ZADOMOWIENIE

 

ZADOMOWIENIE

 

www.antoniorzech.eu

 
 

 

 

 

 

 

 

 

2010

 

 

-----------------------

PIĄTEK 1 STYCZNIA

 

 

----------------------------

CZWARTEK 7 STYCZNIA

 

Nielegalni sublokatorzy. Pierwsze były komary. Ze wszystkich stron otacza nas woda. Wisła, Wilga, kamieniołom to ich mateczniki. Gdy noce stawały się coraz zimniejsze, setkami garnęły się do światła.

 

Kilka razy balkon dokładnie sprawdziła osa. Szukała miejsca na swoje osiedle. Na wakacjach, gdy przez miesiąc nie było mnie w domu, wlatywała przez uchylone okno i uwiła gniazdo we wnętrzu gitary. Łączą nas specjalne układy. Osa może mnie zabić. Przekonałem się o tym 10 lat temu w górach, gdy nad ranem wleciała do namiotu. Pół śpiąc odganiałem ją znad dziecka, które było z nami i wtedy obudziło mnie jej ukłucie. Najpierw wysypka i swędzenie. Poszedłem do strumyka, by się umyć i już nie mogłem wrócić. Położyłem się na pełnej kwiatów polanie i dusząc się, czekałem co będzie dalej. Po godzinie wszystko minęło.

Ja zostałem.

 

Gdy w grudniu wniosłem do pokoju skrzynki, w których rosną wrzosy. Przez kilka dni wieczorem, miałem skaczące towarzystwo.

Podobne do małego konika polnego, siadało to na gazecie czy książce, by nagle, jak z procy, zniknąć pod kloszem lampy.

 

Co pewien czas pojawia się biedronka. Wiem, że może tak przetrwać całą zimę. Trzeba tylko uważać przy odkurzaniu. O jednej takiej napisałem nawet bajkę.

 

Jest tu także jej bajkowy kolega, mały pająk Michaś. Najpierw siedział w rogu łazienki, teraz przeniósł się do pokoju. Wczoraj widziałem go jak łaził po czubku choinki. Zastawił tam swoją siatkę a właściwie spadające w dół prawie niewidoczne, białe niteczki. Może uznał, że na choince brak anielskich włosów? Przeważnie jednak poluje obok scindapsusa.

 

Jeden z tych kwiatków dostałem już wyrośnięty a wraz z nim całą kolonię mikroskopijnych muszek. Nigdy nie widziałem takiego maleństwa, które umie latać. A przecież muszą mieć jeszcze jakieś wewnętrzne organy. Serca chyba nie mają. Wszystko w nanorozmiarach. Ogrodniczki z Kapelanki poradziły mi podsuszenie kwiatków. Zostawiłem je na trzy tygodnie bez podlewania. Nie pomogło.

 

Gdy to piszę, nad kaloryferem usiadła mała ćma (ciemka?). Rozłożyła wąskie, ciemno-brązowe skrzydełka. Idealnie pasują do wszechobecnego jasnego orzecha.

 

Na wszystko to, z wyjątkiem osy, można spoglądać z rozbawieniem.

Zwłaszcza jeśli się wie jak bywało dawniej. Hanna Malewska w Apokryfie rodzinnym, opisując warszawskie mieszkania wspomina, że w każdym były pluskwy, z którymi nie umiano sobie poradzić. Nocowałem kiedyś w warszawskim bloku. Nad ranem chciałem sprawdzić dlaczego pieką mnie nogi, odkrywam kołdrę a tam cały rój jak rozsypane "rodzynki".

 

----------------------------------

PONIEDZIAŁEK 11 STYCZNIA

 

Po studiach, kilka miesięcy mieszkałem na Kazimierzu ze znajomym matematykiem i robotnikiem budowlanym. Wchodziło się po zewnętrznych schodach na balkon-galerię a z niej prosto do maleńkiej kuchenki. Pokój z naszymi łóżkami był przejściowym do pomieszczenia właścicielki.

 

Gdy podróżowałem po Italii autostopem, spod Perugii zabrał mnie ksiądz. Obiecał, że pokaże mi coś niezwykłego i zawiózł do osiedla focolarinów. Całe wzgórze jednakowych małych domków. Zamieszkałem razem z Holendrem, Japończykiem i jeszcze dwoma młodymi z różnych krajów. Każdy miał własny pokoik. Rano po mszy św. szli do pracy. Zarobione pieniądze oddawali do wspólnej kasy. Spotkałem tam niewidomego Polaka ze Śląska. Są też takie osiedla, w których mieszkają małżeństwa. Idea zakonu dla ludzi świeckich.

 

Zaraz po powrocie do kraju zaproponowano mi mieszkanie w małym domku na ul. Spadzistej (dziś Hofmana) niedaleko Kopca Kościuszki. Razem z właścicielką domu i moim przyjacielem Krzysztofem postanowiliśmy żyć jak focolarini. Z oddawaniem pieniędzy nie było problemu, bo oni byli studentami a ja pracowałem w domu dziecka,

więc mieliśmy tylko tyle, co na życie. Mimo iż odbyło się tam

kilka ciekawych spotkań, po roku idea wyparowała. Właściwie nie wiem dlaczego tak szybko. Na pewno przyczyniły się do tego spartańskie warunki, brak łazienki, w zimie woda w wiadrze zamarzała i wygódka na zewnątrz. A powierzchowne naśladownictwo zakonu to było widocznie o wiele za mało.

 

----------------------

ŚRODA 17 LUTEGO

 

Nielegalni mieszkańcy cd.

 

Mieszkają z nami bez pozwolenia. Jest ich więcej niż komórek naszego ciała. Tyle samo, ile wszystkich mieszkańców Ziemi. Poznaliśmy zaledwie co trzeciego, reszta nie ma nawet swojej nazwy.

 

Codziennie eksmitujemy najbardziej uciążliwych, przy okazji usuwając także i tych pożytecznych. A nawet ci groźni przygotowują nas na ataki prawdziwych zabójców. Uczą też tolerancji wobec nieszkodliwych. Bez nich nasza obrona walczyłaby na śmierć i życie nawet z pozornymi wrogami.

 

Zadomowieni, stanowią barierę dla obcych. Szwedzi przesadną higieną wypędzali swoich tak skutecznie, że pojawili się nowi, bardziej odporni a tym samym groźniejsi dla człowieka. Stąd coraz więcej alergii, zapaleń, stwardnień i cukrzycy.

 

Najbardziej pożyteczni produkują witaminy i niezbędne kwasy.

Usuwają z pokarmu niektóre związki wywołujące raka. Wpływają na ilość wchłanianego pożywienia a więc decydują o naszym tyciu.

I o wielu innych skutkach, o których jeszcze nie wiemy.

 

Mikroorganizmy.

 

---------------------------

CZWARTEK 18 LUTEGO

 

Za oknem śnieg a na szybie od zewnątrz usiadło coś żywego.

Wspina się to coraz wyżej. Ustawiłem aparat, stanąłem na krześle, uwieczniłem go i robaczek znikł za okienną ramą.

Poznałem natychmiast, to jeden z tych skoczków, którzy pojawili się w pokoju, gdy przyniosłem z balkonu skrzynki z wrzosami. Wyszedł z kryjówki, by zobaczyć czy jego kwiatki jeszcze stoją pod dachem.

 

Mam tylko jedną książkę z takimi zwierzątkami i w niej go nie ma. Pojechałem więc do ogrodniczek z Kapelanki sprawdzić, czy tylko o kwiatkach wiedzą wszystko.

- To skoczogonek - mówią. Ucieszyłem się, że to dzielne maleństwo ma takie piękne imię, ale gdy zobaczyły jak wygląda, nie wiedziały kto to jest. Na pewno nie skoczogonek, bo ten nie ma skrzydeł a zamiast oczu ma czułki.

 

Jak dziwny musi być świat odbierany czułkami. Świat bez światła. Zostaje dotyk. A jak się ma 2 milimetry wzrostu, to dotykać można tylko to, co mikroskopijne. Wygląda jak pomysł na zajączka. Skacze na wyrastających z ogonka widełkach, które oparte są na specjalnym hamowidle. Nie należy do owadów. Na samym początku, gdy życie dopiero zaczynało szkicować swoje późniejsze kształty, skoczogonki utworzyły własną gromadę i na zawsze pozostały w mikroświecie. Za to mogą żyć wszędzie, nawet na śniegu. Żywią się głównie tym, co obumarło a ich szczególnym przysmakiem są opadłe liście, które przerabiają na żyzną glebę. Pchliczka, przyślepek, łuśniczek, podskoczek.

 

- Znajdziemy tego nieskoczogonka w swoich atlasach, zapewniły mnie ogrodniczki.

 

PS.

Pani nauczycielka przyniosła na lekcję nietoperza i pyta.

- Kto wie jak się nazywa to zwierzątko?

Jaś podnosi dwa palce.

- To toperz, proszę pani.

- Nietoperz, poprawia go wychowawczyni.

- A jak to nie toperz, to ja nie wiem jak on się nazywa.

 

----------------------

PIĄTEK 26 LUTEGO

 

Przy naszej ulicy stoi duży blok, ogrodzony jak więzienie płotem z żelaznych sztab. Na ten temat ukazała się właśnie książka socjologa z AGH (J.Gądecki, Za murami). Pierwsze osiedle zamknięte przywieziono w kontenerach z USA do Warszawy na początku lat 90. I chociaż 80% Polaków mówi, że czuje się bezpiecznie w swojej dzielnicy, mieszkania w takich domach są poszukiwane. Mają zapewnić nie tylko bezpieczeństwo, ale także i prestiż.

 

Każde miejsce zamieszkania stanowi dobór ludzi pod pewnymi względami do siebie podobnych. Mieszkańcy tych ekskluzywnych osiedli nie wierzą, że społeczność potrafi im zapewnić bezpieczeństwo i dlatego kupują je sobie prywatnie. W ten sposób odgradzają się od tego "syfu na zewnątrz". A skoro zapłacili, to mają prawo wymagać, dlatego często trudno im się dogadać z sąsiadami, którzy z tego samego powodu myślą, że wszystko im wolno.

 

Nasze osiedle było ogrodzone prowizorycznym płotem z ochroną przy wejściu. Teraz ochrona pozostała, ale wejść jest kilka.

To tak jakby uchylono drzwi z klatki, w której byliśmy zamknięci.

 

 

----------------------

ŚRODA 10 MARCA

 

Jaskinia Twardowskiego a w niej dziesiątki niedopalonych świec. Wieczór przy świecach? Gdy jednak oczy przywykły do ciemności, zobaczyłem, że świece są z lodu i na każdą ze sklepienia kapie woda.

 

 

Wbite w ziemię sople? Być może te baryłki lodu, tak jak śryż, mają swoją własną nazwę. "Sople" pochodzą od "sapania". Przeziębione dziecko, z wiszącym soplem u nosa i jego ciężki oddech stworzyły to słowo, które tu jest zupełnie nie na miejscu.

 

A gdyby tak przyjść do tej groty wieczorem i zapalić prawdziwe świece pomiędzy lodowymi?

 

PS. Te zamarznięte nacieki na dnie jaskini, nazywają się stalagmitami lodowymi. W Słowacji jest Jaskinia Doboszyńska, w której pokrywa lodowa sięga 26,5 m grubości. Występują w niej także lodospady.

 

----------------------

ŚRODA 24 MARCA

 

Ostatnio, koło południa, odwiedza nas niezwykły gość w białej kamizelce w niebieskie paski. Przeszukuje konary dębu a gdy znajdzie ukrytego tam żołędzia, długo jeszcze siedzi na czubku drzewa i rozgląda się dokoła. W jesieni w ciągu jednego miesiąca sójka potrafi schować nawet 3 tysiące tych orzechów.

 

Poniżej, sójka z żołędziem w dziobie.

 

 

Linneusz nazwał ją gadatliwą żołędziówką (Garrulus glandarius).

Własnym głosem skrzeczy tylko : "krz-krz" ale ponieważ potrafi się uczyć, umie śpiewać jak szpak, kos czy jakiś inny ptak. Udomowiona naśladuje szczekanie, albo, jeśli mieszka z kotem, miauczenie a nawet może powiedzieć "boli mnie głowa" lub "dobra! dobra!". Spotkać taką w lesie, gdy z drzewa pokrzykuje jak człowiek! Ale też słysząc jej szpaczy śpiew nie wiadomo, że to ona.

 

Łatwo natomiast rozpoznać ją po piórach w niebieskie paski u nasady skrzydeł. Jeśli mają powyżej 9 prążków, to ptak dorosły. Ich błękit pochodzi ze specjalnej budowy piór a nie z barwnika.

 

Warto pamiętać, że ptaki widzą świat inaczej niż my. Ponieważ odbierają promieniowanie ultrafioletowe i podczerwień, postrzegają wszystko w kolorach, o których my nie mamy zielonego pojęcia. Błękitna główka sikorki modraszki, świeci jak latarenka. Świecą im także niektóre kwiaty a czarny kruk w oczach pani krukowej, mieni się wszystkimi kolorami tęczy. Oko ptaka każdy ruch odbiera pięciokrotnie szybciej od naszego, dlatego trudno go zaskoczyć a obraz w telewizorze widzi jako migające obrazki. Nic więc dziwnego, że papugę telewizja bardzo denerwuje.

 

----------------------

SOBOTA 27 MARCA

 

Gdy w jesieni wniosłem z balkonu do mieszkania skrzynki z wrzosami, w pokoju pojawiły się malutkie, brązowe, koniki polne.

Nazwałem je skoczkami i szukałem ich prawdziwego imienia.

Dziś wynosiłem kwiaty na zewnątrz i widzę jak po podłodze maszeruje jeden z nich. W atlasie znalazłem, że naprawdę nazywa się skoczkiem. To przypomina dowcip z nietoperzem.

 

W książce tych skoczków jest jednak kilka i są do siebie tak podobni, że dopiero patrząc przez szkło powiększające, po spłaszczonym czole bez czułek rozpoznałem, że mój to dębowiec. Obok naszego bloku rośnie ogromny dąb.

 

Przezimował u mnie, wyniosłem go razem z wrzosami i o właściwej porze pewnie powróci na swoje drzewo. Będzie tylko musiał zmienić kolor z orzechowego na dębowy, ponieważ mając opanowaną sztukę mimikry, całkowicie dostosował się do mojego mieszkania.

 

P.S.

- Franuś, zgadnij co to jest? Jak stoi jest czarne. Jak podskoczy, niebieskie a jak spadnie, to jest zielone?

- Nie wiem a ty wiesz?

- Też nie wiem, ale ładnie zmienia kolory.

 

-------------------------

WTOREK 6 KWIETNIA

 

Często słyszę pytanie, co z nami będzie? Zabiorą nam nasze mieszkania, czy nie? Jedni są pewni, że tak, inni, że nie.

 

Tymczasem przyszłości nie da się przewidzieć ponieważ:

 

1- Słowa, w których dziś przewidujemy, jutro mogą znaczyć zupełnie co innego.

    Podpisałem umowę, którą cztery lata później, w majestacie prawa uznano za    

    "umowę niewzajemną".

 

2- Ponosimy konsekwencje decyzji, których NIE podjęliśmy.

    Deweloper, bez naszej wiedzy zastawił nasze domy, pożyczając od lichwiarzy

    pieniądze, które my dziś mamy zwrócić.

 

3- Każdy z nas, chce tego czy nie, uczestniczy w kilku różnych grach

    społecznych. Nie wiemy jaki ruch zrobią ci po drugiej stronie: deweloper, banki,

    sędziowie, adwokaci, politycy, czy inni mieszkańcy naszego osiedla...

 

4- Świat jest pełen zdarzeń przygodnych, których rezultat zawsze będzie

    niewiadomą. Nauki ścisłe opisują je teorią chaosu.

 

I tak ma być. Jeśli ktoś chce przewidywać przyszłość, musi kontrolować teraźniejszość a więc siebie, zdarzenia i ludzi. W najlepszym przypadku zafunduje sobie potwornie nudne życie. W najgorszym, zrobi karierę.

 

PS 1. "Nie troszczcie się zbytnio... Przyjrzyjcie się ptakom... Popatrzcie na kwiaty polne ... Dosyć ma dzień swojej biedy".

      Mt 7, 26 - 34       

 

PS 2. "Historia uczy nas, że najgorszą metodą w przewidywaniu przyszłości jest postrzeganie jej jako kontynuacji teraźniejszości. Historia pełna jest dramatycznych zwrotów i nagłych zmian". Z. Brzeziński  (P. Waughan, Zbigniew Brzeziński. 2010).

 

----------------------------

CZWARTEK 8 KWIETNIA

 

Kilka razy dziennie rozmawiam z gołębiem. Szuka miejsca pod budowę gniazda.

Zaplanował ją sobie na moim balkonie, tam gdzie stoją drewniaki. Otwieram drzwi, wymachuję rękami:

- Tu nie można! - wołam, wtedy odlatuje.

Za chwilę jednak znów jest z powrotem. Na poręczy sąsiedniego balkonu siedzi drugi i czeka. Nie wiem kto u nich buduje gniazdo, samica czy samiec? Czasem przylatuje ze źdźbłem trawy w dziobie jakby chciał mi pokazać o co mu chodzi. Siada też na dachu karmnika a to znaczy:

- Przecież lubisz ptaki!

 

Smutno, ale nie mogę. Wychowałem już cztery kosy, wystarczy. Jest tyle pustych balkonów a on wybrał właśnie mój. Pewnie spodobały mu się na nim wrzosy.

 

 

------------------------------

SOBOTA 10 KWIETNIA 

 

 

NIEDZIELA 18 KWIETNIA

 


PONIEDZIAŁEK 3 MAJA                                     

 

 

Za oknem powiewają dwa kolory, biały i czerwony, ale jak okiem sięgnąć dalej, wszędzie zielono a właściwie wiele odcieni zieleni. Każde drzewo ma swój własny kolor, inny rano, w południe i wieczorem. Eskimosi mają kilkadziesiąt słów na opisanie śniegu, arabowie ponad tysiąc na oznaczenie piasku. Mnie na zieleń dotychczas wystarczał jeden wyraz.

 

Nazwa

Przykład

Opis

khaki

 

 wyblakły żółtobrązowy, płowy lub szaro-brązowo-zielony

 

malachitowy

 

 ciemna, intensywna zieleń

 

marengo

 

 odcień jasnozielonego

 

miętowy

 

 jasna zieleń podchodząca pod kolorbłękitny

 

morski

 

 niebieskozielony

 

oliwkowy

 

 jak oliwki

 

patynowy

 

 jasnozielony z odcieniem niebieskiego

 

pistacjowy

 

 jasna, delikatna zieleń

 

seledynowy

 

 jasna, delikatna zieleń

 

szmaragdowy

 

 pomiędzy zielonym a morskim

 

trawiasty

 

 soczysta jasna zieleń

 

zieleń butelkowa

 

 ciemnozielony, kolor zielonych butelek od piwa

 

zieleń jaskrawa

 

 na wiosnę

 

zieleń Veronese'a

 

 głęboka zieleń

 

zieleń wiosenna

 

 żółtozielony

 

zieleń zgniła

 

 ciemny żółtozielony

 

zielony

 

 

    

 

 

  - Wikipedia                             

 

Co tam odcienie kolorów, drzew rozpoznaję zaledwie kilka chociażem sam orzech. Ale to się zmieni. Mam za oknem otwartą księgę do odczytania. Zacznę od dębu szypułkowego, który wypełnia całe moje przeszklone drzwi i na dodatek jest pomnikiem przyrody.

 

Przeczytałem o jego znaczeniu praktycznym (hodowla świń, garbarstwo-dębienie), leczniczym (przeciwzapalne, bakteriobójcze),

odżywczym (mąka, kawa), symbolicznym (Perun, Kazimierz Wielki, Władysław Jagiełło), obrzędowym (by ludzie byli tak mocni, jak ten listek, co choć usechł, ale od gałązki nie odpadł) i zakręciło mi się w głowie. Jak niewiele wiem o drzewach! Jeszcze mniej niż o kwiatach. Ja orzech, dopiero teraz się dowiedziałem, że jest to także nazwa owoców dębu, które tylko potocznie nazywane są żołędziami. Ale jakie to ma znaczenie, skoro nigdy nie słyszałem, by na żołędzia ktoś powiedział orzech? Chociaż miło pomyśleć, żem ja może nie włoski, lecz dębowy!

 

Przed kilkoma tygodniami na moim dębie pojawił się kolor zgniłej zieleni. Myślałem, że tak wyglądają pąki jego liści aż nagle przedwczoraj się zazielenił. Poszedłem i z bliska widzę wszędzie wiszące brązowe frędzelki. A więc zanim pojawiły się liście zakwitł, głównie, jak na dęba przystało, po męsku. Żeńskich kwiatów, malutkich, ukrytych wśród miniaturowych liści, jeszcze nie widziałem. Ale i tak to z nich będą orzechy.

 

W Szwecji dęby mógł wycinać tylko król. Tak rozkazał Gustaw I Waza ponieważ potrzebował ich do budowy okrętów. W Sztokholmie, potocznie nazywanym Dębem, znajduje się duży rezerwat tych drzew. Pełno jest ich także na południu w lasach, po których chodziłem.

 

W Polsce najwięcej dębów rośnie w  Puszczy Białowieskiej.Takich, których obwód przekracza 4 m. a więc o metr grubszych od tego za moim oknem, jest tam aż 3 tysiące.

 

-----------------

ŚRODA 5 MAJA

 

Jerzyki wróciły z Afryki. Przed rokiem, drugiego dnia w moim mieszkaniu podziwiałem ich podniebne akrobacje. To najlepsi lotnicy wśród naszych ptaków. Rekordzista w cztery dni pokonał 1275 kilometrów. W locie potrafią zbierać budulec na gniazda, jeść, pić, spać a nawet kochać się. Nic więc dziwnego, że panuje przekonanie, iż pierwsze trzy lata przed osiągnięciem dojrzałości, spędzają bez przerwy w powietrzu a ich łacińska nazwa apusznaczy beznogi.

 

Dawniej zakładały gniazda na skałach. Gdy ludzie zaczęli budować wysokie domy, jerzyki przeniosły się do miast i traktują nasze bloki jak urwiska górskie. Poza tym nie jesteśmy im do niczego potrzebni.

Nie są więc synantropijne - człekolubne jak gołębie, które darzą nas, przeważnie nieodwzajemnioną, sympatią.

 

Młode jerzyki nie wiedzą, że przestrzeń może mieć swoje granice i często wpadają przez okna do naszych pomieszczeń. Jednego roku do warszawskiego ZOO przyniesiono aż 200 takich przybłędów.

 

PS.

Telefon do Ośrodka Rehabilitacji Ptaków.

- Halo, znalazłam w ogrodzie małego jerzyka.

- Proszę sprawdzić czy umie latać.

- Jak to.....?

- Normalnie, proszę podrzucić go do góry.

- Przecież jeże nie umieją latać.

                                                          Fakty: A.G.Kruszewicz, Ptaki Polski. 2005.

 

-------------------

PIĄTEK 14 MAJA

 

Stałem na balkonie. Chodnikiem wzdłuż garaży szedł mężczyzna w średnim wieku. Rozejrzał się na boki, nie dostrzegł nikogo. Wielką papierową torbę zgniótł na kształt kuli i rzucił na dach garażu.

- Dlaczego pan tutaj wyrzuca śmieci? To nie jest śmietnik! 20 metrów dalej ma pan kosze!, zawołałem z góry. Zaskoczony spojrzał w moją stronę, głowę wtulił w ramiona jakby chciał się schować.

 

Okłamałem go, faktycznie na dachach garaży jest śmietnik. Leżą tam różne rury, deski, drabina, zwoje drutów, drewniane krzesła, kubły po smole i jeden but. Byłem w spółdzielni mieszkaniowej, powiedzieli, że teren jest prywatny, więc nic im do tego. Napisałem do straży miejskiej, bez odpowiedzi. Rozmawiałem z wynajmującym garaż taksówkarzem, ostrzegł mnie przed właścicielem.

 

Najprościej, wlazłbym na dachy i sam posprzątał, ale zrobię to już na końcu, gdy wszystko inne zawiedzie.

 

----------------------

Powódź  

 

  

                            ul. Dworska                                             ul. Komandosów

 

  

                     Wjazd do podziemnych garaży                        Schody z korytarza do piwnicy

 

  

                                    Duńczycy

 

Przyjechali strażacy, powiedzieli, że tu trzeba większej pompy.

Następnego dnia większą, pompowali całe popołudnie i całą noc. Woda opadła pół metra. Przyjechali Niemcy. Po paru godzinach wycofali się.

Przyjechali Duńczycy i przez 10 godzin wypompowali 18 milionów litrów wody z garaży.

 

-----------------------

NIEDZIELA 23 MAJA

 

Kilkunastu Duńczyków rozstawiło ogromną aparaturę i pompuje wodę z naszego garażu. Tomek, Basia i Krystyna częstują ich kiełbaskami z grilla. Zatrzymują się inni mieszkańcy.

- Prześladuje nas jakieś fatum.

- To nie fatum, tylko politycy pozwalają na to. Nic nie robią tylko dbają o swoje stołki.

 

Możliwe, że posłowie i senatorzy, których prosiliśmy o pomoc, (Cichoń, Gowin, Raś, Wasserman, Ziobro), mogli zrobić więcej. Każdy może więcej. W ostateczności można samemu zostać politykiem.

 

A gdyby tak poznać wszystkie ścieżki, którymi to zło dotarło do nas! Pomijając naszego praojca Adama, być może zapoczątkował je jakiś opasły szlachcic. Dołożył się pijany chłop. Swoją działkę mają nasi sąsiedzi ze wschodu i zachodu. Potem ci, którzy zarządzali nami jak dominium wschodniego satrapy. Aż w końcu uderzyło to w nas jak ta woda.

A deweloper to płynąca na tej fali nieszczęsna marionetka.

 

Podobnie można by wyśledzić trakty, którymi docierają do nas dobre moce jak chociażby ci sąsiedzi zza morza. I byłoby ich więcej skoro te pierwsze nie dały nam rady i stoimy im tamą.

 

PS.

"...pomimo całego swego uwikłania w ziemską przyczynowość ludzie mają swój udział w czymś, co można nazwać przyczynowością nadziemską i są dzięki niej potencjalnie cudotwórczy".

                                                                           Cz. Miłosz

--------------------

WTOREK 25 MAJA

 

Stał nad naszą rabatką od strony ulicy i zapisywał coś w notesie.

- Obserwuje pan kwiatki? zapytałem.

- Tak, dokumentuję naukowo wszystkie kwiaty Krakowa.

- Ja też w moim blogu opisałem kilka, pochwaliłem się.

- W Internecie są śmiecie a ja już ponad 20 lat nad tym pracuję. Czy pan wie, że na tych rabatkach odkryłem 30 różnych gatunków. Dla pana te dwa żółte kwiatki nie różnią się niczym, wskazał jaskra i pięciornika...

- A właśnie, że wiem jak się nazywają, przerwałem mu, a w Skałkach pięciornik wiosenny pierwszy zakwita.

- Ten w Skałkach to nie jest wiosenny, tylko piaskowy i dorzucił jego łacińską nazwę. A jaskier to Ranunculus repens czyli rozłogowy bo ma takie pędy, które się zakorzeniają, podniósł z ziemi jednego z nich.

- A mógłby mi pan przysłać nazwy tych 30 naszych kwiatków? Napiszę o nich w blogu. Przyjął mój adres e-mailowy ale bez przekonania.

 

-----------------------

NIEDZIELA 30 MAJA

 

Dokładnie przed rokiem wprowadziłem się do mojego mieszkania.

 

Tak jak wtedy chodzę z latarką bo woda schodami z piwnicy wypełzła do poziomu posadzki korytarza i zniszczyła instalację elektryczną. W ciemnościach, zielona, groźna jak dzikie zwierzę. Otoczyła nasze bloki. Stoję na balkonie niczym w arce Noego.

 

Wszyscy mieszkańcy przenieśli się w pewniejsze miejsca i znów zostałem sam.

 

---------------------------

PONIEDZIAŁEK 7 CZERWCA

 

Ponieważ instalację elektryczną zniszczyła woda, przez trzy tygodnie nie mieliśmy prądu. Maszynka do golenia, radio, komputer, TV, kuchenka, czajnik, wentylacja, lodówka, domofon, dzwonek, pralka, brak ciepłej wody i światła, wszytko to, zajmujące niemal każdy kąt mieszkania, było martwe. Wodę podgrzewałem na kuchence gazowej, baterie do radia i latarki a wieczorem, świece. Trzeba było zmienić prawie wszystkie rutynowe czynności. Niektórych, jak zapalanie światła przy wchodzeniu do toalety, nie dało się wyplenić.

 

Pytałem sąsiadów czego najbardziej im brak. Jedni mówili, że lodówki inni, że telewizora. Mnie doskwierał brak kontaktu ze światem, gdy kilka razy wyładowała się bateria w komórce.

 

Wieczorami, ponieważ czytanie przy świeczkach jest męczące, pozostawało więcej czasu na myślenie. Uczono mnie w szkole czym jest prąd ale pamiętam tylko, że to przepływ uporządkowanych elektronów. Stojąc nad kuchenką elektryczną, próbowałem własnej wyobraźni. Gdzieś tam pakują energię, ona płynie przewodami i ja w kuchence otwieram tę przesyłkę i zamieniam w ogień. Ale to inny ogień niż u świecy czy od gazu bo tu nic się nie pali. Czy te płynące w spirali elektrony mają tak ciasno, że spirala się czerwieni i tworzy fale ciepła? Skoro jej temperatura wzrasta to muszą tam zachodzić jakieś reakcje czyli czegoś ubywać a elektrony nie mogą przecież ulatywać w powietrze?

 

Tu kończy się moje pojmowanie ale mam nadzieję, że przeczyta to mój przyszły sąsiad Michał, elektrotechnik i fotograf i poszerzy mój horyzont fal ciepła.

 

-----------------------

ŚRODA 9 CZERWCA

 

Napisałem, że deweloper płynął na fali. Tak, płynął na fali sukcesu. Budowa domów dawała mu 50% zysku. To dużo, ale nasz budowniczy z kolegami znalazł żyłę złota, na której zarabiali 300%.

 

Jak to możliwe? Najpierw od sióstr niepokalanek kupili prywatnie działkę budowlaną za 1,5 mln, następnie sprzedali ją swojej własnej firmie trzy razy drożej. W ten sposób jeden z nich zarobił 3 miliony a drugi 1 milion. A że sprzedali sami sobie? Tak wolno, jeśli tylko zapłaci się podatek. Koszt tej sprzedaży wliczyli w cenę mieszkań. Dopóki nie brakowało nabywców, ruletka kręciła się dalej.

 

Mając więcej pieniędzy, kupowali coraz to większe działki.

Ale i tego było mało. Znaleźli więc bank w USA, który pożyczył im 70 milionów na 25 procent w skali roku (dwuletnie obligacje). Cóż to jednak jest przy takich dochodach! Za te pieniądze kupili m.in. ziemię pod Krakowem - 30 mln, teren we Wrocławiu - 44 mln. Następnie te działki wystawili na sprzedaż za 200 i 72 miliony. Niestety czasy się zmieniły i na kupno nie było chętnych a bank w USA zaczął się domagać zwrotu pożyczki.

 

Poprzednio własne zyski w ukryciu wliczali w cenę mieszkań. W tej sytuacji otwarcie już postawili nas, nabywców mieszkań, pod ścianą: albo dopłacicie do metra po 3 tysiące zł albo firma zbankrutuje a wy wtedy stracicie wszystko!

Wybraliśmy ich upadłość.

 

Wśród wszystkich przegranych tego świata nie brak ludzi, którzy polegli bo przerósł ich własny sukces. Grecy nazwali to słowem hybris.

 

-----------------------------

NIEDZIELA 13 CZERWCA

 

"Jeżeli ściany domu rodzinnego rozsuniemy tak szeroko i tak daleko, by znalazły się aż na granicach Rzeczypospolitej, otrzymamy w przybliżeniu pojęcie Ojczyzny".

 

                                                 Ks.J.Winowski, Zarys etyki katolickiej. Kraków 1947.

 

PS. Dziś przedsionki tego domu sięgają granic Zjednoczonej Europy.

 

----------------------------

CZWARTEK 17 CZERWCA

 

Ten blog mógłby być tylko o śmieciach. Wpisy z rajfurami w quadzie i śmietnikiem na dachach garaży miały być wstępem do tego, co się dzieje w Skałkach ale przyszła powódź i przykryła tamte sprawy.

Gdy woda opadła, całą podłogę w naszej śmiecialtance pokryła wyrzucana z lodówek żywność i niepotrzebne rupiecie. Przyjechali porządkowi, opróżnili kosze a śmiecie na podłodze zostawili.

 

Leżały tak przez kilka dni a ponieważ zamiast złorzeczyć, lepiej posprzątać samemu, poszedłem do ochroniarza pożyczyć szuflę. Chciałem tylko wcześniej zrobić zakupy. Wracam a tam energiczna pani pyta

- To pan chce sprzątać? Proszę tego nie robić, to należy do służb porządkowych.

 

Minął tydzień, śmiecie zniknęły a my zmieniliśmy firmę sprzątającą.

Dziś w śmiecialtance trzy nowe, ogromne pojemniki a cała podłoga znów w śmieciach. Czyżby ci pierwsi, zabierając swoje kosze, zostawili nam na pamiątkę ich zawartość?

 

Chyba jednak będę musiał kupić szuflę.

 

--------------------------

PIĄTEK  18 CZERWCA

 

 

Dziś podstrzygli nasz dąb. To drzewo nie ma tak określonego kształtu jak świerk, topola czy chociażby orzech. Z grubego pnia wyrasta dziesięć konarów. Niektóre z nich natychmiast się rozgałęziają, inne pną się samotnie w górę. Jakby kilka drzew związano w jednym pniu. Korona szeroka lecz niska. Żadnej zasady, czysta fantazja. Jeśli jest gdzieś wolne miejsce, to należy je wypełnić. Tak sobie rosnąc, nasz król lasu przypominał zieloną kopę siana.

 

Cały dzień go piłowali i teraz jest jak z obrazka. Konary ułożone niczym kwiaty we flakonie. U góry półkolistna korona. Dąb przybrał kształt ogromnego liścia miłorzębu.

 

Muszę się podstrzyc!

 

---------------------------

WTOREK 22 CZERWCA

 

"Na czterech węgłach wspiera się ten dom, w którym, patetycznie mówiąc, duch ludzki mieszka. A te cztery są: Rozum, Bóg, Miłość, Śmierć. Sklepieniem zaś domu jest Czas, rzeczywistość najpospolitsza w świecie i najbardziej tajemnicza..."

 

L. Kołakowski, Kompletna i krótka metafizyka. TP 43, 2004

 

------------------------

ŚRODA 23 CZERWCA

 

Buractwo w Skałkach

 

   

                                         spalona ławka                         wycięte drzewa

 

 

                                                                 wór śmieci

 

------------------------

PIĄTEK 25 CZERWCA

 

SĄD RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ

UNIEWAŻNIŁ

POTAJEMNĄ UMOWĘ

OSZUSTA (deweloper Leopard),

ZE ZŁODZIEJEM (spółka Manchester w USA).

 

 

Obaj, złodziej i oszust, jak zwykli kryminaliści z cegłą w ciemnej ulicy, szantażowali nas utratą kupionych mieszkań jeśli nie zapłacimy im okupu.

 

Rzeczy raz sprzedanej nie wolno nikomu innemu brać w zastaw. W ludzkim języku nazywa się to paserstwem i jest karane. Szantaż także jest przestępstwem. Iluż ludzi, ile czasu i pieniędzy, ile cierpienia trzeba było, żeby wyjaśnić tak proste sprawy? Kim są ci, którzy nie rozumieją tego i zapewne będą jeszcze odwoływać się od tego wyroku?

 

Jaką rolę pełni pani syndyk, która nie czekając na wyrok sadu, chciała nasze mieszkania wystawić na sprzedaż by zwrócić pieniądze złodziejowi?

 

 

 

------------------

ŚRODA 7 LIPCA

 

Często słyszę narzekanie, że nie pomogli nam politycy. Nie dziwi mnie to, ponieważ wiem jak niewiele mogą zrobić w naszej sprawie. Sam byłem u znajomego senatora. Nie interesowało go to.

 

Zdziwiło mnie natomiast, że sami sobie także nie potrafią pomóc. Jednym z klientów Leoparda jest poseł na Sejm trzech kadencji, dwukrotny minister przemysłu i gospodarki, dyrektor Banku Odbudowy i Rozwoju w Londynie, Tadeusz Syryjczyk. Postawiony, tak jak my, w sytuacji "kup pan cegłę!", wyjął pieniądze i zapłacił.

Bo je miał!

 

Opowiada dokładnie jak to się odbyło. Przedstawiciele Manchesteru siedzieli u notariusza w osobnym pokoju. On wpłacił haracz najpierw notariuszowi, który z kolei przelał pieniądze na konto Manchesteru. Ludzie z tej spółki sprawdzili na ekranie komputera, czy gotówka została przekazana i podpisali oświadczenie zwolnienia z hipoteki. A więc rabowali nowocześnie, nie w ciemnym zaułku z cegłą w dłoni. Nawet nie spojrzeli w twarz okradanego.

 

------------------

PIĄTEK 9 LIPCA

 

Oczywiście nikt inny jak tylko reprezentujący nas politycy, nie jest w stanie uporządkować działalności deweloperów. Pojedynczy klient, jeśli chcą go oszukać, jest wobec nich bez szans.

 

Wystarczyłoby kilka regulacji prawnych aby nikt nie ryzykował, że zamiast domu, zostanie z długami, które będzie spłacał do końca życia. O ile przeżyje.

 

1- Budową domów nie powinni zajmować się "biznesmeni" bez kapitału własnego, ponieważ wtedy całe ryzyko spada na kupujących.

Taka działalność przyciąga też cwaniaków, którzy chcą się łatwo i szybko wzbogacić.

 

2- Pieniądze klientów powinny być wpłacane do banku na rachunki powiernicze. Deweloper otrzymywałby je dopiero po ukończeniu odpowiednich prac.

 

3- Banki pożyczające setki tysięcy złotych na kupno mieszkań także ryzykują, dlatego powinny sprawdzać stan prawny nieruchomości czy, jak w naszym przypadku, deweloper nie obciążył jej podejrzaną hipoteką.

 

4- Wszyscy deweloperzy powinni posiadać certyfikaty, które zobowiązywałyby ich do przestrzegania dobrych praktyk i w razie ich naruszenia, mogliby je stracić. Obecnie spośród 300 tylko 40 budowniczych otrzymało symboliczne wyróżnienia od swojej kapituły. I kto o tym wie?

 

5- Kupujący, już na podstawie umowy przedwstępnej, powinien mieć prawo do zarejestrowania swojej własności w księdze wieczystej. Teraz spółka Manchester, która przyjęła w zastaw nasze domy, jako pierwsza otrzymałaby zwrot pożyczonych deweloperowi pieniędzy. My zaś, którzy płaciliśmy na ich budowę, jesteśmy na ostatnim, czwartym miejscu. Czyli, praktycznie bez szans.

 

6- Deweloperzy powinni utworzyć fundusz, z którego pieniądze byłyby przeznaczone na dokończenie budowy w razie bankructwa jednego z nich.

 

Sejm RP pracował nad tymi sprawami w roku 2002 i 2005. Oba projekty ustaw utknęły w ministerstwach. Posłowie zajmują się aferami, które dotyczą ich samych, nie mają więc czasu zapobiec oszustwom, które rujnują nam życie.

 

---------------------

WTOREK 13 LIPCA

 

Nasz blok stał się prawdziwym domem, ponieważ urodziło się w nim dziecko. Mama nosi maleńką Martusię w torbie, tak jak dawniej niemowlęta noszono w koszyczku. Gdy wraca z miasta, wygląda jakby dźwigała zakupy, ale tam zamiast chleba, mleka czy owoców, żywy człowiek. Martusia jest cichutka, czasem tylko, gdy idę po schodach, słychać jej głos. Nic nie wie o naszych kłopotach.

 

Od kilku miesięcy porządkują podwórko nad garażami, więc mam nadzieję, że zdążą zanim ona zacznie biegać.

 

------------------------

NIEDZIELA 18 LIPCA

 

W ciągu wieków słowa zmieniają swoje znaczenie. Ale nie wszystkie. Jedno z najważniejszych słów w tym blogu, brzmi tak samo od pięciu tysięcy lat. Od czasu, gdy dzisiejsze ludy Indii i Europy mówiły jeszcze wspólnym językiem. Te trzy głoski, przekazywane z pokolenia na pokolenie, rozumiałby je Homer i Cezar, oznaczały coś tak podstawowego, że nienaruszone dotrwały do nas. DOM.

 

--------------------

ŚRODA 21 LIPCA

 

                                                         mój obrażony scindapsus

 

U góry, na moich półkach z książkami stoją scindapsusy. Gdy obciąłem im pnącza, jeden z kwiatków się obraził i przestał rosnąć.

Ponieważ słowo "obraził" pochodzi od wyrazu "ciąć", więc nie przesadzam (tego kwiatka).

 

Co więcej, okazuje się, że rośliny mają także swój system nerwowy, przez który liście przekazują sobie nawzajem informacje o ilości wchłanianego światła.

 

Gdy w południe słońce, tak jak dziś, świeci zbyt mocno, liście naszego dębu wysyłają sygnały elektrofizjologiczne do wszystkich pozostających w cieniu, aby pozbyły się nadmiaru niepotrzebnej energii. Przy czym każdy liść oddzielnie wie ile światła ma wygasić.

 

Wie także czy jest to światło niebieskie czyli południowe (letnie), czy czerwone czyli wieczorne (jesienne). Ta wiedza jest przechowywana, a więc pamiętana, przez wiele godzin. Służy ona do przygotowania się na porę deszczową a także chroni przed chorobami.

 

Odkrycia, że rośliny reagują na światło w sposób systemowy prof.

S. Karpiński dokonał w Szwecji. Natomiast sam mechanizm przenoszenia informacji zbadał z zespołem polskim na SGGW w Warszawie, bo po 20 latach za granicą, wrócił do kraju.

 

------------------------

NIEDZIELA 25 LIPCA

 

Pierwsza sprawa, którą zajmie się, wybrana w tym miesiącu, Rzecznik Spraw Obywatelskich, pani Irena Lipowicz, dotyczy deweloperów. Sprzedając mieszkania, wyceniają oni metraż bez tynku. Wydawałoby się, że to drobiazg ale pani Rzecznik wyliczyła, że brak dwóch centymetrów tynku pozwala im bezprawnie zarobić od 5 do 10 tysięcy na mieszkaniu. Na naszym osiedlu jest to oszustwo na 2 miliony złotych!

 

Pani Rzecznik spodziewa się, że w ciągu 30 dni zostanie wydane rozporządzenie, które wykluczy ten godny karcianego szulera przekręt. Ciekawe czy kapituła deweloperów i za to przyznała swoje wyróżnienia 40 budowniczym?

 

---------------------

SOBOTA 31 LIPCA 

 

ZE SKAŁEK           

 

"Witajcie - wy, których dni upływają pod sufitem.

Witajcie u mnie, pod Niebem".     

                                                  Edward Redliński - Konopielka 

 

-------------------------------

PONIEDZIAŁEK 2 SIERPNIA

 

węglarze nad Wisłą

 

Równo sto lat temu, prezydent miasta Juliusz Leo, przyłączył nasze tereny do Krakowa. Pani Dulskiej, gdy dowiedziała się, że jej syn będzie miał dziecko ze służącą, nie pozostało nic innego, jak tylko "dom sprzedać i wynieść się do Dębnik", czyli do nas na wygnanie.

 

Bez mostów na Wiśle, ten prawy brzeg miejscami przypominał wieś. Jeszcze dziś przy ulicy Twardowskiego stoją kryte papą domki jak ze skansenu a przy jednym z nich w zaroślach, można zobaczyć rząd czterech drewnianych wychodków.

 

Trzeba się jednak śpieszyć bo je rozbierają na opał.

 

B. Zbroja, K. Myśłik: Nieznany portret Krakowa, 2010.

 

-------------------------------

PONIEDZIAŁEK 9 SIERPNIA

 

Przy ulicy Dworskiej, po przeciwnej stronie obskurnych garaży z blachy, stoi dwór. Wybudowany w 1616 roku dla zarządzających diecezją duchownych. W XIX wieku kupiła go najbogatsza w tej okolicy rodzina Batków. Wygląda jak zwykły blok, jedynie barokowy portal z czarnego marmuru i data nad wejściem, świadczą o jego dworskości. Widzę go przez okno po lewej stronie.

 

Na prawo, przy ulicy Twardowskiego widać stylowy domek z balkonem, na którym wykuto datę budowy rok 1894. Fasadę zdobi symbol niepodległości, orzeł w koronie i szabla a także płaskorzeźba Świętej Rodziny. Niestety, szpeci ją odpadający tynk i długa, niska przybudówka, dawna karczma. To także była posiadłość Batków.

 

---------------------------

WTOREK 11 SIERPNIA

 

Niepodległość i karczma.

Pod zaborami pito "regularnie i codziennie" jako że "wódka dodaje energii i ma właściwości lecznicze". Prawo pędzenia miał dziedzic nic więc dziwnego, że płacił nią za pracę. Zdarzało się, że chłopi nie wyszli w pole zanim pan nie postawił wiadra samogonu. W połowie wieku, w Królestwie Polskim było 30 tysięcy szynków czyli jeden na 158 osób tak więc wszyscy dorośli mogli w nich pić równocześnie! Galicja zaś w 40% zaopatrywała w alkohol całe Cesarstwo.

 

Dziś obok naszego dworu stoją dwa podłużne budynki w stylu barakowym. Na jednym z nich świeci szyld ALKOHOLE i reklama piwa, wódek i likierów. Wszystko przez 24 h - godziny po angielsku bo to karczma nowoczesna. Piątek, sobota, niedziela, po południu i wieczorem, na kamiennych schodach siedzą młodzi ludzie. Czasem jeszcze długo po północy słychać ich krzyki, kłótnie i pijany śmiech. Z piskiem opon podjeżdżają samochody i motocykle.

 

Na świecie jest nieskończenie wiele miejsc ładniejszych niż betonowe podwórko a oni wybrali właśnie to i żeby tego nie widzieć, muszą pić.

 

-------------------------

ŚRODA 11 CZERWCA

 

wczorajszy zachód         

 

 

 dzisiejszy wschód

 

---------------------------------

PONIEDZIAŁEK 16 SIERPNIA

 

Na naszych terenach, po prawej stronie Wisły, budowli zabytkowych jest tyle co w powiatowym miasteczku czyli nieskończenie mniej niż po drugiej stronie rzeki. Właściwie mamy tylko jeden barokowy kościółek św. Bartłomieja z końca XVII wieku.

 

Zaprojektował go Mikołaj Grabiński, architekt i sekretarz króla Jana Sobieskiego. Pierwotnie była to kaplica na folwarku należącym do rodziny architekta. Dwieście lat później dobudowano kruchtę. W roku 1978 Karol Wojtyła odprawił w nim rezurekcję, ostatnią przed wyjazdem do Rzymu na pamiętne konklawe.

 

Przy ulicy Twardowskiego stoi parterowy budynek z czerwonej cegły. Nad zadaszoną werandą napis: Urząd Akcyzowy (1909). Tu, na granicy miasta, pobierano opłaty celne. Obok, na zarośniętej ostami łące, do niedawna widać było ślady rogatki, zarys fosy i ostróg bramy.

 

PS.

"Kruchta" to przedsionek kościoła. Nazwa ta pochodzi od niemieckiego wyrazu "kruft", który ma swoje źródło w greckim słowie "kryptos" (ukryty). Od niego też wywodzi się nasza "krypta". Tak więc z jednego greckiego słowa, mamy dwa pojęcia. I chociaż "kruchta" dotarła do nas drogą okrężną, oba znaczenia pozostały sobie bliskie. Można nawet powiedzieć, że krypta jest kruchtą nieba.

 

------------------------

ŚRODA 18 SIERPNIA

 

Na większości starych map Krakowa nie po nas ani śladu. Dopiero na planie z roku 1847 zaznaczono niewyraźnie kilka ulic i jezioro Jelitkowskie. To pozostałość po korycie Wisły, która omijając ostry zakręt pod Wawelem, skróciła sobie drogę przez Dębniki, tam gdzie dzisiaj ulica Skwerowa, i wracała z powrotem do głównego koryta naprzeciw klasztoru na Skałce.

 

Tak więc nasze bloki stoją na dawnym brzegu rzeki a być może nawet na samym jej dnie?

Wawel od zachodu na średniowiecznej mapie - po prawej Dębniki

 

--------------------------

SOBOTA  21 SIERPNIA

 

Kolory w mieszkaniu. Podobały mi się żaluzje ciemno-brązowe ale kupiłem jasne. To samo z podłogą. Odwrotnie w łazience. Podziwiam białe i szare płytki ale moje imitują dąb. A wszędzie jasny orzech. Czyżby dlatego, że tak się nazywam?

 

 

Mój dziadek był stolarzem, umiał także rzeźbić. Sam postawił dom,

 

dom rodzinny 1962

 

stodołę i 35 uli. Dachy kryte blachą, ogródek, dalie pod ścianami. Meble też zrobił własnoręcznie. Dębowe ale lekkie, z rzeźbionymi kwiatami. Wysmukłe nakastliki stoją tam do dziś. A wszystko w kolorze orzecha.

 

mój dziadek -żołnierz CK i pszczelarz, jego siostry, brat i rodzice

 

I styl wolę raczej zgrzebny. Mogę podziwiać wysoki połysk ale tak jak w muzeum. Moje półki na książki miały stać w piwnicy, składany stół jest do kreślenia. Dlatego skandynawski gust, prosty, praktyczny, przytulny, był mi jak z rodzinnego domu wzięty.

 

---------------------------------

PONIEDZIAŁEK 30 SIERPNIA

 

Zepsuła się pralka. Dzwonię. Gdy dowiadują się, że to szwedzka, nie mają części. Dopiero w czwartym zakładzie, na Mazowieckiej, przyjmują zamówienie. Przyjechał grubawy sześćdziesięciolatek. Zobaczył i zdziwił się bardzo:

-Kto panu przyjął to zamówienie?

-Nie wiem.

-To pewnie ten od lodówek, już ja mu powiem! A skąd pan wziął takiego grata?

-Przywiozłem ze Szwecji.

-I to pan wiózł przez morze? Panie, u nas teraz takie wyrzuca się na złom!

-Przez 20 lat ani raz się nie zepsuła.

 

-Co z nią nie tak?

Już mam powiedzieć "wywala korki" ale teraz nie ma żadnych korków i to "wywala". Nauczyłem się.

-Wybija bezpieczniki. Pewnie przebicie. Może pan zajrzy?

Włączył, prztyknęło w skrzynce nad drzwiami.

-Centralny. Zdjął tylną obudowę, sprawdził kondensatory. Nic.

Dotknął grzałki. Zepsuta. Wykręcił.

-Mam taką w samochodzie.

-Niech pan weźmie tę ze sobą?

-Nie trzeba, zapamiętam. Pobiegł z szóstego piętra i przyniósł trochę inaczej wygiętą. Zasapany, poszedł drugi raz. Tym razem pasowała.

 

Z dojazdem i robocizną 190 złotych. Znów mogę prać.

 

---------------------------------

PONIEDZIAŁEK 6 WRZEŚNIA

 

Znowu o śmieciach. W naszej altance jak w stajni, smród, zawsze pełne pojemniki a obok na podłodze, wszelkie możliwe odpady.

 

Przy każdym z bloków pełno rzucanych z balkonów petów, z którymi nie wiem co zrobić. Na schodach ktoś codziennie zostawia niedopałki. Zbieram, przyklejam na kartce z napisem: Proszę nie śmiecić. Następnego dnia kartka znika. To już trzeci raz.

 

Przez okno zobaczyłem, jak jeden z robotników, którzy kryli dach garażu papą, zbiera resztki do worków. Zbiegłem i pytam czy mogę sprzątnąć śmieci z pozostałych garaży.

- Oczywiście, ja sam zebrałem kilka butelek, mówi ten młodszy.

Wlazłem po drabinie i dopiero teraz widzę wszędzie dziesiątki małych, płaskich buteleczek. Deski, rury, żelazne pręty, dwa wiaderka, klatkę na ptaki, wszystko to, zrzuciłem na dół.

 

- Kto ci kazał łazić po dachu? podchodzi pijany człowiek, którego z butelką w dłoni, widuję pod zadaszeniem przy naszym bloku.

- Sam sobie kazałem bo nie mogę na to patrzeć.

Przez pół godziny szalał, przeklinał i straszył. Pożyczył telefon od robotników i udając, że dzwoni na policję, rozmawiał ze znajomą. Przestałem się odzywać. Zaniosłem butelki do specjalnego pojemnika. Gdy łamałem drewniane krzesła i deski podszedł i wziął długi żelazny pręt. Obserwowałem go kątem oka ale zabrał to tylko na złom.

 

Teraz z pewną ulgą patrzę z góry na te ohydne dachy, które mogłyby się zielenić i złocić rozchodnikiem.

 

-------------------------

WTOREK 7 WRZEŚNIA

 

Robotnicy kryją papą dach garażu w innym rzędzie niż te  wczorajsze. Podszedłem do nich od strony dębu gdzie tylko krzaki i chaszcze.

- Nie zrzuciłby pan tych rur i drabinki tutaj a ja je zabiorę?

- Zrobię to ale później bo ten pan jest tutaj.

 

Konspiracyjne sprzątanie dachu.  

 

--------------------------

ŚRODA 22 WRZEŚNIA

 

Noc. Bezchmurne niebo. Księżyc w pełni i tylko trzy gwiazdy. Wypatruję dłużej i widzę jeszcze sześć maluteńkich.

 

W mojej rodzinnej wsi jest ich bez liku, chociaż astronomowie policzyli, że tylko tysiąc. Widać tam także biegnący środkiem nieba, jasny pas Drogi Mlecznej z setkami miliardów słońc.

 

W Polsce, w górach Izerskich, otwarto niedawno pierwszy w Europie Park Ciemnego Nieba. Ponieważ zanieczyszczenie sztucznym światłem wzrasta co roku o 10%, wkrótce gwiazdy będą widoczne tylko w niektórych miejscach.

I wtedy zauważymy, że ich brak.

 

-------------------------

PIĄTEK 24 WRZEŚNIA

 

Krakowianie potrafią ubliżać sobie nawzajem przy pomocy 600 różnych słów. 100 z nich to nazwy zwierząt z "baranem" na czele. (Zobacz wyżej, chociaż to owieczka). Oprócz "buca", "bajtloka" czy "pierdoły" jest tu także, nie wiadomo dlaczego, "klarnet".

 

Zosia, moja przyjaciółka i rodowita krakowianka gdy się jej nie podobało to, co mówię, powtarzała "idze, idze, ty bajokuuu" czyli, idźże, idźże ty bajarzu.

Idę.

 

NA BALKONIE

 

 

rusałka - kwiat, który lata

 

---------------------------

WTOREK 28 WRZEŚNIA

 

Na naszym osiedlu, następny rok bezużytecznie stoją pomieszczenia komercyjne, setka luksusowych mieszkań i cały bunkier podziemnych garaży. Znów wyrzucono w błoto miliony za które można by dokończyć wszelkie prace a ludzie, zamiast rozpaczać, mieliby gdzie mieszkać i parkować.

 

W Kanadzie żyje dziwne plemię Indian Kwakiutlów, wśród których znaczenie i prestiż można zdobyć niszcząc rzeczy potrzebne. Wrzucają więc do morza miedziane naczynia, palą łodzie i ubrania. W ten sposób można tam nawet zostać wodzem.

 

NIEDZIELA 3 PAŹDZIERNIKA

 

Konstandinos Kawafis  Itaka

(...)

...
pamiętaj o Itace.
Przybycie do niej — twoim przeznaczeniem.
Ale bynajmniej nie śpiesz się w podróży.
Lepiej, by trwała ona wiele lat,
abyś stary już był, gdy dobijesz do tej wyspy,
bogaty we wszystko, co zyskałeś po drodze,
nie oczekuj wcale, by dała ci bogactwo Itaka.

Itaka dała ci piękną podróż.
Bez Itaki nie wyruszyłbyś w drogę.
Niczego więcej już ci dać nie może.

A jeśli ją znajdujesz ubogą, Itaka cię nie oszukała.
Gdy się stałeś tak mądry, po tylu doświadczeniach,
już zrozumiałeś, co znaczą Itaki.

 

--------------------------------------------------

PONIEDZIAŁEK 4 PAŹDZIERNIKA

 

Niestety, przekład tego wiersza jest nieporadny.

 

Wkrótce ukaże się nowy wybór 100 najsłynniejszych wierszy Kawafisa i sądząc po dwóch przykładach w Europie, będzie to poezja bez tej nieznośnej sztukaterii.

 

-------------------------------

WTOREK 5 PAŹDZIERNIKA

 

Wczoraj wieczorem nasze Zrzeszenie w hoteliku na Grzegórzkach. Salka, do której iść trzeba przez mostek. Konspiracyjne pytanie o hasło.

 

Odżyliśmy trochę. Wygrana w sądzie ze złodziejem z USA, pieniądze od władz miasta na remont powodzi, proroctwa prawników, że dobrze będzie w przyszłym roku. I Łukasz wrócił.

 

Ciepło nam w bunkrze jeszcze z rur ucieka, woda na odwrót, wcieka  zewsząd. Ktoś chce nas zrobić w sponsora, mieszkać i nie płacić. Kod do śmietnika, to lepiej czy gorzej? I inne takie codzienne sprawy.

 

----------------------------------

CZWARTEK 7 PAŹDZIERNIKA

 

W Skałkach, na polanie obok austriackiego fortu, pani rzucała patyki a mały terier je przynosił. Drugi, większy, stał spokojnie między jej nogami. Pytam skąd taka różnica?

- Bo ten tutaj jest ślepy. 9 lat temu przestał widzieć. Kupiliśmy drugiego, żeby go trochę rozruszał.

 

W Zakopanem wracaliśmy wieczorem znad Czarnego Stawu (nie Polski czy Pod Rysami, tylko Gąsienicowy). Przy mostku nad Chycowym Potokiem siedział piesek. Zarośnięty i brudny. Także terier szkocki .

- Co ty tu robisz tak późno? pytam.

- Nie mów do niego, bo pójdzie za nami, ostrzegła mnie siostra.

 

I rzeczywiście przeszedł z nami nad potokiem. Wyjąłem z plecaka nie zjedzoną kanapkę, łamię a on niecierpliwie staje na tylnych łapach, oblizuje się a ogon jak metronom przy molto vivace. Ktoś go przywiózł i zostawił. Robotnicy z tartaku obok dokarmiali go już od paru tygodni. On nie rozumie, że właściciel się go pozbył. W jego pieskim łebku nie ma możliwości porzucenia, dlatego idzie za każdym i przesiaduje w miejscu, gdzie go zostawiono, bo przecież pan wróci.

 

Nie tylko człowiek zawarł przymierze z Bogiem,

także pies zawarł przymierze z człowiekiem.

 

Jest taka modlitwa, w której pies mówi do swego Stwórcy,

Panie Boże, tylko my dwaj, Ty i ja, rozumiemy co znaczy wierność.

 

-----------------------------

PIĄTEK 8 PAŹDZIERNIKA

 

   nasz sąsiad maluje

        

--------------------------------

WTOREK 12 PAŹDZIERNIKA

 

"...mały domek poczty

stoi jak się patrzy

 

i jak się nie patrzy..."

-----------------------

 

"...bo kto powiedział, że sympatia

musi się wspierać wiedzą szczegółową.

 

Nikt, oczywiście. Pewnie dlatego można

się nie śpieszyć i można sobie pozwolić

na milczenie, na słowa

 

tylko wtedy kiedy się ma ochotę..."

-----------------------------------------

 

"Jeszcze się rozpoznaję

- patrzę do lustra -

to jednak ja!

Nawet nieogolony

(się rozpoznaję gorzej)..."

 

                              Piotr Sommer Noce i dni 2009

 

------------------------------

ŚRODA 13 PAŹDZIERNIKA

 

To już jesień

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

w Skałkach też

 

i jeszcze bardziej sześć dni później

 

-----------------------------------

CZWARTEK 14 PAŹDZIERNIKA

 

Dziś nie byłem nastrojony do sprzątania Skałek. Podniosłem tylko pudełko po papierosach rzucone kilka metrów od kosza i woreczek z odchodami psa. Obiecałem też sobie, że przyjdę z workiem i pozbieram butelki po piwie. Zostawili je na skarpie, z której widać Wisłę i Las Wolski.

 

World Wildlife Fund ogłosiła raport o stanie zdrowia i o chorobach naszej planety. Zbadano 2,5 tysiąca gatunków zwierząt. Policzono kto żyje ponad stan. Gdyby to, co może nam dać nasza Ziemia, podzielić równo na każdego, bogate narody ucztują tak, jakby miały kilka Planet. My także nieźle balujemy, zużywamy dwa razy więcej niż się nam należy. Splajtowalibyśmy wszyscy już dawno i byłaby pustynia, ale zabieramy tym, co żyją w skrajnym ubóstwie i nie potrafią korzystać ze swego. Jak długo?

 

Najszybciej zabraknie wody. Już miliard ludzi nie ma dostępu do pitnej.

 

A może potrafimy zapobiec bezmyślnemu zniszczeniu a potem mieć tylko tyle, ile nam potrzeba. Wciąż więcej i więcej, to już nie głupota, to samobójstwo.

 

Natura nie dewastowana potrafi się odrodzić. U nas bobrów przybyło! To dlatego spotkałem je nad Wilgą. A w całej strefie umiarkowanej liczba gatunków w morzu i na lądzie wzrosła aż o jedną trzecią.

 

-----------------------------------

NIEDZIELA 17 PAŹDZIERNIKA

 

Podnosząc w lesie pudełko L&M LINK powtórzyłem to, co dawno zapomniane. W dzieciństwie zbierałem opakowania po papierosach. Jarosław. Mijam kościół Reformatów i nagle obok chodnika wielkie, lekko podłużne, o zaokrąglonych brzegach z bibułką w środku, zamykane jak papierośnica a na wierzchu kolorowe zdjęcie.

 

W całej wsi tylko jeden chłopiec miał kartę zrobioną z tego pudełka.

Przebijała wszystkie inne, Grunwaldy, Dukaty, Mewy, o Sportach czy Mocnych nie wspominając. Belweder! Gdy się spotkają oba, będzie wojna. Nie pamiętam kto wygrał, być może nigdy nie próbowaliśmy grać ze sobą.

 

LINK mimo iż błyszczy srebrem, byłby niżej od Dukatów, bo to jednak tandeta z czarną klepsydrą memento mori. Ucieszyłby mnie wtedy, teraz podniosłem go z obrzydzeniem i wrzuciłem do kosza.

 

----------------------------------------

PONIEDZIAŁEK 25 PAŹDZIERNIKA

 

Liście drżą na wietrze.

Słońce wyszło zza chmury.

Stoi klon, wielki kandelabr.

 

 

Ścieżka utkana ze złota.

Złoty kobierzec na ziemi.

Bogactwo na parę dni.

 

 

Tylko akacja niezmiennie zielona.

 

HAIKU

 

-------------------------

PIĄTEK 5 LISTOPADA

 

Lubię myśleć o niej jak o sąsiadce. Mieszka wtedy po drugiej stronie Wisły. Stoi w oknie, patrzy na rzekę i widzi nasz brzeg. Nie przeszkadza mi dzieląca nas przepaść wieków, bo w przeszłości nie chodzą zegary. Co minęło, to już inny czas. In secula seculorum. To, co w nim, trwa wiecznie niezmienne i w każdej chwili może być tu przywołane. Dziś trudniej to dostrzec, ale pełno go jeszcze w Skałkach, w naszym dębie, w domku świętego Bartłomieja a najwięcej na Zamku za rzeką.

 

Tam ona stoi w oknie i je obwarzanka. Tak, tego co na Plantach sprzedaje opatulona kobieta. 2 marca roku 1394 właśnie zapłacono "dla królowej pani pro circulis obrzanky 1 grosz". "Circulis obrzanky", "koło obgotowane" to obwarzanek 616 lat temu kupiony  dla królowej Jadwigi.

 

 

PIĄTEK 12 LISTOPADA

 

Z trzyletnią Marlenką rysujemy domki. Jej domek ma zaokrąglone rogi i dach półkolisty. Mój, czyli nasz blok, ma wiele okien. Gdy jestem w połowie ona mówi,

- Wujek, mnie już głowa boli od tych oknów.

 

-----------------------------------

PONIEDZIAŁEK 15 LISTOPADA

 

W naszym bloku sześciu właścicieli nie płaci za mieszkania i remonty. Wśród nich są tacy, którzy wynajmują pokoje studentom.

Bez naszej wiedzy wrobili nas w sponsorowanie swojego interesu.

 

Już trzeci rok zmagamy się z oszustami a tu okazuje się, że mamy ich także pod własnym dachem. Sprzeczałem się z moim bratem, który nie chce tego nazwać oszustwem. Uważa, że oszust to ten, komu uda się okłamać kogoś, natomiast u nas lista nie płacących wisi na drzwiach wejściowych. Trudno przypuszczać, żeby byli tak naiwni i myśleli, że da się to ukryć. A więc całkiem po prostu mówią - i co mi zrobisz?

 

Z doświadczenia wiem, że w ogóle nie ma oszustów, są tylko głupcy. Chociażby dlatego, że kłamstwo prędzej czy później wychodzi na jaw. Ale jeszcze gorsze jest to, że krętacz szkodzi samemu sobie, nigdy nie dorośnie, bo wybiera łatwiznę. Ta szkoda jest widoczna nawet gołym okiem.

 

Właściciel mojego poprzedniego mieszkania, oszukiwał na każdym kroku. Taki już był. Rozbiegane oczka, zimna, spocona dłoń, cały  jak galareta, przy której mdło się robiło. Zdeformowany człowiek to największa krzywda jaką oszust wyrządza samemu sobie.

 

A że kłamstwo wyłazi na wierzch? Jedna z moich licealistek, która była w Szwecji od niedawna, napisała piękny wiersz, Pożegnanie Cambridge. Dziwiłem się dlaczego taki tytuł? Nie chciała go jednak zmienić. Poprawiłem błędy i wysłałem do Ojczyzny-Polszczyzny,  drukowała także prace uczniów.

 

Zaledwie kilka dni później, na zebraniu studyjnym nauczycieli, mój przyjaciel, poeta i filozof, Chung Liu mówił o współczesnej poezji chińskiej. Przy stole, podczas obiadu, opowiadał o Xu Zhimo i wymienił kilka jego wierszy a wśród nich Saying Good-bye to Cambridge Again. Poprosiłem, by przyniósł mi ten tekst i był to wiersz mojej uczennicy.

 

-----------------------------------

PONIEDZIAŁEK 22 LISTOPADA

 

    

    

-------------------------------

CZWARTEK 25 LISTOPADA

 

W nocy spadły pierwsze płatki śniegu. Rano wyszło słońce i posłało je z powrotem tam skąd przyleciały. W chmury. Zamienione w miliony kropelek wody, będą czekać aż zrobi się zimno i pojawią jakieś ziarenka pyłu. To na nich zaczną rosnąć lodowe kryształki, jedno z najpiękniejszych i najbardziej tajemniczych dzieł natury. Zawsze sześciokątne i symetryczne ale nigdy takie same.

 

      

   

 

       

foto Kenneth Libbrecht             

 

Jest ich ponad 30 różnych gatunków: monstrancje, jodełki, paprotki, gwiazdki, ale gdy spadają, zmienia się ciśnienie i temperatura, więc każda śnieżynka ma swój jedyny i niepowtarzalny kształt. Nie wiemy jeszcze jakie prawa każą molekułom wody osadzać się właśnie w tym a nie innym miejscu.

 

A ja chciałbym wiedzieć ile zer ma liczba wszystkich płatków śniegu w zimie? Przynajmniej tu w Krakowie albo chociaż na moim balkonie. Tylko czy nie zabrakłoby zer?

 

PS. Gdy Albert Einstein przyszedł do nieba, Pan Bóg powitał go Teorią Wszystkiego, nad którą uczony pracował przez wiele lat.

- Jakie to proste! zawołał Einstein, a ja tak długo szukałem

  nadaremnie. Panie Boże, zdradź mi jeszcze prawa wzrostu

  kryształów śniegu  - skorzystał z okazji fizyk.

- Niestety, wybacz Albercie, sam jeszcze ciągle nad tym pracuję, odpowiedział Bóg.

   

--------------------------

NIEDZIELA 5 GRUDNIA 

 

nasz dąb w stroju panny młodej

 

  

     

----------------------

ŚRODA 8 GRUDNIA

 

Po południu wyszło słońce i wyciągnęło mnie w Skałki. W lesie z naprzeciwka wybiegł wielki, kudłaty pies. Zajęty swoim tropem, przeszedł obok nie odrywając nawet nosa od śniegu. Ukazała się też jego pani, zaczerwieniona jak słońce, które ostatnich kresów nieba dochodziło. Mówiła coś do komórki i gdy mnie mijała, usłyszałem:

- być może uda się coś jednak.

 

Czy można pełniej wyrazić niepewność? Mówi o niej każde z tych kilku słów. "Być może", o niewiadomej. Trzeci wyraz, o bezosobowym losie szczęścia, bo nie powiedziała "uda mi się", tylko nie wiadomo komu to się uda. I nie żadne "to", tylko nieokreślone "coś". Dopiero na końcu słabiutka nadzieja w tym "a jednak".

 

To sama esencja naszego działania. Tak wiele jeszcze nie zależy tu od nas. Nie tryskamy pewnością innych narodów. Próbowałem przetłumaczyć ten zwrot na język szwedzki ale to niemożliwe. Tam każde zdanie musi mówić kto? i co? robi. Nawet o śniegu mówią "to śnieży".

 

Ponieważ nie miałem ołówka więc by nie przeinaczyć tego powiedzenia, zapisałem je palcem na wodzie. To najwłaściwsze miejsce dla wielokrotnej niepewności.

 

A jednak tutaj będzie ona trwać.

 

 

 

Poszedłem dalej asfaltową drogą. Po śladach widać, że była odśnieżana. Przy forcie obronnym traktorzysta zamiast pojechać prosto, skręcił na polanę. Tam prowadzi ścieżka wydeptana przez pieszych i nie ma co odśnieżać. Zdarł więc trawnik z pagórków a na samej polanie rył wokół rosnącego na środku drzewa.

 

 

 

Za taką ułańską fantazję należy mu się coś! Zanim osobiście znajdę tego jeźdźca bez głowy, chciałem go jakoś uhonorować i postawiłem mu tam pomnik.

 

 

 

--------------------------

------------------------

PIĄTEK 17 GRUDNIA 

 Widok z balkonu

 

 

------------------------

ŚRODA 22 GRUDNIA

 

" Nie wyniszczaj siebie, człowieku, życiem tułaczym!

Dokąd będziesz się błąkał po wszystkich ziemiach, bez końca?

 

Nad sobą się zmiłuj, człowieku, jeśli cię może otulić

Choćby mała chatynka, ogrzana jakimś płomykiem.

 

Byleś miał mąkę jęczmienną..."

Leonidas z Tarentu IV-III wiek p.n.e.

 

------------------------

PIĄTEK 24 GRUDNIA                

 

   

 

CD: ZADOMOWIENIE Blog na Wierzbowej 

 

 

 
 

   

_________________________________ 

 

 

WIERSZE

 

 

_________________________________

 

OPOWIADANIA

 

__________________________________

 

  ESEJE  

 

__________________________________  

 

PRELEKCJE

 

__________________________________

 

PEDAGOGIKA

 

___________________________________

 

TŁUMACZENIA

 

___________________________________

 

REBUSY

 

__________________________________

 

PRZEPISANE

Franciszek Misericordiae vultus

____________________

 

SKAŁKI

__________________________________

 

 

BLOG

          

2009 6 7 8 9 10 11 12  

 

2010 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12

 

2011 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12

          

2012 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12

 

2013 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12

 

2014 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12

 

  2015 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12

 

2016 1 2 3 4 5 6

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 
monitoring pozycji