Antoni Orzech           ZADOMOWIENIE   -   blog na Wierzbowej       sierpień   2010

 

 

 

BLOG

 

 

2009 

czerwiec 

lipiec 

sierpień 

wrzesień 

październik 

listopad 

grudzień  

2010

styczeń 

luty

marzec

kwiecień

maj

czerwiec

lipiec  

sierpień

wrzesień

październik

listopad

grudzień  

 

2011

styczeń

luty

marzec

kwiecień

maj

czerwiec

lipiec

sierpień

wrzesień

październik

listopad

grudzień

 

2012

styczeń

luty  

marzec

kwiecień

maj

czerwiec

lipiec

sierpień

wrzesień

październik

listopad

grudzień

 

2013

styczeń

luty

marzec

kwiecień

maj

czerwiec

lipiec

sierpień

wrzesień

październik

listopad

grudzień

 

2014

styczeń

luty

marzec

kwiecień

maj

czerwiec

lipiec

sierpień

wrzesień

październik

listopad

grudzień

 

2015

styczeń

luty

marzec

kwiecień

maj

czerwiec

lipiec

sierpień

wrzesień

listopad

     grudzień

 

    2016

    styczeń

    luty

    marzec

 

 

-------

Skałki

PSY

drzewa

 

  www.antoniorzech.eu 

 

KONTAKT         

 

  


 

2009

ŹRóDŁOSŁóW

 

mieszkać

zamieszkiwanie

naparstek

paznokieć

rozgrzeszenie

sprawiedliwość

j. polski : szwedzki

 

2009

LUDZIE

 

MacIntyre

Heidegger

Boznańska

Vermeer

 

2009

KWIATY

DRZEWA

PTAKI

 

bodziszek

ślaz

żywokost

lepnica

poziewnik

pępawa

kozibród

słonecznik

dąb

gołębie

kos

 

 

nasz blok pod balonem

 

-------------------------------

PONIEDZIAŁEK 2 SIERPNIA

 

węglarze nad Wisłą

 

Równo sto lat temu, prezydent miasta Juliusz Leo, przyłączył nasze tereny do Krakowa. Pani Dulskiej, gdy dowiedziała się, że jej syn będzie miał dziecko ze służącą, nie pozostało nic innego, jak tylko "dom sprzedać i wynieść się do Dębnik", czyli do nas na wygnanie.

 

Bez mostów na Wiśle, ten prawy brzeg miejscami przypominał wieś. Jeszcze dziś przy ulicy Twardowskiego stoją kryte papą domki jak ze skansenu a przy jednym z nich w zaroślach, można zobaczyć rząd czterech drewnianych wychodków.

 

Trzeba się jednak śpieszyć bo je rozbierają na opał.

 

B. Zbroja, K. Myśłik: Nieznany portret Krakowa, 2010.

 

-------------------------------

PONIEDZIAŁEK 9 SIERPNIA

 

Przy ulicy Dworskiej, po przeciwnej stronie obskurnych garaży z blachy, stoi dwór. Wybudowany w 1616 roku dla zarządzających diecezją duchownych. W XIX wieku kupiła go najbogatsza w tej okolicy rodzina Batków. Wygląda jak zwykły blok, jedynie barokowy portal z czarnego marmuru i data nad wejściem, świadczą o jego dworskości. Widzę go przez okno po lewej stronie.

 

Na prawo, przy ulicy Twardowskiego widać stylowy domek z balkonem, na którym wykuto datę budowy rok 1894. Fasadę zdobi symbol niepodległości, orzeł w koronie i szabla a także płaskorzeźba Świętej Rodziny. Niestety, szpeci ją odpadający tynk i długa, niska przybudówka, dawna karczma. To także była posiadłość Batków.

 

---------------------------

WTOREK 11 SIERPNIA

 

Niepodległość i karczma.

Pod zaborami pito "regularnie i codziennie" jako że "wódka dodaje energii i ma właściwości lecznicze". Prawo pędzenia miał dziedzic nic więc dziwnego, że płacił nią za pracę. Zdarzało się, że chłopi nie wyszli w pole zanim pan nie postawił wiadra samogonu. W połowie wieku, w Królestwie Polskim było 30 tysięcy szynków czyli jeden na 158 osób tak więc wszyscy dorośli mogli w nich pić równocześnie! Galicja zaś w 40% zaopatrywała w alkohol całe Cesarstwo.

 

Dziś obok naszego dworu stoją dwa podłużne budynki w stylu barakowym. Na jednym z nich świeci szyld ALKOHOLE i reklama piwa, wódek i likierów. Wszystko przez 24 h - godziny po angielsku bo to karczma nowoczesna. Piątek, sobota, niedziela, po południu i wieczorem, na kamiennych schodach siedzą młodzi ludzie. Czasem jeszcze długo po północy słychać ich krzyki, kłótnie i pijany śmiech. Z piskiem opon podjeżdżają samochody i motocykle.

 

Na świecie jest nieskończenie wiele miejsc ładniejszych niż betonowe podwórko a oni wybrali właśnie to i żeby tego nie widzieć, muszą pić.

 

-------------------------

ŚRODA 11 CZERWCA

 

                    wczorajszy zachód                                dzisiejszy wschód

 

---------------------------------

PONIEDZIAŁEK 16 SIERPNIA

 

Na naszych terenach, po prawej stronie Wisły, budowli zabytkowych jest tyle co w powiatowym miasteczku czyli nieskończenie mniej niż po drugiej stronie rzeki. Właściwie mamy tylko jeden barokowy kościółek św. Bartłomieja z końca XVII wieku.

 

Zaprojektował go Mikołaj Grabiński, architekt i sekretarz króla Jana Sobieskiego. Pierwotnie była to kaplica na folwarku należącym do rodziny architekta. Dwieście lat później dobudowano kruchtę. W roku 1978 Karol Wojtyła odprawił w nim rezurekcję, ostatnią przed wyjazdem do Rzymu na pamiętne konklawe.

 

Przy ulicy Twardowskiego stoi parterowy budynek z czerwonej cegły. Nad zadaszoną werandą napis: Urząd Akcyzowy (1909). Tu, na granicy miasta, pobierano opłaty celne. Obok, na zarośniętej ostami łące, do niedawna widać było ślady rogatki, zarys fosy i ostróg bramy.

 

PS.

"Kruchta" to przedsionek kościoła. Nazwa ta pochodzi od niemieckiego wyrazu "kruft", który ma swoje źródło w greckim słowie "kryptos" (ukryty). Od niego też wywodzi się nasza "krypta". Tak więc z jednego greckiego słowa, mamy dwa pojęcia. I chociaż "kruchta" dotarła do nas drogą okrężną, oba znaczenia pozostały sobie bliskie. Można nawet powiedzieć, że krypta jest kruchtą nieba.

 

------------------------

ŚRODA 18 SIERPNIA

 

Na większości starych map Krakowa nie po nas ani śladu. Dopiero na planie z roku 1847 zaznaczono niewyraźnie kilka ulic i jezioro Jelitkowskie. To pozostałość po korycie Wisły, która omijając ostry zakręt pod Wawelem, skróciła sobie drogę przez Dębniki, tam gdzie dzisiaj ulica Skwerowa, i wracała z powrotem do głównego koryta naprzeciw klasztoru na Skałce.

 

Tak więc nasze bloki stoją na dawnym brzegu rzeki a być może nawet na samym jej dnie?

Wawel od zachodu na średniowiecznej mapie - po prawej Dębniki

 

--------------------------

SOBOTA  21 SIERPNIA

 

Kolory w mieszkaniu. Podobały mi się żaluzje ciemno-brązowe ale kupiłem jasne. To samo z podłogą. Odwrotnie w łazience. Podziwiam białe i szare płytki ale moje imitują dąb. A wszędzie jasny orzech. Czyżby dlatego, że tak się nazywam?

 

 

Mój dziadek był stolarzem, umiał także rzeźbić. Sam postawił dom,

 

dom rodzinny 1962

 

stodołę i 35 uli. Dachy kryte blachą, ogródek, dalie pod ścianami. Meble też zrobił własnoręcznie. Dębowe ale lekkie, z rzeźbionymi kwiatami. Wysmukłe nakastliki stoją tam do dziś. A wszystko w kolorze orzecha.

 

mój dziadek -żołnierz CK i pszczelarz, jego siostry, brat i rodzice

 

I styl wolę raczej zgrzebny. Mogę podziwiać wysoki połysk ale tak jak w muzeum. Moje półki na książki miały stać w piwnicy, składany stół jest do kreślenia. Dlatego skandynawski gust, prosty, praktyczny, przytulny, był mi jak z rodzinnego domu wzięty.

 

--------------------------

WTOREK 24 SIERPNIA

 

Dziś imieniny najstarszego mieszkańca naszej dzielnicy. Jego dom stoi tutaj już od ponad 300 lat.

 

Był jednym z pierwszych uczniów Jezusa, Natanael Bartłomiej, Bartosz, Bartek. Jego przyjaciel Filip mówi mu, że spotkał  człowieka, którego zapowiedział Mojżesz i że jest nim syn Józefa z sąsiedniej wsi. 

-Czy może być coś dobrego z Nazaretu? - Bartłomiej ma wyrobione zdanie o sąsiadach ale idzie by samemu zobaczyć i przekonać się, że Filip mówił prawdę.

 

Z Pisma Świętego niewiele dowiemy się o naszym świętym. Tradycja dodaje, że o Dobrej Nowinie nauczał w Azji i tam został zabity. Przedtem potwornie go torturowano odzierając ze skóry. W jego opiekę wierzą m.in. rzeźnicy, introligatorzy, górnicy...

 

PS.

Dla Michała Anioła piękno ludzkiego ciała nie miało żadnych tajemnic. Ale malując w Kaplicy Sykstyńskiej sąd nad sobą, z siebie zostawił  tylko twarz i skórę. Trzyma ją święty Bartosz, patron tynkarzy. Ale chyba nie dlatego, że to oni przygotowali ściany pod ten fresk?

 

---------------------------------

PONIEDZIAŁEK 30 SIERPNIA

 

Zepsuła się pralka. Dzwonię. Gdy dowiadują się, że to szwedzka, nie mają części. Dopiero w czwartym zakładzie, na Mazowieckiej, przyjmują zamówienie. Przyjechał grubawy sześćdziesięciolatek. Zobaczył i zdziwił się bardzo:

-Kto panu przyjął to zamówienie?

-Nie wiem.

-To pewnie ten od lodówek, już ja mu powiem! A skąd pan wziął takiego grata?

-Przywiozłem ze Szwecji.

-I to pan wiózł przez morze? Panie, u nas teraz takie wyrzuca się na złom!

-Przez 20 lat ani raz się nie zepsuła.

 

-Co z nią nie tak?

Już mam powiedzieć "wywala korki" ale teraz nie ma żadnych korków i to "wywala". Nauczyłem się.

-Wybija bezpieczniki. Pewnie przebicie. Może pan zajrzy?

Włączył, prztyknęło w skrzynce nad drzwiami.

-Centralny. Zdjął tylną obudowę, sprawdził kondensatory. Nic.

Dotknął grzałki. Zepsuta. Wykręcił.

-Mam taką w samochodzie.

-Niech pan weźmie tę ze sobą?

-Nie trzeba, zapamiętam. Pobiegł z szóstego piętra i przyniósł trochę inaczej wygiętą. Zasapany, poszedł drugi raz. Tym razem pasowała.

 

Z dojazdem i robocizną 190 złotych. Znów mogę prać.

 

---------------------------------

KONTAKT     CD   WRZESIEŃ