|
|
|
W Brazylii nad Amazonką żyje plemię
Piraha, które mówi najprostszym językiem na
świecie. Utworzyli go zaledwie z 3 samogłosek i 8 spółgłosek.
Używają tylko czasu
teraźniejszego.
Pewnie dlatego nigdy nie planują
i nie oszczędzają. Nie robią nawet zapasów żywności. Często
stosują głodówkę ale po to, by być twardym. Śpią krótko w różnych porach
dnia. Historia Piraha nie sięga dalej niż pamięć najstarszego z nich, pokrewieństwo zaś
obejmuje tylko rodziców i ich dzieci.
W języku Piraha nie ma liczby mnogiej a liczebniki
jeden i dwa różni tylko wysokość tonu. Gdy jest czegoś
więcej, mówią: wiele. Dzieci uczące się w szkole
portugalskiego nie były w stanie opanować żadnej większej liczby i
zamiast pięć czy siedem mówiły: trochę.
Podobnie jest z kolorami. Rozróżniają jasny od
ciemnego natomiast barwy określają
przez porównanie
na przykład, że
coś jest jak krew.
Wyraźnie, osobnym słowem
xibipiio,
oddzielają to, czego doświadczyli osobiście, od spraw nieważnych,
znanych im tylko ze słyszenia.
Wydawałoby się, że jest to język
łatwy do nauczenia. Nic podobnego. Każdą sylabę trzeba
wypowiedzieć w odpowiedniej tonacji ponieważ jej zmiana powoduje zmianę
znaczenia wyrazu. Tonalność jest tu tak ważna, że pewnych zdań nie
trzeba mówić, można zaśpiewać lub
zagwizdać samą melodię i będzie wiadomo, że małpa ucieka.
Na polowaniu porozumiewają się gwiżdżąc jak ptaki.
Obecnie żyje około 400 Indian Piraha.
Tu
mówi Piraha - YouTube
---------------------------------------------------------------
Gdy mój siostrzeniec wracał z
wakacji, przedszkolanka mówiła:
- O, słyszę, że byłeś u babci.
Pawłosiów leży bliżej Lwowa i ciągle tam jeszcze mówią śpiewnie.
Potrafię i lubię tak zaciągać. Gdy w XIV wieku zrezygnowaliśmy z
wymawiania długich samogłosek (pamiątką jest "o" kreskowane) a akcent
stale pada na przedostatnią sylabę, o wiele trudniej jest nam mówić
tak melodyjnie jak Rosjanie czy Szwedzi.

W języku
żyjącego nad Amazonką plemienia Indian Piraha,
te same słowa wymawiane w różnych tonacjach, znaczą zupełnie co innego.
Dlatego całe
zdanie można zastąpić mruczeniem lub gwizdaniem a stojąc na jednym
brzegu rzeki przekazują sobie informację na drugi brzeg, wyśpiewując tylko "ha, ha,
ha".
Gdy mówią o dzieciach, ich język staje się piskliwy jak mowa maluchów.
Kobiety zamiast głoski "s" używają "h" a wszystkie inne wymawiają bardziej gardłowo przez co mniej dźwięcznie niż mężczyźni.
W domu nie muszą krzyczeć.
Do każdego czasownika dodają cząstkę informującą czy mówiący
1- widział to, o czym mówi,
2- słyszał,
3- czy tylko się domyśla.
Czasowniki są dokładne i bardzo rozbudowane.
Zdanie
"to dobrze pachnie" jest u nich jednym słowem, które znaczy:
"sprawia-mi-przyjemność-ten-dym-który-dociera-do-mojego-nosa-gdy-mijam-twoje-ognisko".
Nie mają nazw dla liczebników i kolorów.
Cztery barwy: czerwony, czarny, biały i niebieski potrafią kategoryzować
określając je opisowo na przykład, że coś jest jak krew. Natomiast
liczenie jest im tak niepotrzebne, że nie rozumieją samej jego idei. Matka
jeśli ma kilkoro dzieci, to zna każde po imieniu. Wie też, które
z nich jest najstarsze czyli pierwsze: kaoi xapai kaopa? - "kto wyszedł z
brzucha na głowie?"
A o najmłodsze trzeba zapytać: kaoi tiapao kaopa? "Kto wyszedł z brzucha
na tyłku?"
WIĘCEJ: Daniel L. Everett, Język - narzędzie kultury 2018
------------------------
MÓWIĘ, ŻE MYŚLĘ
(1)
Jeden z najwybitniejszych językoznawców Noam
Chomsky twierdzi, (2) że podstawy gramatyki mamy wrodzone. Każdy przynosi
je ze sobą na ten świat i dlatego dzieci tak szybko mogą opanować
nawet najtrudniejszy język. Na przykład polski.
Koronnym dowodem jest to, że w gramatykach
wszystkich języków występuje rekurencja.
Ten prosty mechanizm zastosowałem na
początku tego tekstu. Polega on na tym, że w zdaniu złożonym, drugie zdanie
odnosi się do pierwszego, czyli to (2)
o
gramatyce do
(1) Noama Chomsky'ego.
Prostszy przykład:
Jan powiedział, że
przyjdzie, tu zachowanie chłopca wynika z tego, co on powiedział.
I rzeczywiście, we wszystkich znanych językach
można było zbudować podobne wyrażenia.
We wszystkich, z wyjątkiem języka
amazońskiego plemienia Piraha.
Indianie powiedzieliby:
Jan przemówił. On
przychodzi.
Zamiast zdania złożonego mają opowieść z
dwóch zdań prostych.
Myślenie swoje czy innych, zastępują
mówieniem.

Jest wiele słów typowych dla zdań
rekurencyjnych, oprócz
powiedzieć, mamy:
myśleć, wierzyć, sądzić,
chcieć,
obiecać, itp.
To z kolei dowodzi, że gramatyka nie jest
nam dana w genach, lecz kształtuje ją kultura, w której dorastamy
a ta zależy od środowiska.
Piraha zawsze mówią to, co myślą a więc nie
potrzebują odróżniać mowy od myśli.
---------------------------------------
SŁOWA, KTÓRYCH NIE MAMY
W niektórych językach Indian Ameryki Południowej istnieją setki różnych
zaimków.
Na przykład mówiący po tupinamba oprócz naszych trzech osób
gramatycznych, mają jeszcze dodatkową osobę. Mówią tak o kimś,
kogo podczas rozmowy nie było i nagle się
znienacka pojawił. Już nie "on-ona-ono",
ale jeszcze nie "ty".
Podróżując autostopem po Włoszech,
w Asyżu
odwiedziłem starego franciszkanina
"Brata Polaka", który mówił do mnie
używając zawsze trzeciej osoby:
- Jak sobie podje, to niech idzie do siebie tak, żeby go nikt nie
widział.
Dawniej w ten sposób rozkazywano służącym:
- Niech Jan zrobi to i to...
"Ty" byłoby spoufalaniem się a "pan" nie przystoi słudze.
Pamiętam z jakim trudem pierwszy raz wykrztusiłem "ty" do mojej
nauczycielki szwedzkiego,
która była dwa razy starsza ode mnie. Szwedzi mówią tak do każdego.
(zob. 2019, sierpień: MADE IN SWEDEN)
Teraz śmieszy mnie nazywanie trzydziestolatków "panią" czy "panem" i
ciągle myli mi się z "ty".
Dobre wyjście znalazł jeden z moich uczniów, który zwracał się do mnie
przez:
- Ty, pan.
W językach tupi guarani istnieją dwie różne formy "my".
Nasz zaimek liczby mnogiej obejmuje wszystkich, o których w danej chwili
mówimy, natomiast ten dodatkowy indiański pozwala wyłączyć jedną osobę.
Czyli wybierając się gdzieś mogą powiedzieć:
- idzie(my) "wszyscy z wyjątkiem ciebie".
Przy czym te trzy wyrazy w cudzysłowie, to u nich jedno krótkie słowo
zamiast naszego -my.
Można się zastanowić jakie powtarzające się sytuacje zmusiły ich aż do
wymyślenia osobnego pojęcia wykluczającego, które u nas byłoby wyrazem
nieuprzejmości.
Być może wychodząc na polowanie nie chcieli za każdym razem powtarzać
dzieciom, że ich nie wezmą ze sobą?
WIĘCEJ: Daniel L. Everett, Język - narzędzie kultury 2018
|
-------------------------------------------------------------------
PS.
Dawno temu dotarłem
autostopem do Asyżu.
Na całą wyprawę miałem 10 dolarów, które i tak trzeba było
przemycić. Korzystałem więc z poleconych adresów.
- W mieście świętego Franciszka pytaj o brata Polaka - radzili
bardziej doświadczeni.
- Io vogljo fratello Polacco - mówię do zakonnika na furcie.
Przyszedł staruszek, pochylony, posuwał nogami. Zawsze mówił w
trzeciej osobie.
- Jak sobie podje, to niech idzie do siebie tak, żeby nikt go nie
widział, bo znowu powiedzą, że Polak Polaka sprowadził.
- Zostawił mnie w pustym refektarzu z miską makaronu i
butlą rozwodnionego wina.
Wcześniej byliśmy na galerii, z której widać cudowne pagórki
Umbrii.
FRAGMENT Z WWW
czerwiec
2009
SPÓJNOŚĆ I KOHERENCJA TEKSTU
Każdy tekst stanowi pewną
całość, którą osiągamy przez SPóJNOŚĆ i KOHERENCJĘ.
Pierwsza cecha jest
powierzchniowa i należą do niej zasady gramatyki, retoryki oraz innych
konwencji. Druga natomiast, to obrazy, zdarzenia, osoby, myśli, idee,
które wyłaniają się w trakcie czytania.
Jeśli odróżnimy ZNACZENIE od
SENSU, to spójność tworzą znaczenia pojęć a koherencję ich sensy. Samo
znaczenie jest wieloznaczne i potencjalne, dopiero w połączeniu z innymi
wyrazami nabiera swoistego sensu. Jest też jednostkowe i można je
znaleźć w słownikach, natomiast sens stanowi pewną ciągłość, dlatego
wyrywanie słów z kontekstu zmienia ich sens i zwykle służy manipulacji.
SPÓJNOŚĆ
Tekst jest
złożoną z wyrazów linią, którą tak trzeba zapleść, aby stała się ona
gęstą siatką świata. To jak robótka na drutach. Najprostszym wzorem są
tu powtórzenia tego samego słowa (anafora) lub jego zamienników (zaimki
anaforyczne). Możemy też odwołać się do tego, co powiedzieliśmy przed
chwilą (różne formy
rekurencji:
paralelizm, parafraza, czy elipsa). Często też mamy własne powiedzonka
do powtarzania: "no i...", "a potem...", "po prostu...",
Bloch
W językach germańskich słowa w
zdaniu splatają się ze sobą dzięki stałej kolejności ich występowania, a
w słowiańskich poprzez wiele różnorodnych końcówek wyrazów.
W szwedzkim na przykład,
najważniejsze słowo zawsze stoi na pierwszym miejscu, a na drugim, jego
czynność. I dlatego, co nas może dziwić, w zaprzeczeniu " ja NIE mogę",
"nie", musi być trzecie z kolei, więc mówią: "ja mogę NIE" ("Jag kan
inte"). "Mogę" jest ważniejsze dla "ja" niż "NIE" i lepiej rozumiemy
całość, gdy "ja" i "mogę" stoją obok siebie. Na tej samej zasadzie, ten
akapit byłby bardziej spójny, gdyby szwedzki przykład następował
bezpośrednio po frazie o językach germańskich a zdanie o językach
słowiańskich powinno stać na początku albo tutaj:.
Jest jeszcze wiele innych
sposobów powierzchniowego spajania tekstu, chociażby taki jak intonacja.
Przekazuje ona stany uczuciowe, zaznacza koniec frazy i jest ściśle
powiązana z danym językiem. Na przykład w języku angielskim wzorcem jest
intonacja wznosząca pod koniec zdania, natomiast w językach słowiańskich
rośnie przy końcu zdania podrzędnego, ale gdy zdanie oznajmujące dobiega
końca, wtedy opada.
Ważną rolę spełnia w zdaniach
pytających.
Ogólnie, tonacja wysoka zachęca
do dalszej dyskusji a niska wskazuje, że nie ma już o czym mówić.
KOHERENCJA
W słownikach znaczenia wyrazów
zawierają wiedzę cząstkową i potencjalną (wirtualną). W tekście zaś
składają się one w ciągłą linię, która tworzy zdeterminowane czyli
przeważnie jednoznaczne sensy zmierzające w kierunku jakiejś całości.
Synonimami koherencji może więc być ciągłość i całość sensów. Całość tę
uzyskuje się zaplatając linię tekstu wokół jakichś punktów centralnych
takich jak czas, miejsce, osoba, temat, problem, czy zdarzenie. Każde
wielkie dzieło ma własne wyróżniające je ośrodki sensu.
U początków twórczości
dramatycznej teksty wiązano w całość przy pomocy trzech jedności: czasu,
miejsca i akcji. Akcję tragedii determinowało i zamykało fatum, to
znaczy wszystkie zdarzenia prowadziły do nieszczęśliwego końca. W innych
utworach, takich jak Ulisses wielość i różnorodność zdarzeń łączy
postać bohatera a zamyka je happy end, powrót do rodzinnej Itaki.
W następnych wiekach autorzy, z
jednej strony rozbijali jedność tekstu, z drugiej zaś szukali ciągle
nowych sposobów spajających. Kafka zachował wyraźny sens poszczególnych
elementów Procesu, ale brak go całęj powieści. Joyce w Finneganów
trenie badał granice spójności i koherencji. Każde zdanie zawiera
wyrazy tworzone na jemu tylko znanych zasadach a całość ma sensy tak
głęboko ukryte, że być może w ogóle niedostępne.
To jeden ze sposobów obrazowania
istoty naszego bycia tu na tym świecie, to znaczy tajemnicy.

Jeszcze wyraźniej ukazuje ją
nauka. Zarówno fizyka jak i biologia pełne są dokładnie sprawdzonych
znaczeń, układają się one racjonalnie w linie, które jako całość nie
mają jednak żadnego sensu. Znamy bowiem powstanie atomów, gwiazd i Ziemi
a wszystko to logicznie prowadzi do całkowicie bezsensownego końca, na
bezkształtną pustynię entropii.
Podobnie jest z ewolucją. Pasmo
nieprawdopodobnych przygód, z których się wyłoniliśmy tylko po to, by
przekazać pałeczkę dalej choć wiemy, że zmierza to donikąd. Oczywiście,
można tak jak to czyni wielu ludzi nauki powiedzieć, że nas to nie
dotyczy, bo takich stwierdzeń zabrania naukowa metoda. Ale tej
odpowiedzi też zupełnie brak sensu, urywa się im nagle strumień znaczeń,
a oni nawet się temu nie dziwią.
Z
ostatnich miesięcy wymienię tylko trzech takich: Harrari, Pinker, Dragan.
Nie dość, że są śłepi i głusi na jakąkolwiek tajemnicę, to jeszcze w
infantylny sposób dworują sobie z innych od nich ludzi. A właściwie, to
z własnych przesądów.
Nauka ma wielkie znaczenie, ale
nie ma żadnego sensu.
Zob. wyżej: Walt Whitman, Śpiew o sobie
PS
Nie dość, że wszechświat jest
dziwniejszy niż myślimy, to jeszcze jest dziwniejszy, niż potrafimy
myśleć - Werner Heisenberg.
TAYLOR O JĘZYKU

Taylor jest jednym z
najmądrzejszych ludzi jakich poznałem.
W sobotę przemawiał w Krakowie.
W holu Muzeum Narodowego na
krzesłach i na schodach wszędzie siedzieli, przeważnie młodzi,
słuchacze.
Przeczytałem wszystkie dzieła
Taylora.
Jedno z nich streściłem.
Na ponad 1000 stron "Źródeł
podmiotowości" śledzi
jak kształtowała się tożsamość Europejczyków od Homera do Herberta.
W "A Secular Age" dokładnie
dokumentuje zmiany zachodniej mentalności w ciągu ostatnich 500 lat.
"The Language Animal " to
pierwszy z dwóch tomów, w których wykłada swoją teorię języka - HHH.
Przeciwstawia ją popularnej, wywodzącej się od Huma, Locka
i Condillaca
TEORII DESYGNATYWNEJ - HLC,
która język traktuje jak
instrument do kodowania informacji. Widzimy coś, doświadczamy czegoś,
nadajemy temu jakieś pojęcie i przekazujemy je innym w komunikacji.
U Taylora języka używamy do
odkrywania świata
tzn. dopiero nazywając jakieś
zjawisko czy rzecz, poznajemy czym one są.
Tak uważali Hamann, Herder
i Humboldt.
Jego wykład na ten temat został
nagrany na You Tube: (język angielski)
The Full Scope of the Human Linguistic Capacity
PS.
w roku 2010 pisałem:
Pod koniec ubiegłego tygodnia,
po 42 latach, odwiedziłem swoją
Alma Mater. Byłem w Collegium Novum na wykładzie wybitnego
filozofa
Charlesa Taylora.
To od niego zapożyczyłem fakt udomowienia szlachty - zob. BLOG 2010
23 kwietnia.
Ten kanadyjski myśliciel w
swoich pracach szkicuje mapę drogową prowadzącą od dawnego widzenia
świata hierarchicznego do społeczeństwa nowoczesnego.
Na tysiącach stron rozciąga
się obraz krętych ścieżek, dróg donikąd, placów zmagań i
niezliczonych prób, które doprowadziły do miejsca, dawniej
dostępnego tylko nielicznym, w którym każdy z nas może być
suwerennym władcą swojego losu. A także, każdy z nas może
dobrowolnie a więc lojalnie, kształtować nasz wspólny los.
Zbiegłem po schodach uczelni
jakbym odszedł stąd zaledwie wczoraj. Czas, który minął przestał
istnieć. Znów miałem 20 lat i do wyboru wszystkie strony świata.
DEDYKACJA:
To Antoni with best wishes - Charles Taylor
Z TAYLOREM
ROZMAWIA DWOJE MŁODYCH FILOZOFÓW
ROK = WYROK
Mówimy "jeden rok", ale "dwa lata". Dlaczego?
Na początku było "lato". Jego rdzeniem jest indoeuropejski "uel" =
ciepły a bliżej, prasłowiańska forma "liti = lać. Grzeje i leje.
Kiedyś "lato" to był ten okres, w którym można było pracować w polu i
obejmował około 9 miesięcy.
W X w. rozciągnął się na cały rok. Jeszcze w XVI w. pisano, że coś się
wydarzyło "lata Pańskiego", zamiast "roku Pańskiego".
W tym czasie "rok" rozumiano zupełnie inaczej niż dziś. Słowo to
pierwotnie znaczyło "to, co powiedziane, ustalone". Ma ono wspólne
źródło z "rzec".
(SCS, Ewangelie: Riecze Gospod pridczą siją- powiedział Pan
przypowieść tę).
W staropolszczyźnie używano go najpierw na oznaczenie słownego wezwania
do sądu.
Później "rok" to był ten okres czasu, w którym ustalony wy-rok
obowiązywał, a że zwykle trwał on 12 miesięcy, więc wyparł wzięte z
przyrody określenie, zostawiając "latom" mniej dokładne okresy czasu.
Gdy bliskie znaczeniem wyrazy aż tak bardzo się różnią, językoznawcy
nazywają to supletywizmem (łac. suppleo - uzupełniam).

Ponieważ pochodzą z różnych źródeł, nie przypominają one same siebie
np. człowiek-ludzie, dobry-lepszy, duży-większy, być-jest-są, iść-idę,
ja-mnie, ona-ją, on-jego.
Dotyczy to słów szczególnie ważnych, można więc przypuszczać, że tak
bardzo obawiano się pomyłki, że aby się odróżniały, adoptowano wyrazy z
innej rodziny.
QUIZ - znajdź podstawowe formy supletywne:
tchu-, zmarł-, łżesz-, dmę-, klnę-.
Tabela form
supletywnych dla wyrazów w różnych językach
|
|
|
|