Antoni Orzech            ZADOMOWIENIE   -   blog na Wierzbowej          styczeń  2010

 

 

 

BLOG

 

 

2009 

czerwiec 

lipiec 

sierpień 

wrzesień 

październik 

listopad 

grudzień  

2010

styczeń 

luty

marzec

kwiecień

maj

czerwiec

lipiec  

sierpień

wrzesień

październik

listopad

grudzień  

 

2011

styczeń

luty

marzec

kwiecień

maj

czerwiec

lipiec

sierpień

wrzesień

październik

listopad

grudzień

 

2012

styczeń

luty  

marzec

kwiecień

maj

czerwiec

lipiec

sierpień

wrzesień

październik

listopad

grudzień

 

2013

styczeń

luty

marzec

kwiecień

maj

czerwiec

lipiec

sierpień

wrzesień

październik

listopad

grudzień

 

2014

styczeń

luty

marzec

kwiecień

maj

czerwiec

lipiec

sierpień

wrzesień

październik

listopad

grudzień

 

2015

styczeń

luty

marzec

kwiecień

maj

czerwiec

lipiec

sierpień

wrzesień

listopad

     grudzień

 

    2016

    styczeń

    luty

    marzec

 

 

-------

Skałki

PSY

drzewa

 

  www.antoniorzech.eu 

 

KONTAKT         

 

  


 

2009

ŹRóDŁOSŁóW

 

mieszkać

zamieszkiwanie

naparstek

paznokieć

rozgrzeszenie

sprawiedliwość

j. polski : szwedzki

 

2009

LUDZIE

 

MacIntyre

Heidegger

Boznańska

Vermeer

 

2009

KWIATY

DRZEWA

PTAKI

 

bodziszek

ślaz

żywokost

lepnica

poziewnik

pępawa

kozibród

słonecznik

dąb

gołębie

kos

 

 

nasz blok pod balonem     

 

--------------------

PIĄTEK 1 STYCZNIA

 

 

----------------------------

CZWARTEK 7 STYCZNIA

 

Nielegalni sublokatorzy. Pierwsze były komary. Ze wszystkich stron otacza nas woda. Wisła, Wilga, kamieniołom to ich mateczniki. Gdy noce stawały się coraz zimniejsze, setkami garnęły się do światła.

 

Kilka razy balkon dokładnie sprawdziła osa. Szukała miejsca na swoje osiedle. Na wakacjach, gdy przez miesiąc nie było mnie w domu, wlatywała przez uchylone okno i uwiła gniazdo we wnętrzu gitary. Łączą nas specjalne układy. Osa może mnie zabić. Przekonałem się o tym 10 lat temu w górach, gdy nad ranem wleciała do namiotu. Pół śpiąc odganiałem ją znad dziecka, które było z nami i wtedy obudziło mnie jej ukłucie. Najpierw wysypka i swędzenie. Poszedłem do strumyka, by się umyć i już nie mogłem wrócić. Położyłem się na pełnej kwiatów polanie i dusząc się, czekałem co będzie dalej. Po godzinie wszystko minęło.

Ja zostałem.

 

Gdy w grudniu wniosłem do pokoju skrzynki, w których rosną wrzosy. Przez kilka dni wieczorem, miałem skaczące towarzystwo.

Podobne do małego konika polnego, siadało to na gazecie czy książce, by nagle, jak z procy, zniknąć pod kloszem lampy.

 

Co pewien czas pojawia się biedronka. Wiem, że może tak przetrwać całą zimę. Trzeba tylko uważać przy odkurzaniu. O jednej takiej napisałem nawet bajkę.

 

Jest tu także jej bajkowy kolega, mały pająk Michaś. Najpierw siedział w rogu łazienki, teraz przeniósł się do pokoju. Wczoraj widziałem go jak łaził po czubku choinki. Zastawił tam swoją siatkę a właściwie spadające w dół prawie niewidoczne, białe niteczki. Może uznał, że na choince brak anielskich włosów? Przeważnie jednak poluje obok scindapsusa.

 

Jeden z tych kwiatków dostałem już wyrośnięty a wraz z nim całą kolonię mikroskopijnych muszek. Nigdy nie widziałem takiego maleństwa, które umie latać. A przecież muszą mieć jeszcze jakieś wewnętrzne organy. Serca chyba nie mają. Wszystko w nanorozmiarach. Ogrodniczki z Kapelanki poradziły mi podsuszenie kwiatków. Zostawiłem je na trzy tygodnie bez podlewania. Nie pomogło.

 

Gdy to piszę, nad kaloryferem usiadła mała ćma (ciemka?). Rozłożyła wąskie, ciemno-brązowe skrzydełka. Idealnie pasują do wszechobecnego jasnego orzecha.

 

Na wszystko to, z wyjątkiem osy, można spoglądać z rozbawieniem.

Zwłaszcza jeśli się wie jak bywało dawniej. Hanna Malewska w Apokryfie rodzinnym, opisując warszawskie mieszkania wspomina, że w każdym były pluskwy, z którymi nie umiano sobie poradzić. Nocowałem kiedyś w warszawskim bloku. Nad ranem chciałem sprawdzić dlaczego pieką mnie nogi, odkrywam kołdrę a tam cały rój jak rozsypane "rodzynki".

 

----------------------------------

PONIEDZIAŁEK 11 STYCZNIA

 

Po studiach, kilka miesięcy mieszkałem na Kazimierzu ze znajomym matematykiem i robotnikiem budowlanym. Wchodziło się po zewnętrznych schodach na balkon-galerię a z niej prosto do maleńkiej kuchenki. Pokój z naszymi łóżkami był przejściowym do pomieszczenia właścicielki.

 

Gdy podróżowałem po Italii autostopem, spod Perugii zabrał mnie ksiądz. Obiecał, że pokaże mi coś niezwykłego i zawiózł do osiedla focolarinów. Całe wzgórze jednakowych małych domków. Zamieszkałem razem z Holendrem, Japończykiem i jeszcze dwoma młodymi z różnych krajów. Każdy miał własny pokoik. Rano po mszy św. szli do pracy. Zarobione pieniądze oddawali do wspólnej kasy. Spotkałem tam niewidomego Polaka ze Śląska. Są też takie osiedla, w których mieszkają małżeństwa. Idea zakonu dla ludzi świeckich.

 

Zaraz po powrocie do kraju zaproponowano mi mieszkanie w małym domku na ul. Spadzistej (dziś Hofmana) niedaleko Kopca Kościuszki. Razem z właścicielką domu i moim przyjacielem Krzysztofem postanowiliśmy żyć jak focolarini. Z oddawaniem pieniędzy nie było problemu, bo oni byli studentami a ja pracowałem w domu dziecka,

więc mieliśmy tylko tyle, co na życie. Mimo iż odbyło się tam

kilka ciekawych spotkań, po roku idea wyparowała. Właściwie nie wiem dlaczego tak szybko. Na pewno przyczyniły się do tego spartańskie warunki, brak łazienki, w zimie woda w wiadrze zamarzała i wygódka na zewnątrz. A powierzchowne naśladownictwo zakonu to było widocznie o wiele za mało.

 

------------------------------

CZWARTEK 14 STYCZNIA

 

 

Las, śnieg i narty.

 

Drzewa teraz ciemniejsze, bo na białym tle. W tym kolorze szczególnie brzozom do twarzy. Polana jak stół wigilijny przykryta obrusem śniegu. W słońcu przyprószona diamentowym pyłem i nieskończonością szaro-białych odcieni. A wszystko nowe.

 

Długo szukałem winorośli. Zostało z niej tylko cienkie pnącze ukryte pośród gałęzi krzewu, który służy jej za podpórkę. Gdzież jej palczaste, wielkie liście? Gdzie granat winogronowy? Odszedłem ze smakiem w ustach, który się nie zmienił.

 

Gdy las zimą taki inny, to być w nim także trzeba inaczej. Sunę w dół wśród pagórków, gdzie nikt jeszcze nie był, tylko ślady zająca albo czarnej wiewiórki. Uciekają drzewa.

 

Jeśli jest nam dane zakosztować, jak to jest w innym świecie być aniołem, to w lesie, zimą na nartach.

 

------------------------

ŚRODA 20 STYCZNIA

 

Do wieku XIX malarze przedstawiali świat, który był wymyślony. Żaden z nich krajobrazu nie malował w plenerze. Tak długo doskonalili imitację rzeczywistości aż Cabanel czy Gerome osiągnęli to, co dzisiaj nazwalibyśmy HD.

 

Dopiero impresjoniści wyszli z atelier na światło dzienne i zamiast wymyślać ideały, odtwarzali własne wrażenia. Każdy inaczej.

Cezanne pragnął namalować PEŁNIĘ DOŚWIADCZENIA człowieka patrzącego na świat.

 

Gdy doświadczamy czegoś, to co widzimy, łączy się z tym, co wiemy i z tym, co czujemy. Wszystko odbywa się w ruchu a więc ciągle zmienia. Odtworzyć to na płaskim, nieruchomym płótnie, przecież to niemożliwe.

 

Kiedyś w kopenhaskim muzeum wszedłem do małej sali, w której wisiał tylko jeden obraz. Zatrzymałem się przed nim i nie mogłem oderwać wzroku. Poszedłem dalej, ale ciągle wracałem z powrotem.

Dziś, po 20 latach powiesiłem ten obraz u siebie na ścianie.

 

 

-----------------------------

PIĄTEK 29 STYCZNIA

 

Jeśli niemożliwe jest namalować doświadczenie, to tym bardziej opisać je. Szczególnie wyjątkowe, jak zachwyt przed obrazem.

I to takim, na którym widzimy przypadkowo zgromadzone przedmioty. Wyszczerbiony talerz, buteleczka z nalepką, na kancie stołu złazi farba. Rysunek niewprawny, flakon przechylony, jabłka zachodzą na siebie, kwiatki nie wiadomo jakie (irysy, cyklameny i geranium). A z bliska jeszcze widać setki maźnięć pędzlem i to w przeróżnych kolorach. Jak wytłumaczyć mimo tego, doświadczenie absolutnej harmonii? Tym większe, że nie symetryczne, wylizane czy zrozumiałe.

 

-----------------------------

SOBOTA 30 STYCZNIA

 

Na początku XV w. Brunelleschi sformułował zasady perspektywy geometrycznej, zgodnie z którymi przedmioty zmniejszają się wraz z odległością. Daje to wrażenie głębi. Od tej pory wszyscy malarze na różne sposoby będą stosować tę iluzję.

 

W warunkach naturalnych, każde z naszych oczu widzi przedmiot pod innym kątem i dzięki temu powstaje trzeci wymiar. Perspektywa, cień czy ruch to wrażenia drugorzędne. Korzystają z nich, nawet o tym nie wiedząc, ludzie z wadami wzroku. (A jest ich niemało. W samej Anglii ponoć aż trzy miliony).

 

Cezanne zerwał z fikcją perspektywy geometrycznej. Zamiast niej wypracował własną perspektywę barwną. Gdy patrzymy na świat, kolory ciepłe wydają się nam być bliżej niż kolory zimne. Dlatego na tym obrazie, stół jest żółtawy a ściana w tle to odcienie niebieskiego. Dzięki temu możemy widzieć głębię patrząc na dowolny jego fragment a nie tylko w kierunku zbiegających się linii geometrycznych. Pozwala to też na wykorzystanie światłocienia do innych celów niż perspektywa, tutaj w nieostrych i szerokich konturach rysunku czyli takich, jakie widzimy w rzeczywistości. Barwy są czyste ponieważ cień przedmiotów jest prawie niewidoczny. "Zamiast osiadać, ulatnia się, rozpływa. Zbłękitniały, staje się częścią ogólnego oddechu powierza" - P.Cezanne.

 

Ten kontrolowany chaos nie stara się imitować rzeczywistości, lecz ją zastąpić.

 

Od tej pory malarze, korzystając z odkryć Cezanne'a, będą odchodzić od tworzenia iluzji i budować własny autonomiczny świat.

 

PS.

"- Bambus? Przecież to kompletnie nie przypomina bambusa!

- Tak, ale niełatwo jest osiągnąć całkowity brak podobieństwa. Nie każdy to potrafi."   Ni Zan, chiński malarz z XIV w.

..............................

PS. Bardzo łatwo można sprawdzić czy nie mamy wady wzroku w widzeniu głębi. Wystarczy patrząc jednym okiem, wyciągnąć rękę prosto przed siebie i kciukiem całkowicie zasłonić dowolny przedmiot w pokoju. Następnie należy otworzyć oko i równocześnie zamknąć to drugie otwarte. Zasłonięty przedmiot powinien ukazać się w pewnej odległości od kciuka.

 

Teraz ponownie, najpierw przesuwamy kciuk tak, aby zasłonił ten przedmiot a następnie, otwieramy oko zamknięte i zamykamy to otwarte. Przedmiot znów powinien pojawić się w takiej samej odległości od kciuka jak poprzednio. Powodzenia.

 

-----------------------------

NIEDZIELA 31 STYCZNIA

 

"Czuję, że jestem zabarwiony wszystkimi odcieniami nieskończoności... Stanowię jedność z moim obrazem... Przenika mnie słońce jak daleki przyjaciel, rozgrzewa moje lenistwo, zapładnia je. Kiełkujemy."  Paul Cezanne

 

 

 KONTAKT     CD    luty