rzechy antoniego

Antoni Orzech    TRAGIZM

Znak 1971 4(202) s. 492-500

(korekta w toku)

 
 
 

 

 

Antoni Orzech    TRAGIZM

 

„Wizji tragicznego bohatera możecie nigdy w swym życiu nie dojrzeć, charakter jego czyniący go samotnym, może was odstręczać jako obcy.... Być może, nigdy was dola nie postawi na tropach jego tragedii. Ale nie możecie mu odmówić właściwości jego protestu. Jak i on bowiem jesteście istotami ludzkimi i musicie sprostać bytowi w swoim czasie. A dla każdej istoty ludzkiej byt jest stawką stawiającą i ją pod znakiem zapytania. Dla niektórych wydarza się to tragicznie.” Tak kończy swój „Tragiczny protest” Zygmunt Adamczewski1/.

            Każdy czas pozostawia po sobie świadectwo, wizję bohatera tragicznego. Ujęty w słowa ten sam los, ta sama idea, łączy tragedię grecką z książkami o ludziach współczesnych. Na czym się opiera, z czego bezpośrednio wyrasta to, co nazywamy słowem „tragizm”. Adamczewski podstaw tych szuka w człowieku, w jego najgłębszych dostępnych mu pokładach, które nazwano charakterem i wizją. Charakter dostrzegli i oznaczyli słowem Grecy. Rozumieli przez nie jedyne, niepowtarzalne piętno, które odróżnia człowieka od wszystkich pozostałych, wyciśnięty najgłębiej znak, a także to, co dokonuje tego naznaczenia. Człowiek dopiero wtedy jest człowiekiem, gdy ujawni swój charakter. Wizja natomiast to rzeczywistość wewnętrzna będąca ujęciem „widzeniem” świata.

            Co z kolei jest podstawą charakteru i wizji. Wieki pozostawiły nam ugruntowane przekonanie o przeznaczeniu /od stoickiego poddania się Mojrze, aż po naukowy determinizm/ i wiarę w wolność człowieka. Niezależnie od rozumienia tych pojęć, stawiane są one naprzeciw sobie: albo przeznaczenie, albo wolność. Mają jednak wspólny początek: moment wyboru. Na tych polach: wizji, charakteru i wyboru śledzić będziemy los bohaterów wielkich tragedii.

            Wiedza ludzka dotyczy świata pojawiającego się zewnątrz nas, wybór zaś zaczyna się tam, gdzie i my, wywodzi się od czegoś co sprawia, że człowiek istnieje. Pojęcie „wyboru” łączy przeciwne przekonania o przeznaczeniu i wolności człowieka. W momencie wyboru z jednej strony jestem zawsze całkowicie zdeterminowany przez piętno swego charakteru, z drugiej strony jestem tym, który determinuje. Charakter jest przeznaczeniem, ale jest też sprawą wyboru. To co nieuniknione jest takim dlatego, że jest wybrane. A więc wybierając zgodnie z charakterem utwierdzamy jedyne piętno a może ono być piętnem tragizmu.

            Na tych obszarach wizji ludzkiego charakteru i wyboru należy widzieć tragizm jednostki. Idzie on z człowiekiem przez wieki, jest raną ludzkiego istnienia.

 

PROMETEUSZ

            „Spadziste góry w Scytji przerwane doliną . W dolinie sterczy skała, w oddali szumi morze. Gwałt i Przemoc pojawiają się wlokąc olbrzymiego Prometeusza. Towarzyszy im Hefaistos z narzędziami przykucia Prometeusza do skały”.

            Przykuty, pozbawiony wolności, tragiczny, tak można powiedzieć patrząc na Prometeusza, ale inaczej jego położenie to sytuacja WYZWANIA, cofnięcie wierności i zaufania, resztę stanowią konsekwencje. Wszystko zaczęło się od wyboru, który był wyzwaniem rzuconym Zeusowi. Do tego momentu Prometeusz tkwił w świecie Olimpu, którym rządziła moc. Władza samego Zeusa pochodzi z podboju i „wszystkie drogi żywota są twarde, oprócz drogi Króla Bogów, albowiem tylko Zeus jest wolny.”

            Dlaczego właśnie Prometeusz dokonał takiego wyboru? Współczuł ludziom. Widział, że moc człowieka jest „przypadkowa i senna... plemiona ludzkie są spętane, myśl człowieka nie zdoła się ... wyrwać.” Obdarzył nas światłem i nadzieją. To prawda, ale tak samo myśleli inni bogowie a nawet sam Zeus, tylko że tam, gdzie panuje moc, przyszłość wyznaczana jest przez konieczność.

            Piętno Prometeusza, które pozwoliło mu wyrwać się poza ramy nazywa jego imię: Prometeusz - znaczy - naprzód myślący. Zeus panuje nad teraźniejszością, ale nie zna czasu, nie posiada wizji rzeczy przyszłych, to ona otworzy Tytanowi krąg konieczności.

            „Teraz” jego bój jest bezczasowy, zawsze obecny ponieważ widzi on tylko zewnętrzny zarys swego wyzwolenia, ale i to pozwala mu na wybór poza siebie (miłość do ludzi) i poza teraźniejszość. Dzięki nadziei może wybrać wbrew konieczności. Czy Prometeusz jest tylko tragiczny?

W teraźniejszości na pewno tkwi w całkowitej niewoli, ale on jest „naprzód myślący”.

 

EDYP

 

            Wzgórza i drogi górskie, zatoki i doliny a pomiędzy nimi przywarte do zboczy i kryjące się w rozpadlinach miasta. Wśród tego krajobrazu – człowiek uciekający. Prometeusz wyzwał moc, Edyp ucieka przed lękiem.

            .......Apollo na pytanie me nie odpowiedział,

            Lecz odprawił mnie z udręką i lękiem

            Z groźnym proroctwem, że jest mi przeznaczone

            Być mężem mojej matki, spłodzić dzieci

            Na które ludzie nie będą mogli patrzeć

            I zgładzić swojego ojca. Gdy to usłyszałem

            Rzuciłem się do ucieczki, w nadziei

            Że wreszcie znajdę jakieś miejsce.

 

            Edypowi także zostało dane spojrzenie naprzód, wie co go czeka w przyszłości i ta przyszłość napełnia go lękiem, przed którym próbuje ratować się ucieczką. Ale los to sposób wybierania, to decyzja na walkę z przygodnie spotkanymi wędrowcami, w której zabija swego ojca, to decyzja na próbę ze Sfinksem i wreszcie na małżeństwo z królową. Charakter Edypa wiedzie go do katastrofy.

            A lęk? Człowiek jeśli działa, nigdy nie wie do końca i nigdy nie uniknie ryzyka, nawet jeśli jak królowa Jokasta pozbędzie się swego charakteru i zrezygnuje z wybierania.

 

Czemuż się lękacie. Przypadek naszym życiem kieruje

Nikt nie może przewidzieć przyszłości, nikt.

Żyjemy najlepiej, gdy żyjemy bez celu,

Z dnia na dzień.

 

A jednak modli się przed ołtarzem Apollina:

 

                         Uwolnij nas od lęku.

 

Życie bez celu, bez wybierania nie uchroniło jej przed tragedią, została w nią wciągnięta.

            A Edyp? Edyp uparcie pyta o prawdę. Nie uciekł przed nieszczęściem, bo nie było ucieczki przed sobą, dosięgło go to, czego się lękał, ale czyż nie wyzwolił się od lęku?

 

HAMLET

 

Jak nudnym, nędznym, lichym i jałowym

Zda mi się cały obrót tego świata!

To niepielony ogród, samym tylko

Bujnie krzewiącym się chwastem porosły.

 

            Jest księciem, któremu ojca zabito i zhańbiono matkę. Miewa piękne sny a powołany jest do pielenia nędznego ogrodu.

            Co Hamlet wybiera?

Nie jest to tak jednoznaczne jak ucieczka Edypa. U Hamleta „wszystkim jest gotowość”. Między decyzją a działaniem rozciąga się refleksja, doskonali sumienie...  Słowo „sumienie” oznacza współwiedzę. Współwiedzę z czymś co się już ma, co się utrwaliło i przy każdym wyborze jest tą miarą. Sumienie to świadome spotkanie z wyborem i gotowość odpowiadania na wybór.

Jak uparcie odkrywa prawdę swego losu Edyp, tak wytrwale upewnia się w swojej gotowości Hamlet. Między decyzją a działaniem Hamleta rozciąga się sumienne sumienie.

            Z jednej strony sumienność, z drugiej niepewność. Jawi się ciągłe „lecz”, które powstrzymuje przed działaniem, ciągłe wahadło.

Świat wyszedł z formy, lecz to wcale nie znaczy, że Hamlet ma go naprawić. Los go woła, lecz także potrzeba spontaniczności.

Jakim doskonałym tworem jest człowiek, lecz....

            Sumienie Hamleta pragnie jednoznaczności, ale czy to możliwe, jeśli zatrzymał się wybór podstawowy a żaden wybór nie jest pojedynczy. Hamlet nie umie przejść całkowicie na jedną stronę: „być albo nie być”. Nie umie a może dla niego jest niemożliwe.

            Jedną alternatywą „być” jest udręka w świecie a drugiej nie może wybrać, ponieważ jej nie ma, jest bezkształtna, nie można jej ująć, jest ciemnością, która zamraża w trwogę.

            Hamletowi pozostała więc gotowość i wybór na odległość wyciągniętej szpady, reszta jest milczeniem.

 

FAUST

 

            Tu spotykamy świat ogromny, jeden z największych jakie kiedykolwiek ujrzał człowiek. Faust ma reprezentować ludzkość. Ale ten kosmos można ująć w dwa przeciwieństwa: światło i ciemność, byt i negację.

            Noc jest na ziemi, kiedy Faust zaczyna przemawiać. Noc okrywa jego decyzje i czyny, w nocy sięga po czarę i podpisuje pakt. Przez następne noce Małgorzata staje się jego własnością, umiera mu matka, a potem Faust odnajduje ją ostatniej nocy w więzieniu. Północ popycha go do wyzwania Troski. Wśród upiornych ciemności, kiedy Faust wypowiada swoje ostatnie słowa, znowu noc jest na ziemi.

            Człowiek doświadcza nocy, tonie w niej, ale wie czym jest światło. Ona pobudza go do szukania jasności. Noc nawiedza niepojętą grozą, w której zamiera wołanie, ale nie potrafi zatopić. Na swym dnie noc nie jest bezosobowa, roztapiają się w niej „Pociągający ku nicości”, bo „cokolwiek ma początek zasługuje na zniszczenie” na jeden paroksyzm ich śmiechu.

            Światło to odblask pana. Między światłem a nocą zawieszony został wysiłek ludzkiego istnienia, które jest wyłanianiem się z ciemności, ruchem z nocy ku światłu. Wieczna szczęśliwość należy tylko do bóstwa; światowe bezpieczeństwo jest otępiającym ..... celem Troski; wzniosłe zadowolenie z siebie jest przeklętą złudą. Ale wolność niezbędna dla każdego wyboru pełnego miłości, mogłaby być zasługą łaski i, jeśli nie wypiera się siebie ani siebie nie zdradza, mogłaby stanowić jedyną w czasie autonomiczność dostępną dla człowieka. Taka wolność musi stawiać czoło niebezpieczeństwu, musi kroczyć przez ból i rozbicia, śmiało wyzywać wszystkie przygody czasu....  Faust nie określa wolności jako jakiegoś powszechnie dostępnego dobra... ale jako wartość, którą trzeba wypracować, jako sedno, które trzeba na jaw wydobyć, jako ostateczną formę odkrycia mądrości. .....wolność może w istnieniu być dla wszystkich ale nie odkryta.

            Faust nie ucieka, nie pozostaje w gotowości, on dąży, szuka po omacku aby iść ciągle dalej, „choćby się miało za tym krokiem spaść w nicość – w samą nicość. Jeśli to ma być kresem może on stawiać jej czoło, ale nie ze znużonym omdleniem Hamleta – umrzeć usnąć, nic więcej. Jego wyborem nie jest poddanie się nieistnieniu, ale podźwignięcie go ku pytaniu o możliwość transcendencji.” I na jego drodze, tak jak konieczność przeciw Prometeuszowi, Jokasta przeciw Edypowi i „nie być” Hamleta, staje Troska, brak nadziei, nieuchronność, to co jest zawsze niewolne, zamknięte w sobie, niewybierające bez szansy wyjścia – staje noc wieczna. Gdy Faust stwierdza: „umysł twój jest zamknięty, serce umarłe” wybiera czyn, albowiem „na zewnątrz jest świat”. Być to dla Fausta działać. Impulsem jest negacja, ale celem perspektywa jasności „Pozostań chwili! Taka piękna jesteś”. Faust dąży poza siebie. Rozpoczął tę wędrówkę samotny i obcy, ale zbliża się do innych i to właśnie jest najbardziej niebezpieczne, że musi żyć boleśnie wśród innych. Ale w momencie, gdy jego dążenie dobiera kresu, przed rzuceniem się w noc zaprzeczenia zostaje powstrzymany wizją światła. „Noc zda się, coraz gęstszym mrokiem zionie a w wnętrzu moim żywe światło płonie”. I wtedy po raz pierwszy pragnie wybrać nie dla siebie.

Pragnę zobaczyć tłum rzeszy ruchliwej,

Na wolnej ziemi, mieszkać z ludem wolnym!

I wtedy mógłbym rzec: trwaj chwilo,

                           O chwilo, Jesteś piękna!

 

„Ludzki wybór istnienia jest dążeniem do światła. Pełna światłość Pana jest poza obrębem tego co człowiek może znieść, rozproszona nieokreśloność ciemności diabła „jest” tym, co gna człowieka naprzód, daleko. Być człowiekiem to znaczy w wolności poszukiwać horyzontu światła, odbitego, krótkiego, lecz będącego własną ludzką wartością,,,, Faust nigdy nie utracił owego odczucia swej drogi: „z nocą za mną, i z dniem przede mną – śpieszę ku temu, by pić wieczyste światło”. Ciągle „więcej światła”.

 

STOCKMAN

 

            Zmienia się tło człowieka. Już nie skały, wzgórza, dwór książęcy czy cały kosmos, tłem człowieka staje się społeczeństwo. Piekłem jest opinia publiczna, nieśmiertelność osiąga się w gazetach, a wielkość zastąpiło słowo prestiż. Siły negacji również tkwią w społeczeństwie. Dla Stockmana noszą one miano tłumu.

            Tłum to wszyscy inni wzięci razem jako całość. Nie powstaje on w pewnych okolicznościach, u jego źródeł leży sama istota ludzka ze swą niepewnością i niezdecydowaniem. O przynależności do tłumu decyduje sposób życia człowieka, który najlepiej oddaje słowo „utrata”. Przynależąc, człowiek traci samego siebie i tworzy bezosobową, niewolną całość, dlatego szczególnym rysem tłumu jest statyczność i inercja. Czyn może być tylko dziełem poszczególnego człowieka, całość zaledwie re-aguje. Opierając się wszystkiemu co nowe, posiada ona szczególną dźwignię, która ją porusza, a którą stanowią podejrzenia i niechęć. Każdą wybijającą się ponad wspólny mianownik jednostkę tłum chce usunąć lub zdegradować.

            Prometeusz próbował obudził tłum. Edyp wypełniał jego wolę, Hamlet bronił się przez zamknięcie w sobie, dopiero Faust zapragnął wyzwolenia „rzeszy ruchliwej”. Od tego zaczyna Stockman, zamierza ochronić ludzi przed zatrutą wodą i ponosi klęskę. On sam działał w imię idei, zapomniał jednak , że człowiek w mieście nie jest sam, zapomniał również, że człowiek z miasta nie posiada idei. Człowieka wyrywa z tłumu właśnie inność, o której decyduje wizja – idea. Stockman staje przed wyborem: idea albo tłum i uznaje ludzi za mniej wartych, troszcząc się o nich poświęca ich swej idei. Może jest ona nieludzka, może zbyt przerastająca a może jedyną możliwością wyzwolenia człowieka z tłumu jest wyrwanie go stamtąd, ponieważ „najsilniejszy jest ten, kto jest najbardziej sam”.

 

LOMAN

 

            Oto jeden z ludzi tłumu. Poddaje się utracie. Jako komiwojażer sprzedał siebie w interesach. Pracę można wybrać, przerwać, zamienić. Interesy są służbą, podczas której jest się używanym do wymieniania mało – na wiele. Sprawdzianem życia staje się „ile”. Zgodzić się na ilościowe ocenianie swych wyborów swego charakteru, to oddać to, co jedyne, własne na publiczną licytację, uczynić je czymś wymiennym, wspólnym, sprzedać za nicość. „Jedyne co masz na tym świecie, świecie interesów to to, co możesz sprzedać”.

            Loman jako komiwojażer ofiarowuje siebie, zostaje przyjęty, użyty i wyrzucony.  W tym świecie, świecie interesów takie jest przeznaczenie.

            Utrata spotyka Lomana również w życiu osobistym. Staje przed wyborem miłości lub prawdy. Jego troska o rodzinę jest autentyczna, ale nieprawdziwa. Jest tak spowity w tę miłość, że nie może być szczerym. Po to, aby przejrzeć drugiego człowieka trzeba zrezygnować  z wydzielenia w nim tylko dobra. Swojej wizji nie wolno wprowadzać do drugiego życia. Jeśli chcemy naprawdę dotknąć kochanego, musimy sięgać także po jego zło i musimy zostać przyjęci wraz ze swym złem. Nie kocha się za coś. Miłość jest swobodnym darem, łaską, gdyż nikt – taki jaki jest – nie zasługuje na nią. W przeciwnym razie może ona być autentyczna, ale nieprawdziwa, to znaczy, że nigdy nie przedrze się przez miotającą człowieka wizję i nie będzie tym, czym może być: jednością z innym.

„W wielkiej bliskości, w życiu obok siebie, i kochaniu się przez lata Willy i Linda nigdy jednak nie zjednoczyli się w prawdzie. On śnił swoje życie i był dla swojej żony snem i niczym więcej”. Utrata siebie, utrata drugich a Loman wie, że „człowiek nie może wyjść tak samo jak wszedł ... musi coś wynieść”, chociażby tylko przez odebranie sobie życia. „Ludzkie życie to nie jest nicość”.

 

ORESTES

 

            Tam dokąd dotarł Loman, zaczyna Orestes: „Ta pustka, rozedrgane światłem powietrze, to okrutne słońce w górze. Orestes nic nie ma: „.... stary parszywy pies grzejący się przy ognisku i z cichym skomleniem wlokący się do stóp wracającego pana, aby go powitać w domu – cóż, taki pies więcej ma wspomnień niż ja! Przynajmniej rozpoznaje swego pana. Swego pana. A co ja mogę nazwać moim”. I wydawało by się, że to „upalne, bezwietrzne południe, w którym nic się nie porusza, nic się nie zmienia, nic nie żyje” to kres. Wyzwolenie, które oderwało od rodziny. Powołania, religii, doprowadziło do swobody zwrócenia się do tego, do czego się chce a w istocie do nieruchomości wyboru. I może ludzie mogą tak żyć, ale to nie jest ojczyzna Orestesa”. On pochodzi z Argos. Ponure to miasto. Panuje tu stary bóg Zeus. Bóg „much i śmierci”. Bogiem much nazwał siebie diabeł służący Faustowi. Obok tego podobieństwa Zeus z Argos posiada pragnienia tamtego, pragnienie zagłady człowieka. „Lubisz ich starych, ... im bardziej są trupami, tym bardziej ich kochasz. Masz wstręt do młodości i życia. Przed zagładą ten bóg zmusza człowieka, aby uznał się winnym, wyparł się swoich myśli i czynów. „Lęk i obarczone winą sumienia mają miłą woń dla bogów”. Zeus nie kocha nikogo i tacy są ludzie, do których stworzenia się przyznaje” bez miłości, bez nadziei, bez namiętności nawet”.

                        Gdyby bóg z Argos był tylko taki, stałby jednoznacznie przeciw człowiekowi, ale Zeus przyjmuje również atrybuty Pana, to on stworzył człowieka i wszystko co istnieje, on utrzymuje ład i prawo, on wreszcie jest panem dobroci, która towarzyszy istnieniu. Stworzył człowieka, by go zniszczyć, dał mu wolność, by służył. Przed takim miastem staje Orestes. Długo przebywał w słonecznych Atenach a tu poznaje swoją ojczyznę. Nie będzie jednak jednym z poddanych Zeusowi. On zna sekret o wolności człowieka – popełnia zbrodnię i nie uznaje swej winy, muchy gryzące winnych nie są groźne dla niego.

            Ale jaka jest jego wina: wyzwolił ludzi od lęku panowania boga śmierci. W swoim przekonaniu uważa się za męczennika: „nie jestem zbrodniarzem i nie macie mocy, żeby mnie zmusić do pokutowania za czyn, którego nie uważam za zbrodnię.”.

            Jeszcze jedno wyzwolenie. Wyzwolenie ku czemu? Orestes nie wie: „umysł mój jest ciemny, już nie potrafię odróżnić tego, co jest prawe, od tego co nieprawe”.Wyzwolił swoich rodaków po to, by związać się z nimi a mieszkańcy Argos? Może utworzą drugie Ateny, miasto wolnych motyli, miasto, z którego uciekł sam wybawca.

            Odchodzi on także z Argos. Dalej. Może znów znajdzie miejsce, w którym wybierze absolutną niewolę.

 

KONIEC

            Tak zamknął się krąg ludzi tragicznych. Tragiczne piętno każdego z nich jest jedyne, ale mają też coś wspólnego ze sobą.

            Prometeusz i Orestes, Faust i Loman, wszyscy są ODDALENI od tego, co dla nich, co w ich świecie jest istotne, najważniejsze. Różnie reagują na swe odcięcie: wyzwaniem, ucieczką, gotowością, dążeniem....., ale znów wspólnotą wszystkich tych odniesień jest PROTEST.

            W ich świecie nie ma nic, co mogliby wybrać, przyjąć, albo nie mogą osiągnąć tego co wybrali.

            Ciągle podążają dalej, wszak wszyscy są KOMIWOJAŻERAMI, nikt z nich nie ma stałego miejsca, przybywają na początku naszej znajomości i odchodzą.

            Każdy przez podjęcie protestu odkrywa WOLNOŚĆ. Człowiek nie ma panowania nad dobrem, ale nikt i nic nie zmusi go, aby wybrał zło, a ludzie ci zmierzyli się z tym, co może być najgorsze, świadectwo ich płynie z samej nicości. Nawet tam, gdzie nie ma znaczenia słowo „jest”, człowiek jest wolny, może powiedzieć : nie i zachować swoje „tak” na spotkanie z tym, co jest.

            Jeśli zdarzyło się wam zadziwić swoim „jestem” zrozumiecie, że CZŁOWIEK TRAGICZNY JEST ODDZIELONY OD BYTU, STOI NAD PRZEPAŚCIĄ, KTóRA ROZWARŁA SIĘ MIĘDZY NIM A TYM CO SPRAWIA, ŻE ON I ŚWIAT DLA NIEGO PRZEDE WSZYSTKIM JEST.

---------------------------------

1/ Zygmunt Adamczewski „Tragiczny protest”, przekł. Z. Kubiak, Warszawa, 1970, str. 413. Autor, Polak jest wykładowcą filozofii na jednym z uniwersytetów w Kanadzie. Tekst niniejszy zawiera wybór niektórych problemów z tej książki.