|
-----------------------
PIĄTEK 1 STYCZNIA

----------------------------
CZWARTEK 7 STYCZNIA
Nielegalni sublokatorzy.
Pierwsze były komary. Ze wszystkich stron otacza nas woda. Wisła,
Wilga, kamieniołom to ich mateczniki. Gdy noce stawały się coraz
zimniejsze, setkami garnęły się do światła.
Kilka razy balkon dokładnie
sprawdziła osa. Szukała miejsca na swoje osiedle. Na wakacjach, gdy
przez miesiąc nie było mnie w domu, wlatywała przez uchylone okno i
uwiła gniazdo we wnętrzu gitary. Łączą nas specjalne układy. Osa
może mnie zabić. Przekonałem się o tym 10 lat temu w górach, gdy nad
ranem wleciała do namiotu. Pół śpiąc odganiałem ją znad dziecka,
które było z nami i wtedy obudziło mnie jej ukłucie. Najpierw
wysypka i swędzenie. Poszedłem do strumyka, by się umyć i już nie
mogłem wrócić. Położyłem się na pełnej kwiatów polanie i dusząc się, czekałem co
będzie dalej. Po godzinie wszystko
minęło.
Ja zostałem.
Gdy w grudniu wniosłem do
pokoju skrzynki, w których rosną wrzosy. Przez kilka dni wieczorem,
miałem skaczące towarzystwo.

Podobne do małego konika
polnego, siadało to na gazecie czy książce, by nagle, jak z procy,
zniknąć pod kloszem lampy.
Co pewien czas pojawia się
biedronka. Wiem, że może tak przetrwać całą zimę. Trzeba tylko uważać
przy odkurzaniu. O jednej takiej napisałem nawet
bajkę.
Jest tu także jej bajkowy kolega,
mały pająk Michaś. Najpierw siedział w rogu łazienki, teraz
przeniósł się do pokoju. Wczoraj widziałem go jak łaził po czubku choinki.
Zastawił tam swoją siatkę a właściwie spadające w dół prawie
niewidoczne, białe niteczki. Może uznał, że na choince brak
anielskich włosów? Przeważnie jednak poluje obok scindapsusa.
Jeden z tych kwiatków dostałem
już wyrośnięty a wraz z nim całą kolonię mikroskopijnych muszek. Nigdy
nie widziałem takiego maleństwa, które umie latać. A przecież muszą
mieć jeszcze jakieś wewnętrzne organy. Serca chyba nie mają. Wszystko w nanorozmiarach. Ogrodniczki z
Kapelanki poradziły mi podsuszenie
kwiatków. Zostawiłem je na trzy tygodnie bez podlewania. Nie pomogło.
Gdy to piszę, nad kaloryferem
usiadła mała ćma (ciemka?). Rozłożyła wąskie, ciemno-brązowe skrzydełka.
Idealnie pasują do wszechobecnego jasnego orzecha.
Na wszystko to, z wyjątkiem
osy, można spoglądać z rozbawieniem.
Zwłaszcza jeśli się wie jak
bywało dawniej. Hanna Malewska w Apokryfie rodzinnym, opisując
warszawskie mieszkania wspomina, że w każdym były pluskwy, z
którymi nie umiano sobie poradzić. Nocowałem kiedyś w warszawskim
bloku. Nad ranem chciałem sprawdzić dlaczego pieką mnie nogi,
odkrywam kołdrę a tam cały rój jak rozsypane "rodzynki".
----------------------------------
PONIEDZIAŁEK 11 STYCZNIA
Po studiach, kilka miesięcy
mieszkałem na Kazimierzu ze znajomym matematykiem i robotnikiem budowlanym. Wchodziło się po zewnętrznych schodach na balkon-galerię
a z niej prosto do maleńkiej kuchenki. Pokój z naszymi łóżkami był
przejściowym do pomieszczenia właścicielki.
Gdy podróżowałem po Italii
autostopem, spod Perugii zabrał mnie ksiądz. Obiecał, że
pokaże mi coś niezwykłego i zawiózł do osiedla focolarinów. Całe
wzgórze jednakowych małych domków. Zamieszkałem
razem z Holendrem, Japończykiem i jeszcze dwoma młodymi z różnych
krajów.
Każdy miał własny pokoik. Rano po mszy św. szli do pracy. Zarobione
pieniądze oddawali do wspólnej kasy. Spotkałem tam niewidomego Polaka ze Śląska. Są też takie osiedla, w których
mieszkają małżeństwa. Idea zakonu dla ludzi świeckich.
Zaraz po powrocie do kraju
zaproponowano mi mieszkanie w małym domku na ul. Spadzistej (dziś
Hofmana) niedaleko Kopca Kościuszki. Razem z właścicielką domu i
moim przyjacielem
Krzysztofem postanowiliśmy żyć jak focolarini.
Z oddawaniem pieniędzy nie było problemu, bo oni byli studentami a ja
pracowałem w domu dziecka,
więc mieliśmy tylko tyle, co na
życie. Mimo iż odbyło się tam
kilka ciekawych spotkań, po roku idea
wyparowała. Właściwie nie wiem dlaczego tak szybko. Na pewno
przyczyniły się do tego spartańskie warunki, brak łazienki, w zimie
woda w wiadrze zamarzała i wygódka na zewnątrz. A powierzchowne naśladownictwo
zakonu to
było widocznie o wiele za mało.
----------------------
ŚRODA 17 LUTEGO
Nielegalni mieszkańcy cd.
Mieszkają z nami
bez pozwolenia. Jest ich więcej niż komórek naszego ciała. Tyle samo, ile
wszystkich mieszkańców Ziemi. Poznaliśmy zaledwie co trzeciego, reszta nie
ma nawet swojej nazwy.
Codziennie eksmitujemy najbardziej
uciążliwych, przy okazji usuwając także i tych pożytecznych. A nawet ci groźni
przygotowują nas na ataki prawdziwych zabójców. Uczą też tolerancji wobec
nieszkodliwych. Bez nich nasza obrona walczyłaby na śmierć i życie
nawet z pozornymi wrogami.
Zadomowieni, stanowią barierę dla
obcych. Szwedzi przesadną higieną wypędzali swoich tak skutecznie, że
pojawili się nowi, bardziej odporni a tym samym groźniejsi dla człowieka.
Stąd coraz więcej alergii, zapaleń, stwardnień i cukrzycy.
Najbardziej pożyteczni produkują
witaminy i niezbędne kwasy.
Usuwają z pokarmu niektóre związki
wywołujące raka. Wpływają na ilość wchłanianego pożywienia a więc decydują o
naszym tyciu.
I o wielu innych skutkach, o których
jeszcze nie wiemy.
Mikroorganizmy.
---------------------------
CZWARTEK 18 LUTEGO
Za oknem śnieg a na szybie od zewnątrz
usiadło coś żywego.
Wspina się to coraz wyżej. Ustawiłem
aparat, stanąłem na krześle,
uwieczniłem
go i robaczek znikł za okienną ramą.
Poznałem natychmiast, to jeden z tych
skoczków, którzy pojawili się w pokoju, gdy przyniosłem z balkonu
skrzynki z wrzosami. Wyszedł z kryjówki, by zobaczyć czy jego kwiatki jeszcze
stoją pod dachem.
Mam tylko jedną książkę z takimi
zwierzątkami i w niej go nie ma. Pojechałem więc do ogrodniczek z Kapelanki
sprawdzić, czy tylko o kwiatkach wiedzą wszystko.
- To skoczogonek - mówią. Ucieszyłem
się, że to dzielne maleństwo ma takie piękne imię, ale gdy zobaczyły jak
wygląda, nie wiedziały kto to jest. Na pewno nie skoczogonek, bo ten nie ma
skrzydeł a zamiast oczu ma czułki.

Jak dziwny musi być świat odbierany
czułkami. Świat bez światła. Zostaje dotyk. A jak się ma 2 milimetry
wzrostu, to dotykać można tylko to, co mikroskopijne. Wygląda jak pomysł
na zajączka. Skacze na wyrastających z ogonka widełkach, które oparte są na
specjalnym hamowidle. Nie należy
do owadów. Na samym początku, gdy życie dopiero zaczynało szkicować swoje
późniejsze kształty, skoczogonki
utworzyły własną gromadę i na zawsze pozostały w mikroświecie. Za to mogą żyć wszędzie, nawet na śniegu. Żywią się głównie
tym, co obumarło a ich szczególnym przysmakiem są opadłe liście, które
przerabiają na żyzną glebę. Pchliczka,
przyślepek, łuśniczek, podskoczek.
- Znajdziemy tego nieskoczogonka w swoich atlasach,
zapewniły mnie ogrodniczki.
PS.
Pani nauczycielka przyniosła na lekcję
nietoperza i pyta.
- Kto wie jak się nazywa to zwierzątko?
Jaś podnosi dwa palce.
- To toperz, proszę pani.
- Nietoperz, poprawia go wychowawczyni.
- A jak to nie toperz, to ja nie wiem jak
on się nazywa.
----------------------
PIĄTEK 26 LUTEGO
Przy naszej ulicy stoi duży blok,
ogrodzony jak więzienie płotem z żelaznych sztab. Na ten temat ukazała się
właśnie książka socjologa z AGH (J.Gądecki, Za murami). Pierwsze
osiedle zamknięte przywieziono w kontenerach z USA do Warszawy na początku lat 90. I chociaż 80% Polaków mówi, że czuje
się bezpiecznie w swojej dzielnicy, mieszkania w takich domach są
poszukiwane. Mają zapewnić nie tylko bezpieczeństwo, ale także i prestiż.
Każde miejsce zamieszkania stanowi
dobór ludzi pod pewnymi względami do siebie podobnych. Mieszkańcy tych
ekskluzywnych osiedli nie wierzą, że społeczność potrafi im zapewnić bezpieczeństwo
i dlatego kupują je sobie prywatnie. W ten sposób odgradzają się od tego
"syfu na zewnątrz". A skoro zapłacili, to mają prawo wymagać, dlatego
często trudno im się dogadać z sąsiadami, którzy z tego samego powodu
myślą, że wszystko im wolno.
Nasze osiedle było ogrodzone
prowizorycznym płotem z ochroną przy wejściu. Teraz ochrona pozostała, ale
wejść jest kilka.
To tak jakby uchylono drzwi z klatki, w
której byliśmy zamknięci.
----------------------
ŚRODA 10 MARCA
Jaskinia Twardowskiego a w niej dziesiątki niedopalonych
świec. Wieczór przy świecach? Gdy jednak oczy przywykły do
ciemności, zobaczyłem, że świece są z lodu i na każdą ze sklepienia
kapie woda.

Wbite w ziemię sople? Być może
te baryłki lodu, tak jak
śryż, mają swoją własną nazwę.
"Sople" pochodzą od "sapania". Przeziębione dziecko, z wiszącym soplem
u nosa i jego ciężki oddech stworzyły to słowo, które tu jest
zupełnie nie na miejscu.
A gdyby tak przyjść do tej
groty wieczorem i zapalić prawdziwe świece pomiędzy lodowymi?
PS. Te zamarznięte nacieki na
dnie jaskini, nazywają się stalagmitami lodowymi. W Słowacji jest
Jaskinia
Doboszyńska, w której pokrywa lodowa
sięga 26,5 m grubości. Występują w niej także lodospady.
----------------------
ŚRODA 24 MARCA
Ostatnio, koło południa, odwiedza nas
niezwykły gość w białej kamizelce w niebieskie paski. Przeszukuje
konary dębu a gdy znajdzie ukrytego tam żołędzia,
długo jeszcze siedzi na czubku drzewa i rozgląda się dokoła. W
jesieni w ciągu jednego miesiąca sójka potrafi schować nawet 3
tysiące tych orzechów.
Poniżej, sójka z żołędziem w dziobie.

Linneusz nazwał ją gadatliwą żołędziówką (Garrulus
glandarius).
Własnym głosem skrzeczy
tylko : "krz-krz" ale ponieważ potrafi się uczyć, umie śpiewać
jak szpak, kos czy jakiś inny ptak. Udomowiona naśladuje
szczekanie, albo, jeśli mieszka z kotem, miauczenie a nawet może
powiedzieć "boli mnie głowa" lub "dobra! dobra!". Spotkać taką w
lesie, gdy z drzewa pokrzykuje jak człowiek! Ale też słysząc jej szpaczy śpiew nie wiadomo, że to ona.
Łatwo natomiast rozpoznać
ją po piórach w niebieskie paski u nasady skrzydeł.
Jeśli mają powyżej 9 prążków, to ptak dorosły. Ich błękit pochodzi
ze specjalnej budowy piór a nie z barwnika.
Warto pamiętać, że
ptaki widzą świat inaczej niż my. Ponieważ odbierają
promieniowanie ultrafioletowe i podczerwień, postrzegają
wszystko w kolorach, o których my nie mamy zielonego pojęcia.
Błękitna główka sikorki modraszki, świeci jak latarenka. Świecą
im także niektóre kwiaty a czarny kruk w oczach pani krukowej, mieni się
wszystkimi kolorami tęczy. Oko ptaka każdy ruch
odbiera pięciokrotnie szybciej od naszego, dlatego trudno go
zaskoczyć a obraz w telewizorze widzi jako migające obrazki. Nic
więc dziwnego, że papugę telewizja bardzo denerwuje.
----------------------
SOBOTA 27 MARCA
Gdy w jesieni wniosłem z
balkonu do mieszkania skrzynki z wrzosami, w pokoju pojawiły się
malutkie, brązowe, koniki polne.
Nazwałem je
skoczkami i szukałem ich
prawdziwego imienia.
Dziś wynosiłem kwiaty
na zewnątrz i widzę jak po podłodze maszeruje jeden z nich.
W atlasie znalazłem, że naprawdę nazywa się skoczkiem. To przypomina
dowcip z nietoperzem.
W książce tych skoczków jest jednak
kilka i są do siebie tak podobni, że dopiero patrząc przez szkło
powiększające, po spłaszczonym czole bez czułek rozpoznałem, że
mój to dębowiec. Obok naszego bloku rośnie ogromny
dąb.
Przezimował u mnie,
wyniosłem go razem z wrzosami i o właściwej porze pewnie powróci na
swoje drzewo. Będzie tylko musiał zmienić kolor z orzechowego na
dębowy, ponieważ mając
opanowaną sztukę mimikry, całkowicie dostosował się do mojego
mieszkania.
P.S.
- Franuś, zgadnij co to
jest? Jak stoi jest czarne. Jak
podskoczy, niebieskie a jak spadnie, to jest zielone?
- Nie wiem a ty wiesz?
- Też nie wiem, ale ładnie zmienia kolory.
-------------------------
WTOREK 6 KWIETNIA
Często słyszę pytanie,
co z nami będzie? Zabiorą nam nasze mieszkania, czy nie? Jedni są
pewni, że tak, inni, że nie.
Tymczasem przyszłości nie da się
przewidzieć ponieważ:
1- Słowa, w których dziś
przewidujemy, jutro mogą znaczyć zupełnie co innego.
Podpisałem umowę,
którą cztery lata później, w majestacie prawa uznano za
"umowę niewzajemną".
2- Ponosimy konsekwencje decyzji,
których NIE podjęliśmy.
Deweloper, bez
naszej wiedzy zastawił nasze domy, pożyczając od lichwiarzy
pieniądze, które my
dziś mamy zwrócić.
3- Każdy z nas, chce tego czy nie,
uczestniczy w kilku różnych grach
społecznych. Nie
wiemy jaki ruch zrobią ci po drugiej stronie: deweloper, banki,
sędziowie, adwokaci, politycy,
czy inni
mieszkańcy naszego osiedla...
4- Świat jest pełen zdarzeń
przygodnych, których rezultat zawsze będzie
niewiadomą. Nauki
ścisłe opisują je
teorią
chaosu.
I tak ma być. Jeśli ktoś chce przewidywać przyszłość,
musi kontrolować
teraźniejszość a więc siebie,
zdarzenia i ludzi. W najlepszym przypadku zafunduje sobie potwornie nudne
życie. W najgorszym, zrobi karierę.
PS 1. "Nie troszczcie się zbytnio...
Przyjrzyjcie się ptakom... Popatrzcie na kwiaty polne ... Dosyć ma dzień
swojej biedy".
Mt 7,
26 - 34
PS 2. "Historia uczy nas, że najgorszą
metodą w przewidywaniu przyszłości jest postrzeganie jej jako kontynuacji
teraźniejszości. Historia pełna jest dramatycznych zwrotów i nagłych zmian".
Z. Brzeziński (P. Waughan, Zbigniew Brzeziński. 2010).
----------------------------
CZWARTEK 8 KWIETNIA
Kilka razy dziennie rozmawiam z
gołębiem. Szuka miejsca pod budowę gniazda.
Zaplanował ją sobie
na moim balkonie, tam
gdzie stoją drewniaki. Otwieram drzwi, wymachuję rękami:
- Tu nie można! - wołam, wtedy odlatuje.

Za chwilę jednak znów jest z powrotem. Na poręczy
sąsiedniego balkonu siedzi drugi i czeka. Nie wiem kto u nich buduje gniazdo, samica czy samiec? Czasem przylatuje ze źdźbłem trawy w dziobie
jakby chciał mi pokazać o co mu chodzi. Siada też na dachu karmnika a to znaczy:
- Przecież lubisz ptaki!
Smutno, ale nie mogę. Wychowałem już
cztery
kosy,
wystarczy. Jest tyle pustych balkonów a on wybrał właśnie mój. Pewnie
spodobały mu się na nim wrzosy.
------------------------------
SOBOTA 10 KWIETNIA


NIEDZIELA 18 KWIETNIA
PONIEDZIAŁEK 3
MAJA

Za oknem
powiewają dwa
kolory, biały i czerwony, ale jak okiem sięgnąć
dalej, wszędzie zielono a właściwie wiele odcieni
zieleni. Każde drzewo ma swój własny kolor, inny rano, w
południe i wieczorem. Eskimosi mają kilkadziesiąt słów
na opisanie śniegu, arabowie ponad tysiąc na oznaczenie
piasku. Mnie na zieleń dotychczas wystarczał jeden
wyraz.
|
Nazwa |
Przykład |
Opis |
|
khaki |
|
wyblakły żółtobrązowy, płowy lub
szaro-brązowo-zielony |
|
|
malachitowy |
|
ciemna, intensywna zieleń |
|
|
marengo |
|
odcień jasnozielonego |
|
|
miętowy |
|
jasna zieleń
podchodząca pod kolorbłękitny |
|
|
morski |
|
niebieskozielony |
|
|
oliwkowy |
|
jak oliwki |
|
|
patynowy |
|
jasnozielony z odcieniem niebieskiego |
|
|
pistacjowy |
|
jasna, delikatna zieleń |
|
|
seledynowy |
|
jasna, delikatna zieleń |
|
|
szmaragdowy |
|
pomiędzy zielonym a morskim |
|
|
trawiasty |
|
soczysta jasna zieleń |
|
|
zieleń butelkowa |
|
ciemnozielony, kolor zielonych butelek od
piwa |
|
|
zieleń jaskrawa |
|
na wiosnę |
|
|
zieleń Veronese'a |
|
głęboka zieleń |
|
|
zieleń wiosenna |
|
żółtozielony |
|
|
zieleń zgniła |
|
ciemny żółtozielony |
|
|
zielony |
|
|
|
- Wikipedia
Co tam
odcienie kolorów, drzew rozpoznaję zaledwie kilka
chociażem sam orzech. Ale to się zmieni. Mam za oknem
otwartą księgę do odczytania. Zacznę od dębu szypułkowego,
który wypełnia całe moje przeszklone drzwi i na dodatek
jest pomnikiem przyrody.
Przeczytałem o jego znaczeniu praktycznym (hodowla świń,
garbarstwo-dębienie), leczniczym (przeciwzapalne,
bakteriobójcze),
odżywczym
(mąka, kawa), symbolicznym (Perun, Kazimierz Wielki,
Władysław Jagiełło), obrzędowym (by
ludzie byli tak mocni, jak ten listek, co choć usechł,
ale od gałązki nie odpadł) i
zakręciło mi się w głowie. Jak niewiele wiem o drzewach!
Jeszcze mniej niż o kwiatach. Ja orzech, dopiero teraz
się dowiedziałem, że jest to także nazwa owoców dębu,
które tylko potocznie nazywane są żołędziami. Ale jakie
to ma znaczenie, skoro nigdy nie słyszałem, by na
żołędzia ktoś powiedział orzech? Chociaż miło pomyśleć,
żem ja może nie włoski, lecz dębowy!
Przed
kilkoma tygodniami na moim dębie pojawił się kolor
zgniłej zieleni. Myślałem, że tak wyglądają pąki jego
liści aż nagle przedwczoraj się zazielenił. Poszedłem i
z bliska widzę wszędzie wiszące brązowe frędzelki. A
więc zanim pojawiły się liście zakwitł, głównie, jak na
dęba przystało, po męsku. Żeńskich kwiatów, malutkich,
ukrytych wśród miniaturowych liści, jeszcze nie
widziałem. Ale i tak to z nich będą orzechy.
W Szwecji
dęby mógł wycinać tylko król. Tak rozkazał Gustaw I Waza
ponieważ potrzebował ich do budowy okrętów. W
Sztokholmie, potocznie nazywanym Dębem, znajduje się
duży rezerwat tych drzew. Pełno jest ich także na
południu w lasach, po których chodziłem.
W Polsce
najwięcej dębów rośnie w Puszczy
Białowieskiej.Takich,
których obwód przekracza 4 m. a więc o metr grubszych od
tego za moim oknem, jest tam aż 3 tysiące.
-----------------
ŚRODA 5
MAJA
Jerzyki wróciły
z Afryki. Przed rokiem, drugiego dnia w moim mieszkaniu
podziwiałem ich podniebne akrobacje.
To najlepsi lotnicy wśród naszych ptaków. Rekordzista w
cztery dni pokonał 1275 kilometrów. W locie potrafią
zbierać budulec na gniazda, jeść, pić, spać a nawet
kochać się. Nic więc dziwnego, że panuje przekonanie, iż
pierwsze trzy lata przed osiągnięciem dojrzałości,
spędzają bez przerwy w powietrzu a ich łacińska nazwa apusznaczy beznogi.
Dawniej
zakładały gniazda na skałach. Gdy ludzie zaczęli budować
wysokie domy, jerzyki przeniosły się do miast i traktują
nasze bloki jak urwiska górskie. Poza tym nie jesteśmy
im do niczego potrzebni.
Nie są
więc synantropijne - człekolubne jak
gołębie,
które darzą nas, przeważnie nieodwzajemnioną, sympatią.
Młode
jerzyki nie wiedzą, że przestrzeń może mieć swoje
granice i często wpadają przez okna do naszych
pomieszczeń. Jednego roku do warszawskiego ZOO
przyniesiono aż 200 takich przybłędów.
PS.
Telefon do
Ośrodka Rehabilitacji Ptaków.
- Halo,
znalazłam w ogrodzie małego jerzyka.
- Proszę
sprawdzić czy umie latać.
- Jak
to.....?
-
Normalnie, proszę podrzucić go do góry.
- Przecież
jeże nie umieją latać.
Fakty: A.G.Kruszewicz, Ptaki Polski. 2005.
-------------------
PIĄTEK 14
MAJA
Stałem na balkonie.
Chodnikiem wzdłuż garaży szedł mężczyzna w średnim
wieku. Rozejrzał się na boki, nie dostrzegł nikogo.
Wielką papierową torbę zgniótł na kształt kuli i rzucił
na dach garażu.
- Dlaczego
pan tutaj wyrzuca śmieci? To nie jest śmietnik! 20
metrów dalej ma pan kosze!, zawołałem z góry. Zaskoczony
spojrzał w moją stronę, głowę wtulił w ramiona jakby
chciał się schować.
Okłamałem
go, faktycznie na dachach garaży jest śmietnik.
Leżą tam różne rury, deski, drabina, zwoje drutów,
drewniane krzesła, kubły po smole i jeden but. Byłem w
spółdzielni mieszkaniowej, powiedzieli, że teren jest
prywatny, więc nic im do tego. Napisałem do straży
miejskiej, bez odpowiedzi. Rozmawiałem z wynajmującym
garaż taksówkarzem, ostrzegł mnie przed właścicielem.
Najprościej, wlazłbym na dachy i sam posprzątał, ale
zrobię to już na końcu, gdy wszystko inne zawiedzie.
----------------------
Powódź 

ul.
Dworska ul. Komandosów

Wjazd do podziemnych garaży Schody z korytarza do piwnicy

Duńczycy
Przyjechali strażacy, powiedzieli, że tu trzeba większej
pompy.
Następnego
dnia większą, pompowali całe popołudnie i całą noc. Woda
opadła pół metra. Przyjechali Niemcy. Po paru godzinach
wycofali się.
Przyjechali Duńczycy i przez 10 godzin wypompowali 18
milionów litrów wody z garaży.
-----------------------
NIEDZIELA
23 MAJA
Kilkunastu
Duńczyków rozstawiło ogromną aparaturę i pompuje wodę z
naszego garażu. Tomek, Basia i Krystyna częstują ich
kiełbaskami z grilla. Zatrzymują się inni mieszkańcy.
-
Prześladuje nas jakieś fatum.
- To nie
fatum, tylko politycy pozwalają na to. Nic nie robią
tylko dbają o swoje stołki.
Możliwe,
że posłowie i senatorzy, których prosiliśmy o pomoc,
(Cichoń, Gowin, Raś, Wasserman, Ziobro), mogli zrobić
więcej. Każdy może więcej. W ostateczności można samemu
zostać politykiem.
A gdyby
tak poznać wszystkie ścieżki, którymi to zło dotarło do
nas! Pomijając naszego praojca Adama, być może
zapoczątkował je jakiś opasły szlachcic. Dołożył się
pijany chłop. Swoją działkę mają nasi sąsiedzi ze
wschodu i zachodu. Potem ci, którzy zarządzali nami jak
dominium wschodniego satrapy. Aż w końcu uderzyło to w
nas jak ta woda.
A deweloper to
płynąca na tej fali nieszczęsna marionetka.
Podobnie
można by wyśledzić trakty, którymi docierają do nas
dobre moce jak chociażby ci sąsiedzi zza morza. I byłoby
ich więcej skoro te pierwsze nie dały nam rady i stoimy
im tamą.
PS.
"...pomimo całego swego uwikłania w ziemską
przyczynowość ludzie mają swój udział w czymś, co można
nazwać przyczynowością nadziemską i są dzięki niej
potencjalnie cudotwórczy".
Cz. Miłosz
--------------------
WTOREK 25
MAJA
Stał nad naszą rabatką od
strony ulicy i zapisywał coś w notesie.
-
Obserwuje pan kwiatki? zapytałem.
- Tak,
dokumentuję naukowo wszystkie kwiaty Krakowa.
- Ja też w
moim blogu opisałem kilka, pochwaliłem się.
- W
Internecie są śmiecie a ja już ponad 20 lat nad tym
pracuję. Czy pan wie, że na tych rabatkach odkryłem 30
różnych gatunków. Dla pana te dwa żółte kwiatki nie
różnią się niczym, wskazał jaskra i pięciornika...
- A
właśnie, że wiem jak się nazywają, przerwałem mu, a w
Skałkach pięciornik wiosenny pierwszy zakwita.
- Ten w
Skałkach to nie jest wiosenny, tylko piaskowy i dorzucił
jego łacińską nazwę. A jaskier to Ranunculus repens
czyli rozłogowy bo ma takie pędy, które się
zakorzeniają, podniósł z ziemi jednego z nich.
- A mógłby
mi pan przysłać nazwy tych 30 naszych kwiatków? Napiszę
o nich w blogu. Przyjął mój adres e-mailowy ale bez
przekonania.
-----------------------
NIEDZIELA
30 MAJA
Dokładnie
przed rokiem wprowadziłem się do mojego mieszkania.
Tak jak
wtedy chodzę z latarką bo woda schodami z piwnicy
wypełzła do poziomu posadzki korytarza i zniszczyła
instalację elektryczną. W ciemnościach, zielona, groźna
jak dzikie zwierzę. Otoczyła nasze bloki. Stoję na
balkonie niczym w arce Noego.
Wszyscy
mieszkańcy przenieśli się w pewniejsze miejsca i znów
zostałem sam.
---------------------------
PONIEDZIAŁEK 7 CZERWCA
Ponieważ instalację elektryczną
zniszczyła woda, przez trzy tygodnie nie mieliśmy prądu.
Maszynka do golenia, radio, komputer, TV, kuchenka, czajnik, wentylacja,
lodówka, domofon, dzwonek, pralka, brak ciepłej wody i światła, wszytko to,
zajmujące niemal każdy kąt mieszkania, było martwe. Wodę podgrzewałem na
kuchence gazowej, baterie do radia i latarki a wieczorem, świece. Trzeba
było zmienić prawie wszystkie rutynowe czynności. Niektórych, jak zapalanie
światła przy wchodzeniu do toalety, nie dało się wyplenić.
Pytałem sąsiadów czego najbardziej im
brak. Jedni mówili, że lodówki inni, że telewizora. Mnie doskwierał brak
kontaktu ze światem, gdy kilka razy wyładowała się bateria w komórce.
Wieczorami, ponieważ czytanie przy
świeczkach jest męczące, pozostawało więcej czasu na myślenie. Uczono mnie w
szkole czym jest prąd ale pamiętam tylko, że to przepływ uporządkowanych
elektronów. Stojąc nad kuchenką elektryczną, próbowałem własnej wyobraźni.
Gdzieś tam pakują energię, ona płynie przewodami i ja w kuchence otwieram tę
przesyłkę i zamieniam w ogień. Ale to inny ogień niż u świecy czy od
gazu bo tu nic się nie pali. Czy te płynące w spirali elektrony mają tak
ciasno, że spirala się czerwieni i tworzy fale ciepła? Skoro jej
temperatura wzrasta to muszą tam zachodzić jakieś reakcje czyli czegoś
ubywać a elektrony nie mogą przecież ulatywać w powietrze?
Tu kończy się moje pojmowanie ale mam
nadzieję, że przeczyta to mój przyszły sąsiad Michał, elektrotechnik i
fotograf i poszerzy mój horyzont fal ciepła.
-----------------------
ŚRODA 9 CZERWCA
Napisałem, że
deweloper
płynął na fali. Tak, płynął na fali sukcesu. Budowa domów dawała mu
50% zysku. To dużo, ale nasz budowniczy z kolegami znalazł żyłę złota, na której zarabiali 300%.
Jak to możliwe? Najpierw od sióstr
niepokalanek kupili prywatnie działkę budowlaną za 1,5 mln, następnie
sprzedali ją swojej własnej firmie trzy razy drożej. W ten sposób jeden z
nich zarobił 3 miliony a drugi 1 milion. A że sprzedali sami sobie? Tak
wolno, jeśli tylko zapłaci się podatek. Koszt tej sprzedaży wliczyli w cenę
mieszkań. Dopóki nie brakowało nabywców, ruletka kręciła się dalej.
Mając więcej pieniędzy, kupowali
coraz to większe działki.
Ale i tego było mało. Znaleźli więc
bank w USA, który pożyczył im 70 milionów na 25 procent w skali roku
(dwuletnie obligacje). Cóż to jednak jest przy takich dochodach! Za te pieniądze kupili
m.in.
ziemię pod Krakowem - 30 mln, teren we Wrocławiu - 44 mln. Następnie te działki wystawili na sprzedaż za 200 i 72 miliony. Niestety
czasy się zmieniły i na kupno nie było chętnych a bank w USA zaczął się domagać zwrotu pożyczki.
Poprzednio własne zyski w ukryciu wliczali w cenę mieszkań. W tej sytuacji otwarcie już postawili
nas, nabywców mieszkań, pod ścianą: albo dopłacicie do metra po 3 tysiące zł
albo firma zbankrutuje a wy wtedy stracicie wszystko!
Wybraliśmy ich upadłość.
Wśród wszystkich przegranych tego
świata nie brak
ludzi, którzy polegli bo przerósł ich własny sukces. Grecy nazwali to słowem
hybris.
-----------------------------
NIEDZIELA 13 CZERWCA
"Jeżeli ściany domu rodzinnego
rozsuniemy tak szeroko i tak daleko, by znalazły się aż na granicach
Rzeczypospolitej, otrzymamy w przybliżeniu pojęcie Ojczyzny".
Ks.J.Winowski, Zarys etyki katolickiej. Kraków 1947.
PS. Dziś przedsionki tego domu sięgają
granic Zjednoczonej Europy.
----------------------------
CZWARTEK 17 CZERWCA
Ten blog mógłby być tylko o śmieciach.
Wpisy z
rajfurami w quadzie i
śmietnikiem na dachach garaży miały być wstępem do tego, co się
dzieje w Skałkach ale przyszła powódź i przykryła tamte sprawy.
Gdy woda opadła, całą podłogę w naszej
śmiecialtance pokryła wyrzucana z lodówek żywność i niepotrzebne rupiecie.
Przyjechali porządkowi, opróżnili kosze a śmiecie na podłodze zostawili.
Leżały tak przez kilka dni a ponieważ zamiast
złorzeczyć, lepiej posprzątać samemu, poszedłem do ochroniarza pożyczyć
szuflę. Chciałem tylko wcześniej zrobić zakupy. Wracam a tam energiczna pani
pyta
- To pan chce sprzątać? Proszę tego nie
robić, to należy do służb porządkowych.
Minął tydzień, śmiecie zniknęły a my
zmieniliśmy firmę sprzątającą.
Dziś w śmiecialtance trzy nowe,
ogromne pojemniki a cała podłoga znów w śmieciach. Czyżby ci pierwsi,
zabierając swoje kosze, zostawili nam na pamiątkę ich zawartość?
Chyba jednak będę
musiał kupić szuflę.
--------------------------
PIĄTEK 18 CZERWCA

Dziś podstrzygli nasz
dąb. To
drzewo
nie ma tak określonego kształtu jak świerk, topola czy chociażby orzech. Z grubego
pnia wyrasta dziesięć konarów. Niektóre z nich natychmiast się rozgałęziają,
inne pną się samotnie w górę. Jakby kilka drzew związano w jednym pniu.
Korona szeroka lecz niska. Żadnej zasady, czysta fantazja. Jeśli jest gdzieś
wolne miejsce, to należy je wypełnić. Tak sobie rosnąc, nasz król lasu
przypominał zieloną kopę siana.
Cały dzień go piłowali i teraz jest jak z obrazka.
Konary ułożone niczym kwiaty we flakonie. U góry półkolistna
korona. Dąb przybrał kształt ogromnego liścia miłorzębu.
Muszę się podstrzyc!
---------------------------
WTOREK 22 CZERWCA
"Na czterech węgłach wspiera się ten
dom, w którym, patetycznie mówiąc, duch ludzki mieszka. A te cztery są:
Rozum, Bóg, Miłość, Śmierć. Sklepieniem zaś domu jest Czas, rzeczywistość
najpospolitsza w świecie i najbardziej tajemnicza..."
L. Kołakowski, Kompletna i
krótka metafizyka. TP 43, 2004
------------------------
ŚRODA 23 CZERWCA
Buractwo w Skałkach

spalona ławka
wycięte drzewa

wór śmieci
------------------------
PIĄTEK 25 CZERWCA
SĄD RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ
UNIEWAŻNIŁ
POTAJEMNĄ UMOWĘ
OSZUSTA (deweloper Leopard),
ZE ZŁODZIEJEM (spółka Manchester w
USA).
Obaj, złodziej i oszust, jak zwykli
kryminaliści z cegłą w ciemnej ulicy, szantażowali nas utratą kupionych
mieszkań jeśli nie zapłacimy im okupu.
Rzeczy raz sprzedanej nie wolno nikomu
innemu brać w
zastaw. W ludzkim języku nazywa się to paserstwem i jest karane. Szantaż
także jest przestępstwem. Iluż ludzi, ile czasu i pieniędzy, ile cierpienia trzeba było,
żeby wyjaśnić tak proste sprawy? Kim są ci, którzy nie rozumieją tego i
zapewne będą jeszcze odwoływać się od tego wyroku?
Jaką rolę pełni pani syndyk, która
nie czekając na wyrok sadu, chciała nasze mieszkania wystawić na sprzedaż by zwrócić pieniądze
złodziejowi?
------------------
ŚRODA 7 LIPCA
Często słyszę narzekanie, że nie
pomogli nam politycy. Nie dziwi mnie to, ponieważ wiem jak niewiele mogą
zrobić w naszej sprawie. Sam byłem u znajomego
senatora. Nie interesowało go
to.
Zdziwiło mnie natomiast, że sami sobie także nie
potrafią pomóc. Jednym z klientów Leoparda jest poseł na Sejm trzech
kadencji, dwukrotny minister przemysłu i gospodarki, dyrektor Banku Odbudowy
i Rozwoju w Londynie, Tadeusz Syryjczyk. Postawiony, tak jak my, w sytuacji
"kup pan cegłę!", wyjął pieniądze i zapłacił.
Bo je miał!
Opowiada dokładnie jak to się odbyło.
Przedstawiciele Manchesteru siedzieli u notariusza w osobnym pokoju. On
wpłacił haracz najpierw notariuszowi, który z kolei przelał pieniądze na konto
Manchesteru. Ludzie z tej spółki sprawdzili na ekranie komputera, czy
gotówka została przekazana i podpisali oświadczenie zwolnienia z hipoteki.
A więc rabowali nowocześnie, nie w ciemnym zaułku z cegłą w dłoni. Nawet nie spojrzeli w
twarz okradanego.
------------------
PIĄTEK 9 LIPCA
Oczywiście nikt inny jak tylko
reprezentujący nas politycy,
nie jest w stanie uporządkować
działalności deweloperów. Pojedynczy klient, jeśli chcą go
oszukać,
jest wobec nich bez szans.
Wystarczyłoby kilka regulacji prawnych
aby nikt nie ryzykował, że zamiast domu, zostanie z długami, które będzie
spłacał do końca życia. O ile przeżyje.
1- Budową domów nie powinni zajmować
się "biznesmeni" bez kapitału własnego, ponieważ wtedy całe ryzyko
spada na kupujących.
Taka działalność przyciąga też
cwaniaków, którzy chcą się łatwo i szybko wzbogacić.
2- Pieniądze klientów powinny być
wpłacane do banku na rachunki powiernicze. Deweloper otrzymywałby je dopiero
po ukończeniu odpowiednich prac.
3- Banki pożyczające setki tysięcy
złotych na
kupno mieszkań także ryzykują, dlatego powinny sprawdzać stan prawny
nieruchomości czy, jak w naszym przypadku, deweloper nie obciążył jej
podejrzaną hipoteką.
4- Wszyscy deweloperzy powinni posiadać
certyfikaty, które zobowiązywałyby ich do przestrzegania
dobrych praktyk i w razie ich naruszenia, mogliby je stracić. Obecnie spośród 300 tylko 40 budowniczych otrzymało
symboliczne wyróżnienia od swojej kapituły. I kto o tym wie?
5- Kupujący, już na podstawie umowy
przedwstępnej, powinien mieć prawo do zarejestrowania swojej własności w
księdze wieczystej. Teraz spółka Manchester, która przyjęła w
zastaw nasze domy, jako pierwsza otrzymałaby zwrot pożyczonych deweloperowi
pieniędzy. My zaś, którzy płaciliśmy na ich budowę, jesteśmy na ostatnim,
czwartym miejscu. Czyli, praktycznie bez szans.
6- Deweloperzy powinni utworzyć
fundusz, z którego pieniądze byłyby przeznaczone na dokończenie budowy w
razie bankructwa jednego z nich.
Sejm RP pracował nad tymi sprawami w
roku 2002 i 2005. Oba projekty ustaw utknęły w ministerstwach. Posłowie zajmują się aferami, które dotyczą ich samych, nie mają
więc czasu zapobiec oszustwom, które rujnują nam życie.
---------------------
WTOREK 13 LIPCA
Nasz blok stał się prawdziwym domem,
ponieważ urodziło się w nim dziecko. Mama nosi maleńką Martusię w torbie,
tak jak dawniej niemowlęta noszono w koszyczku. Gdy wraca z miasta, wygląda
jakby dźwigała zakupy, ale tam zamiast chleba, mleka czy owoców, żywy
człowiek. Martusia jest cichutka, czasem tylko, gdy idę po schodach, słychać
jej głos. Nic nie wie o naszych kłopotach.
Od kilku miesięcy porządkują
podwórko nad garażami, więc mam nadzieję, że zdążą zanim ona zacznie biegać.
------------------------
NIEDZIELA 18 LIPCA
W ciągu wieków słowa zmieniają swoje znaczenie.
Ale nie wszystkie. Jedno z najważniejszych słów w tym blogu, brzmi tak samo
od pięciu tysięcy lat. Od czasu, gdy dzisiejsze ludy Indii i Europy mówiły
jeszcze wspólnym
językiem. Te trzy głoski, przekazywane z
pokolenia na pokolenie, rozumiałby je Homer i Cezar, oznaczały coś tak podstawowego, że nienaruszone
dotrwały do nas. DOM.
--------------------
ŚRODA 21 LIPCA

mój obrażony scindapsus
U góry, na moich półkach z książkami
stoją scindapsusy. Gdy obciąłem im pnącza, jeden z kwiatków się obraził i
przestał rosnąć.
Ponieważ słowo "obraził" pochodzi od
wyrazu "ciąć",
więc nie przesadzam (tego kwiatka).
Co więcej, okazuje się, że rośliny mają
także swój system nerwowy, przez który liście przekazują sobie nawzajem informacje o ilości
wchłanianego światła.
Gdy w południe
słońce, tak jak dziś, świeci zbyt mocno, liście naszego dębu wysyłają sygnały
elektrofizjologiczne do wszystkich pozostających w cieniu, aby pozbyły się nadmiaru
niepotrzebnej energii. Przy czym każdy liść oddzielnie wie ile światła ma
wygasić.
Wie także czy jest to światło
niebieskie czyli południowe (letnie), czy czerwone czyli wieczorne
(jesienne). Ta wiedza jest przechowywana, a więc pamiętana, przez wiele
godzin. Służy ona do przygotowania się na porę deszczową a także chroni
przed chorobami.
Odkrycia, że rośliny reagują na światło
w sposób systemowy prof.
S. Karpiński dokonał w Szwecji.
Natomiast sam mechanizm przenoszenia informacji zbadał z zespołem polskim na
SGGW w Warszawie, bo po 20 latach za granicą, wrócił do kraju.
------------------------
NIEDZIELA 25 LIPCA
Pierwsza sprawa, którą zajmie się, wybrana
w tym miesiącu, Rzecznik Spraw Obywatelskich, pani Irena Lipowicz, dotyczy deweloperów. Sprzedając
mieszkania, wyceniają oni metraż bez tynku. Wydawałoby się, że to drobiazg
ale pani Rzecznik wyliczyła, że brak dwóch centymetrów tynku pozwala im bezprawnie
zarobić od 5 do 10 tysięcy na mieszkaniu. Na naszym osiedlu jest to
oszustwo na 2 miliony złotych!
Pani Rzecznik spodziewa się, że w ciągu
30 dni zostanie wydane rozporządzenie, które wykluczy ten godny karcianego
szulera przekręt. Ciekawe czy kapituła deweloperów i za to przyznała swoje
wyróżnienia 40 budowniczym?
---------------------
SOBOTA 31 LIPCA
ZE SKAŁEK

"Witajcie - wy, których dni
upływają pod sufitem.
Witajcie u mnie, pod
Niebem".
Edward Redliński
- Konopielka
-------------------------------
PONIEDZIAŁEK 2 SIERPNIA

węglarze nad Wisłą
Równo sto lat temu, prezydent miasta
Juliusz Leo, przyłączył nasze tereny do Krakowa. Pani Dulskiej, gdy
dowiedziała się, że jej syn będzie miał dziecko ze służącą, nie pozostało
nic innego, jak tylko "dom sprzedać i wynieść się do Dębnik",
czyli do nas na wygnanie.
Bez mostów na Wiśle, ten prawy brzeg
miejscami przypominał wieś. Jeszcze dziś przy ulicy Twardowskiego stoją
kryte papą domki jak ze skansenu a przy jednym z nich w zaroślach, można zobaczyć rząd
czterech drewnianych wychodków.
Trzeba się jednak śpieszyć bo
je rozbierają na opał.
B. Zbroja, K. Myśłik: Nieznany
portret Krakowa, 2010.
-------------------------------
PONIEDZIAŁEK 9 SIERPNIA
Przy ulicy Dworskiej, po przeciwnej
stronie obskurnych garaży z blachy, stoi dwór. Wybudowany w 1616 roku dla zarządzających diecezją duchownych.
W XIX wieku kupiła go najbogatsza w tej
okolicy rodzina Batków. Wygląda jak zwykły blok, jedynie barokowy portal z
czarnego marmuru i data nad wejściem, świadczą o jego dworskości. Widzę go
przez okno po lewej stronie.
Na prawo, przy ulicy Twardowskiego
widać stylowy domek z balkonem, na którym wykuto datę budowy rok 1894. Fasadę zdobi
symbol niepodległości, orzeł w koronie i szabla a także płaskorzeźba Świętej
Rodziny. Niestety, szpeci ją odpadający tynk i długa, niska przybudówka,
dawna karczma. To także była posiadłość Batków.
---------------------------
WTOREK 11 SIERPNIA
Niepodległość i karczma.
Pod zaborami
pito "regularnie i codziennie" jako że "wódka dodaje energii i ma
właściwości lecznicze". Prawo pędzenia miał dziedzic nic więc dziwnego, że
płacił nią za pracę. Zdarzało się, że chłopi nie wyszli w pole zanim pan nie
postawił wiadra samogonu. W połowie wieku, w Królestwie
Polskim było 30 tysięcy szynków czyli jeden na 158 osób tak więc wszyscy
dorośli mogli w nich pić równocześnie! Galicja zaś w 40%
zaopatrywała w alkohol całe Cesarstwo.
Dziś obok naszego dworu stoją dwa podłużne
budynki w stylu barakowym. Na jednym z nich
świeci szyld ALKOHOLE i reklama piwa, wódek i likierów. Wszystko przez 24 h -
godziny po angielsku bo to karczma nowoczesna. Piątek, sobota,
niedziela, po południu i wieczorem, na kamiennych schodach siedzą młodzi ludzie.
Czasem jeszcze długo po północy słychać ich krzyki, kłótnie i pijany śmiech.
Z piskiem opon podjeżdżają
samochody i motocykle.
Na świecie jest nieskończenie wiele
miejsc ładniejszych niż betonowe podwórko a oni wybrali właśnie to i żeby
tego nie widzieć, muszą pić.
-------------------------
ŚRODA 11 CZERWCA
wczorajszy zachód

dzisiejszy wschód
---------------------------------
PONIEDZIAŁEK 16 SIERPNIA
Na naszych terenach, po prawej stronie
Wisły, budowli zabytkowych jest tyle co w powiatowym miasteczku czyli
nieskończenie mniej niż po drugiej stronie rzeki. Właściwie mamy tylko jeden
barokowy
kościółek św. Bartłomieja z końca XVII wieku.
Zaprojektował go Mikołaj Grabiński,
architekt i sekretarz króla Jana Sobieskiego. Pierwotnie była to kaplica na
folwarku należącym do rodziny architekta. Dwieście lat później dobudowano
kruchtę. W roku 1978 Karol Wojtyła odprawił w nim rezurekcję, ostatnią przed
wyjazdem do Rzymu na pamiętne konklawe.
Przy ulicy Twardowskiego stoi parterowy
budynek z czerwonej cegły. Nad zadaszoną werandą napis: Urząd Akcyzowy (1909). Tu, na
granicy miasta, pobierano opłaty celne. Obok, na zarośniętej ostami łące, do
niedawna widać było ślady rogatki, zarys fosy i ostróg bramy.
PS.
"Kruchta" to przedsionek kościoła.
Nazwa ta pochodzi od niemieckiego wyrazu "kruft", który ma swoje źródło w
greckim słowie "kryptos" (ukryty). Od niego też wywodzi się nasza "krypta".
Tak więc
z jednego greckiego słowa, mamy dwa pojęcia. I chociaż "kruchta" dotarła do
nas drogą okrężną, oba znaczenia pozostały sobie bliskie. Można nawet powiedzieć, że krypta jest kruchtą nieba.
------------------------
ŚRODA 18 SIERPNIA
Na większości starych
map
Krakowa nie po nas ani śladu. Dopiero na planie z roku 1847 zaznaczono niewyraźnie kilka ulic i
jezioro Jelitkowskie. To pozostałość po korycie Wisły, która omijając ostry
zakręt pod Wawelem, skróciła sobie drogę przez Dębniki, tam gdzie dzisiaj ulica
Skwerowa, i
wracała z powrotem do głównego koryta naprzeciw klasztoru na Skałce.
Tak więc nasze bloki stoją na dawnym
brzegu rzeki a być może nawet na samym jej dnie?

Wawel
od zachodu na średniowiecznej mapie - po prawej Dębniki
--------------------------
SOBOTA 21 SIERPNIA
Kolory w mieszkaniu. Podobały mi się żaluzje ciemno-brązowe
ale kupiłem jasne. To samo z
podłogą. Odwrotnie w łazience. Podziwiam białe i
szare płytki ale moje imitują dąb. A wszędzie jasny orzech. Czyżby dlatego,
że tak się nazywam?
Mój dziadek
był stolarzem, umiał także rzeźbić. Sam postawił dom,
dom rodzinny 1962

stodołę i
35 uli. Dachy
kryte blachą, ogródek, dalie pod ścianami. Meble też zrobił
własnoręcznie. Dębowe ale lekkie, z rzeźbionymi kwiatami. Wysmukłe nakastliki
stoją tam do dziś. A wszystko w kolorze orzecha.
mój dziadek -żołnierz CK i
pszczelarz, jego siostry, brat i rodzice
I styl wolę raczej
zgrzebny. Mogę podziwiać wysoki połysk ale tak jak w muzeum. Moje półki na
książki miały stać w piwnicy, składany stół jest do
kreślenia. Dlatego skandynawski gust, prosty,
praktyczny, przytulny, był mi jak z rodzinnego domu wzięty.
---------------------------------
PONIEDZIAŁEK 30 SIERPNIA
Zepsuła się pralka. Dzwonię. Gdy
dowiadują się, że to szwedzka, nie mają części. Dopiero w czwartym
zakładzie, na Mazowieckiej, przyjmują zamówienie. Przyjechał grubawy
sześćdziesięciolatek. Zobaczył i zdziwił się bardzo:
-Kto panu przyjął to zamówienie?
-Nie wiem.
-To pewnie ten od lodówek, już ja mu
powiem! A skąd pan wziął takiego grata?
-Przywiozłem ze Szwecji.
-I to pan wiózł przez morze? Panie, u
nas teraz takie wyrzuca się na złom!
-Przez 20 lat ani raz się nie zepsuła.
-Co z nią nie tak?
Już mam powiedzieć "wywala korki" ale
teraz nie ma żadnych korków i to "wywala". Nauczyłem się.
-Wybija bezpieczniki. Pewnie przebicie.
Może pan zajrzy?
Włączył, prztyknęło w skrzynce nad
drzwiami.
-Centralny. Zdjął tylną obudowę,
sprawdził kondensatory. Nic.
Dotknął grzałki. Zepsuta. Wykręcił.
-Mam taką w samochodzie.
-Niech pan weźmie tę ze sobą?
-Nie trzeba, zapamiętam. Pobiegł z
szóstego piętra i przyniósł trochę inaczej wygiętą. Zasapany, poszedł drugi
raz. Tym razem pasowała.
Z dojazdem i robocizną 190 złotych.
Znów mogę prać.
---------------------------------
PONIEDZIAŁEK 6 WRZEŚNIA
Znowu o śmieciach. W naszej altance jak
w stajni, smród, zawsze pełne pojemniki a obok na podłodze, wszelkie możliwe
odpady.
Przy każdym z bloków pełno rzucanych z
balkonów petów, z którymi nie wiem co zrobić. Na schodach ktoś codziennie
zostawia niedopałki. Zbieram, przyklejam na kartce z napisem: Proszę nie
śmiecić. Następnego dnia kartka znika. To już trzeci raz.
Przez okno zobaczyłem, jak jeden z
robotników, którzy kryli dach garażu papą, zbiera resztki do worków.
Zbiegłem i pytam czy mogę sprzątnąć śmieci z pozostałych garaży.
- Oczywiście, ja sam zebrałem kilka
butelek, mówi ten młodszy.
Wlazłem po drabinie i dopiero teraz
widzę wszędzie dziesiątki małych, płaskich buteleczek. Deski, rury, żelazne
pręty, dwa wiaderka, klatkę na ptaki, wszystko to, zrzuciłem na dół.
- Kto ci kazał łazić po dachu?
podchodzi pijany człowiek, którego z butelką w dłoni, widuję pod zadaszeniem
przy naszym bloku.
- Sam sobie kazałem bo nie mogę na to patrzeć.
Przez pół godziny szalał, przeklinał i
straszył. Pożyczył telefon od robotników i udając, że dzwoni na policję,
rozmawiał ze znajomą. Przestałem się odzywać. Zaniosłem butelki do
specjalnego pojemnika. Gdy łamałem drewniane krzesła i deski podszedł i
wziął długi żelazny pręt. Obserwowałem go kątem oka ale zabrał to tylko na
złom.
Teraz z pewną ulgą patrzę z góry na te
ohydne dachy, które mogłyby się zielenić i złocić
rozchodnikiem.
-------------------------
WTOREK 7 WRZEŚNIA
Robotnicy kryją papą dach garażu w
innym rzędzie niż te wczorajsze. Podszedłem do nich od strony dębu
gdzie tylko krzaki i chaszcze.
- Nie zrzuciłby pan tych rur i drabinki
tutaj a ja je zabiorę?
- Zrobię to ale później bo ten pan jest
tutaj.
Konspiracyjne sprzątanie dachu.
--------------------------
ŚRODA 22 WRZEŚNIA
Noc. Bezchmurne niebo. Księżyc w pełni i tylko trzy gwiazdy.
Wypatruję dłużej i widzę jeszcze sześć maluteńkich.
W mojej rodzinnej wsi jest ich bez liku, chociaż astronomowie
policzyli, że tylko
tysiąc. Widać tam także biegnący środkiem nieba, jasny pas
Drogi Mlecznej z setkami miliardów słońc.
W Polsce, w górach Izerskich,
otwarto niedawno pierwszy w Europie Park Ciemnego Nieba. Ponieważ zanieczyszczenie
sztucznym światłem wzrasta co roku o 10%, wkrótce gwiazdy będą
widoczne tylko w niektórych miejscach.
I wtedy zauważymy, że ich brak.
-------------------------
PIĄTEK 24 WRZEŚNIA
Krakowianie potrafią ubliżać sobie
nawzajem przy pomocy 600 różnych słów. 100 z nich to
nazwy zwierząt z "baranem" na czele. (Zobacz wyżej, chociaż to owieczka).
Oprócz "buca", "bajtloka" czy "pierdoły" jest tu także,
nie wiadomo dlaczego, "klarnet".
Zosia, moja przyjaciółka i
rodowita krakowianka gdy się jej nie podobało to, co mówię,
powtarzała "idze, idze, ty bajokuuu" czyli, idźże, idźże ty bajarzu.
Idę.
NA BALKONIE

rusałka - kwiat, który lata
---------------------------
WTOREK 28 WRZEŚNIA
Na naszym osiedlu, następny rok
bezużytecznie stoją pomieszczenia komercyjne, setka luksusowych
mieszkań i cały bunkier podziemnych garaży. Znów wyrzucono w błoto
miliony za które można by dokończyć wszelkie prace a ludzie, zamiast
rozpaczać, mieliby
gdzie mieszkać i parkować.
W Kanadzie żyje dziwne plemię
Indian Kwakiutlów, wśród których znaczenie i prestiż można zdobyć
niszcząc rzeczy potrzebne. Wrzucają więc do morza miedziane
naczynia, palą łodzie i ubrania. W ten sposób można tam nawet zostać
wodzem.
NIEDZIELA 3 PAŹDZIERNIKA
(...)
... pamiętaj o Itace.
Przybycie do niej — twoim przeznaczeniem.
Ale bynajmniej nie śpiesz się w podróży.
Lepiej, by trwała ona wiele lat,
abyś stary już był, gdy dobijesz do tej wyspy,
bogaty we wszystko, co zyskałeś po drodze,
nie oczekuj wcale, by dała ci bogactwo Itaka.
Itaka dała ci piękną podróż.
Bez Itaki nie wyruszyłbyś w drogę.
Niczego więcej już ci dać nie może.
A jeśli ją znajdujesz ubogą, Itaka cię nie oszukała.
Gdy się stałeś tak mądry, po tylu doświadczeniach,
już zrozumiałeś, co znaczą Itaki.
--------------------------------------------------
PONIEDZIAŁEK 4 PAŹDZIERNIKA
Niestety, przekład tego wiersza jest
nieporadny.
Wkrótce ukaże się nowy wybór 100 najsłynniejszych
wierszy Kawafisa i sądząc po dwóch przykładach w Europie, będzie to poezja
bez tej nieznośnej sztukaterii.
-------------------------------
WTOREK 5 PAŹDZIERNIKA
Wczoraj wieczorem nasze Zrzeszenie w
hoteliku na Grzegórzkach. Salka, do której iść trzeba przez mostek. Konspiracyjne pytanie o
hasło.
Odżyliśmy trochę. Wygrana w sądzie ze
złodziejem z USA, pieniądze od władz miasta na remont powodzi, proroctwa prawników, że
dobrze będzie w przyszłym roku. I Łukasz wrócił.
Ciepło nam w bunkrze jeszcze z rur
ucieka, woda na odwrót, wcieka zewsząd. Ktoś chce nas zrobić w sponsora,
mieszkać i nie płacić. Kod do śmietnika, to lepiej czy gorzej?
I inne takie codzienne sprawy.
----------------------------------
CZWARTEK 7 PAŹDZIERNIKA
W Skałkach, na polanie obok
austriackiego fortu, pani rzucała patyki a mały terier je przynosił.
Drugi, większy, stał spokojnie między jej nogami. Pytam skąd taka różnica?
- Bo ten tutaj jest ślepy. 9 lat temu
przestał widzieć. Kupiliśmy drugiego, żeby go trochę rozruszał.
W Zakopanem wracaliśmy wieczorem znad
Czarnego Stawu (nie Polski czy Pod Rysami, tylko Gąsienicowy). Przy mostku
nad Chycowym Potokiem siedział piesek. Zarośnięty i brudny. Także terier
szkocki .
- Co ty tu robisz tak późno? pytam.
- Nie mów do niego, bo pójdzie za nami,
ostrzegła mnie siostra.
I rzeczywiście przeszedł z nami nad potokiem.
Wyjąłem z plecaka nie zjedzoną kanapkę, łamię a on niecierpliwie staje na
tylnych łapach, oblizuje się a ogon jak metronom przy molto vivace. Ktoś go
przywiózł i zostawił. Robotnicy z tartaku obok dokarmiali go już od paru
tygodni. On nie rozumie, że właściciel się go pozbył. W jego pieskim łebku
nie ma możliwości porzucenia, dlatego idzie za każdym i przesiaduje w
miejscu, gdzie go zostawiono, bo przecież pan wróci.
Nie tylko człowiek zawarł przymierze
z Bogiem,
także pies zawarł przymierze z
człowiekiem.
Jest taka modlitwa, w której pies mówi
do swego Stwórcy,
Panie Boże, tylko my dwaj, Ty i ja,
rozumiemy co znaczy wierność.
-----------------------------
PIĄTEK 8 PAŹDZIERNIKA
nasz sąsiad maluje

--------------------------------
WTOREK 12 PAŹDZIERNIKA
"...mały domek poczty
stoi jak się patrzy
i jak się nie patrzy..."
-----------------------
"...bo kto powiedział, że sympatia
musi się wspierać wiedzą
szczegółową.
Nikt, oczywiście. Pewnie dlatego
można
się nie śpieszyć i można sobie
pozwolić
na milczenie, na słowa
tylko wtedy kiedy się ma ochotę..."
-----------------------------------------
"Jeszcze się rozpoznaję
- patrzę do lustra -
to jednak ja!
Nawet nieogolony
(się rozpoznaję gorzej)..."
Piotr Sommer
Noce i dni 2009
------------------------------
ŚRODA 13 PAŹDZIERNIKA
To już jesień

w Skałkach też

i jeszcze bardziej
sześć dni później

-----------------------------------
CZWARTEK 14 PAŹDZIERNIKA
Dziś nie byłem nastrojony do sprzątania Skałek. Podniosłem tylko pudełko po papierosach
rzucone kilka metrów
od kosza i woreczek z odchodami psa. Obiecałem też
sobie, że przyjdę z workiem i pozbieram butelki po piwie. Zostawili je na skarpie,
z której widać Wisłę i Las Wolski.
World
Wildlife Fund ogłosiła raport o stanie zdrowia i o chorobach naszej planety.
Zbadano 2,5 tysiąca gatunków zwierząt. Policzono kto żyje ponad stan. Gdyby
to, co może nam dać nasza Ziemia, podzielić równo na każdego, bogate narody
ucztują tak, jakby miały kilka Planet. My także nieźle
balujemy, zużywamy dwa razy więcej niż się nam należy. Splajtowalibyśmy
wszyscy już dawno i byłaby pustynia, ale zabieramy tym, co żyją w skrajnym ubóstwie
i nie potrafią korzystać ze swego. Jak długo?
Najszybciej zabraknie wody. Już miliard
ludzi nie ma dostępu do pitnej.
A może potrafimy zapobiec
bezmyślnemu zniszczeniu a potem mieć tylko tyle, ile nam potrzeba. Wciąż
więcej i więcej, to już nie głupota, to samobójstwo.
Natura nie dewastowana potrafi się
odrodzić. U nas
bobrów przybyło! To dlatego spotkałem je nad Wilgą. A w całej strefie umiarkowanej
liczba gatunków w morzu i na lądzie wzrosła aż o jedną trzecią.
-----------------------------------
NIEDZIELA 17 PAŹDZIERNIKA
Podnosząc w lesie pudełko L&M LINK
powtórzyłem to, co dawno zapomniane. W dzieciństwie zbierałem opakowania po
papierosach. Jarosław. Mijam kościół Reformatów i nagle obok chodnika wielkie, lekko podłużne, o zaokrąglonych brzegach z bibułką w
środku, zamykane jak papierośnica a na wierzchu kolorowe zdjęcie.
W całej wsi tylko jeden chłopiec miał
kartę zrobioną z tego pudełka.
Przebijała wszystkie inne, Grunwaldy,
Dukaty, Mewy, o Sportach czy Mocnych nie wspominając.
Belweder! Gdy się
spotkają oba, będzie wojna. Nie pamiętam kto wygrał, być może nigdy nie
próbowaliśmy grać ze sobą.
LINK mimo iż błyszczy srebrem, byłby
niżej od Dukatów, bo to jednak tandeta z czarną klepsydrą memento mori. Ucieszyłby mnie wtedy,
teraz podniosłem go z obrzydzeniem i wrzuciłem do kosza.
----------------------------------------
PONIEDZIAŁEK 25 PAŹDZIERNIKA
Liście
drżą na wietrze.
Słońce wyszło zza
chmury.
Stoi klon, wielki kandelabr.
Ścieżka utkana ze złota.
Złoty kobierzec na ziemi.
Bogactwo na parę dni.

Tylko
akacja niezmiennie zielona.
HAIKU
-------------------------
PIĄTEK 5 LISTOPADA
Lubię myśleć o niej jak o
sąsiadce. Mieszka wtedy po drugiej stronie Wisły. Stoi w oknie,
patrzy na rzekę i widzi nasz brzeg. Nie przeszkadza mi dzieląca nas
przepaść wieków, bo w przeszłości nie chodzą zegary. Co minęło, to
już inny czas. In secula seculorum. To, co w nim, trwa wiecznie
niezmienne i w każdej chwili może być tu przywołane. Dziś trudniej
to dostrzec, ale pełno go jeszcze w Skałkach, w naszym dębie, w domku
świętego Bartłomieja a najwięcej na Zamku za rzeką.
Tam ona stoi w oknie i je
obwarzanka. Tak, tego co na Plantach sprzedaje opatulona kobieta. 2
marca roku 1394 właśnie zapłacono "dla królowej pani pro circulis
obrzanky 1 grosz". "Circulis obrzanky", "koło obgotowane" to
obwarzanek 616 lat temu kupiony dla królowej Jadwigi.
PIĄTEK 12 LISTOPADA
Z trzyletnią Marlenką rysujemy
domki. Jej domek ma zaokrąglone rogi i dach półkolisty.
Mój, czyli nasz blok, ma wiele okien. Gdy jestem
w połowie ona mówi,
- Wujek, mnie już głowa boli od
tych oknów.
-----------------------------------
PONIEDZIAŁEK 15 LISTOPADA
W naszym bloku sześciu
właścicieli nie płaci za mieszkania i remonty. Wśród nich są tacy,
którzy wynajmują pokoje studentom.
Bez naszej wiedzy wrobili nas w
sponsorowanie swojego interesu.
Już trzeci rok zmagamy się z
oszustami a tu okazuje się, że mamy ich także pod własnym dachem.
Sprzeczałem się z moim bratem, który nie chce tego nazwać oszustwem.
Uważa, że oszust to ten, komu uda się okłamać kogoś,
natomiast u nas lista nie płacących wisi na drzwiach wejściowych.
Trudno przypuszczać, żeby byli tak naiwni i myśleli, że da się to ukryć. A więc całkiem po prostu mówią - i co mi zrobisz?
Z doświadczenia wiem, że
w ogóle nie ma oszustów, są tylko głupcy. Chociażby dlatego, że kłamstwo
prędzej czy później wychodzi na jaw. Ale jeszcze gorsze jest to, że krętacz
szkodzi samemu sobie, nigdy nie dorośnie, bo wybiera łatwiznę. Ta szkoda jest widoczna nawet gołym okiem.
Właściciel mojego poprzedniego mieszkania,
oszukiwał na każdym kroku.
Taki już był. Rozbiegane oczka, zimna, spocona dłoń, cały jak galareta, przy
której mdło się robiło. Zdeformowany człowiek to największa krzywda jaką
oszust wyrządza samemu sobie.
A że kłamstwo wyłazi na
wierzch? Jedna z moich licealistek, która była w Szwecji od niedawna, napisała piękny wiersz, Pożegnanie Cambridge. Dziwiłem się dlaczego taki
tytuł? Nie chciała go jednak zmienić. Poprawiłem błędy i wysłałem do
Ojczyzny-Polszczyzny, drukowała także prace uczniów.
Zaledwie kilka dni później, na
zebraniu studyjnym nauczycieli, mój przyjaciel, poeta i
filozof,
Chung Liu mówił o współczesnej poezji chińskiej. Przy
stole, podczas obiadu, opowiadał o Xu Zhimo
i wymienił kilka jego wierszy a wśród nich
Saying
Good-bye to Cambridge Again.
Poprosiłem, by przyniósł mi ten tekst i był to wiersz mojej uczennicy.
-----------------------------------
PONIEDZIAŁEK 22 LISTOPADA


-------------------------------
CZWARTEK 25 LISTOPADA
W nocy spadły pierwsze
płatki
śniegu. Rano wyszło słońce i posłało je z powrotem tam skąd przyleciały.
W chmury. Zamienione w miliony kropelek wody, będą czekać aż zrobi
się zimno i pojawią jakieś ziarenka pyłu. To na nich zaczną rosnąć
lodowe kryształki, jedno z najpiękniejszych i najbardziej
tajemniczych dzieł natury. Zawsze
sześciokątne i symetryczne ale nigdy takie same.



foto Kenneth Libbrecht
Jest ich ponad 30 różnych
gatunków: monstrancje, jodełki, paprotki, gwiazdki, ale gdy spadają,
zmienia się ciśnienie i temperatura, więc każda śnieżynka ma swój
jedyny i niepowtarzalny kształt. Nie wiemy jeszcze jakie prawa każą
molekułom wody osadzać się właśnie w tym a nie innym miejscu.
A ja chciałbym wiedzieć ile zer
ma liczba wszystkich płatków śniegu w zimie? Przynajmniej tu w
Krakowie albo chociaż na moim balkonie. Tylko czy nie zabrakłoby zer?
PS. Gdy Albert Einstein
przyszedł do nieba, Pan Bóg powitał go Teorią Wszystkiego, nad którą
uczony pracował przez wiele lat.
- Jakie to proste! zawołał
Einstein, a ja tak długo szukałem
nadaremnie. Panie Boże,
zdradź mi jeszcze prawa wzrostu
kryształów śniegu
- skorzystał z
okazji fizyk.
- Niestety, wybacz Albercie,
sam jeszcze ciągle nad tym pracuję, odpowiedział Bóg.
--------------------------
NIEDZIELA 5 GRUDNIA
nasz dąb w stroju panny młodej


----------------------
ŚRODA 8 GRUDNIA
Po południu wyszło
słońce i wyciągnęło mnie w Skałki. W lesie z naprzeciwka
wybiegł wielki, kudłaty pies. Zajęty swoim tropem, przeszedł
obok nie odrywając nawet nosa od śniegu. Ukazała się
też jego pani, zaczerwieniona jak słońce, które ostatnich
kresów nieba dochodziło. Mówiła coś do komórki i gdy mnie
mijała, usłyszałem:
- być może uda się coś
jednak.
Czy można pełniej
wyrazić niepewność? Mówi o niej każde z tych kilku słów.
"Być może", o niewiadomej.
Trzeci wyraz, o bezosobowym losie szczęścia, bo nie
powiedziała "uda
mi
się", tylko nie wiadomo komu to się uda. I nie żadne
"to", tylko nieokreślone "coś".
Dopiero na
końcu słabiutka nadzieja w tym "a jednak".
To sama esencja naszego
działania. Tak wiele jeszcze nie zależy tu od nas. Nie
tryskamy pewnością innych narodów. Próbowałem przetłumaczyć
ten zwrot na język szwedzki ale to niemożliwe. Tam każde
zdanie musi mówić kto? i co? robi. Nawet o śniegu mówią "to
śnieży".
Ponieważ nie miałem
ołówka więc by nie przeinaczyć tego powiedzenia,
zapisałem je palcem na wodzie. To najwłaściwsze miejsce dla
wielokrotnej niepewności.
A jednak tutaj będzie
ona trwać.

Poszedłem dalej
asfaltową drogą. Po śladach widać, że była odśnieżana. Przy
forcie obronnym traktorzysta zamiast pojechać prosto,
skręcił na polanę. Tam prowadzi ścieżka wydeptana przez
pieszych i nie ma co odśnieżać. Zdarł więc trawnik z
pagórków a na samej polanie rył wokół rosnącego na środku
drzewa.
Za taką ułańską
fantazję należy mu się coś! Zanim osobiście znajdę tego
jeźdźca bez głowy, chciałem go jakoś uhonorować i postawiłem
mu tam pomnik.
--------------------------
------------------------
PIĄTEK 17 GRUDNIA
Widok z balkonu


------------------------
ŚRODA 22 GRUDNIA
" Nie wyniszczaj
siebie, człowieku, życiem tułaczym!
Dokąd będziesz się
błąkał po wszystkich ziemiach, bez końca?
Nad sobą się zmiłuj,
człowieku, jeśli cię może otulić
Choćby mała
chatynka, ogrzana jakimś płomykiem.
Byleś miał mąkę
jęczmienną..."
Leonidas z
Tarentu IV-III wiek p.n.e.
------------------------
PIĄTEK 24 GRUDNIA
CD:
ZADOMOWIENIE Blog na Wierzbowej
|