ODESZŁAM, BO NAUCZYCIELE BYLI HOMOFOBAMI

Nazywam się Klara Sójka-Sile.

Od trzech tygodni mam 18 lat, urodziłam się w Łodzi, od ponad 10 lat mieszkam w Warszawie. Mama się przeprowadziła z powodu pracy. Taty nie znam.Nie, to nie jest drażliwy temat, to jest w ogóle śmieszna historia. Jak byłam mała, to mama mi mówiła, że jestem z probówki. A potem na jednym ze świątecznych eventów żona brata mojej babci palnęła, że może kiedyś poznam swojego ojca. Zaczęła się rozmowa i tak 13 lat konspiry poszło w drzazgi.Wiem więc, jak ojciec ma na imię, rozumiem, dlaczego mama nie chciała mnie z nim wychowywać.Prostowanie– Uczę się w liceum, które działa w ramach Młodzieżowego Ośrodka Socjoterapii „Kąt”, aktualnie jestem w trzeciej klasie, za rok będę pisała maturę. Wcześniej byłam w siedmiu różnych szkołach: w czterech podstawówkach, bo się ciągle przeprowadzałyśmy. A potem w dwóch gimnazjach.W tym pierwszym nie zdałam. To było w pierwszej klasie, miałam wtedy 14 lat. Miałam poprawkę z matematyki, zdałam, następnego dnia z fizyki, ale już nie poszłam, stwierdziłam, że wolę nie zdać, w ogóle nie chcę już być ani w tej klasie, ani w szkole. I dziś się z tego cieszę, bo raz, że Kąt jest super, dwa, że jakbym miała pisać w tym roku maturę, toby było słabo. Czytaj także:O czym przeczytacie w nowym "Dużym Formacie"? Już w poniedziałek jedyny taki magazyn reportażuNie chciałam być w tym gimnazjum, bo było w nim mnóstwo presji i toksyczności – był zakaz używania telefonów, więc ulubionym zajęciem starszych dzieci w czasie przerw było znęcanie się nad młodszymi.W gimnazjum, do którego się przeniosłam, pani psycholog powiedziała mi, że najlepszym miejscem będzie dla mnie Kąt, bo nie jestem przystosowana do swojej grupy wiekowej. Jestem po prostu dojrzalsza – tak stwierdziła. W Kącie są dzieciaki w różnym wieku, bo sporo tam takich, którzy nie zdali albo z innych powodów się obsunęli – najmłodsza osoba w mojej klasie miała 15 lat, najstarsza 18. Poza tym klasy są 12-osobowe, więc to zupełnie co innego.W tych poprzednich szkołach po prostu się nudziłam. Poza tym miałam swoje zdanie, mocno dyskutowałam z nauczycielami. I to był dla nich problem. Tatuaże, kolczyki, niby rzecz poboczna, ale to też im przeszkadzało. Ale przede wszystkim nie zgadzałam się z ich rasistowskimi i homofobicznymi opiniami. Czytaj także:Uczeń LGBT: Dla nauczycieli jestem śmieciem i błędem systemuJa ich prostowałam, więc mama była ciągle wzywana do szkoły.Kąt jest inny, tam każdy może być jednostką, nikt nie jest szykanowany ze względu na to, kim jest. Na każdej osobie pracownicy skupiają się indywidualnie. Nie ma też takiego toksycznego podejścia, które w każdej poprzedniej szkole było nagminne, że nauczyciel jest wyżej. Nie tylko stanowiskiem, ale jest też lepszym człowiekiem. Więc może poniżać uczniów. Tak jak to było w przypadku mojego kolegi, który jest transpłciowy i teraz przechodzi korektę płci. Pani od biologii cały czas mu mówiła: „Jesteś dziewczynką, nie oszukasz tego”. I zwracała się damskim imieniem, który dostał przy urodzeniu, chociaż prosił, żeby nazywać go inaczej. W Kącie nawet jeśli w dzienniku ze względów urzędowych musi być wpisane imię z metryki, obok, w nawiasie, jest to prawdziwe, każdy pracownik to rozumie.Wychowanie– Ile mam tatuaży? Dziewięć. Ale będzie więcej. Kolczyków? Aktualnie sześć. Do tego zawsze miałam długie paznokcie, to kolejny powód przyczepiania się do mnie w szkołach. Teraz będę musiała je ściąć, bo pracuję w wegetariańskiej restauracji, mam praktyki w kuchni.Pracować zaczęłam w wieku lat 15, czyli jeszcze na nielegalu, to było w szatni, na evencie youtube’owym. A tak na stałe to od 16. roku życia, w restauracjach, ta jest czwarta.Pracuję, bo mama mnie tak wychowała, że telefon za 3 tys. zł to nie jest rzecz niezbędna. Jak chcę mieć takie dodatkowe rzeczy, muszę sobie zarobić. Podobnie jak na koty – mam trzy, kupuję im jedzenie, leki, dorzucam się do weterynarza.

Pracuję, bo mama mnie tak wychowała, że telefon za 3 tys. zł to nie jest rzecz niezbędna. Jak chcę mieć takie dodatkowe rzeczy, muszę sobie zarobić. Obowiązek– Biorę udział w demonstracjach. Staram się być na każdej, nawet zmieniam grafik w pracy, kiedy planowany jest strajk. Na początku chodziłam z mamą, ale jak zobaczyłam, że jest niebezpiecznie, to powiedziałam, że wolałabym, żeby została w domu. Ona bardzo chce chodzić, ale się o nią boję. Przez to, jak policja się zachowuje. Bo jeśli chodzi o COVID, to wiadomo, że się pilnujemy i wszyscy jesteśmy w maseczkach. Ale jakby policjanci ją popchnęli, jakoś by upadła niefartownie, to mogłoby być słabo.Mama też się o mnie boi, ale powiedziałam, że nie przestanę chodzić, bo to mój obowiązek.Gogle– Nie, nie tylko widzę, że jest niebezpiecznie, ale też tego doświadczyłam. Najpierw na placu Trzech Krzyży, w momencie kiedy kaski się ustawiały, puścili komunikat, że mamy pięć minut na rozejście się. Byłam wtedy jeszcze trzy tygodnie przed osiemnastką, powiedziałam do koleżanki: „Odejdźmy kawałek w prawo, bo jak mnie zwiną, to idę na izbę dziecka”. I kiedy zaczęłyśmy się wycofywać, policjanci zaczęli na nas biec, uderzyli nas tarczami, jakoś się wywinęłam, ale koledzy i koleżanki nie – bili ich pałami.Gazem nie dostałam, bo zawsze noszę gogle. :Policjant był bez powodu brutalny i wiedział, że mnie krzywdzi.

Kilka dni temu – sprawa jest już głośna – koleżance złamali rękę. I to nie ci panowie w białych kaskach, tylko granatowi, tak więc to nie ma znaczenia – każdy policjant może zrobić coś takiego.Zwinęli znajomych, przyjechaliśmy na Wilczą, pod komendę, kaski już tam były. Rozgonili ludzi, uciekliśmy na klatkę. Posiedzieliśmy tam około godziny i znów wyszliśmy na Wilczą. Staliśmy spokojnie, może w 20 osób, z megafonami – były trzy – więc fakt, że było głośno. Po prostu chcieliśmy, żeby ich wypuścili. No i w pewnym momencie podjechała kolejna suka, zaczęło się ich dużo zbierać, zaczęli na nas biec i szarpać. Jedna z koleżanek odbiegła, drugą przygnietli do ściany. W momencie, kiedy ją prowadzili do suki, wygięli jej rękę tak, że złamali w trzech miejscach. A policjant, który jej to zrobił, natychmiast zamienił się z innym, żeby nie można było go zidentyfikować.Krzyk– Nie, wcześniej nie chodziłam na manifestacje, ale to raczej z racji wieku. Byłam na strajku klimatycznym i cztery lata temu z mamą na strajku parasolek. A teraz krzyczę: „Wypierdalać” – do rządu, policji, tych wszystkich, którzy w tym mieszają, na przykład Kai Godek. W ogóle wszystkich tych facetów, którzy są albo byli u władzy. Bo oni również nic tu nie pomogli albo wręcz zaszkodzili. Czytaj także:Kaja Godek idzie za ciosem. Chce, by zgwałcone kobiety też rodziłyTo moje ciało, moja psychika, nikomu nic do tego. Ci faceci nie wiedzą, co to znaczy być zgwałconym, a już na pewno, co to znaczy być w ciąży z gwałtu.Krzycząc, mam w sobie złość, nadzieję, że coś się wreszcie zmieni. Ale też w sumie duży niepokój. Że mimo naszych racji nic się nie zmieni. Że ten nasz krzyk nie dotrze do tych wysoko postawionych, że oni go zignorują. Ale i tak będę robić wszystko, żeby nie było tak, jak jest, bo jest okropnie. Czuję więc determinację. I dumę, że jest nas tak dużo. A wiem, że jeszcze więcej nas popiera.Żeby popierać, nie trzeba zawsze być na demonstracji, mam dużo znajomych, którzy nie chodzą, bo na przykład cierpią na ataki paniki, boją się tłumu albo mają różne schorzenia. Jest pandemia, boją się o zdrowie. Na przykład koleżanka z pracy nie ma jednej nerki, wiadomo, że nie pójdzie. Za to udostępnia informacje, filmy, zdjęcia, aktywnie wspiera zbiórki.Jestem też bardzo szczęśliwa, że tak dużo jest chłopaków. W szkole mam lekcje online, dzięki czemu mogę więcej być w pracy i na strajku – nawet jadąc do pracy, mogę być na lekcji. A dzięki temu, że chodzę na strajki i do pracy, mam kontakt z ludźmi. Ale są osoby u mnie w szkole, które nie chodzą na strajki, bo się boją czy po prostu nie chcą lub nie mają takiej możliwości, siedzą więc w domu i pogłębiają się im te ich wszystkie schorzenia, depresje itd.U nas w szkole bardzo istotne są zajęcia socjoterapeutyczne, mamy dwie godziny tygodniowo. I teraz też się odbywają, ale zdalnie to nie to samo. Bo nie ma tego kontaktu, tej interakcji, są więc osoby, u których jest bardzo źle.Nasza szkoła jest dla nas bezpieczną przestrzenią, a teraz moi koledzy i koleżanki są tego pozbawieni. Koleżanka z klasy właśnie wróciła do leczenia farmakologicznego, znów na psychoterapię, a już po wiosennym zamknięciu było z nią w miarę dobrze.Nawet jak ktoś ma dobre kontakty z rodziną, to jest ciężko.Dla nas samo chodzenie do szkoły jest przyjemnością, nie znam osoby w Kącie, która by powiedziała: nie chce mi się iść do szkoły, bo nauczyciele są chujowi, osoby są tam dla mnie wredne. I my się też wspieramy. U nas są trzy zasady: zakaz używania środków zmieniających świadomość, przemocy fizycznej i psychicznej. Jeśli widzimy, że ktoś przychodzi do szkoły pod wpływem, co może też spowodować nawrót u osób, które są po odwykach – to nas najbardziej wkurwia. Albo jak ktoś kogoś gnębi czy bije, to reagujemy. Idziemy do dyrektorki, do wychowawców. I oczywiście można to nazwać donosicielstwem, jeśli ktoś nie rozumie idei Kąta, ale to nie tak. A teraz nasi koledzy, koleżanki pozbawieni są tego naszego wsparcia. I niestety niektórzy doświadczają przemocy w domach, mają też nawroty, pogłębiają się im nałogi.Rozwleczenie– Oczywiście, że znam też osoby z innych szkół i one mówią w zasadzie to samo. Znaczy wszystko zależy od tego, jak ktoś traktuje pandemię. Są osoby, które imprezują cały czas, od momentu, gdy to się zaczęło. A są też takie, które tylko siedzą w domu, i to zamknięcie nie najlepiej im robi.Znam także osoby z innych szkół, które się cieszą, że jest pandemia, bo łatwiej im napisać sprawdzian. Oczywiście są też takie jak ja, które by wolały chodzić do szkoły, bo raz, że nasza szkoła jest fajna, a dwa, że inna jest dyscyplina w uczeniu się, jak się ma 45 minut w klasie – moje notatki, kiedy chodziłam do szkoły, zdecydowanie lepiej wyglądały. I potem ta naturalna przerwa na powrót do domu, przychodziłam i od razu brałam się do nauki. A teraz wszystko jest takie rozwleczone.Kiedy chodzimy do szkoły, to wiadomo, trzeba wstać, umyć zęby, ubrać się, wyjść, dojechać do szkoły. Spędzić tam te parę godzin ze znajomymi, ucząc się. Wrócić, odrobić lekcje. A tak osoby, które mają depresję, nie mają w ogóle po co wstawać z łóżka. W każdym razie, jak myślę o tym, że chciałabym iść na studia, a chciałabym – ta sytuacja mi przeszkadza.Zawsze chciałam iść na medycynę, na patologię. Ale też od zawsze śpiewałam, więc myślę, żeby pójść w kierunku produkcji muzycznej albo inżynierii dźwięku. W Berlinie jest taka uczelnia, która mi się podoba.I coraz mocniej o tym myślę, bo medycyna to sześć lat, potem staż, specjalizacja, to trwa za długo. Poza tym dzięki temu, że jestem w Kącie, mam już trochę inne spojrzenie na miejsce, w którym chciałabym się uczyć, pracować. W tej wegańskiej restauracji, w której teraz pracuję, też jest taki klimat, że wszyscy traktujemy się równo, nikt się nie wywyższa, nie jedzie po kimś za byle gówno. A w szpitalu to wiadomo, musiałabym się bardziej podporządkować. Zawsze chciałam też być patologiem sądowym, to oznacza pracę z policją, ale po tym, co teraz z nami robią, współpraca z nimi jest wykluczona.Dbanie– Na początku pandemii niewiele osób znało kogoś, kto chorował, a teraz każdy taką zna i często to jest traumatyczne doświadczenie.Mnie się wydaje, że miałam COVID. Muszę zrobić test na przeciwciała, żeby to potwierdzić. Mama w styczniu pojechała do Luksemburga, wracała samolotem pełnym Włochów i potem się strasznie rozchorowałam. A ponieważ mam astmę, więc zawsze przechodzę takie choroby ciężko, lekarka powiedziała, że to jest grypa. Ale wtedy miałam jeszcze większą niż zwykle gorączkę, bóle mięśni, nie czułam smaku, zapachu, tylko wtedy jeszcze nikt nie wiedział, że to COVID. Tak więc wiem, że to jest straszne.Wiem też, że my, młodzi, możemy przejść to bezobjawowo. Ale wtedy możemy zakazić rodziców, dziadków. Niektórzy moi znajomi mieszkają z dziadkami, dla których zakażenie może być zabójcze, więc w ogóle nie wychodzą z domu właśnie ze względu na nich. A z drugiej strony widzę seniorów, którzy chodzą po ulicach, w sklepach, w maseczkach zsuniętych poniżej nosa, a często nawet jeszcze bardziej, i wtedy czuję złość. Z tego powodu, że my tak naprawdę dbamy o nich, nie chodząc do szkoły. W ogóle się staramy, żeby było dla nich jak najbezpieczniej, a część z nich ma to w dupie.Ale część młodych też ma to w dupie. I ci w średnim wieku. Tak więc to nie jest kwestia wieku.Na pewno my, młodzi, jako grupa zachowujemy się superodpowiedzialnie. Najbardziej odpowiedzialnie, jak możemy. A oni – trudno. To już ich sprawa.I też na pewno to nasze „wypierdalać” nie tyczy się seniorów i pandemii. Z pandemią to ma jedynie związek taki, że rządzący podjęli decyzję o aborcji właśnie w tym momencie. Myśląc, że to nas zatrzyma w domu i to nas strasznie wkurwia.A mnie w tej pandemii wkurwia to, że są zamknięte bary itd. Wiem, że to jest dosyć płytkie, ale mam znajomych, którzy są barmanami, barmankami, oni nie mają teraz pracy. A poza tym nie mamy się gdzie spotykać, napić piwa, potańczyć.I te godziny dla seniorów. Bo akurat wtedy przeważnie dokądś jadę, muszę wejść do sklepu po picie, cokolwiek i nie mogę.W ogóle mam wrażenie, że to my, dzieciaki, płacimy w pandemii najwyższą cenę. Bo to nam jako grupie najwięcej odebrano. Ale nie ma rady, trzeba przez to przejść jak najmniejszym kosztem, jeśli chodzi o życie ludzkie.Niezrozumienie– Szkoła w Polsce nie zaspokaja potrzeb dzieci, jest na tak niskim poziomie… Nawet sam program, podręczniki, które są pisane jak dla matołów. Na przykład do historii czy polskiego. Ale przede wszystkim przygotowanie pedagogiczne nauczycieli jest tak słabe, że mam wrażenie, że oni nie są po żadnej pedagogice. A mam porównanie, bo w Kącie są wspaniali nauczyciele. A w każdej innej szkole, w której byłam, była maksymalnie jedna osoba z całej kadry, która jakkolwiek umiała i chciała nas zrozumieć.Bardzo istotna rzecz, która jest problematyczna w szkole, to ubiór, wygląd. Dla nastolatków to superważne, bo każdy z nas wyraża się poprzez to, jak wygląda. A już mówienie – i ja to usłyszałam od mojej wychowawczyni – że noszenie leginsów przez dziewczynki jest zakazane, bo to może pobudzać chłopców, jest, kurwa, kuriozalne.To jest najgłupszy argument, a często używany, że dziewczynki nie mogą nosić bluzek na ramiączkach, nawet latem, bo to dekoncentruje i kusi. Że nie można mieć kolczyków… Zrobiłam sobie w gimnazjum kolczyk w języku, przemywałam go w łazience, weszła nauczycielka, powiedziała, że mam go wyjąć. Powiedziałam, że tego nie widać. A ona: „Masz to wyjąć, bo taki jest regulamin”. Nie rozumiem tego!Czego brakowało nauczycielom w tych wszystkich moich szkołach? Przygotowania. A przede wszystkim chęci do pracy w tym zawodzie. Mam wrażenie, że w większości pracują za karę. I oczywiście wiem, że pracują często za naprawdę niskie wynagrodzenia, ale jakoś w Kącie są nauczyciele, i w niektórych szkołach pojedynczy, którzy chcą to robić.Przede wszystkim opieka psychologiczna powinna być na wyższym poziomie. Uwaga, umiejętność zauważania, że z dzieckiem jest coś nie tak – w Kącie jest jedynie 200 dzieciaków, więc jasne, że łatwiej to wyłapać. Też więcej jest psychologów, w ogóle przeszkolonej pod tym kątem kadry. Ale jeśli ktoś się głodzi…Miałam taką sytuację w tym poprzednim gimnazjum, zwróciłam nauczycielce uwagę, że dziewczyna z naszej klasy w trzy miesiące schudła tak dramatycznie, że wiszą na niej ubrania. I wtedy wychowawczyni mi powiedziała: „To w takim razie idź do pani psycholog i przedstaw jej swój program, jak radzić sobie z zaburzeniami odżywiania w szkole”. Bardzo się wtedy wkurwiłam, powiedziałam, że to nie ja od tego jestem. Mam 13 lat i nie wiem, jak ułożyć program psychologiczny dla takiej osoby. Wiem, jak mogę ją pocieszyć i gdzie mogłaby pójść, żeby dostać pomoc, ale to tyle, bo sama jestem w jej wieku. Zwierzanie– Myślę, że w każdej szkole powinny być takie zajęcia socjoterapeutyczne jak u nas w Kącie. Bo to jest ta bezpieczna przestrzeń, gdzie można powiedzieć wszystko i z której nic nigdzie nie wychodzi.Zazwyczaj to wygląda tak, że jest rundka, każdy mówi, jak się czuje, co się ostatnio zdarzyło, czy jest lepiej, czy gorzej. A potem mamy różne zajęcia, na przykład wychowawca proponuje grę, to są kartki z obrazkami, wychowawca mówi: wybierzcie sobie dwie, które opisują wasz ostatni okres w życiu. I potem dopisujemy jakąś opowieść do tych obrazków. Na przykład do księżniczki, która siedzi na Księżycu. Co to dla nas znaczy? Albo do przepaści. A potem dużo o tym rozmawiamy. Zwierzamy się sobie. Pytamy.Tak powinno być w każdej szkole i wtedy dzieci by się w niej inaczej czuły. W ogóle by się inaczej czuły. I ci nauczyciele też z nimi.To jest także ogromna nauka, jak sobie w przyszłości radzić z problemami. Że nie trzeba ich dusić w sobie.Wsparcie– Tak, jak był strajk nauczycieli, to ich wspierałam. Dlatego, że wiem, że to często jest ciężka i niewdzięczna praca. W normalnych szkołach użerasz się z trzydzieściorgiem dzieci, które nie mają czasem w ogóle szacunku dla nikogo. A nie mają, bo tak zostały wychowane przez rodziców.Nikt się nimi nie interesuje w domu, to nie ich wina, że tak się zachowują – są bezczelne, niegrzeczne. To wina rodziców, którzy ich tak wychowali. A do tego ten nauczyciel nie chce im pomóc, bo uważa, że to kolejny zdemoralizowany dzieciak, co jest kompletną głupotą. Bo to jest tylko dzieciak. I u nas w szkole my się tak nie zachowujemy, bo widzimy, że nauczyciele, pracownicy się nami interesują, kochają nas. Bo naprawdę ci nasi wychowawcy nas uwielbiają. My jesteśmy ich kątowymi dziećmi.No więc wspierałam nauczycieli, bo wiem, że mają za małe zarobki w porównaniu z tym, jak ciężka to praca. Gdyby zarabiali lepiej, to może też ludzie, którzy rzeczywiście chcieliby pracować z dziećmi, szliby do tego zawodu. Jednym słowem wspierałam strajk, bo chciałabym, żeby szkoła była lepsza. Że gdyby dostawali więcej, to może lepiej by nas traktowali. I dzieci nie wymiotowałyby ze stresu przed szkołą jak ja. Bo w klasie miałam dziewczynę, która mnie prześladowała, ale pani wychowawczyni nic z tym nie zrobiła. A jak raz jej matka zdybała mnie przed szkołą i zaczęła po mnie jechać – a miałam wtedy 12 lat – to moja wychowawczyni stała obok i tylko się uśmiechała.Zbywanie– Mnie się czasem wydaje, że w Polsce rodzice, nauczyciele, generalnie dorośli, nie bardzo się interesują dziećmi. Oczywiście nie wszyscy, ale większość. Gdy dziecko coś im mówi, to się je zbywa.Ono na przykład mówi, że źle się czuje, że nie ma siły wstawać, jest non stop smutne – oj, przejdzie ci, to chwilowe. Popłaczesz sobie i ci przejdzie. Co ci się niby takiego strasznego dzieje? Masz 13, 14, 15 lat, co ci może dolegać? Nic nie przeżyłaś – o, to jest częste. Bo według niektórych rodziców, żeby coś przeżyć, trzeba mieć 50 lat i być po 30 latach ciężkiej harówy.Strasznie bagatelizują te nasze problemy. Nie widzą ich. Dziadek mojej koleżanki, która ma zaburzenia odżywiania, powiedział jej ostatnio: „W tym roku też na pewno pojedziesz na obóz odchudzający, bo jesteś taki pulpecik”. I to jest takie pieszczotliwe mówienie tego strasznego słowa.Myślę, że to, jak dzieci w Polsce są traktowane, wynika z tego, jak ci dorośli byli wychowywani – kiedyś jeszcze mniej dbało się o dzieci. Nie poświęcało się im uwagi. Nie rozmawiało – moja mama zawsze dużo ze mną rozmawiała, tłumaczyła, to jest moja przyjaciółka. Plus dużo jest dzieci tak naprawdę niechcianych. One są, bo tak się złożyło, tak trzeba, i tyle. Dlatego tym bardziej nie rozumiem, skąd ten opór w sprawie aborcji.Akceptacja– Edukacja seksualna to trudny temat do przeforsowania, wytłumaczenia starszym, że jest to nam potrzebne.Mnie od młodych lat mama tłumaczyła co i jak, babcia też, nigdy nie był to u nas temat tabu.Miałam chyba siedem lat, gdy mama mi powiedziała: „Wiesz co, twój wujek ma chłopaka. Jest gejem”. A ja wtedy: „No i co?”. Dla mnie to było totalnie normalne. I dlatego od małego się wkurwiałam, że ci nauczyciele takie głupoty w szkole mówią. Też tłumaczyłam to dzieciom w szkole, ale niektóre mają przez rodziców inną wykreowaną wizję.A najgłupszym argumentem przeciwko edukacji seksualnej jest: jak byłam mała/mały, to takich rzeczy w szkole nie było, w ogóle nigdzie i jakoś żyjemy. No oczywiście, tylko z traumami. Nie zgłaszając na przykład molestowania czy gwałtu. I oczywiście, że żyjecie, tylko macie nieudane małżeństwa. Dlatego, że nie było wam tłumaczone, jak powinna wyglądać zdrowa relacja. Że to, co najważniejsze, to akceptacja siebie.Bardzo dużo jest osób homoseksualnych, które żyją w związkach hetero, bo też nie było im to tłumaczone i bały się, że nikt ich nie zaakceptuje. Albo uważały, że to jest dziwne lub że są chore.Akurat w mojej szkole to dzieli się tak na pół. Znaczy są rodzice, którzy uważają, że to jest normalne, jeśli ktoś jest niebinarny, transpłciowy czy homoseksualny. Ale są tacy, którzy tego nie akceptują. I wtedy ich dzieci, przychodząc do naszej szkoły, znajdują spokój, wsparcie, po prostu wiedzą, że nikt ich tu nie będzie dyskryminować.Jest zajebista książka Anji Rubik, moim zdaniem to powinien być podręcznik. Bo tam są treści i dla rodziców, i dla dzieci: jak działa nasze ciało, męskie, żeńskie, narządy płciowe. O tym, że masturbacja jest normalna. Jak działa antykoncepcja. Jak to się dzieje, że czujemy pociąg do kogoś tej samej płci albo innej, albo obu.Kolorki– Bardzo ważna jest dla mnie kwestia klimatyczna, dlatego wczoraj byłam na proteście. Bo to jest wciąż bagatelizowane przez wielu dorosłych, w szczególności tych rządzących. Dla nich chyba w ogóle ten problem nie istnieje, nie ma czegoś takiego jak globalne ocieplenie. To jakaś fantazja, foliarskie myślenie. I nie wiem, czy oni zauważają, ile młodych osób to obchodzi?Wkurwia mnie to, że wciąż się pali węglem. Że nie ma w szkole edukacji na temat ekologii. To znaczy są pokazane kolorki koszy na śmieci, gdzie co wyrzucić i tyle. A ja bym chciała, żeby podejście ludzi się zmieniło.Żeby to nie było wymuszane karami, ale żeby ludzie rozumieli, że to jest istotne. I mam wrażenie, że my, młodzi, jesteśmy dużo bardziej świadomi i zaangażowani. Częściej też tłumaczymy to innym. Ci, którzy mają po 20 lat, tłumaczą tym, co mają po 13, swojemu rodzeństwu, ale też rodzicom, jak się zachowywać, żeby o tę planetę dbać.Dla nas segregacja śmieci jest totalnie normalna. Recykling. Bardzo dużo moich znajomych nie kupuje sobie codziennie picia, tylko ma jedną butelkę, bidon, do którego sobie wlewa wodę.Wiele jest też małych biznesów prowadzonych właśnie przez ludzi młodych, które polegają na tym, że robi się rzeczy z surowców z odzysku. Biżuterię, ubrania, akcesoria. I my, młodzi, też to kupujemy. Do tego wegetarianizm i weganizm.Oczywiście wiadomo, że nikogo nie można do tego zmusić, niejedzenie mięsa to jest wybór, ale też wiadomo, że to kwestia ekologiczna. W każdym razie coraz więcej moich znajomych nie je mięsa. W ogóle młodych. I też namawia rodziców, dziadków. Na przykład u mnie w rodzinie mama, wujek i babcia już nie jedzą mięsa.Razem– Wierzę, że dzięki temu, co się teraz dzieje, starsi nas usłyszą. W każdym razie ci, których znam, jak najbardziej nas słyszą. I są też z nas dziś dumni. Moja babcia na przykład mi powiedziała: „Jestem z ciebie dumna, w ogóle z młodych dzisiaj. To jest wasz czas, ja walczyłam kiedyś i teraz my już nie mamy nic do gadania. W sensie, że nie możemy mówić, że to jest złe, chujowe albo że nie powinniście”.I ja także jestem z nas dumna. Też parę razy się już wzruszyłam. A nawet popłakałam – jak już wszystkie te emocje opadły, wracaliśmy bezpiecznie do domu, bo wracamy zawsze większymi grupami, zrobiło mi się tak ciepło. Też jak przeglądam te wszystkie zdjęcia, filmy. Jak się jednoczymy, jak sobie pomagamy. Wzrusza mnie to, że się tak trzymamy, jesteśmy razem… Zawsze stoimy pod komisariatami, upominamy się o swoich, nikt nikogo nie zostawia. Gówniarze– Czasem się o nas mówi: „Ach, ta dzisiejsza młodzież, pokolenie internetu, jedyne, co robią, to siedzą z nosami w smartfonach, na Instagramie i piją piwo”. A właśnie, że nie. Wszyscy moi znajomi są dziś zaangażowani. Mniej albo bardziej. Chodzą, popierają, tłumaczą rodzicom, dziadkom – to jest bardzo ważne, bo niektórzy na początku tego nie rozumieli, a teraz już coś trybią. I to już nie chodzi tylko o aborcję, tylko ogólnie o to, jak jesteśmy dziś traktowani. Też o policję, oni moim zdaniem powinni dostawać środki na uspokojenie. My wychodzimy, a rząd nas przedstawia jako rozkapryszoną lewacką bandę. Gówniarzy, którzy się buntują. Albo są buntowani, co jest jeszcze gorsze, bo robi z nas głupków. Dorośli, nie mówię, że wszyscy, ale w dużej mierze, nas, młodych, mają gdzieś. Oni nas nie słuchają. A ja bym bardzo chciała, żeby zaczęli nas wreszcie słyszeć. Żeby zaczęli na nas patrzeć jak na ludzi na równym poziomie do rozmowy. I do dyskusji. I o takich samych potrzebach. A może nawet większych, bo to o naszą przyszłość tu chodzi. Aborcja powinna być, to się tak mówi, na życzenie, ale to jest tylko hasło. Przecież wiadomo, że to nie chodzi o to, że ktoś nie uważa, nie używa antykoncepcji i co miesiąc sobie robi aborcję. To by było głupie. To jest przecież ciężkie psychicznie przeżycie, zdrowotne zresztą też. Tu chodzi o wybór. I moim zdaniem lepiej, żeby dziewczyna, jeśli jest bardzo młoda, nawet jeżeli jej ciąży nic nie zagraża, usunęła ją, niż żeby urodziła dziecko, nie kochała go, nie zajmowała się nim. Bo to tworzy kolejne patologiczne warstwy. Albo żeby ona była nieszczęśliwa, bo sobie zjebała życie przez jakiś jeden głupi błąd. Ale jak powiedziałam, to już chodzi nie tylko o aborcję, ale w ogóle o wolność stanowienia o sobie, i to na takim podstawowym poziomie, jak: ciało, płeć, wygląd, orientacja. Odpierdolcie się po prostu, pozwólcie nam być sobą!I zacznijcie traktować nas poważnie. Bo to, że ktoś ma 15 lat, nie znaczy, że jego głos jest mniej ważny.