rzechy antoniego                       BLOG NA WIERZBOWEJ                        luty 2011

 
 
 

BLOG


2009
 -

czerwiec 

lipiec 

sierpień 

wrzesień 

październik 

listopad 

grudzień  

 

2010 -

styczeń 

luty

marzec

kwiecień

maj

czerwiec

lipiec  

sierpień

wrzesień

październik

listopad  

grudzień  

 

2011 -

styczeń

luty

marzec

kwiecień

maj

czerwiec

 

  

 

Skałki

 

  www.antoniorzech.friko.pl                                 KONTAKT 

 

 

 


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

nasze bloki po przeciwnej stronie Wawelu   

 

--------------------

ŚRODA 2 LUTEGO

 

Poza psem książka jest najlepszym przyjacielem człowieka.

Wewnątrz psa jest za ciemno na czytanie.

Groucho Marx        

--------------------------

WTOREK 8 LUTEGO

 

Niektóre słowa zrobiły błyskotliwą, międzynarodową karierę. Zaczynały gdzieś w nieznanym zakątku świata, oznaczając zwykłe, codzienne czynności lub przedmioty a dzisiaj stanowią wielkie korporacje, złożone zarówno z pojęć ogólnych jak i konkretnych.

 

Portos w dawnej Grecji oznaczało przejście pomiędzy górskimi skałami. Wcześniej w języku indoeuropejskim na każde wędrowanie mówiono per. Natomiast później, przeniesione na szlaki morskie, znaczyło drogę między rafami do zatoki. Ostatecznie port powrócił na ląd i tam powstało z niego wiele różnych słów, niekiedy przypadkowo tylko powiązanych z samym rdzeniem, jak trunki porto czy porter.

 

Pierwotne znaczenie portu jako przejścia wykorzystano nazywając nim kościelne i internetowe portale. Zastanawiam się też czy nasze ludowe portki nie należą do tej samej rodziny? A port rozumieją nawet psy.

 

Podobną sławą cieszy się także inny grecki wyraz, kanon. Zaczynał jako żerdka do podpierania młodych roślin. Następnie zaczęto go używać przy mierzeniu pola aż wspiął się na szczyty abstrakcji jako reguła i wzór.

 

Kanon oprócz znaczeń poważnych takich jak główna modlitwa mszy świętej czy spis lektur, ma także bardziej prozaicznych krewnych. Po francusku początkowo oznaczał lufę, potem, tak jak i po szwedzku, każde działo. Obecnie, pokojowo nastawieni potomkowie Wikingów, przenieśli tę nazwę na rzutnik komputerowy. Kanon można zaśpiewać, znaleźć pośród czcionki drukarskiej a ja utrwaliłem nim wszystkie obrazki w tym blogu.

 

---------------------------

CZWARTEK 10 LUTEGO

 

Śnieg stopniał i w lesie znów wypełzły butelki, puszki, worki, opakowania, papiery a nawet jakieś części gadżetów. Leżą wszędzie. Gdyby w sobotę i niedzielę każdy ze spacerujących tam wyniósł trochę tego świństwa, byłoby czysto. Ale po co? Przyzwyczailiśmy się.

 

W naszym nowym, zamykanym na klucz śmietniku też jest jak w chlewie. Na posadzce gniją resztki chleba, rozbite jajka, obierzyny. Komuś nie chce się zawiązać worka czy po prostu wysypuje jego zawartość na podłogę a worek zabiera ze sobą? Wszystko możliwe skoro nikt tego nie widzi.

 

Co najmniej 15 % Polaków nie ma żadnej umowy z firmą odbierającą śmieci. Co z nimi robią? Wywożą do lasu albo palą za stodołą lub w polu. W ten sposób, trując sąsiadów, oszczędzają parę złotych. Ale właśnie to się kończy. Teraz za wywóz śmieci odpowiadać będzie nie, jak dotychczas, każdy z nas osobno, tylko nasz samorząd a podatek śmieciowy będziemy płacić wszyscy.

 

Ale co ze sprzątaniem lasów?

 

   Skałki             

 

 

----------------------

PIĄTEK 11 LUTEGO

 

Szedłem w Skałkach górną ścieżką obok ściany alpinistów. Z naprzeciwka wybiegł mały kundelek. Gdy zobaczyła mnie jego pani, zawołała go do siebie i przypięła mu smycz.

- On taki groźny? zapytałem.

- Nie, tylko myślałam, że pan idzie ze swoim psem.

 

Gdy chodziłem po nadwiślańskich bulwarach, często widywałem tam bawiące się psy. Wyglądało to jak prawdziwa walka. Ścigały się, skakały na siebie, gryzły, warcząc przy tym okrutnie. Gdy jeden z nich był większy, to maluch koziołkował czasem kilka razy ale natychmiast się podrywał i rzucał do boju tak zapalczywie, że duży pies przed nim uciekał albo kładł się na plecach.

- Skąd one wiedziały, że to wszystko jest na niby a nie naprawdę? Ja nie widziałem żadnej różnicy oprócz tej, że po ugryzieniu nie ciekła im krew?

 

Alexandra Horowitz filmując zabawy psów, wyróżniła pewne stałe rytuały. Najpierw ten, który ma ochotę na harce, stara się zwrócić uwagę partnera. Biega mu przed nosem, szczeka a jak tego za mało to go potrąci lub uszczypnie. Gdy mu się już uda wzbudzić zainteresowanie, kłania się przed nim na ugiętych łapach, unosząc zad i merdając ogonem. Przeciwnik odpowiada i grę można zaczynać. Przypomina to powitanie w sportach walki, oczywiście z wyjątkiem merdania ogonem.

 

Co pewien czas psy powtarzają te gesty, aby się nawzajem upewnić, że to w dalszym ciągu tylko zabawa.

 

Naukowcy nie są zgodni co do tego, jaki cel ma mieć to zachowanie? Ale czy psom nie wolno czasem zaszaleć bez celu?

 

Alexandra Horowitz,  Oczami psa. Co psy wiedzą, myślą i czują? 2011

      

--------------------------------

PONIEDZIAŁEK 14 LUTEGO

 

Dokarmiam  wiewiórki. Czasem widuję jak buszując po lesie rozgrzebują liście, albo fruwają wysoko z gałęzi na gałąź. Czarne i rude, niekiedy dwie naraz. Noszę im orzechy do lasu. Kładę je w zagłębieniu na skale i w rozwidleniu konarów. Następnego dnia już ich tam nie ma.

 

Orzecha, którego wetknąłem w korę brzozy,

jeszcze nie znalazły.

 

 

W Cesarstwie Rzymskim dzieci bawiły się orzechami. Rzucały nimi tak, jak dziś grają w kulki. Wspomina o tym św. Augustyn. Jest też płaskorzeźba w porcie Ostia, niedaleko Rzymu, na której jedno z dzieci trzyma je w tunice i płacze. Widocznie przegrało.

 

"Porzucić orzechy" znaczyło: pożegnać się z dzieciństwem.

 

----------------------

ŚRODA 16 LUTEGO

 

Otwierałem skrzynkę na listy, gdy ze schodów zeszła babcia z Martusią na rękach. Dziewczynka przyszła na świat do naszego bloku. Zacząłem do niej szczebiotać jak szczygieł na gałązce konopi. Odmieniałem jej imię przez wszystkie przypadki, tonacje i zdrobnienia. Zamarła w bezruchu udając, że jej nie ma i tylko patrzyła szeroko otwartymi oczami.

 

Dopiero po dłuuuugiej chwili uśmiechnęła się. W szarym hallu pojaśniało.

- Zrób jeszcze panu pa, pa, powiedziała babcia. A więc umie już to, co najważniejsze, przywitać się i pożegnać.

 

W naszym nowym domu wszystko dzieje się pierwszy raz. Ten uśmiech też był pierwszy.

 

---------------------------

CZWARTEK 17 LUTEGO

 

W czerwcu 2010 roku sąd uznał, że umowa oszusta, który bez naszej wiedzy, zastawił nasze mieszkania u złodzieja, była niezgodna z prawem.

 

9 lutego, sąd drugiej instancji, unieważnił to orzeczenie. Złodziej znów może próbować przejąć nasze mieszkania.

 

Pozostaje nam jeszcze bardzo droga, skarga kasacyjna.

 

--------------------------------

PONIEDZIAŁEK 21 LUTEGO

 

Lichwiarz z USA, który w zastaw za nasze mieszkania pożyczał pieniądze deweloperowi, teraz rżnie głupa i z pomocą polskiego sądu udaje, że nie wiedział co robił.

 

Nigdy nie pojmie ogromu cierpień jakie spowodował. Oddziela go od nas najemna zgraja uczonych w prawie, którzy aby nie dotknąć cudzego nieszczęścia, odgrodzili się martwym żargonem. Dla nich jestem tylko "niedoszłym nabywcą", który zawarł "umowę niewzajemną".

 

Aż dziw, że ta trzecia runda naszych zmagań z oszustami nazywa się tak, jak po ludzku powinna, skargą. To słowo wywodzi się od zgrzytania zębami (stp. skrżyt - skarżyć). Tak, ja po nocach zgrzytam zębami.

 

----------------------

ŚRODA 22 LUTEGO

 

Czytam "Życie codzienne w czasach św. Augustyna", Hammana i "Bacha", Zavarsky'ego.

 

Przedwczoraj w Skałkach trafiłem na zagajnik drzew, których pnie całkowicie obrósł bluszcz.

 

 

W tej pierwszej książce napisano, że jest on symbolem bachantek. Patrzę na wyraz BachAntka, w którym widzę swoje imię i na tytuł drugiej książki. Rzeczywiście to mój Bach.

 

Teodor Rygier - Bachantka (z Sukiennic)                    

 

-----------------------

PIĄTEK 25 LUTEGO

 

"Nie dom. Nie ubranie. Nie samochód. W krajach rozwiniętych miejsce rywalizacji o dobra zajmuje narastająca walka o dostęp do wrażeń. I na dostarczaniu wrażeń zbija się dziś fortuny. Nie na dostarczaniu rzeczy".

 

David Throsby - australijski ekonomista kultury

 

--------------------------------

PONIEDZIAŁEK 28 LUTEGO

 

"Zima ma swe nałogi - śnieg właśnie zasypał

dom i wszystkich harcerzy".

Tomasz Różycki Repetycje      

 

 

----------------

KONTAKT CD  marzec