europy, ale gdy w zimie znika ich pożywienie, zamiast przestawić się na inną dietę, wolą wracać do matecznika.

PS. 3 - W powietrzu nikt im nie dorówna, dlatego nie wiedzą co to strach i na zdjęciach w rękach ludzi wyglądają jedynie trochę zdziwione.

A od ciągłego polowania na ruchome punkty w powietrzu, nawet jastrząb nie ma takiego spojrzenia.

 

=========================

 

SKĄD SIĘ WZIĘŁA "GODNOŚĆ?" - źródło i podstawa etyki

 

Praindoeuropejskie słowo "god" (z przydechem h przed "g" i po "d") znaczyło "łączyć", "być złączonym". Stąd w językach germańskich znaczenie "dobry" i "Bóg".

 

U nas od XIV wieku "gody" to dni dobre do świętowania. na przykład okres od Bożego Narodzenia do Trzech Króli. Później gody stały się w ogóle czasem do-godnym do zrobienia czegoś ważnego, uczty, święta, ślubu. Z tych godów biorą się "zgoda", "wygoda", "przygoda", oznaczające coś ważnego i przyjemnego zarazem. I łagodność też.

 

Paolo Veronese, Gody w Kanie Galilejskiej

Dobrze jest wiedzieć, że "człowiek godny" to nie ważniak na piedestale lecz ten, kto z godów a więc z czasu wyszedł i dlatego jest chętny do zgody i równości, bo czas nie robi wyjątków. Potrafi on też świętować i po prostu cieszyć się często a nie tylko w wyznaczonym terminie.

 

===========================================

 

CO BĘDZIE? ŁABĘDZIE

 

Nad Wilgą, między ogródkami, w dawnym korycie rzeki jest staw.

Na brzegu działkowcy wysypują śmieci. Stoi tam też drzewo, które piorun rozłupał i podpalił. Został tylko czarny kikut.

A stamtąd pieszo do Wawelu jest tylko 15 minut.

    

  

 

Po przeciwnej stronie, w trzcinach samica łabędzia wysiaduje młode.

Najpierw zbudowała gniazdo, złożyła jajka a teraz będzie swoim ciałem tak długo je ogrzewać aż się wylęgną małe.

Czasem podpływa do niej samiec, który przy brzegu strzeże rewiru. Ptaki te są sobie dozgonnie wierne.

 

W słoneczne południe razem długo żerują w trzcinach. Gdy wracają, on odprowadza ją  aż pod sam próg. Jedno machnięcie skrzydłami i już jest w domu. 

Zaczyna  się nie mające końca osuszanie. Najpierw z grubsza wyciera cały tułów długą szyją i otrząsa ją jak mokry wałek. Dziobem szoruje każdą część ciała, każde piórko a najdokładniej te, które będą dotykać jaj. Na koniec poprawia jeszcze jajka i siada w gnieździe. Ale co jakiś czas wstaje i  przesuwa je, kręci się na wszystkie strony, jednym słowem, gnieździ się.

 

Widziałem jak pęka kurze jajo a z niego wypada mokre, skurczone pisklę. Myślałem, że skorupkę przebija dziobem, tymczasem okazuje się, że ptaki mają specjalny ząb, który służy do przebicia skorupy a potem zanika.

 

Jeszcze sto lat temu w Polsce było niewiele łabędzi. Dziś jest już 6 tysięcy par a nad Bałtykiem zimuje ich aż 100 tysięcy.

Kilka z nich wypłynie z gniazda na stawie nad Wilgą.

 

 

Wiele razy widziałem płynący Wisłą sznur łabędzi.

Gdy zrywają się do lotu, najpierw długo człapią po wodzie i z trudem unoszą się w powietrze, ale gdy już rozprostują dwumetrowe skrzydła, ich uderzenia słychać jak miarowy szum morskich fal.  

 

==========================================

 
 

 

ŻYCZĘ WIELKANOCNEJ NADZIEI ŻE W ŻYCIU WSZYSTKO MOŻNA POKONAĆ - NAWET ŚMIERĆ

 

 

===========================================================

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

POKAŻ IM ZAJĄCZKA

 

 

Dawniej życie toczyło się lokalnie a całość była niewidoczna. Na tej podstawie Adam Smith oparł swoje analizy ekonomiczne o "niewidzialnej ręce". Każdy kto dba o "swoje własne bezpieczeństwo, o własny zysk jest prowadzony przez NIEWIDZIALNĄ RĘKĘ".  Ona zaś nagradza te działania. Pojedynczy człowiek nie wie jak to się dzieje, ponieważ całość jest zbyt złożona dla ludzkiego umysłu i pozostaje tajemnicą. Ogólny wzór jest niewidoczny i dlatego jednostka na swoim podwórku może działać w sposób wolny. Ignorancja jest więc warunkiem wolności.

 

Tak było dawniej. Dziś, dzięki Internetowi, komputerom i sztucznej inteligencji można zebrać i uporządkować nieskończenie większą liczbę danych o relacjach między ludźmi. i można je wykorzystać do przewidywania i sterowania zachowaniem ogromnych populacji. "Próbujemy zmapować wszystkie rzeczy na świecie i ich wzajemne powiązania" - FB. Jak się ta wiedza ma do wolności?

 

Zuckerberga i jemu podobnych do niedawna nikt nie ograniczał. Nie było nawet języka, by opisać to, co oni robią i do czego zmierzają. Takiej władzy nie miał dotychczas żaden człowiek na Ziemi. Jeden z jego pracowników, który zaczynał od badania populacji bobrów, całkowite panowanie nad ich zachowaniem porównał do spojrzenia samego Boga. 

 

Nagrodę Nobla (Abla) w matematyce dostał Avi Wigderson, który opisuje jak w próbie orzeł czy reszka, z pomocą komputera można przewidzieć każdy następny wynik rzutu monetą.  Dla sędziego przed meczem piłkarskim w dalszym ciągu wynik ten będzie przypadkowy, choć teoretycznie już takim nie jest. Przypadkowość jest więc miarą naszej ignorancji. Ja wiem, że facebook zbiera wszystko, co tutaj przeciwko niemu piszę, ale w żaden sposób nie ogranicza to mojej wolności, ponieważ jak dowiodło tego wielu, w każdych warunkach można być wolnym.

 

Pokaż im zajączka...

 

==========================

 

JAK SIĘ CHRONIĆ PRZED FACEBOOKIEM?

 

Rok temu sprawdzałem w sklepach i w Internecie bieżnię do pokoju. Wszystkie były zbyt duże, aż tu nagle na pulpicie widzę taką składaną jak walizka. Musieli zapamiętać moje potrzeby i teraz podsyłają mi jej nową wersję.

 

Niżej napisałem, że sami też możemy uodpornić się na reklamę i polityczną manipulację wystarczy nie chodzić w żadnym stadzie i nie otwierać reklam, ale pojawiają się też różne mechaniczne zabezpieczenia przed inwigilacją. Na przykład:

- etui na telefon, które blokuje sygnały,

- osłony utrudniające rozpoznawanie twarzy,

- płaszcze zatrzymujące fale radiowe

- a nawet dyfuzor, który uwalnia metaliczny zapach po wykryciu niezabezpieczonej strony internetowej.

 

Dzięki szybkim routerom można się komunikować poza siecią (off-grid), albo przesyłać informację tylko do przewodników mających kontakt z ciałem czyli wykluczających szpiegujące automaty.

Rozszerzenie do przeglądarki losowo wybiera emoji za każdym razem gdy klikniemy "lubię to", czyli ingeruje w proces śledzenia nas.

 

A przecież to sama przyjemność, słuchać dzwonków z nowymi powiadomieniami, oglądać zdjęcia od (nie)znajomych z dalekich krajów czy składać komuś życzenia urodzinowe, tylko dlatego, że przypomina o nich FB. Młodzi bez przerwy tkwią w tym świecie a odłączeni od "polubień" czują się wydrążeni, puści i nic nieznaczący. Nie rozwinęli jeszcze w sobie życia wewnętrznego, głębokiego centrum, w którym człowiek naprawdę jest sobą.

I to jest chyba największa szkoda jaką nam wyrządza facebook.

 

===============================

 

 

"NAJWAŻNIEJSZA KSIĄŻKA XXI WIEKU" - Zadie Smith

 

Autorka na 840 stronach dowodzi, że Google, Facebook, itp

w przyjemny i niezauważalny sposób pozbawiają nas możliwości wyboru.

Bez naszej wiedzy i zgody rejestrują każde nasze kliknięcie w Internecie.

Następnie z pomocą sztucznej inteligencji, tworzą profil każdego osobno,

dzięki któremu potrafią przewidzieć dokładnie nasze zachowanie.

Te predykcje (czyli nas) za miliardy dolarów sprzedają firmom,

które na tej podstawie tworzą swoje personalne reklamy.

 

Korzystają z nich także partie polityczne podczas wyborów,

kiedy mogą kierować dokładnie sprofilowaną agitację

np. tylko do niezdecydowanych bombardując ich

informacjami mającymi na celu wybór jakiejś partii.

 

Shoshana Zuboff opisuje jak w ten sposób kilku ludzi takich

jak szef Google, Larry Page czy Facebooka, Marc Zuckerberg

zdobyło władzę nad milionami użytkowników Internetu.

Uzasadnia, że jest to władza odbierająca nam wolność wyboru

a tym samym naszą przyszłość.

Inni w coraz większym stopniu będą decydować za nas.

To panowanie porównuje z historycznymi systemami totalitarnymi.

Niżej zestawienie podobieństw.

 

Terror i morderstwa, którymi posługiwali się Stalin i Hitler,

to dziś "zawłaszczenie danych o nas w celu

kontroli i predykcji naszych zachowań".

Inne metody, lecz skutek ten sam:

Ubezwłasnowolnienie bez rozlewu krwi

a nawet z pasją klikając codziennie w Google i Facebooku

sami się o to prosimy.

 

Mogą nas przed tym obronić nasze rządy

i próbują to robić Francja i Australia.

Sami też możemy uodpornić się na reklamę i polityczną manipulację

wystarczy nie chodzić w żadnym stadzie

i nie otwierać żadnej reklamy.

DWA GATUNKI WŁADZY

Elementy porównawcze

  Totalitaryzm

Instrumentalizm

Centralna metafora

Wielki Brat

Wielki Inny

Wizja totalitarna

Totalne posiadanie

Totalna pewność

Cel nadrzędny

Doskonałe społeczeństwo

Całkowita przewidywalność

Ośrodek władzy

Kontrola środków przemocy

Kontrola wiedzy

Instrumenty władzy

Administracja terroru

Własność środków przekazu

Podstawowe mechanizmy

Terror i morderstwa

Własność predykcji

Teoria i praktyka

Teoria wspiera praktykę

Praktyka skrywa teorię

Styl ideologiczny

Religia polityczna

Radykalna obojętność

Strategie społeczne

 Wyznawcy : wrogowie

Odrębność

Procesy społeczne

Zgodność i posłuszeństwo

Przewidywalność

Jednostka produkcji

Masa polityczna

Populacja statystyczna

Wektor wpływu

Reedukacja

Modyfikacja zachowań

Wzorce społeczne

Radykalna izolacja

Radykalne połączenie

Wymagania od jednostki

Lojalność i podporządkowanie

Podporządkowanie wynikom

Źródło przywiązania do władzy

Likwidacja tożsamości

Odebranie skuteczności

 

WIĘCEJ: Shosuana Zuboff, Wiek kapitalizmu inwigilacji.

ZOB. WYŻEJ: Pokaż im zajączka i Jak się bronić przed facebookiem?

 

===================================================

SZWEDZKA BALLADA

 

Na klepisku w Ockero harmonia gra

księżyc lśni w pełni jakby ze szkła

tam twarz przy twarzy Fredrik Wind

tańczy z panną Cecilią Lind.

 

Ona oczy ma zamknięte, lecz złączeni

więc zna każdy jego krok

Cecylio, ty się rumienisz

choć kryje was wieczorny mrok.

 

Czy dlatego, że pachniesz kwiatami

jak powiedział Fredrik Wind

i że tańczysz tak lekko z krągłymi piersiami

Cecilio piękna Lind.

 

 

https://www.youtube.com/watch?v=ePHJor90b0Q...

 

Taniec się skończył, dokąd by iść

skoro mieszkają tak blisko,

poszedł pod drzwi jej Fredrik Wind

- och, pocałuj mnie, rzekła Cecilia Lind.

 

Wind, wstydź się, z ciebie stary drań

a Cecilia to dziecko, jeszcze czysty kwiat

łania co biegnie pod wiatr

i siedemnaście ma lat.

 

Gwiazdy błądzą po niebie i nie patrzą na tych dwoje

kogo obchodzi, że on lata ma swoje

księżyc jest nowy a miłość ślepa, - Fredrik Wind

pocałuj mnie jeszcze raz, szepnęła Cecila Lind

 

                                                      - przekład a.o.

 

=========================

 

KOSMICZNY EKSPERYMENT

 

Cztery miliardy lat temu wokół słońca krążyły trzy podobne do siebie planety, na których znajdowały się ciepłe oceany. Były to: Wenus, Ziemia i Mars. Dlaczego dziś dwie z nich są pustyniami a Ziemia kwitnie?

 

miliardy lat temu tak prawdopodobnie wyglądało jezioro,

na dnie którego wylądował łazik

 

Dane z Marsa dlatego są tak ważne, ponieważ zastygł on i trwa niezmieniony, więc jego głazy są jak ziemskie kilka mld lat temu.

Tylko Ziemia ma skały tektoniczne i dlatego tu mogło rozwinąć się życie.

Pierwsze organizmy były chemotrofami czyli mówiąc wprost, jadły skały. Potrzebowały ciągle nowych dostaw i to właśnie zapewniały im procesy tektoniczne, które wypiętrzały głębokie pokłady tworzące dziś góry.

 

Następną cechą, której nie mają nasze dwie bliźniacze planety jest pole magnetyczne. Sam wodór, składnik wody, jest bardzo lekki i niepołączony z innymi cząsteczkami ulatuje w przestrzeń kosmiczną a więc nie może się rozwinąć sprzyjająca życiu atmosfera.

Nie wiadomo dlaczego Wenus i Mars nie mają tego przyciągającego magnesu a my mamy.

 

Porównywanie tych trzech planet, to jak wielki kosmiczny eksperyment.

 

===========================

 

"PRAWDA"

"Praw" znaczyło kiedyś "prosty", jego przeciwieństwem był: "krzyw"-krzywy (krzywda). Praw, prawy – zyskało potem znaczenie etyczne. Człowiek prawy to był ktoś więcej niż uczciwy, był wzniośle szlachetny. Potem prawda awansowała i ma nas wyzwolić, my jej mamy szukać, potem dać jej świadectwo, a wreszcie jej służyć.To sprawiło, że się zaczęliśmy jej bać. Zaczęła boleć, zgorzkniała (gorzka prawda), być okrutna. Trudno jej spojrzeć w oczy, bo kole zwłaszcza gdy ją kto w te oczy rąbie prosto z mostu. I, niestety, wychodzi (czasem wypływa) na wierzch. Niektórzy próbują z nią negocjować, to oni najczęściej mówią, że prawda leży pośrodku,

ale ona leży tam, gdzie leży, a właściwie stoi i ruszyć się nie da. I żeby to odreagować, zaczęliśmy się, prawda trochę nią, prawda, bawić. A to jako takim właśnie przecinkiem, a to jako rytualnie podtrzymującym dialog pytaniem, prawda? Ale choć wprawdzie polubiliśmy jej oswojonych kuzynów, tak naprawdę miłych i doprawdy sympatycznych, co prawda to prawda, ale prawdę mówiąc - sama prawda i tylko prawda wywołuje u nas często, prawda, jakiś niepokój.

WIĘCEJ: Jerzy Bralczyk, Prawda. Takie słowo G.W. 20.02. 2021

 

===============================

ADAM MICHNIK: WIERZĘ W TAJEMNICĘ

W stalinowskich latach Kościół był jedynym miejscem, gdzie mowa nie była sprostytuowana. Był oazą niezależności, a religia była źródłem oporu przeciwko sowietyzacji. Po roku 1989 tej obecności Kościoła w życiu publicznym Polacy po prostu chcieli. Nie uznaję odpowiedzialności zbiorowej. Bądźmy różni i szanujmy swoją różnorodność. Cała gra nacjonalistycznej prawicy polega na tym, żeby spór polityczny zamienić w wojnę religijną. Dominikanin Maciej Biskup, którzy jasno mówią: „Kościół jest od pokazywania perspektywy moralnej, nie od narzucania”. 

 

Nie zmienię jednak zdania, że istotą Kościoła są Ewangelie, a nie „Rozmowy niedokończone” Tadeusza Rydzyka czy krucjaty różańcowe. Możliwe przecież jest stanowisko chrześcijańskie, które mówi: tak dla życia, tak dla wyboru. Ono oznacza, że nie kwestionuje się prawa kobiety do wyboru, ale czyni się wszystko, żeby kobietę od takiego wyboru odwieść, by nie musiała go dokonywać. Tak to wygląda w różnych krajach Europy. "Gorszące jest dziękowanie patriotom za obronę kościołów. Ci patrioci stali pod wrocławską katedrą. Nikt nie przyszedł, więc poszli na protest i bili ludzi. Chłopakowi pocięli twarz. I to im dziękuje Episkopat?" - Biskup OP.

  

FOTO: kościół św. Józefa w Krakowie

 

Moim zdaniem Kościół się znalazł w najgłębszym kryzysie od czasu reformacji. Zmienił się język rozmowy o Kościele, nie ma dialogu, jest konfrontacja, wielu katolików nabrało odwagi i nie boi się ostro krytykować hierarchów. Zabawne, ale symptomatyczne jest coś, co powiedziała redaktorka naczelna „Znaku” Dominika Kozłowska – że oprócz Michnika nikt chyba nie wierzy już w autorytet Kościoła instytucjonalnego. Kościół traci autorytet i jest w kryzysie, bo nie odrobił lekcji z demokracji, nie rozumie, co to znaczy współżyć w jednym państwie z ludźmi, którzy mają inne poglądy. Nie wie, jak funkcjonować w społeczeństwie pluralistycznym. Oczywiście Kościół ma prawo stać się politycznym lobby, ale wtedy musi sobie zdawać sprawę, że będzie traktowany jak każda inna partia. 

 

Dziś zaczyna dominować postawa: mamy dość wszystkiego, co jest związane w jakikolwiek sposób z Kościołem katolickim, chcemy świeckich mediów, świeckiego państwa, chcemy się całkowicie uwolnić. A skoro tak, to uczciwe jest zerwać wszelkie więzi. „Bóg nie potrzebuje być przez nikogo broniony i nie chce, aby jego imię było używane do terroryzowania ludzi. Proszę wszystkich, by przestali wykorzystywać religię do wzniecania nienawiści, przemocy, ekstremizmu i ślepego fanatyzmu”. To słowa papieża Franciszka. Jeśli to margines, daj nam Panie Boże więcej takich marginesów. Odrzucam myślenie, w którym nie ma miejsca na życzliwość dla Kościoła katolickiego. „Gdzie się dwóch spotka w moim imieniu, jestem z wami” – mówił Chrystus. To już jest wspólnota, która się tworzy wokół wartości ewangelicznych. na tych wartościach nasze życie osobiste i zbiorowe powinno być ufundowane. Nie na zasadzie posłuszeństwa, bo sam Chrystus był nieposłuszny. 

 

Ja wierzę w tajemnicę. Nie wiem do końca, jak to jest z istnieniem Boga. Znam wszystkie argumenty za i przeciw i żaden mnie nie przekonuje do końca.  „Nie ma drugiej takiej organizacji, która oferowałaby ludziom równie mocne poczucie sensu życia. W polskiej kulturze nie ma alternatywy, która mogłaby być przyjęta przez szerokie rzesze" - Stefan Chwin, pisarz. „Kazania na górze” – to jest najpiękniejsza religia, jaką znam. Boję się odrzucenia Dekalogu i odwrócenia od tradycji, boję się, że uczniowie nie będą wiedzieli, kim był Jezus. To nieusuwalny składnik naszej tradycji i oś europejskiego systemu wartości. 

 

Można budować system wartości poza Kościołem, ale nie na pogardzie dla katolicyzmu, który jest dla milionów ludzi czymś świętym. „Ludzkość bez Boga jest nie do wyobrażenia” - Zygmunt Bauman, filozof. Kościół był zawsze znakiem sprzeciwu. To, co mnie niepokoi, to fakt, iż dla wielu ludzi staje się znakiem przymusu. Zwracam uwagę młodej lewicy, że nawet jeśli będziecie budować osobny system wartości poza wiarą, to w gruncie rzeczy on przecież i tak będzie się pokrywał z najbardziej fundamentalnymi postulatami samej Ewangelii i z Dekalogiem. Jeżeli dwa tysiące lat utrzymuje się judaizm i chrześcijaństwo, a islam od VII wieku, to coś to znaczy. 

Nie zrozumiesz polskiej kultury, jeśli nie rozumiesz Ewangelii i chrześcijaństwa. To już jest dorobek i tożsamość wykraczające poza samo uczestnictwo w Kościele. Na dłuższą metę nie ma wiary bez instytucjonalnej oprawy, bez Kościoła. Są oczywiście inteletualiści, artyści, którzy chadzają swoimi drogami, ale ludzie generalnie mają potrzebę przynależności do wspólnoty. 

 

Kościół będzie się zmieniał, zmieniać się będą wspólnoty, ludzie będą coraz częściej unikać takich hierarchów jak Marek Jędraszewski. Ale nasze społeczeństwo jako całość chrześcijaństwa nie porzuci. Dlatego jest tak niesłychanie ważne, aby zachować zdolność do rozmawiania i wysłuchiwania się nawzajem. Ta lawina chamstwa, która zalewa nas z telewizji Jacka Kurskiego, jest nieporównywalna z tym, co spontanicznie wykrzykują dziewczyny i chłopcy na manifestacjach. 

Ten kryzys jest zły i dla Polski, i dla Kościoła. Ci "prawicowcy" szanują hierarchię Kościoła, bo widzą w nim siłę, którą można się posłużyć. Forma ataków na Jana Pawła II wydaje mi się prymitywna, to nie jest krytycyzm, to jest agresywna destrukcja. Krytycyzm jest oparty na faktach i argumentach.. Akcje z nalepkami na nazwach ulic, malowanie pomników papieża – to jest oburzające, ogłupiające i demoralizujące.

WIĘCEJ: Rozmowę z Adamem Michnikiem "Troje na jednego" można przeczytać w najnowszym numerze pisma "Zdanie".

=============================

NAJPIERW WIEDZA I NIE MA JUŻ MIEJSCA NA NIC WIĘCEJ

Panowie doktorzy socjologii i ekonomii (zob. niżej) krytykują autorów wypowiadających się w "Wysokich Obcasach" na temat pedagogiki. Zamieszczane tam teksty można podsumować reportażami z najlepszych europejskich szkół w Finlandii.

Finowie swój sukces przypisują RÓWNOWADZE między wiedzą przekazywaną wszystkim zgodnie z programem a tą, zdobytą samodzielnie. Jeśli przyrody uczą się w naturze, to oczywiste, że mają konkretne informacje wstępne. Pogląd naszych socjologów jest realizowany praktycznie w polskich szkołach tzn. nauczyciel ma do przekazania tak ogromny materiał zaprogramowany (wiedzę!), że nie ma czasu na refleksję. Czy np. uczący się historii, najpierw muszą przez kilka lat zapamiętać (?) setki faktów, aby później - kiedy?- przedyskutować: dlaczego Jagiełło pozwolił na dalsze istnienie Krzyżaków, którzy później jako Prusy pogrzebali Polskę? Odsyłając nas do badań naukowych nad efektami nauczania, doktorzy socjologii przytaczają przykład jak działają umysły naukowców. A przecież naukowo badane są efekty pracy różnych systemów szkolnych, co w tym przypadku, jest bardziej adekwatne.

Niżej zamieszczam pierwszą (z czterech) stronę z mojej eksperymentalnej lekcji historii. Najważniejsze dane o bitwie pod Grunwaldem umieściłem na osobnych kartkach (tu trzeba je wyciąć a w laptopie wystarczyło przesuwać) i uczeń ma je ułożyć chronologicznie. Przypomina to puzzle, albo pracę naukowca, który z materiałów historycznych składa obraz jakiegoś zdarzenia. Kolorem ciemnym zaznaczyłem łatwiejszy poziom.Krytycy powiedzą, że z wykładu, czy z książki uczniowie zaczerpnęliby więcej "wiedzy" (co to znaczy?). Nic nie przeszkadza tu w takim uzupełnieniu, ale to, czego się uczą układając te fakty, to znacznie więcej (umiejętności!) niż tylko zapamiętanie kto, kiedy i kogo pobił?

WIĘCEJ: OJCZYZNA POLSZCZYZNA Nr 3. 1991 r

ZDOLNOŚĆ DO KRYTYCZNEGO MYŚLENIA OPIERA SIĘ NA WIEDZY Wyniki badań eksperymentalnych pokazują, że ekspert nie myśli tak dobrze poza swoim obszarem doświadczenia, nawet w blisko związanej dziedzinie. Wciąż jest lepszy niż nowicjusz, ale transfer umiejętności jest tylko częściowy. Żeby zostać ekspertem w danej dziedzinie, trzeba się z tą wiedzą zapoznać, przećwiczyć jej zastosowania i dopiero potem można popisywać się kreatywnością i myśleniem krytycznym. Przeglądy badań pokazują, jak trudne do wprowadzenia i często nieskuteczne są „innowacyjne” metody nauczania.

Metody opierające się całkowicie na samodzielnej pracy uczniów powodują duże rozwarstwienie, dając co prawda okazję do błyśnięcia najlepszym, ale zostawiając z tyłu tych przeciętnych i słabszych. Motywację uczniów buduje przede wszystkim poczucie własnej skuteczności. To nie samo robienie eksperymentów w klasie jest najlepszą metodą prowadzącą do zrozumienia metody naukowej. Nie wystarczy powiedzieć, że uczymy kreatywności, żeby uczniowie stali się kreatywni. Nie wystarczy nauczać metodą projektową, żeby uczniowie zostali innowatorami zdolnymi do twórczej pracy nad projektami. mizerne będą efekty poszukiwania informacji przez osobę, która nie potrafi ocenić, czy to, co znalazła, jest cokolwiek warte. Ocena jakości informacji opiera się na wiedzy w danej dziedzinie, a nie bliżej nieokreślonej kompetencji krytycznej analizy.

Ważne, żeby w dyskusji o różnych podejściach oprzeć się na badaniach, a nie np. na popularnych, ale błędnych stwierdzeniach, że wiedza jest niepotrzebna. Czy też na tezach, że jak człowiek coś zrobi sam, to się lepiej nauczy niż wtedy, gdy ktoś mu to pokaże i wytłumaczy (kolejny popularny mit). Zob.: „Edukacja i uczenie się. 16 największych mitów” Jeffreya Holmesa .

dr hab. Maciej Jakubowski, ekonomista i socjolog.dr Tomasz Gajderowicz, doktor nauk ekonomicznych.WIĘCEJ: Zmieniajmy szkołę, opierając się na badaniach, nie na intuicjach i modzie.G.W. 13.02. 2021.\

 

==========================

 

GDY FILOZOFA SPYTAĆ O MIŁOŚĆ...

Bardzo wiele osób jest dziś porzucanych i tak się dzieje głównie dlatego, że ich partnerzy pomylili miłość dojrzałą z niedojrzałą, miłość właściwą z namiętnością. Miłość jest też powszechnie mylona z zakochaniem, czyli pierwszą fazą relacji, która porusza uczucia i kieruje ku drugiej osobie. A miłość dojrzała nie jest jedynie poruszeniem ani pragnieniem! Ona jest decyzją opartą na woli, a nie afekcie.

Obserwuję dziś, że ludzie co prawda wchodzą w fazę decyzji, że „tak, to z tobą chcę iść przez życie”, ale po kilku latach, kiedy kończy się namiętność, związana ściśle ze zmysłowością, widać wypalenie. A dzieje się tak, kiedy przez te lata nie wypracowało się wspólnie przyjaźni. Mówię o takiej przyjaźni między dwojgiem dorosłych ludzi, która daje im intymność na poziomie duchowym, gdzie jest zarówno wzajemne zaufanie, jak i powierzenie się sobie, oddanie. I to wszystko jest niezależne od namiętności czy pragnienia fizycznego. Bliskie mi są takie właśnie koncepcje, które wyrażają miłość jako postawę woli. Nie tylko jako uczucie, które się pojawia, ale jako uczucie, które trzeba podeprzeć decyzją. Koncepcja, która sprowadza miłość do aktu płciowego, do więzi wyłącznie cielesnej, może być uznana za koncepcję antymiłości.

Człowiek może się spełniać w różnych rodzajach miłości, nie tylko w tej, którą nazywamy ‘eros’ czy ‘amor’, czyli w miłości tęskniącej i pożądliwej. Kiedy na człowieka nieoczekiwanie spada porzucenie, ponieważ ktoś nagle postanowił iść za pożądaniem, to jest to sytuacja, z którą bardzo trudno sobie poradzić. Odczuwane wówczas cierpienie jest porównywalne do tego, które przeżywamy, gdy najbliższy nam człowiek umiera. Przekonanie, że muszę znaleźć tę idealną drugą połowę, bo inaczej związek będzie nieudany, powoduje, że ludzie porzucają kolejnych partnerów, ponieważ ci nie okazują się tą mityczną drugą połówką i czary się nie zadziały. Dlatego rozmawiam o tym, że drugi człowiek nie tylko nie musi być ideałem. Boimy się bardzo być zwyczajnymi ludźmi. Boimy się być nudni. To jest dziś wielki problem: kwestia znudzenia drugim człowiekiem, ponieważ konsumpcyjny model życia zakłada, że my ciągle potrzebujemy bodźców. Nieustanne bodźcowanie rodzi problemy związane z miłością i samotnością we współczesnym świecie.

Młode pokolenie uczy się budować relacje mądrzej. Być może nadszedł moment przesycenia łatwością „zahaczenia” drugiego człowieka i „skorzystania” z niego, Jeśli ludzie dochodzą do wniosku, że ich miłość się wypaliła, to chyba właśnie oznacza, że zabrakło głębokiego zaangażowania w budowanie intymności w rozumieniu oddania sobie siebie i dbałości o dobro drugiej osoby. Ponieważ miłość, jak ustaliłyśmy, ma wiele oblicz – począwszy od miłości własnej, przez miłość erotyczną, matczyną, braterską, miłość do ojczyzny czy wreszcie do Boga w przypadku osób religijnych – to wydaje mi się, że nie ma człowieka, który by swoją życiową postawą choć jednej z form miłości nie wyrażał.

- mówi dr filozofii Justyna Smoleń-Starowieyska, która od czterech lat praktykuje doradztwo filozoficzne. WIĘCEJ: Weekend.gazeta.pl 13.02.2021

 

===========================

 

 

JEDNI PŁYNĄ STATKIEM INNI W STAREJ ŁODZI

 

Nowy watykański dokument o starości.

Ludzi starych "nasze społeczeństwo pozbawiło głosu, odsunęło na margines, próbując pozbyć się w ten sposób strachu przed słabością i bezbronnością” – napisał papież Franciszek.  Budowa mostu pomiędzy pokoleniami jest jednym z jego największych pragnień. „Nie zdajemy sobie sprawy, że izolowanie osób starszych i pozostawianie ich pod opieką obcych, bez właściwego i bliskiego towarzyszenia rodziny, okalecza i zubaża samą rodzinę. Co więcej, doprowadza do pozbawienia ludzi młodych niezbędnego kontaktu z ich korzeniami i mądrością, której młodzież nie może osiągnąć o własnych siłach” – encyklika „Fratelli tutti”.

 

 

Ostatni rok w tragiczny sposób pokazał słabość współczesnego społeczeństwa, które usuwa starość z pola widzenia: ponad połowę ofiar śmiertelnych pandemii stanowili pensjonariusze domów opieki. Pokazała ona, że wbrew temu, co mówiono, nie płyniemy wszyscy na tej samej łódce. Może i znaleźliśmy się pośrodku tej samej nawałnicy, ale jedni mierzą się z nią na pokładzie bezpiecznego statku, a inni próbują ratować się z pomocą starej tratwy.

 

Pensjonariusze domów opieki, pozbawieni kontaktu z najbliższymi, umierają częściej niż osoby w tym samym wieku, mieszkające w domach rodzinnych. Rodzina jest najbardziej odpowiednim miejscem przeżywania starości. Zdarza się jednak czasami, choćby ze względu na wymóg stałej, profesjonalnej opieki, że osoba starsza musi trafić do wyspecjalizowanej instytucji. Papiescy eksperci apelują o wysiłek stworzenia w nich odpowiednich warunków, umożliwiających okazanie szacunku i zachowanie autonomii pacjentów. Zachęcają do kreatywności i przełamywania schematów, do jakich wszyscy z wygody lub lenistwa już się przyzwyczailiśmy. Jednym z takich pomysłów jest choćby zwiększenie usług opiekuńczych świadczonych w domach, jak też tworzenie niewielkich jednostek, funkcjonujących na zasadzie co-housingu.

 

Wiara w życie wieczne sprawia, że starość jest widziana nie jako zmierzch życia, ale czas zbliżania się do upragnionego celu. Szczególną rolę może i powinno odgrywać w tym chrześcijaństwo, które przynosi osobom starszym nadzieję, że „najlepsze jeszcze przed nimi”. „Życie wieczne będzie także rzeczywistością cielesną w zmartwychwstałym i odnowionym ciele” .

 

„Błogosławieństwo długiego życia” staje się dziś często przekleństwem człowieka. Trzeba na nowo przemyśleć takie pojęcia, jak solidarność społeczna i sformułować jasny przekaz, dlaczego troska o osoby najstarsze jest społecznym priorytetem.

„O ile trudno przewidywać, co nas czeka w przyszłości to jedno w niej jest pewne: nasza starość”.

 

========================

 

 

 

 

 

Z BALKONU - artysta malarz

 

 

 

GALERIA WESOŁYCH BAŁWANKÓW

 

 

 

 

==========================

 

NIEPEŁNOSPRAWNE SPOŁECZEŃSTWO

 

Jeżeli ośmielam się zabrać tu głos, to jedynie dlatego, że przez 30 lat słuchałem tego, co mają do powiedzenia rodzice i same osoby z niepełnosprawnością..

W ciągu tych trzech dekad zaszła pod tym względem rewolucja. Z etapu izolacji przeszliśmy do akceptacji czy umiarkowanej integracji. Nadal jednak traktujemy osoby z niepełnosprawnością intelektualną bardziej jako problem, z którym coś trzeba zrobić, niż jako osoby, które mają takie same prawa jak my. Widzimy niepełnosprawnych ludzi, nie widzimy natomiast niepełnosprawnego społeczeństwa, jakie tworzymy. mimo ogromnej pracy, jaką wykonano – osoby z niepełnosprawnością intelektualną często odbierają z zewnątrz ten sam sygnał: byłoby lepiej, żebyś się nie urodził…

 

Nie piszę o moich wyobrażeniach – piszę o tym, co widziałem na własne oczy i co usłyszałem od moich niepełnosprawnych znajomych lub ich rodziców. Najczęściej matek. Kiedy rodzi się dziecko z niepełnosprawnością intelektualną, większość mężczyzn wcześniej czy później znika. Co więcej – otoczenie ani nie osądza ich surowo, ani nie próbuje pomóc im zmierzyć się z nową sytuacją. Wiele z historii, których teraz przychodzi nam wysłuchać, to opowieści o samotności, desperacji i determinacji kobiet.

 

W Polsce uczennice i uczniowie szkół specjalnych muszą je opuścić, kiedy ukończą 25 lat. Co mogą robić później? Są warsztaty terapii zajęciowej, które teoretycznie w ciągu następnych trzech lat powinny przygotować ich do wejścia na rynek pracy. Tyle, że dla znakomitej większości osób z niepełnosprawnością intelektualną nikt żadnych miejsc pracy nie przewiduje. Są na świecie państwa, gdzie takie osoby są zatrudnione w sklepach, firmach sprzątających, a nawet urzędach. Niektóre kończą wyższe uczelnie, inne pracują jako modele. U nas temat dopiero raczkuje.

 

„Żeby umarło przede mną” – taki tytuł nosi poruszająca książka Jacka Hołuba, zbierająca opowieści matek niepełnosprawnych dzieci. Część rodziców to właśnie słyszy na początku jako pociechę: „Na szczęście nie będzie żyło długo…”.

Przez politykę życia rozumiem taką politykę, która nie sprowadza się do głosowania „za życiem”, ale stara się przede wszystkim budować „środowisko życia”. Polityki takiej nie tworzy się hasłami, nawet najszlachetniejszymi, ale dalekowzrocznymi decyzjami, dotyczącymi w dodatku bardzo różnych sfer. Rolą państwa nie jest zastawianie pułapek na ludzi i przymuszanie do heroizmu, ale tworzenie warunków, w których wybory heroiczne będą możliwe. Cóż z tego, że wpisze się do ustawy takie czy inne przywileje (ułatwiony dostęp do lekarza czy rehabilitacji), skoro w praktyce nie można z nich skorzystać? 

 

Scena ze spektaklu warszawskiego Teatru 21 pt. „Klauni, czyli o rodzinie. Odcinek 3” w reż. Justyny Sobczyk. Od lewej: Magdalena Świątkowska, Piotr Swend, Michał Pęszyński. 17 grudnia 2015 r. GRZEGORZ PRESS / TEATR 2

 

W Krakowie od lat działa Teatr Exit, który z niepełnosprawnymi artystami przygotowuje poruszające spektakle inspirowane historiami biblijnymi. Takich inicjatyw jest w Polsce niemało, ale bardzo niewielu z nich udaje się przedostać do głównego nurtu. Otwiera się tu także pole dla Kościoła. Prowadzi on wiele placówek, w których osoby z niepełnosprawnością intelektualną mogą znaleźć schronienie, a z czasem dom.

 

Piszę o kryzysach i problemach, a właściwie powinienem pisać o miłości. Nawet najlepsze państwo opiekuńcze, choćby nie wiadomo jak sprawne, nie zastąpi kochających rodziców. Są też matki i ojcowie, od których usłyszymy, że nie chcieliby dla siebie innego życia, a ich dzieci dały im szczęście. Tylko słuchając, jesteśmy w stanie zrobić kolejny krok na drodze do dojrzalszego społeczeństwa. Najgorzej jest, kiedy społeczeństwo utrzymuje się w stanie niedojrzałości, a miłość i cierpienie są wykorzystywane do rozgrywek politycznych.

 

Ostatecznie każdy tekst skupia uwagę czytających przede wszystkim na wyzwaniach, z którymi trzeba się uporać. A w konsekwencji – mimo iż bardzo nie chcę tego robić – umacnia taką wizję, w której samo istnienie tych osób jest i zawsze będzie problemem. A to nieprawda. To my jesteśmy problemem, nie one.

 

WIĘCEJ: WOJCIECJ BONOWICZ, T.P. 08.02.2021

 

=====================================

 

POLSCY FIZYCY WYJAŚNILI MECHANIKĘ KWANTOWĄ

 

 

 Mechanika kwantowa to najbardziej płodna teoria wszech czasów. Została potwierdzona wieloma niezwykle precyzyjnymi doświadczeniami. Bez niej nie tylko fizyka atomowa czy jądrowa, ale komputery, lasery i większość nowoczesnej technologii byłyby niemożliwe. A z drugiej strony kompletnie kompromituje nasz rozum np. zgodnie z mechaniką kwantową cząstki jednocześnie mogą być w kilku miejscach naraz. 

 

Klasyczne wyobrażenie o świecie, które w sobie hodujemy, to zbiór przesądów. 
 

Fizycy napisali pracę, w której pokazują, skąd się biorą dziwactwa kwantowe, co jest ich „praprzyczyną”. Zastosowali Szczególną Teorię  Względności Einsteina, w której przyjęli odrzucane dotychczas założenie, że obserwator porusza się z prędkością większą niż prędkość światała. Następuje w niej zachwianie reguł przyczynowości dokładnie w ten sposób, jak to przewiduje mechanika kwantowa. Jej dziwność jest dokładnie taka, jak w mechanice kwantowej. A ruch z prędkością nadświetlną jest możliwy na różne sposoby. Natomiast jest niemożliwe, aby ciało, które ma masę, przekroczyło prędkość światła, bo to by wymagało nieskończonej energii. 

 

Ale czy istnieją obiekty nadświetlne, tego nie wiemy. Nikt ich jeszcze nie odkrył. Z całą pewnością teoria względności nie wyklucza ich istnienia. Jeśli ich nie ma, to z innych powodów, których jeszcze nie rozumiemy. Gdyby istniały, to wiadomo dokładnie, jakie miałyby własności. 

 

To, że dopuszczamy tylko obserwatorów poruszających się z prędkością mniejszą niż światło, jest właściwie sprzeczne z zasadą Galileusza. Jeśli według niej każdy obserwator inercyjny ma być równoprawny, to te nadświetlne też. 

 

Teoria kreśli obraz świata podzielonego na dwie części – podświetlną i nadświetlą. To, co się dzieje u nas, w części podświetlnej, jest związane z tym, co się dzieje w części nadświetlnej. Ale to są  dwa rozdzielne światy, nie da się przekroczyć prędkości światła w żadną stronę. nie możemy się rozpędzić do prędkości nadświetlnej. A obiektów nadświetlnych nie da się spowolnić poniżej prędkości światła. Ale to, że nadświetlni obserwatorzy są dopuszczalni, powoduje, że nasz podświetlny świat jest tak dziwny, jak to opisuje mechanika kwantowa. Kiedy się zaś dopuści nadświetlnych obserwatorów, czyli to, na co pozwala matematyka, to dostajemy teorię, która opisuje świat mechaniki kwantowej. Może dziwny, ale zgodny z eksperymentami. jeśli się wykluczy nadświetlnych obserwatorów, to mamy świat szczególnej teorii względności Einsteina, w którym wszystko jest deterministyczne, cząstki się poruszają po stałej i jednej trajektorii. Wszystko dzieje się tak jak tego chce zdrowy rozsądek. Z wyjątkiem tego, że jest to sprzeczne z obserwacjami, bo taki świat klasyczny, jak wiemy, jest fikcją. 
 

Dragan napisał w książce „Kwantechizm”: „fundamentalne prawa fizyki to zbiór twierdzeń, które póki co nie zostały podważone”. Żadnej teorii nie da się więc udowodnić, co najwyżej można ją podważyć. Jakiś czas temu jeden z eksperymentów sugerował, że neutrina są nadświetlne. Okazało się, że tylko poluzował się jeden z kabli w elektronice. Ale nawet gdybyśmy je odkryli, tak czy inaczej nie moglibyśmy komunikować się z nadświetlną prędkością, bo nie mielibyśmy nad nimi żadnej kontroli. Z naszego punktu widzenia zachowywałyby się losowo. 

 

Prof. Andrzej Dragan kieruje grupą badawczą zajmującą się relatywistyczną informacją kwantową. 

Fotografuje, reżyseruje i montuje filmy. Jest w gronie artystów HBO. W zeszłym roku ukazała się jego książka „Kwantechizm, czyli klatka na ludzi”. 

 

Praca Dragana o kwantach okazała się jedną z najbardziej popularnych, jakie opublikował „New Journal of Physics”. Była najczęściej przeglądaną w ub. roku. O ile nie w całej historii tego pisma. Jakieś 50 tys. razy. 

Nikomu nie udało się póki co wskazać w niej żadnej oczywistej sprzeczności. 
 

Publikację Andrzeja Dragana i Artura Ekerta można znaleźć tu.

https://iopscience.iop.org/article/10.1088/1367-2630/ab76f7

 

WIĘCEJ: Piotr Cieśliński G.W. 7 kwietnia 2021

 

==================================

 

 

SPOTKANIE RODZINNE NA DĘBIE

 

Trzy lata temu, tu na tym dębie, wykluły się na świat. Mają już pewnie swoje gniazda, ale czasem przylatują wszystkie sześć razem. Posiedzą chwilę nieruchomo i odlatują. Jest zimno, trzeba znaleźć coś do zjedzenia, by przetrwać noc.

 

Sroki są jedynymi ptakami na świecie, które rozpoznają się w lustrze. Potrafią to także małpy, słonie i delfiny. Dzieci zaczynają rozpoznawać swoje odbicie koło drugiego roku życia i dlatego nazwano ten okres "stadium lustra". W tym samym czasie pojawia się u nich sympatia, żal, empatia a nawet kłamstwa.Nie wiadomo czy podobne uczucia przeżywają też sroki, ale skoro uczestniczą w "sroczym pogrzebie", rozpoznają ludzkie twarze i mogą kogoś nie lubić lub pamiętać wyrządzoną krzywdę,to nie można tego wykluczyć.

 

WIĘCEJ: :sroki budują gniazdo na dębie

 

====================================

PRZESTAJEMY BYĆ LUDŹMI 

 

Czytam 840 stron książki, którą niektórzy uznają za najważniejszą w tym wieku. Jest to ogromny dokument kradzieży jakich dokonują firmy internetowe, przede wszystkim Facebook i Google. Cokolwiek robisz w sieci, one wyłapują to i sprzedają za miliardy firmom, które z kolei używają tych danych do swoich reklam. Każdy z nas ma tam swój ciągle rozbudowywany profil, na podstawie którego ja na przykład dostaję reklamy książek i gazet a jak zakładałem żaluzje, to natychmiast zaczęły pojawiać się one w internetowych okienkach. To mnie ani grzeje, ani ziębi, a tytuły reklamowanych książek czy filmów tylko śmieszą, bo są tak odległe od tego, co czytam i oglądam. Ale w internecie można też znaleźć informacje o stanie naszego zdrowia, zdolności kredytowej, czy orientacji seksualnej.

 

Sprawa jest społecznie poważna gdy popatrzymy w jaki sposób ta reklama wpływa na wybory polityczne. System ten jest w stanie wyłapać wszystkich niezdecydowanych wyborców i bombardować ich faktami, które mają przechylić ich sympatie ku jakiejś jednej, wybranej przez kogoś innego, partii.Gdy zdano sobie z tego sprawę w Unii wprowadzono RODO, ale zawsze klikam w "zgadzam się" nie wiedząc na co, bo nie mam czasu na czytanie załączonych przepisów prawnych. Teraz Apple do nowych iPhone’ów i iPadów wprowadza opcję, dzięki której można dowiedzieć się dokładnie, która aplikacja wykrada jakie dane i zablokować ją. Na przykład nie wolno już pobierać numerów telefonicznych. Firma ta wyłączyła też przyciski "lubię to" i "udostępnij", z których korzysta FB. 

 

Mówimy, "a co mnie to obchodzi, ja nie mam nic do ukrycia", tymczasem autorka wspomnianej na początku księgi ostrzega, że jest to nowa forma kapitalizmu, który nazywa kapitalizmem inwigilacji. W kapitalizmie jedni ludzie bogacą się kosztem innych. Tutaj my korzystając z wszystkiego co tylko można w sieci, pracujemy - także w tej chwili - na konto kilku miliarderów takich jak Zuckerberg, Page czy Brin. A jeszcze poważniej, ponieważ oni wszystko to wybierają za nas i przyjemnie podsuwają nam pod nos, pozbawiamy się podstawowej cechy, która czyni nas ludźmi: MOŻLIWOŚCI WOLNEGO WYBORU.WIĘCEJ: Shoushana Zuboff, Wiek kapitalizmu inwigilacji. Walka o przyszłość ludzkości na nowej granicy władzy.

 

FOTO:  Ja, to ten pierwszy, albo drugi - trudno ich odróżnić - z lewej. 

Jeszcze nie dałem się całkiem ostrzyc .

 

============================================

 

KSIĄDZ-NAUKOWIEC: ISTOTĄ RELIGII JEST RACJONALNOŚĆ

Michał Heller o kryzysie w Kościele i jak pogodzić religię z nauką. Ten kryzys mnie specjalnie nie zaskakuje, co więcej, ja go przewidywałem. Ilekroć następowało zbliżenie tronu z ołtarzem, to cierpiał na tym nie Kościół, tylko religia. Ludzie się odwracali. I tak jest u nas. Pojawiły się radykalne hasła narodowo-religijne, które zrażają dużą część społeczeństwa i do Kościoła, i do patriotyzmu. Słowo religia pochodzi od łacińskiego re-ligo, czyli wiążę ponownie; to jest związek człowieka z Bogiem. Myślę, że ten źródłosłów dobrze pokazuje istotę religii. Jeżeli komuś religia zastępuje myślenie, to wtedy jest już tylko krok do tego, żeby to pseudomyślenie narzucać innym. A tym czynnikiem, który jest dzisiaj ogromnym zagrożeniem dla religii, jest irracjonalność. Szerzy się ona we współczesnym świecie w zastraszającym tempie. -Przepraszam, wydawało mi się, że istotą religii jest właśnie irracjonalność. -Nie, istotą religii jest racjonalność, tylko znająca swoje granice. Na przykład pytanie o sens jest pytaniem racjonalnym, choć wykracza poza granice metody naukowej. Moim zdaniem granice metody naukowej nie pokrywają się z granicami racjonalności. Irracjonalność to jest działanie wbrew rozumowi. Religia, która tak działa, to nie jest w ogóle religia.

W miarę rozszerzania się poznawanego wszechświata pojęcie Boga także się rozszerza. Dla pierwszych chrześcijan i Żydów Bóg to był ktoś, kto rządził ziemią, piorunami, morzem. Pojęcie Boga ulega ewolucji. Oczarowało mnie zdanie Leibniza, ono odzwierciedliło moje własne przemyślenia: „gdy Bóg liczy, powstają wszechświaty”. To jest piękne zdanie. Do tych różnych definicji dodam jeszcze jedną, bardzo tradycyjną, którą podpowiedział św. Tomasz z Akwinu, że "Bóg to jest to, co jest". Nie, że "Bóg jest", bo to jest stwierdzenie, które orzekamy o wielu rzeczach, lecz Bóg jest tym, co jest. Wszystkie definicje Boga są nieudolnymi próbami uchwycenia czegoś, co się nam wymyka. Jako chrześcijanin wierzę, że Bóg to Ktoś, z kim próbuję nawiązać kontakt, do kogo się modlę. Taki Bóg dla mnie jest Bogiem chrześcijańskim, to dokładnie Bóg Jezusa Chrystusa. Racjonalność mojego myślenia o Chrystusie jest innego rodzaju, niż gdy myślę o Bogu-Absolucie. Nie uzasadniam go w kategoriach filozoficzno-kosmologicznych, lecz historycznych. Dobrze historycznie umocowany proces oczekiwania przez naród żydowski „tego, który miał przyjść”. I jego urzeczywistnienie w osobie Jezusa Chrystusa. Tu trzeba odwołać się do historii. Wielu ludzi, także uczonych, odrzuca Boga, bo słowo to kryje dla nich niedobrą treść. Jeżeli zastąpimy słowo Bóg na przykład określeniami: Absolut, Ostateczna Racja, Sens, to okaże się, że wielu ludzi uważających się za ateistów, wcale nimi nie jest. W punkcie wyjścia nie możemy założyć "nic", a jeśli założymy "nic", to nie zrobimy spoza tego nic, ani jednego kroku. Czyli coś musimy założyć w punkcie wyjścia, żeby zapoczątkować proces wyjaśniania. Dlatego teraz, czy za sto lat, jeśli nauka nadal będzie istnieć, to te same pytania podstawowe, dotyczące pierwszych zasad – bo czasem zamiast o Bogu fizycy mówią o pierwszych zasadach – nadal będą niepokoić. Od czasów starogreckich nie posunęliśmy się naprzód w rozwiązaniu tych spraw. Może inaczej tylko problem nazywamy, umieszczamy w szerszym kontekście.

Słowo Bóg może zniknąć, jeżeli świat pójdzie w stronę globalnej laicyzacji, ale problem pozostanie.To prawda, że jest ogromny dystans pomiędzy Absolutem, o którym rozmawiamy, którego nazywamy Bogiem, a jego odbiorem w społeczeństwie. W porównaniu z rzeczywistością wszystko, o czym mówimy, jest bardzo prymitywne. Byłbym niezmiernie zaskoczony, gdyby po śmierci, w wieczności, wszystkie moje intuicje okazały się prawdziwe. Nawet powiedziałbym, że byłbym rozczarowany. Mogę oczekiwać, że będzie jeszcze ciekawiej, niż sądzę. Zastanawia mnie, czemu to ludzi nie ciekawi, lecz się tego boją.

Istnieje teoria, sięgająca jeszcze św. Augustyna, że wieczność nie jest istnieniem w nieskończonym czasie, lecz istnieniem poza czasem. W pewnym sensie fizyka dzisiaj to potwierdza. Można sobie wyobrażać, nawet są po temu pewne racje, że pierwsze momenty istnienia świata były aczasowe. Tu nasz język doznaje drgawek, bo jest cały uczasowiony: czy w ogóle można mówić o pierwszych momentach, gdy nie ma czasu? Ale wyobraźmy sobie, że istniejemy poza czasem, że możemy spojrzeć na swoje życie od początku do końca z jakiejś innej perspektywy, jak to będzie? To naprawdę jest bardzo ciekawe. Ten nasz język, nasz system pojęć, załamuje się przecież już w fizyce kwantowej. - To jest niesłychanie rzadkie dzisiaj w Polsce, że mamy do czynienia z człowiekiem, który odważa się być pomostem, łącznikiem między świętym i świeckim. - Nie czuję się pomostem. Najwyżej trochę jak kładka, i to taka, która chwieje się, gdy ktoś po niej przejdzie. Właśnie pan redaktor się po niej przeszedł, jeszcze czuję, jak się ugina i chwieje.

WIĘCEJ: Jerzy Baczyński z ks. prof. Michałem Hellerem o kryzysie w Kościele i jak pogodzić religię z nauką. Polityka 14.2021 (3306) Oryginalny tytuł tekstu: "Kładka nad otchłanią"

 

-------------------------------------------------

TYLKO IMIGRANCI MOGĄ NAS URATOWAĆ

 

Populacja Polaków maleje. Zmniejsza się liczba tych zdolnych i gotowych do pracy, co grozi długofalową zapaścią demograficzną i ekonomiczną. Program 500+, mający temu przeciwdziałać, spełniając w zamierzeniu funkcję pronatalistyczną, skończył się klapą. Innego nie ma.

 

W 1989 r. Hiszpania miała podobną liczbę ludności jak Polska, dzisiaj ma prawie 47 mln mieszkańców i odgrywa znaczącą rolę w Unii Europejskiej jako czwarte pod względem wielkości państwo. Niemcy w momencie zjednoczenia liczyły 80 mln, teraz mają ponad 82 mln ludności. Podobne i jeszcze intensywniejsze procesy zachodziły w większości państw zachodnioeuropejskich, zwłaszcza tych najbogatszych, które dzięki napływowi świeżej siły roboczej stają się jeszcze bogatsze.

 

W żadnym państwie europejskim dzietność kobiet nie sięga 2, nie mówiąc już o 2,1 – koniecznym dla zapewnienia prostej reprodukcji. To demaskuje i dyskwalifikuje lewicowe bajania o możliwości podniesienia dzietności Polek poprzez wzrost wydatków socjalnych na urlopy macierzyńskie i wychowawcze, żłobki, przedszkola, place zabaw dla dzieci, placówki opiekuńcze itd. Skoro żadne państwo europejskie, włącznie z tymi najbogatszymi i najhojniejszymi, nie osiąga dzietności swoich obywatelek zapewniającej odtwarzalność pokoleń, to dlaczego akurat Polki miałyby takimi zachętami i pokusami dać się skłonić do rodzenia większej liczby dzieci?

 

 

Obecna dzietność Polek jest porównywalna ze szwajcarską czy austriacką, a większa od tej w Finlandii czy Luksemburgu – najbogatszym państwie europejskim (licząc dochód na głowę mieszkańca). Wysoce prawdopodobne zatem, że nawet podniesienie wszelkich wydatków i bonusów dla ciężarnych, rodzących i wychowujących dzieci Polek nie zwiększy ich dzietności.

 

Jak podaje Eurostat, dzietność w Europie wynosi średnio 1,53 i wzrasta jedynie wśród kobiet urodzonych poza krajem obecnego zamieszkania. Inaczej mówiąc: więcej rodzą jedynie imigrantki. Dla nacjonalistów i zwolenników czystości rasy to może tragedia, dla myślących propaństwowo ważna wskazówka.

 

Nie ma więc innej drogi do wzrostu liczby ludności Polski oraz zmiany jej struktury, czyli odmłodzenia społeczeństwa, niż imigracja, bo tylko w ten sposób swoje problemy demograficzne rozwiązują inne państwa europejskie – te, które je rozwiązują, bo są wśród nich także pogrążone w demograficznej stagnacji lub zapaści, jak Polska. Poza Portugalią – najbiedniejszym krajem dawnej UE, reszta leży na wschodzie Europy.

 

Owszem, imigracja rodzi problemy, jak każdy proces społeczny. Ale skoro nie ma innego sposobu na odnowienie populacji Polaków, trzeba problemom wyjść naprzeciw, a nie wymyślać własną drogę, która prowadzi donikąd. Według najnowszej prognozy GUS w ciągu trzech najbliższych dekad ludność Polski zmniejszy się o 4,5 mln i w 2050 r. wyniesie nieco ponad 33 mln, z czego 1/3 będzie mieć ponad 65 lat, jeśli obecnych trendów demograficznych i politycznych nie zahamujemy.

 

- Janusz A. Majcherek, Jest tylko jedna droga do wzrostu liczby ludności Polski G.W. 29 lipca 2021

 

 

 

BLOG

          

2009  6 7 8 9 10 11 12  

 

2010  1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12

 

2011  1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12

          

2012  1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12

 

2013  1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12

 

2014  1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12

 

2015  1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12

 

2016  1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12

 

2017  1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12

 

2018  1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12

 

2019  1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12

 

2020 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12

 

         2021 1-2-3                                          

 _________________________________

 

PRELEKCJE

historia  religia  filozofia

__________________________________

 

OPOWIADANIA

__________________________________

 

ESEJE

__________________________________

 

WIERSZE

__________________________________

 

_PEDAGOGIKA

__________________________________

 

TŁUMACZENIA

__________________________________

 

REBUSY  

__________________________________

 

 PRZEPISANE

__________________________________

 

FRANCISZEK

 Misericordiae vultus  Laudato si

__________________________________

 

SKAŁKI

__________________________________

 

PSY

__________________________________

 

DRZEWA

__________________________________

 

DAWNO TEMU

W MOJEJ RODZINNEJ WSI

__________________________________

 

 

PIRAHA

najprostszy język świata

 

SPÓJNOŚĆ I KOHERENCJA TEKSTU

 

TAYLOR O JĘZYKU

ROZMOWA

 

4 JĘZYKI

w wietnamskim wszyscy są rodziną

w japońskim kobiety swój język mają

jawajski ma kilka stopni uprzejmości

w arabskim rdzeniem są spółgłoski

________________________________

 

DRAMAT NASZEGO OSIEDLA

 You Tube

__________________________________

 

MOJA HISTORIA OSIEDLA

__________________________________

 

NOWE

ZAWSZE NAS BILI

__________

RABBI