Antoni Orzech            ZADOMOWIENIE   -   blog na Wierzbowej          luty  2010

 

 

 

BLOG

 

 

2009 

czerwiec 

lipiec 

sierpień 

wrzesień 

październik 

listopad 

grudzień  

2010

styczeń 

luty

marzec

kwiecień

maj

czerwiec

lipiec  

sierpień

wrzesień

październik

listopad

grudzień  

 

2011

styczeń

luty

marzec

kwiecień

maj

czerwiec

lipiec

sierpień

wrzesień

październik

listopad

grudzień

 

2012

styczeń

luty  

marzec

kwiecień

maj

czerwiec

lipiec

sierpień

wrzesień

październik

listopad

grudzień

 

2013

styczeń

luty

marzec

kwiecień

maj

czerwiec

lipiec

sierpień

wrzesień

październik

listopad

grudzień

 

2014

styczeń

luty

marzec

kwiecień

maj

czerwiec

lipiec

sierpień

wrzesień

październik

listopad

grudzień

 

2015

styczeń

luty

marzec

kwiecień

maj

czerwiec

lipiec

sierpień

wrzesień

listopad

     grudzień

 

    2016

    styczeń

    luty

    marzec

 

 

-------

Skałki

PSY

drzewa

 

  www.antoniorzech.eu 

 

KONTAKT         

 

  


 

2009

ŹRóDŁOSŁóW

 

mieszkać

zamieszkiwanie

naparstek

paznokieć

rozgrzeszenie

sprawiedliwość

j. polski : szwedzki

 

2009

LUDZIE

 

MacIntyre

Heidegger

Boznańska

Vermeer

 

2009

KWIATY

DRZEWA

PTAKI

 

bodziszek

ślaz

żywokost

lepnica

poziewnik

pępawa

kozibród

słonecznik

dąb

gołębie

kos

 

 

nasz blok pod balonem     

 

------------------------------

PONIEDZIAŁEK 8 LUTEGO

 

 

Gdy śnieg jest zbyt głęboki na rower, idę do Tesco ulicą Komandosów i wzdłuż Wilgi, do Kobierzyńskiej. Przy progu na rzece zobaczyłem duże lodowe talerze. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie widziałem. W sieci znalazłem nieznane mi słowo "śryż" a są to kryształki pływającego lodu. Kręcąc się i ocierając o siebie utworzyły te "lodowe krążki", które pod wodą maja kształt stożka. Kilka metrów od progu połączyły się w stałą pokrywę lodową, na której pozostały zarysy kół.

 

Trochę dalej leży powalone drzewo. Po śladach na pniu widać, że zostało ścięte przez bobry. Wiedziały jak je podgryźć, aby nie spadło w stronę rzeki. Odcięły kilka potrzebnych im gałęzi a pień pozostał.

 

Spróbuję odnaleźć ich żeremie (gniazdo), o ile nie jest to jama w stromym brzegu.

W pobliżu znajduje się duży staw, może tam jest ich mieszkanie?

 

PS. A stąd do Wawelu tylko 1 500 m.

 

 

 

-----------------------

WTOREK 9 LUTEGO

 

W Skałkach jest siedem różnych jaskiń. Największa z nich to Grota (Jaskinia) Twardowskiego (500 m). Można do niej wejść, usiąść i przekonać się jak mieszkano kiedyś a następnie wrócić do domu i przeżyć kulturowy szok.

 

Niedaleko stąd, w pieczarach Nad Galoską (18 m) i Na Gołąbcu (25 m), człowiek mieszkał już 120 tysięcy (!) lat temu. Droga z jaskini do naszych domów trwała tysiące lat. Teraz przechodzę ją w 20 minut. Niewyobrażalny bezmiar czasu zamieniam na niecałe 2 kilometry przestrzeni.

 

Są języki, w których w ogóle nie ma formy czasu a jest on opisywany tylko przestrzennie. Podobnie jak i my mówimy, że święta się "zbliżają".  (Ale gdzie są teraz te święta, które dopiero "nadejdą"? Albo gdzie jest to, co działo się przed chwilą?)

 

Czas nie ma prawie żadnych właściwości. Nie można go zobaczyć czy dotknąć, nie ma smaku ani zapachu. Jedną właściwość ma na pewno: kierunek. Postrzegamy go jako ruchomy punkt, albo jako linię, na której to co było, jest za nami a przyszłość widzimy przed sobą. Na co dzień jednak, tak jak grotę zamieniliśmy w wygodne mieszkanie, podobnie udomowiliśmy ten naturalny czas.

 

Najpierw trzeba było nadać imiona poszczególnym dniom. Następnie połączyć je w tygodnie, miesiące, lata i wieki. Cd niżej:

 

--------------------------

NIEDZIELA 14 LUTEGO

 

W ten sposób dni zostały wyzwolone spod władzy słońca i księżyca. Można je oznaczać liczbami i nadawać im dowolne znaczenie. Dzielić, mierzyć i wypełniać ich czas działaniem. A także nie działać. Nie-dziela to czas, który ma swój sens bez naszego krzątania.

 

Przypisanie dni liczbom, które przecież nie mają końca, pozwala dostrzec nieskończoność czasu. Innym naszym sposobem na dotknięcie wieczności jest ciągłe powtarzanie tego samego dnia. Tak zatrzymujemy czas niedzieli. Jest to czas święty, bo przez powtarzanie trwa wiecznie taki sam.

 

Nie było i nie będzie dnia ważniejszego. W tym dniu (ros.woskriesienie) została pokonana ohyda tej Ziemi, śmierć. Dlatego ten dzień nie potrzebuje żadnego innego sensu. Tego dnia nie wolno zaśmiecać czymkolwiek jeśli chcemy, by jego właściwy sens trwał.

 

PS.

Przeszłość - to jest dziś, tylko cokolwiek dalej.

                                                                      C. K. Norwid

 

----------------------

ŚRODA 17 LUTEGO

 

Nielegalni mieszkańcy cd.

 

Mieszkają z nami bez pozwolenia. Jest ich więcej niż komórek naszego ciała. Tyle samo, ile wszystkich mieszkańców Ziemi. Poznaliśmy zaledwie co trzeciego, reszta nie ma nawet swojej nazwy.

 

Codziennie eksmitujemy najbardziej uciążliwych, przy okazji usuwając także i tych pożytecznych. A nawet ci groźni przygotowują nas na ataki prawdziwych zabójców. Uczą też tolerancji wobec nieszkodliwych. Bez nich nasza obrona walczyłaby na śmierć i życie nawet z pozornymi wrogami.

 

Zadomowieni, stanowią barierę dla obcych. Szwedzi przesadną higieną wypędzali swoich tak skutecznie, że pojawili się nowi, bardziej odporni a tym samym groźniejsi dla człowieka. Stąd coraz więcej alergii, zapaleń, stwardnień i cukrzycy.

 

Najbardziej pożyteczni produkują witaminy i niezbędne kwasy.

Usuwają z pokarmu niektóre związki wywołujące raka. Wpływają na ilość wchłanianego pożywienia a więc decydują o naszym tyciu.

I o wielu innych skutkach, o których jeszcze nie wiemy.

 

Mikroorganizmy.

 

---------------------------

CZWARTEK 18 LUTEGO

 

Za oknem śnieg a na szybie od zewnątrz usiadło coś żywego.

Wspina się to coraz wyżej. Ustawiłem aparat, stanąłem na krześle, uwieczniłem go i robaczek znikł za okienną ramą.

Poznałem natychmiast, to jeden z tych skoczków, którzy pojawili się w pokoju, gdy przyniosłem z balkonu skrzynki z wrzosami. Wyszedł z kryjówki, by zobaczyć czy jego kwiatki jeszcze stoją pod dachem.

 

Mam tylko jedną książkę z takimi zwierzątkami i w niej go nie ma. Pojechałem więc do ogrodniczek z Kapelanki sprawdzić, czy tylko o kwiatkach wiedzą wszystko.

- To skoczogonek - mówią. Ucieszyłem się, że to dzielne maleństwo ma takie piękne imię, ale gdy zobaczyły jak wygląda, nie wiedziały kto to jest. Na pewno nie skoczogonek, bo ten nie ma skrzydeł a zamiast oczu ma czułki.

 

Jak dziwny musi być świat odbierany czułkami. Świat bez światła. Zostaje dotyk. A jak się ma 2 milimetry wzrostu, to dotykać można tylko to, co mikroskopijne. Wygląda jak pomysł na zajączka. Skacze na wyrastających z ogonka widełkach, które oparte są na specjalnym hamowidle. Nie należy do owadów. Na samym początku, gdy życie dopiero zaczynało szkicować swoje późniejsze kształty, skoczogonki utworzyły własną gromadę i na zawsze pozostały w mikroświecie. Za to mogą żyć wszędzie, nawet na śniegu. Żywią się głównie tym, co obumarło a ich szczególnym przysmakiem są opadłe liście, które przerabiają na żyzną glebę. Pchliczka, przyślepek, łuśniczek, podskoczek.

 

- Znajdziemy tego nieskoczogonka w swoich atlasach, zapewniły mnie ogrodniczki.

 

PS 1

W maju 2014 z okazji 650-lecia UJ pokazano protokół z otwarcia skrytki, w której tuż przed wybuchem wojny prof. Estreicher ukrył dwa dokumenty fundacyjne, Kazimierza Wielkiego z 1364 i Władysława Jagiełły z 1400 roku. Ekspert stwierdza w nim, że te cenne zabytki zostały pożarte przez skoczogonki. Tymczasem te robaczki są wegetarianami i nie jedzą białka jakim jest pergamin.

 

PS 2

Pani nauczycielka przyniosła na lekcję nietoperza i pyta.

- Kto wie jak się nazywa to zwierzątko?

Jaś podnosi dwa palce.

- To toperz, proszę pani.

- Nietoperz, poprawia go wychowawczyni.

- A jak to nie toperz, to ja nie wiem jak on się nazywa.

 

----------------------

PIĄTEK 26 LUTEGO

 

Przy naszej ulicy stoi duży blok, ogrodzony jak więzienie płotem z żelaznych sztab. Na ten temat ukazała się właśnie książka socjologa z AGH (J.Gądecki, Za murami). Pierwsze osiedle zamknięte przywieziono w kontenerach z USA do Warszawy na początku lat 90. I chociaż 80% Polaków mówi, że czuje się bezpiecznie w swojej dzielnicy, mieszkania w takich domach są poszukiwane. Mają zapewnić nie tylko bezpieczeństwo, ale także i prestiż.

 

Każde miejsce zamieszkania stanowi dobór ludzi pod pewnymi względami do siebie podobnych. Mieszkańcy tych ekskluzywnych osiedli nie wierzą, że społeczność potrafi im zapewnić bezpieczeństwo i dlatego kupują je sobie prywatnie. W ten sposób odgradzają się od tego "syfu na zewnątrz". A skoro zapłacili, to mają prawo wymagać, dlatego często trudno im się dogadać z sąsiadami, którzy z tego samego powodu myślą, że wszystko im wolno.

 

Nasze osiedle było ogrodzone prowizorycznym płotem z ochroną przy wejściu. Teraz ochrona pozostała, ale wejść jest kilka.

To tak jakby uchylono drzwi z klatki, w której byliśmy zamknięci.

 

------------------------

SOBOTA 27 LUTEGO

 

Poszedłem nad Wilgę szukać żeremia bobrów. Między domkami na działkach, wąską ścieżką, dotarłem do jeziorka. Jeszcze zamarznięte, więc obszedłem je dookoła po lodzie. Przy brzegach, jak bambusowy las, kępy trzcin wysokich na 4 metry. Ktoś próbował je podpalić, część wycięto. Bobrów ani śladu.

 

 Nad Wilgą, za płotem na działce, płonie ognisko.

- Nie widział pan tu bobrów, które ścięły te drzewa - pytam.

- Widziałem, ale w lecie. Teraz pewnie siedzą w norach.

- Szukałem ich gniazda nad jeziorkiem.

- One budują tamy tu na rzece, ale przyjeżdżają strażacy i rozbierają, żeby nie było zatoru.

 

Dzisiejsza Gazeta opisuje jak niszcząc żeremia bobrów, próbuje się je przekonać, by wyniosły się z miasta w górę rzeki Wilgi, Białuchy i wielickiej Serafy.

 

 

----------------------------

KONTAKT   CD   MARZEC