20 LUTEGO
/
STYCZEŃ
/
KONTAKT

SKĄD NA ZIEMI
WODA?
Człowiek z natury
jest ignorantem. Najczęściej ignorantem do kwadratu, bo nawet
nie wie o tym, że nim jest.
Od zawsze fascynowała
mnie woda. Wydawało mi się, że wiem o niej wszystko.
Wielokrotnie pisałem
tutaj, zamieszczałem piękne fotografie i
GIFy. Każdego dnia - i dziś też
- patrząc jak leci z kranu, podziwiam, że mam źródło w domu. W
jednym z opowiadań starałem się opisać jej cudowność
poprzez doświadczenie niewidomego, który poznaje ją tylko
dotykiem.

I po tylu latach, po
raz pierwszy zadałem sobie pytanie, skąd ona się wzięła na
Ziemi?
Okazało się, że
badający naturę też tego nie wiedzą na pewno. Ale to co innego
niż ignorancja, bo mają dwie odpowiedzi. Gdy wydawało mi się, że
już nic mnie nie zdziwi bardziej niż to, że dwa niewidoczne gazy
połączone razem stają się, płyną, lecą, ciałem stałym, płynnym,
lub lotnym, dowiaduję się, że to, czym tak beztrosko szastam
codziennie w kuchni i w łazience, pamięta czasy gdy jeszcze nie
było Słońca ani Ziemi a więc sprzed 4,6 miliardów lat.
Wodór został
wytworzony zaraz po Wielkim Wybuchu a więc prawie 14 miliardów
lat temu, natomiast tlen wyprodukowały w swoich wnętrzach
wielkie gwiazdy, które świeciły na długo przed Słońcem. Gdy jako
supernowe eksplodowały, rozsiały w Kosmosie węgiel, azot, siarkę
i tlen. W obłokach molekularnych tlen łączył się z wodorem w H2O
i powlekał cienką warstwą lodu drobiny minerałów. Z takiego
obłoku wyłoniły się Słońce i Ziemia. A z odrobinek lodu mamy
oceny, morza, rzeki, jeziora i herbatę w szklance na moim stole.
WIĘCEJ:
Torgny Lindgren, Woda
- opowiadanie
CDN
ZOBACZYĆ ZIEMIĘ Z
KOSMOSU
30 lat temu, 14
lutego 1990 roku zrobiono zdjęcie Ziemi z odległości 6,4
miliarda kilometrów.
Sonda Voyager 1 przed
opuszczeniem Układu Słonecznego po raz ostatni skierowała swój
obiektyw w naszą stronę.
Kropka wielkości 0,12
piksela, którą widzisz w samym środku tego zdjęcia, to Ziemia.

Spójrz ponownie na tę kropkę.
To nasz dom.
To my.
Wszyscy,
których kochasz, których znasz, i o których słyszałeś.
Każdy
człowiek, który kiedykolwiek istniał, przeżył tam swoje życie...
Carl Sagan, Niebieska kropka.
W 30. rocznicę
wykonania tego zdjęcia, ponownie przetworzono zarejestrowane
dane i obraz jest teraz
bardziej wyraźny od poprzedniego.
Voyager 1 jest już o
wiele dalej - 22,2 miliarda kilometrów. Jego generatory będą
działać do roku 2025. Później będzie jak butelka rzucona w
nieskończone przestworza.
Na pozłacanej płycie niesie wiadomości o
nas i o Ziemi.
Za 300 lat dotrze do
obłoku Oorta, w którym krążą biliony komet. Spotkanie z
najbliższą gwiazdą czeka go za 40 tysięcy lat. Minie wtedy
czerwonego karła Gliese 445 w gwiazdozbiorze Żyrafy.
ZOBACZYĆ ALPY W
SUDETACH!
Najpierw napisał
program, który oblicza jak daleko można widzieć w zależności od
temperatury i ciśnienia powietrza.
Czasem, podczas wyżu,
pojawia się warstwa ciepłego powietrza i temperatura wraz z
wysokością zamiast spadać, rośnie. Jest to tak zwana inwersja,
podczas której następuje silniejsze ugięcie światła, co
pozwala widzieć dalej niż zwykle.
Do dalekich
obserwacji konieczna jest także przejrzystość powietrza, która
zależy od tego, skąd wieje wiatr. Powietrze kontynentalne z
południa i wschodu niesie mnóstwo pyłów, dlatego najlepsze jest
arktyczne.
Sprawdzając wysokość
gór, można się przekonać, że jest w Polsce miejsce, z którego
teoretycznie można zobaczyć Alpy. To
Śnieżnik (1434 m) w Sudetach. Z jego szczytu w
dogodnych warunkach powinno być widać alpejski Schneeberg (2076
m) - nomen omen - Śnieżną Górę.
Mając te dane
Krzysztof Strasburger czekał na odpowiednie warunki pogodowe.
Pojawiły się 2
stycznia. Sprawdził jeszcze widok z czeskich kamer na Śnieżce i
o 16.00 był na Śnieżniku. Niestety, zobaczył wyraźnie kilka
słowackich szczytów, bliżej, Białe Karpaty, ale Alp nie było
widać. Wiedział, że o zachodzie widoczność może się poprawić i
rzeczywiście, gdy Słońce zaczęło się obniżać, dostrzegł ciemną
smugę, której wcześniej tam nie było.
Był to
odległy o 281 km Schneeberg, a na lewo od niego jeszcze dalszy
Rax - 292 km. :

TU Schneeberg z bliska - 65 km na południe od Wiednia
NAJDALSZE OBSERWACJE
Z POLSKI
- 229 km z Salomina
(lubelskie) - Tatry.
- 257 km z Tarnicy w
Bieszczadach - rumuński szczyt Vladeasa.
REKORD EUROPY
- 440 km z Pirenejów
- Alpy Delfinackie we Francji.
KSIĘŻYC, BALON I
LATARNIA NA ULICY TWARDOWSKIEGO

Odległość z Ziemi do
Księżyca 384 400 km.
POLICZONO JAK SIĘ
WLECZE CZAS I PRZESTRZEŃ
Ciągle zmieniamy
miejsce w przestrzeni, natomiast sama przestrzeń pozostaje
nieruchoma.
Takie jest nasze
doświadczenie i tak głosi teoria Newtona. Co innego wynika z
obliczeń Einsteina.
Jeśli jakaś masa na
przykład wiruje, to porywa ona za sobą otaczającą przestrzeń jak
łyżeczka wodę gdy mieszamy herbatę. Podobnie Ziemia obracając
się wokół swej osi, wlecze za sobą nie tylko chmury czy
powietrze, ale także samą przestrzeń i czas.
Aby to zmierzyć
potrzeba jednak kosmicznych wielkości.
Dlatego obserwowano
stygnącą gwiazdę (biały karzeł), która mimo iż nie jest o wiele
większa od naszej planety, to jest od niej 300 tysięcy razy
bardziej masywna i wykonuje kilka obrotów na minutę.
Wokół niej z dużą
prędkością krąży wirująca wokół własnej osi 150 razy na minutę
gwiazda neutronowa (pulsar) a więc w ciągu minuty 150 razy
docierają do nas jej fale radiowe.

pulsar
na orbicie białego karła wlecze czasoprzestrzeń (układ
inercjalny)
Obserwując to
zjawisko przez 20 lat, wyliczono spowolnienie czasu i zmianę
kierunku osi obrotów (precesję) pulsara dokładnie tak, jak
przewiduje teoria Einsteina.
WIĘCEJ:
"Science"
ZA OKNEM KOSMOS

27 STYCZNIA / GRUDZIEŃ
/
KONTAKT

ANTOŚ, JAŚ I KUBUŚ
W ubiegłym roku znów
na świat najwięcej przyszło Antków - aż 8550.
Bardzo bym chciał
wiedzieć dlaczego rodzice wybrali to imię?
Moja mama modliła się
przed figurką św. Antoniego u Reformatów w Jarosławiu i dlatego
tak mnie nazwała. Lubię tego franciszkanina, który gdy miał
poślubić panią Biedę, to najbardziej żal mu było książek.
PADWA
- bazylika i grób św. Antoniego
Dawno temu jechałem
do Padwy autostopem. Padał deszcz. Zatrzymał się tir i do
miasta, w którym jest grób świętego, przyjechałem w nocy.
Poszedłem do parku, by się przespać na ławce, ale natychmiast
przyplątał się jakiś podejrzany typ. Miałem przy sobie wojenny
sztylet. Wyjąłem go i powiedziałem - arrivederci amigo i amigo
odszedł.
Również dzisiaj, do
czytania w "Biegunach", wypadł mi rozdział p.t. Sprzedawcy
imion.
W pewnym
dalekowschodnim mieście, w malutkich sklepikach sprzedaje się
imiona. Po wielu zawiłych zabiegach i medytacji, pisarz siada
przy biurku nad ryżowym papierem i z pędzelkiem w ręku czeka aż
mu się objawi imię. Czasem spada ono nagle jak kleks, kiedy
indziej marudzi i trudno je zamknąć w słowach a gdy w końcu się
zjawi bywa, że rodzice nie są zadowoleni. Woleli by to był
"Blask Księżyca", albo "Nieustraszony" a tymczasem otrzymali
"Pętlę", bo tak nazwał swojego syna Budda.
Zawsze jednak mogą
spróbować jeszcze raz i kupić imię u innego sprzedawcy.
PS. 1-Zuzia,
2-Julcia, 3-Zosia.
1-Antoś, 2-Jaś, 3-Kubuś.
KSIĄŻKI,
DZIEWCZĘTA I SERIALE
Przyszedłem po
książki. Siedzę na krześle w zagraconym pokoju. Nie mogę go
opisać, bo język, nawet taki jak nasz, w którym wyrazy stawiamy
gdzie nam się podoba, porządkuje i rzecz natychmiast staje się
rzeczownikiem, z którym robi coś czasownik a ozdabia
przymiotnik. Wszystko łączy spójnik i wyrównują liczby, rodzaje
i przypadki.
Tymczasem ten bałagan
był tak wielki, że nic nie zostało nawet nazwane. Jak przez mgłę
widziałem zawalone papierami, ciężkie, starodawne biurko. Z
sąsiedniego pokoju wyszły dziewczyny i mówią, że książki jeszcze
nie są gotowe. Jedna, którą dobrze zapamiętałem, poszła to
sprawdzić i nagle przed sobą widzę stos tomów różnej wielkości i
kształtów, związanych szarym sznurkiem. Ucieszyłem się, że nie
ma wśród nich książki bez tytułu, którą będę mógł sobie
natychmiast przeczytać.
W międzyczasie
opowiadałem im o serialu "Babilon Berlin". Nie obchodzi mnie
jego treść, bo wszystkie te motywy widziałem już wcześniej wiele
razy. Jest w nim natomiast dokładnie pokazane miasto, w którym
lęgnie się nazizm. Mali chłopcy porządkują jakiś park a dwóch
innych w mundurkach ze swastyką na ramieniu, strzela do nich z
łuku. Za chwilę jeden ze sprzątaczy celuje do tarczy i mówi, że
to ciekawsze niż zbieranie śmieci.
I wtedy się
obudziłem.
Próbuję teraz znaleźć
w rzeczywistości to, co mi się śniło.
Najłatwiej jest z
serialem, bo tak ostatnio oglądam Netfixa. Pokazują niezwykle
ciekawe realia w różnych krajach, natomiast treść przenoszą z
miejsca na miejsce prawie niezmienioną, bo musi być potworne
morderstwo, które detektyw lub policjantka - najczęściej ona -
przez kilkanaście godzin stara się rozwiązać. Sprawdzili, że
tego chce widownia na całym świecie.
|
Książki u introligatora wzięły
się stąd, że wczoraj znalazłem na półce
tomik
wierszy Transtromera, który sam skleiłem.
Składa się on z kartek ksero.
Druk jest tylko po jednej stronie, więc na tej czystej
zapisywałem przekład.
Tak było najwygodniej gdy
tłumaczyłem go po kryjomu na konferencjach dla nauczycieli. |
 |
TRZY STROFY
I
Rycerz i jego żona
skamieniali lecz szczęśliwi
na wieku trumny unoszącym się
poza czasem.
II
Jezus uniósł monetę
z profilem Tyberiusza
profil bez miłości
władza w obiegu.
III
Ociekający miecz
gładzi wspomnienia.
W ziemi rdzewieją
trąbki i bandolety.
|
Książka bez tytułu to
"Przyjemność. Dlaczego lubimy to, co lubimy?" Paula Blooma,
którą teraz czytam. W rzeczywistości jest ona ebookiem i pewnie
dlatego nie było jej we śnie wśród papierowych. Profesor na
wydziale psychologii w Yale wyjaśnia dlaczego każdy chce
obejrzeć oryginał Mony Lisy, choć przecież kopie jej są
doskonałe? Podaje to jako jeden z wielu dowodów, iż jesteśmy
esencjalistami. Nawet dzieci wiedzą, "że jest coś wewnętrznego i
niewidocznego co, oprócz siusiaka, odróżnia chłopców od
dziewczynek".
Bałagan w biurze, to
u informatyków, którzy niedawno naprawili mój komputer i potem
długo szukali go na półkach w kilku pokojach.
A dziewczyny są
wszędzie, u Buczka, w Empiku, w restauracjach i w kiosku
warzywnym,
choć żadna z nich nie
przypomina tej ze snu.
POMÓŻ ZBUDOWAĆ DOM
DLA TYCH DZIECI

Agnieszka, córka
mojej przyjaciółki Ewy, mieszka we Włoszech i od roku 2013
podczas urlopu pomaga w prowadzeniu domu dziecka w Kenii.
Ponieważ sierociniec
stracił prawo najmu, zaczęli budować własne pomieszczenia.
Muszą zdążyć do końca
stycznia 2020 roku.
Każda pomoc jest na
wagę złota.
KONTO DLA DARCZYŃCY:
https://www.majaprzyszlosc.org.pl/eksmisja-walczymy-z-czasem-by-ukonczyc-dom-dziecka/
WIĘCEJ:
https://pomocafryce.org/projekt-xxi/
SKOCZOGONKI
Pierwszy raz
przypadkowo znalazłem je i
opisałem prawie dziesięć lat temu.
Teraz dowiedziałem
się jeszcze, że na brzuchu mają cewkę (kolofor) służącą im do
picia lub do pielęgnacji ciała. Aparat gębowy jest schowany w
puszce głowowej i wysuwa się gdy pożerają bakterie,
mikroskopijne grzybki, nicienie i szczątki organiczne w lasach.
Na Ziemi pojawiły się przed owadami, do których mylnie je
zaliczano. Żyją też na Antarktydzie i Arktyce, odnaleziono je w
gruzińskiej jaskini na głębokości do 2. tysięcy metrów.

I u nas można spotkać
Hypogastrura jak podskakuje sobie na śniegu.
STARSZY NIŻ ZIEMIA
Ten kawałeczek skały
ma 7 miliardów lat.
Jak to możliwe, że
jest on na Ziemi, która istnieje tylko 4 miliardy lat?
węglik
krzemu

To są
resztki gwiazdy, która ginąc, wyrzuciła w kosmos mnóstwo
materii. Cząsteczki te krążyły w naszej galaktyce łącząc się z
drobinami, z których później uformował się Układ Słoneczny.
W roku
1969
spadły w Australii jako meteor.
Skąd
wiemy, że ten węglik krzemu ma aż tyle lat?
Pył
gwiezdny, który krąży w kosmosie, jest bombardowany kosmicznym
promieniowaniem. Powoduje to powstawanie nowych pierwiastków. Im
dłużej pozostaje pod wpływem tych promieni, tym więcej
pierwiastków zawiera. Wiek tej drobiny, mierzącej 8 mikrometrów
(milionowych części metra), ustalono badając zawartość izotopów
szlachetnego gazu neonu.
WIĘCEJ:
w
najnowszym wydaniu
tygodnika "PNAS"
U
SĄSIADÓW: SŁOŃCE W HOTELU i
MGŁA NA WAWELU
 |
|
hotel Sheraton
|
CIĄG DALSZY
"TRZECH SPOSOBÓW MÓWIENIA" - początek zob. niżej.
Teologię negatywną
można rozumieć na dwa sposoby.
Pierwszy, że
wszystkie zaprzeczenia Dionizego służą oczyszczeniu
ludzkiego obrazu Boga. Mówiąc, czym Bóg nie jest, tym mocniej
wskazują, że on JEST.
W drugim przypadku,
odwołując się do logiki widzimy, jak Dionizy w każdym zdaniu
miesza ze sobą dwa różne poziomy językowe. Powoduje to zapętlenie
podobne do tego, gdy
powiemy: "to zdanie jest fałszywe". Jeśli ta wypowiedź jest
fałszywa, to znaczy, że nie jest prawdą, że jest fałszywa, ale
równocześnie nie może być prawdziwa, skoro mówimy, że jest
fałszem.
Twierdzenie, które
równocześnie jest prawdziwe i fałszywe traci swój sens.
Escher
Gdyby Dionizy znał
pracę Tarskiego o semantycznej teorii prawdy (1), wówczas każdą
swoją myśl ująłby w dwóch różnych zdaniach.
Na przykład:
1- Bóg nie jest
wyobrażeniem.
2- Jest prawdą, że
"Bóg nie jest wyobrażeniem".
Pierwsze zdanie
powstało na poziomie przedmiotowym i stwierdza pewien fakt.
Natomiast zdanie
drugie nic nie mówi o Bogu, jest tylko oceną zdania pierwszego a więc należy do metajęzyka.
3- I na końcu warunek
prawdy: zdanie drugie jest prawdziwe tylko wtedy, jeśli
prawdziwe jest pierwsze zdanie przedmiotowe.
Mieszanie tych
poziomów uniemożliwia porozumienie, bo jak pokazałem powyżej na
przykładzie zapętlenia, takie zdania tracą swój sens.
Trzecie zdanie,
ponieważ orzeka o zdaniu drugim, należy już do meta-meta języka.
A na którym poziomie
znalazłoby się zdanie powyższe?
(1)
WIĘCEJ: Alfred Tarski, Prawda i dowód. Studia filozoficzne
1984, nr 2.
PS
Warto przypomnieć, że
językiem podstawowym dla ludzi wierzących nie są filozoficzne
rozważania,
tylko modlitwa.
"...pełny rozwój
osobowości ludzkiej polega na jej zatraceniu się w osobowości
Boga".
- R. Garrigou - Lagrange
TRZY SPOSOBY
MÓWIENIA
O Bogu można mówić na
trzy różne sposoby: metaforycznie, teoretycznie lub w sposób
negatywny.

Gdy mówimy, że Bóg
jest naszym ojcem,
to wychodząc od tego, co dobrze znamy,
przenosimy cechy rodzica na Stwórcę.
Tylko w dzieciństwie
wyobrażamy Go sobie jako człowieka,
później zostają niektóre
atrybuty ojca
takie jak na przykład w przypowieści
o Synu
Marnotrawnym,
bezwarunkowa akceptacja swojego
dziecka.
Rembrandt
Ciało natomiast
zostaje zastąpione przez abstrakcyjne teorie filozoficzne.
Kiedyś podstawą była
tu wywodząca się od Arystotelesa, filozofia tomistyczna.
Trzeci sposób
mówienia oparty jest na założeniu, że ludzki język fałszuje
prawdę o Bogu i dlatego trzeba zaprzeczać wszystkiemu, co można
o Nim powiedzieć.
Pseudo-Dionizy
Areopagita - VI w - w swojej "Teologii mistycznej" pisze: "Bóg
nie jest ani duszą, ani intelektem, ani wyobrażeniem, ani
mniemaniem, ani rozumem, ani pojmowaniem, ani słowem.... ani
synostwem, ani ojcostwem, ani niczym innym, co jest nam znane.."
Opuściłem tu
kilkanaście podobnych zaprzeczeń, które podkreślają, że prawda o
Bogu jest niewysłowiona.
Po co więc mówić,
skoro trzeba zaprzeczać wszystkiemu, co można powiedzieć?
Uzasadnienie podaje
Damazjos - VI w - pisząc, że "w każdym z nas jest jakiś element
niewysłowienia". A więc skoro wiemy, że pewnych doświadczeń nie
da się ująć w słowa, więc rozumiemy, co znaczy, że Bóg jest
Tajemnicą.
CD wyżej.
WIĘCEJ:
Bartosz Brożek, Marzenie Leibniza. Rzecz o języku religii. 2016
26 GRUDNIA
/ LISTOPAD
/
KONTAKT
PIĘĆ LAT TEMU ZMARŁ STANISŁAW BARAŃCZAK
Jeżeli porcelana, to wyłącznie taka,
której nie żal pod butem tragarza lub gąsienicą czołgu;
jeżeli fotel, to niezbyt wygodny, tak aby
nie było przykro podnieść się i odejść;
jeżeli odzież, to tyle, ile można unieść w walizce,
jeżeli książki, to te, które można unieść w pamięci,
jeżeli plany, to takie, by można o nich zapomnieć,
kiedy nadejdzie czas następnej przeprowadzki
na inną ulicę, kontynent, etap dziejowy
lub świat:
 |
kto ci powiedział,
że wolno ci się przyzwyczajać?
kto ci powiedział, że cokolwiek jest na zawsze?
czy nikt ci nie powiedział, że nie będziesz nigdy
w świecie
czuł się jak u siebie w domu? |
24 grudnia
R
WIĘCEJ:
wszystkie życzenia świąteczne od roku 2009
OLGA TOKARCZUK - NOBEL
2019

Widocznie brakowało mi
jakiegoś genu, który sprawia, że gdy tylko przystanie się na dłużej w
jakimś miejscu, zaraz zapuszcza się korzenie. Wiele razy próbowałam, ale
moje korzenie zawsze były płytkie i wywracał mnie byle jaki podmuch
wiatru...
Moja energia bierze się z
ruchu - z trzęsienia autobusów, z warkotu samolotów, z kołysania promów
i pociągów.
Jestem poręczna, nieduża i
dobrze spakowana. Mam mały żołądek, niewymagający, mocne płuca, zwarty
brzuch i silne mięśnie ramion. Nie biorę żadnych leków, nie noszę
okularów, nie używam hormonów. Strzygę włosy maszynką, raz na trzy
miesiące, prawie nie stosuję kosmetyków. Mam zdrowe zęby, może niezbyt
równe, ale całe, tylko jedną starą plombę, bodaj w dolnej lewej szóstce.
Wątrobę mam w normie. Trzustkę - w normie. Nerkę prawą i lewą w
wyśmienitym stanie. Moja aorta brzuszna jest w normie. Pęcherz moczowy -
prawidłowy. Hemoglobina - 12,7. Leukocyty - 4,5. Hematokryt - 41,6.
Płytki krwi - 228... i tak dalej. Moje IQ - jeśli się w to wierzy - 121;
wystarczy.
Olga Tokarczuk,
Bieguni 2007
4 - STAŁO STADŁO
W STAJNI...
Zob. niżej 1-JAK W RODZINIE
2-GENDERLEKTY 3-PIRAMIDY
Gdybym porównał moją wiedzę
na temat różnych języków i kultur a potem narysował wykres, to najwyższy
słupek, powiedzmy 10 centymetrów, przypadłby angloamerykańskiej.
Następnie 7 cm zajęłaby
Skandynawia gdzie mieszkałem przez 32 lata. Po 5 cm dałbym francuskiej,
włoskiej, niemieckiej i rosyjskiej.
A ile zajęłaby kultura, o
której czytałem w książkach historycznych, odwiedzałem jej zabytki,
pracowałem z nauczycielami tego języka i prawie codziennie czytam o niej
w wiadomościach?
Chodzi o świat arabski.
Słupek mojej wiedzy na ten
temat, proporcjonalny do poprzednich o ile w ogóle byłby widoczny, to
wznosiłby się na wysokość (raczej nizinę) ułamka milimetra.
Czytam esej o języku arabskim
i nie mogę uwierzyć, że nic nie wiem o niezwykłym sposobie w jaki
powstają w nim nowe słowa. Niejednokrotnie pisałem tu o ciekawych
przypadkach etymologii naszego języka np. że razem z moimi licealistami
znaleźliśmy ponad 70 wyrazów pochodzących od słowa "stać". Do rdzenia
STA/STO dodawaliśmy różne przy- lub przedrostki i tak powstawały nowe
wyrazy - jeden z nich jest także w tym zdaniu.
ALFABET
ARABSKI

Natomiast w języku arabskim
rdzeń stanowią dwie lub trzy spółgłoski (wszystkich jest 28),
do których, lub między nie,
dodaje się samogłoski (jest ich tylko trzy: a-i-u, długie lub krótkie)
i otrzymujemy nowe słowo.
Na przykład -M-M to
rdzeń, który znaczy "iść", "prowadzić".
Jeśli poprzedzimy go
samogłoską U będzie UMM czyli "matka", a gdy zakończymy głoską A,
to UMMA oznacza "naród" (macierz), "lud", lub "światową wspólnotę
muzułmanów".
IMAM - nie
trzeba tłumaczyć.
G-R-B = zejść. ALGARB
(AL - rodzajnik określony) - zachód słońca. Dlatego zachodnią część
muzułmańskiego świata nazywamy MAGHREB. Angielski
Trafalgar Square - zachodni skwer.
H-B-B = mądrość. HABIB
- ukochany.
U-M-D = chwalić
dziekować. MUHAMMAD (Mahomet) - chwalony.
J-H-D = walczyć,
trudzić się. JIHAD - walka a MUJAHIDUN
- wojownik.
J-Z-R = odciąć. ALJAZIRA
-wyspa, Algeria, stacja TV.
K-B-R = wielki,
wspaniały. ALLAHU AKBAR - Bóg jest największy.
K-L-F = zmienić. KALIFA
- następca Mahometa.
S-L-M = być
bezpiecznym, poddać się. SALAM - pokój, ISLAM
- poddanie się Bogu, MUSLIM.
Ze słownika arabskiego
wybrałem tu kilka wyrazów, które powstały z paru spółgłosek i mogą się
nam jakoś kojarzyć. W naszym języku mamy ich więcej. Na przykład z
rodzajnikiem AL: ALchemia, ALkohol, ALgorytm, ALgebra, ALkaliczny, ALlah,
Algeria, a w formie zmienionej ELiksir, Arsenał, Azymut, Hazard,
Adobe (cegła suszona, lub IT), a także cukier, kawa, kuskus, jaśmin,
materac, szyfr, zenit, zero, itp.
WIĘCEJ: Gaston
Dorren, Babel - w dwadzieścia języków dookoła świata 2019
3 -
PIRAMIDY
Język japoński to dwa
równoległe dialekty, jeden dla kobiet a drugi dla mężczyzn, ale istnieje
kraj, w którym takich dialektów jest aż pięć. Dwa z nich różnią się od
siebie tak bardzo, jakby były obcymi językami.
Najpierw dzieci uczą się mowy
NGOKO. Można w niej wyrazić każdą myśl a słowa stylistycznie są
neutralne. Jednak nie wolno tak mówić poza domem. W miejscu publicznym
trzeba używać języka KRAMA. Tysiąc wyrazów tego pierwszego ma swoje
specjalne synonimy w drugim. Wyrażają one posuniętą do granic uległości,
uprzejmość. To tak, jakbyśmy do każdej osoby mówili: "jaśnie wielmożny
pan raczy zauważyć, co ja niegodny sługa pozwolę sobie napomknąć".
Między NGOKO a KRAMA sytuuje
się dialekt pośredni MADYA. Oprócz tego drugi i trzeci z tych poziomów
mają jeszcze dwie odmiany, WYSOKĄ i UNIŻONĄ. Pierwsza zawiera blisko
trzysta słów wywyższających zwanych honoryfikatorami, a druga
trzydzieści modestywnych, które podkreślają uniżenie mówiącego.

Piramidę Gunung Padang
budowano przez kilka tysięcy lat.
W XIV i XV wieku na wyspie
Jawa istniało potężne królestwo Majapahit z wysoko rozwiniętą kulturą,
która oddziaływała na archipelag indonezyjski i Półwysep Malajski. Po
roku 1500 wojny i masakry doprowadziły do klęski głodu i migracji. Gdy
tereny te podporządkowała sobie Holenderska Kompania, w rządzeniu
posługiwała się ludźmi z dawnych wyższych sfer. A ci upokorzeni przez
obcokrajowców, odbijali sobie to stosując wyszukane formy poniżania
gorzej sytuowanych rodaków.
Obecnie zamiast reformować
dawną mowę, większość przyjmuje język malajski, w którym nie ma KRAMY.
Jedynie 12 procent matek z klasy średniej rozmawia z dziećmi po jawajsku.
WIĘCEJ: Gaston
Dorren, Babel - w dwadzieścia języków dookoła świata 2019
2 - GENDERLEKTY
Język jak powietrze i woda
powinien być dostępny każdemu według jego potrzeb. I ze mną tak było.
Nigdy nie brakowało mi kogoś do rozmowy czy książek do czytania. Jednak
dopiero w Szwecji dowiedziałem się ile zabrała nam dyktatura ciemniaków.
Na przykład najlepsze czasopismo: "Kultura" paryska, najmądrzejszych
pisarzy: Miłosz, Gombrowicz, Herling-Grudziński, Bobkowski i piszących
prawdę historyków jak Pobóg-Malinowski.
Takie ograniczenia zawsze
kiedyś się kończą, dlatego bardziej bezwzględni dyktatorzy sięgają
głębiej i gwałcą sam język.
Najbardziej drastyczne
przykłady można znaleźć w Azji.
W Japonii kobiety i mężczyźni
mówią dwoma różnymi genderlektami. Język kobiet powinien być uprzejmy i
łagodny dlatego wybierają one wyrazy archaiczne i formy dłuższe. Pani
domu zamiast "siądźmy do kolacji" powie: "zasiądźmy do wieczerzy".
Mówiąc o sobie użyje zaimka "ja" = ATASHI podczas gdy wyraz BOKU
zarezerwowany jest dla mężczyzny. Może on też w zdaniu "to jest pająk"
opuścić "jest", czego nie wolno robić kobiecie. Będzie szczebiotać
używając przeznaczonych tylko dla niej słówek wyrażających zachwyt i
niepewność. Obie płcie różni także wymowa. Wszystko to ma stwarzać z
jednej strony wrażenie ogłady i wdzięku, z drugiej, brawury i siły.
Różnice te sięgają okresu
Heian (794-1185 - poniżej makieta stolicy Heian-kyo, dziś Kioto).

Wtedy to zakazano kobietom
używać słów chińskich, które podobnie jak u nas łacina, miały świadczyć
o wykształceniu i wiedzy. Zgodnie z normą konfucjańską, paniom wolno
było mamrotać cicho pod nosem nie kończąc zdań, ponieważ "kobieta
odzywająca się bez pozwolenia, może zniszczyć porządek rodziny i
społeczeństwa". Prowadziło to do powstania specyficznych genderlektów,
"mowy dam dworu" a w czasach nam bliższych, "mowy uczennic".
Obecnie normy te nieco się
rozluźniły, ale w księgarniach internetowych można znaleźć ponad
siedemdziesiąt podręczników dobrych manier a w nich takie rady: kobieta
może przydać sobie powabu posługując się językiem swojej płci, wtedy
będzie postrzegana jako elegancka, mądra, piękna, szczęśliwa i kochana.
WIĘCEJ: Gaston
Dorren, Babel - w dwadzieścia języków dookoła świata 2019
1 -
JAK W RODZINIE
Niedawno pisałem jak
Szwedzi
zaczęli mówić do siebie per "ty" (sierpień 2019).
Tymczasem w niektórych językach
azjatyckich zaimki osobowe "ja" i "ty" mają kilka różnych form.

Wietnamczycy zwracają się do
siebie tak, jakby wszyscy byli jedną wielką rodziną, a wybór zaimka
zależy od płci, statusu drugiej osoby, a przede wszystkim od różnicy
wieku. Jeśli jest ona zbyt duża, to mówią: ciociu - CHAU, lub wujku - BAC, siostrzenico, bratanku, czy
wnuczko. Równolatki są dla siebie "bratem" i "siostrą", ewentualnie z
dodatkiem "starszy"/"starsza". Nawet najbardziej neutralna
forma TOI używana jest tylko przez przyjaciół, inaczej mogłaby być odebrana jako wywyższanie
się.
Ponieważ to samo słowo znaczy
zarówno "ja" jak i "ty", więc jego konkretne
znaczenie zależy od kontekstu.
Tak więc zanim się
coś powie, najpierw trzeba dokładnie ustalić z kim ma się do czynienia.
Doświadczyłem tego
na pielgrzymce z Warszawy do Częstochowy, gdzie wszyscy mówią do siebie
"siostro" lub "bracie". Nie wiedziałem o tym i gdy pierwszy poznany pielgrzym
powiedział:
- to ja odwiedzę brata w
Szwecji - zapytałem go, w którym mieście mieszka jego brat?
WIĘCEJ: Gaston Dorren, Babel
- w dwadzieścia języków dookoła świata 2019
WIĘCEJ:
Pielgrzymka Warszawska
18 LISTOPADA / PAŹDZIERNIK
/
KONTAKT
Z BALKONU

ZAWSZE NAS BILI - 2 -
początek zob. niżej
W latach 20. XIX wieku
kurator oświaty okręgu wileńskiego Adam Jerzy Czartoryski wprowadził
zakaz stosowania kar cielesnych. Nie był on jednak przestrzegany a w
elementarzach zaboru rosyjskiego drukowano nawet "Kolędę dla dziatek"
przypominającą uczniom, że
"rószczka popędza rozumu do
głowy,
uczy paciorka, a broni złej
mowy".

Kantor Umarła klasa
W okresie międzywojennym
obowiązywały przepisy byłych państw zaborczych. Gdy polski minister w r.
1921 wydał zakaz kar cielesnych na terenie zaboru pruskiego, Sąd
Najwyższy z przyczyn formalnych odmówił temu rozporządzeniu mocy prawa.
Zdarzały się jednak sporadyczne przypadki stawiania przed sądem zbyt
brutalnych nauczycieli. W r. 1938 SN uznał za winnego nauczyciela, który
szarpał uczennicę i kilka razy uderzył ja rózgą ponieważ "naruszył
nietykalność cielesną osoby, bez względu na pobudki jakimi się
kierował". W tym samym roku wszedł w życie "Regulamin szkolny
nauczania...", w którym kary cielesne uznano za niedopuszczalne.
Pojawiły się propozycje, by zakaz ten był trzymany w tajemnicy przed
uczniami, ponieważ "poczują się bezkarni i przestaną się uczyć".
Po II wojnie światowej tylko
rodzice mieli prawo fizycznie karać dzieci. Ale w mojej szkole za
pomyłkę przy tabliczce mnożenia bito nas linijką po dłoni a za
niewłaściwe zachowanie kładziono na ławce i odliczano 10 bardzo
bolesnych razów drewnianym piórnikiem. Jeszcze w latach 90. aż 80%
nauczycieli akceptowało kary cielesne a dwadzieścia lat później 14%
uczniów doświadczyło przemocy ze strony pracowników szkoły.
W końcu, po kilku
tysiącleciach znęcania się nad dziećmi, kary fizyczne są zabronione w
całej Europie.
W praktyce jednak według
badań z roku 2017 w Polsce:
55% rodziców zdarzyło się
"dać klapsa",
16% sprawić dziecku lanie,
10% bić pasem,
3% spoliczkować.
Tylko 39% rodziców
odpowiedziało, że dziecko nigdy nie zasługuje, aby "dostać w skórę".
WIĘCEJ: Anna
Golus, Dzieciństwo w cieniu rózgi. Historia i oblicza przemocy wobec
dzieci.
ZAWSZE NAS BILI - 1
W starożytnym Egipcie
mówiono: "chłopiec ma uszy na grzbiecie, słyszy więc doskonale, gdy się
go bije". W Chinach oprócz bicia, zmuszano uczniów do klęczenia na
kamieniach, pod którymi paliło się kadzidło na cześć Konfucjusza. W
Starym Testamencie czytamy, że "rózga i karcenie udziela mądrości" Prz.
29,15. W antycznym Rzymie gdy nauczyciel zaczynał pracę, dostawał rózgę.
Średniowieczne szkoły były "katownią młodzieży".
W epoce renesansu zakazano
bicia po twarzy i głowie oraz spowodowania "szkody na ciele i zdrowiu".
W szkołach jezuickich w XVI
wieku karę w imieniu nauczyciela wykonywał opłacany "korektor".
Częste zakazy świadczą o tym,
że w praktyce nie brakowało pedagogów, których reformator szkolnictwa
Szymon Konarski nazwał "dzierżykijami, katami i rzeźnikami".
Jędrzej Kitowicz dokładnie
opisuje wszelkie przewinienia oraz "instrumenta kary". Popularna była
"dyscyplina, pospolicie rzemienna, u surowszych zaś nauczycielów z
sznurków nicianych tęgo spleciona, siedym lub dziewięć odnóg mająca,
którą to rózgą bito w tył obnażony, uderzając najmniej trzy razy, a
najwięcej piętnaście, według przewinienia".

"na sporszych chłopczaków
używano kańczuga. Był to rzemień twardy, innym tęgo opleciony, na
trzonku drewnianym osadzony, jak cepy chłopskie składany".
Jędrzej
Kitowicz, Opis obyczajów za panowania Augusta III
W Oświeceniu pojawiła się
krytyka szkolnictwa opartego na chłoście.
W "Ustawach Komisyi Edukacyi
Narodowej dla stanu akademickiego i na szkoły" z 1783 roku zapisano, że
nauczyciel "kary nie na przykrościach na ciele zakładać będzie", ale w
rozdziale "Sąd. Kary. Nagrody. wymieniono wiele przewin takich jak
potwarz, rzucanie kamieniami, kradzież, rozpusta, pijaństwo,
zelżenie nauczyciela, lub jawne nieposłuszeństwo, za które karano
"plagami" czyli biciem. Wspomniano natomiast, że "nauczyciel z iak
naywiększą roztropnością i łagodnością postępować powinien z ubogiemi
uczniami, szanuiąc w nich bliźniego, szanuiąc ich stan".
WIĘCEJ: Anna
Golus, Dzieciństwo w cieniu rózgi. Historia i oblicza przemocy wobec
dzieci.
CD wyżej.
BARANEK BOŻY
Zapytałem kogoś, kto
dobrze zna Biblię, dlaczego mówimy: Baranku
Boży, który GŁADZISZ grzechy
świata...skoro po szwedzku jest:: Baranek Boży, który ZABIERA (tar
bort) grzechy świata?

...zacznę od łaciny: "Agnus Dei,
qui tollis...", tollo = podnosić, usunąć, oddalić.
W wersji greckiej to "airon" -
czyli imiesłów czynny = oddalający, zabierający.
W Ewangelii wg św. Jana w
wersji ang. mamy: "takes away" = zabiera, odbiera.
Problem jednak w tym, że Jan
Chrzciciel powiedział to po aramejsku.
Sądzę że "gładzić'
jest skróconą formą od "zgładzić", a to z kolei oznacza
"zabić, unicestwić".
O ile pamiętam,
w Biblii jest "zgładził ostrzem miecza".
ZNÓW JA:
...to znaczenie
jest wojownicze, dalekie od ducha Ewangelii i od
przekładów w innych językach.
Może "gładzisz"
użyto jako "WYRÓWNUJESZ", skoro "grzech" wywodzi się z
prasłowiańskiego: "krzywizna", "odchylenie"? Potwierdzałby
to cytat z Izajasza, którego używał Jan Chrzciciel:
PROSTUJCIE
ścieżki dla Niego!
Każda dolina
niech będzie WYPEŁNIONA,
każda góra i
pagórek ZRÓWNANE,
drogi kręte
niech się staną PROSTYMI,
a wyboiste
drogami GŁADKIMI!
Łk 3,4
"Prawdziwy Bóg jest zwierzęciem. Jest w
zwierzętach tak blisko, że aż go nie dostrzegamy. Codziennie się za nas
poświęca, wielokrotnie umiera, karmi nas swoim ciałem, odziewa nas w
swoją skórę, pozwala na sobie testować lekarstwa, żebyśmy mogli żyć
dłużej i lepiej. Tak okazuje nam przywiązanie, obdarza nas przyjaźnią i
miłością...
- Dowód znajduje się w Gandawie.
- Każdy go może zobaczyć - powiedziała
Aleksandra. - W środku miasta stoi katedra a tam, w ołtarzu jest wielki
piękny obraz... "Adoracja Baranka".
Olga Tokarczuk, Bieguni 2007

Jan van Eyck,
Adoracja Baranka 1425-1429
19 PAŹDZIERNIKA
/ WRZESIEŃ
/
KONTAKT
U SĄSIADÓW

NASZ DĄB

drzewa
SĄSIADKA NA OBIEDZIE

Stałym gościem mojej siostry
jest Fela, jamnik sąsiadów. Już pierwszego dnia była z nami całe
popołudnie. Potem pomagała
przy sadzeniu drzewek. Zawsze przynosi mi kamyk, bo wie, że
mogę się tak bawić z nią bez końca. Dla niej, być może, to ciągle
jeszcze jest praca. Albo jedno i drugie.
Teraz przybiega tylko czasem
zaproszona na
obiad.
Wczoraj jadła sos z resztkami
mięsa, a ja stałem obok z aparatem. Nagle przerwała ucztę i zaczęła
szukać kamyka. Gdy go przyniosła, rzuciłem na drogę, a ona szybko
znalazła i położyła przede mną. Po trzech razach jednak znów wróciła do
miseczki z jedzeniem. Gdy skończyła, siostra stanowczym głosem
rozkazała:
- Fela, wracaj do domu!
I jamniczka natychmiast
posłusznie podreptała na swoje podwórko.
CZŁOWIEK, KTÓRY WYMYŚLIŁ
INTERNET - 3 - początek zob. niżej.
W roku 1966 Anglik Donald
Davies wygłosił odczyt o ogólnobrytyjskiej sieci komputerowej. Po
wykładzie od obecnego na sali przedstawiciela ministerstwa obrony
usłyszał, że już kilka lat wcześniej na ten sam pomysł wpadł pewien
Amerykanin. W Wielkiej Brytanii telekomunikacja nie była firmą prywatną
i dlatego bez problemu zaakceptowano ten projekt, który został
zrealizowany jako Mark II.
Tymczasem prezydent USA
Eisenhower w reakcji na wystrzelenie Sputnika, powołał Agencję
Zaawansowanych Projektów Badawczych ARPA. Dyskutowano w niej o sieci
komputerowej a młody, ekscentryczny naukowiec Larry Roberts za pomocą
linii telegraficznej połączył dwa komputery na krańcach kraju, w
Massachusetts i Santa Monica. Dlatego to później jemu zlecono budowę
sieci ogólnokrajowej. Aby uniknąć przeciążenia poszczególnych
komputerów, planowano je połączyć ze sobą nie pojedynczo każdy z każdym,
tylko z całą siecią naraz. Nazwano ją ARPANET. I znów, gdy Roberts
zapoznał się z pracami Paula Barana, "zrozumiał jak mają wędrować
pakiety" i zaprosił go do współpracy.
Był rok 1969. Cztery uczelnie
na zachodzie kraju zostały wyposażone w tanie, proste komputery. W
Stanford i w UCLA przez miesiąc integrowano je z uczelnianymi systemami.
29 października o godzinie 22.30 podjęto próbę połączenia. Student w
Uniwersytecie Kalifornijskim nacisnął literę "L". Przez telefon
sprawdzono, że do Stanfordu dotarło 1-1-4, czyli kod tej litery.
Następnie powtórzono to samo z literą "O". Przy trzeciej próbie komputer
w Stanford się zawiesił. Przez godzinę go resetowano i w końcu udało się
przesłać cały wyraz LOGIN, czyli zalogować się. Siedząc w Los Angeles,
można było pracować na komputerze w Stanford. W następnym miesiącu
pojawił się nowy węzeł w Santa Barbara, potem w Utah i w uczelniach ze
Wschodniego Wybrzeża.

A po iluś tam latach
dołączyliśmy ty i ja.
CZŁOWIEK, KTÓRY WYMYŚLIŁ
INTERNET - 2
Gdy Paul Baran przedstawił
swój projekt internetu, nie było jeszcze żadnych sieci komputerowych.
Komputery były tak drogie, że
nawet bogate instytucje nie kupowały ich na własność. Nie było systemów
operacyjnych więc gdy General Electric kupiła UNIVAC to tylko po to, by
na nim prowadzić rachunki płac. Biedniejsi musieli zaabonować używanie
komputera w wyznaczonych godzinach i przyjść z własnym oprogramowaniem w
postaci kart perforowanych (później, z taśmą magnetyczną). Przesyłanie
wiadomości przy pomocy tak drogich urządzeń, wydawało się absurdalnym
marnotrawstwem. To samo przecież robiono już przez telefony, radio i
dalekopisy.
komputer UNIVAC
Stworzeniem bezpiecznego
przekazu informacji byli jednak bardzo zainteresowani wojskowi. Także
RAND Corporation, w której pracował autor, nie miała nic przeciwko
pracom nad tym projektem. Najtrudniej było przekonać firmę
telekomunikacyjną. Od kadry kierowniczej usłyszał, że "to nie ma prawa
działać". Zafundowano mu nawet kilkutygodniowe seminarium o łączności,
na którym wykładało dziewięćdziesięciu czterech specjalistów, jak ich
opisał Baran, "ludzi analogowych". W końcu sam prezes podał argument
ostateczny: "Niech mnie kule biją, jeśli pozwolę na stworzenie sieci
konkurującej z naszą".
W 1965 roku zapadła decyzja,
by rozproszonej sieci łączności nie budować.
A jednak jest i prawie
wszyscy z niej dziś korzystamy. CD wyżej.
CZŁOWIEK, KTÓRY WYMYŚLIŁ
INTERNET - 1
Dokładnie 20 lat temu
napisałem tekst pełen zachwytu nad możliwościami jakie w nauczaniu
szkolnym daje internet:
HIPERTEKST W SZKOLE
"Polszczyzna
Nowa" 1999 nr 4.
Przeczytałem kilka książek
związanych z jego powstaniem. W żadnej z nich nie znalazłem tak
gruntownej historii jak w "Człowieku, który wynalazł internet". Wojciech
Orliński udowadnia w niej, że tytuł ten należy się Paulowi Baranowi,
który urodził się w Białymstoku.
W roku 1928 jego rodzice
wyemigrowali do Stanów Zjednoczonych, tam został inżynierem i pracował
przy wielu projektach doskonalących amerykański system rakietowy. Gdy do
napędu zamiast paliwa płynnego, zastosowano stałe, którego nie trzeba
tankować, czas potrzebny do odpalenia rakiety skrócił się z kilku
godzin, do zaledwie piętnastu minut. Możliwe stało się wystrzelenie
bomby atomowej nawet przez pomyłkę i nie było żadnego sposobu, by
odwołać atak. Wystarczyło też w jednym miejscu zniszczyć połączenia
telefoniczne czy radiowe, by uniemożliwić komunikację między centrami
dowodzenia w kraju.
Wtedy to Paul Baran zamiast
doskonalić broń mającą służyć na wojnie, zaczął szukać sposobu jak temu
kataklizmowi zapobiec. Wyszedł od pomysłu znanego mi z językoznawstwa,
czyli redundancji. Polega ona na dodatkowym przesyłaniu informacji po
to, by jeśli umknie naszej uwadze pierwszy sygnał, to dotrze ten drugi
nadmiarowy. Najczęstszymi przykładami są tu gramatyczne powtórzenia
końcówek rodzaju i liczby. Używamy też wielu utartych zwrotów takich
jak: "straszne nieszczęście", "cofnąć się do tyłu", "miesiąc
październik", które logicznie są "masłem maślanym".

Na zdjęciu z jego wykładu
widzimy schematy trzech rodzajów przesyłania informacji:
1- scentralizowany (radio)
2- zdecentralizowany
(telefonia komórkowa)
3- rozproszony (internet)
Wystarczy, by z każdego węzła
sieci wychodziło pięć połączeń i jest ona praktycznie niezniszczalna.
Aby jednak informacja na pewno dotarła do celu, należy ją podzielić na
pakiety (komutacja) po 28 znaków (jedno zdanie), które same będą krążyć
w sieci szukając sobie dostępnej drogi do odbiorcy. Bloki te powinny
mieć numery kolejności w jakiej na miejscu złożą się w "jedną całość"
(redundancja!) a także liczbę węzłów, które musiały pokonać, miało to
wykluczyć błędne "krążenie w kółko" (redundancja!) po tych samych
punktach.
Paul Baran opracował
wszystkie techniczne szczegóły swojego projektu, została mu tylko
realizacja.
CD wyżej.
JESIENNY GOŚĆ

"...życie, jakim jesteśmy,
jest przez nas określone w
pewien sposób raz na zawsze
przez każdy moment naszego
istnienia.
Ten moment przeminął -
powiadamy.
Cóż z tego? On przeminął, ale
to, żeśmy przeżyli go w pewien sposób,
nie przeminie już nigdy."
Stanisław
Brzozowski, "John Henry Newman" 1915
PONAD PODZIAŁAMI
W Szwecji przez
4 lata pracowałem w szpitalu na oddziale dializy. Polski szpital znam
tylko jako pacjent. Różnice są tak duże, że jakiekolwiek porównania nie
mają sensu. Nie wszystkie byłyby na korzyść Szwedów.
Wczoraj
wysłuchałem rozmowy z Dorotą Gałczyńską-Zych, dyrektorką największego
szpitala w Warszawie. Sytuacja w lecznictwie jest zła i będzie coraz
gorzej.
Wymieniła kilka
przyczyn obiektywnych:
- starzejący się
personel - średnia wieku 55 lat,
- zaledwie 2,8
lekarza na 1000 mieszkańców, najmniej w UE,
- wydatki na
zdrowie 4,8 % PKB, gdy WHO zaleca 6%.

Europejski
Indeks Zdrowia EHCI. Polska na 31 miejscu wśród 57 krajów.
Gorzej niż w
Albanii.
Następnie
wytknęła nasze niedbalstwo, albo cwaniactwo:
- 80 % pacjentów
nie powinno lądować na Oddziałach Ratunkowych - SOR,
- 40% zapisanych
na wizytę u lekarza, nie przychodzi,
- NFZ nie płaci
za jakość opieki, tylko za ilość przyjmowanych pacjentów,
- w ciągu roku
wydano 300 aktów prawnych i lekarz przez połowę czasu musi zajmować się
papierologią.
Pani doktor
podała kilka sposobów naprawy.
Najpierw te,
które z przyczyn politycznych są nierealne:
- wprowadzić
symboliczną opłatę za wizytę u lekarza, bo tego co za darmo, nie cenimy.
(w Szwecji za każdy ustalony czas w przychodni, płaciłem ponad 100
Koron).
- zlikwidować
monopol NFZ ponieważ powinna być jakaś możliwość wyboru.
Na koniec, co
zmieniłaby jako minister zdrowia?
1-
zlikwidowałaby 30% niewykorzystanych łóżek w szpitalach.
2- wzmocniła
opiekę przedszpitalną, bo chory nie wie dokąd ma się udać.
3- wzmocniłaby
opiekę poszpitalną, ponieważ samotni starsi ludzie nie radzą sobie nawet
z zażywaniem lekarstw.
Naprawa
tragicznej sytuacji w służbie zdrowia jest prosta i oczywista a jednak
od wielu lat niemożliwa. Dlaczego? Bo wymagałaby ponadpartyjnej zgody.
Gdyby tylko
jedna z partii samodzielnie zaproponowała nawet tę symboliczną
odpłatność, przeciwnicy zakrzyczeliby ją, wołając o niesprawiedliwości.
A likwidacja łóżek, to w praktyce zamknięcie niektórych szpitali, czyli
dłuższy o 10 km dojazd i wyobraźmy sobie, że chory, nawet z innej
przyczyny, umarłby w drodze.
Jak bardzo
jeszcze musi być źle, ilu ludzi jeszcze musi umrzeć, by ci, którzy mogą
temu zaradzić, usiedli razem i zgodzili się na którąkolwiek z tych
zmian?
Samo dosypywanie
pieniędzy, które obiecują nam przed wyborami, nic tu nie da.
2
WRZEŚNIA
SŁOŃCE + BAKTERIE = OKO

Energię słoneczną jako
pierwsze wykorzystały cyjanobakterie. Posiadały chlorofil więc możliwa
była fotosynteza. Taki był początek świata roślin i...oka!?.
Produktem tej fotosyntezy
była opsyna, cząsteczka niezbędna do powstania wrażliwego na światło
barwnika, który po związaniu się z siatkówką utworzył światłoczułą
plamkę. Mogła ona rozpoznawać światło lub jego brak.

Potem okazało
się,
że gdy plamka ta
ma kształt kubka,
to może także
ustalić kierunek
padania promieni
słonecznych.
Do dziś ten
kształt oka zachowały
skałoczepy
- mięczaki,
które zębami
przywierają do kamieni.
Z czasem to pra-oko
zaczęło się
zamykać
a fale
elektromagnetyczne
wpadały przez
powstały
w ten sposób
otwór.
Tak się dzieje u
morskich głowonogów,
łodzików.
Przełomowym momentem w
ewolucji widzenia świata było wykorzystanie soczewki. Pozwala ona na
koncentrację wielkiego obrazu w mały oraz przez zmianę kształtu albo
odległości od siatkówki, wyostrza jego zarysy (akomodacja). Różne
organizmy użyły odmiennych związków do budowy soczewki.
Następnie pozostało już tylko
ulepszanie zasadniczej konstrukcji przez rogówkę, mięśnie, powieki czy
rzęsy.
Odmienną od kręgowców
budowę oka
znajdujemy u
owadów,
u których
światłoczuła
plamka się
uwypukliła
i przez
duplikację genów
powstały
skupiska
mikroskopijnych
oczek.
Ważka ma
ich aż 30 tysięcy.
Fotoreceptory w siatkówce oka
są wyspecjalizowane; czopki (6 milionów) umożliwiają rozpoznanie
kształtów, barw i zapewniają ostrość a pręciki (ponad 100 milionów)
odpowiadają za kontury przedmiotów oraz widzenie o zmierzchu.
Potrafimy odróżnić 160
kolorów i 600 tysięcy odcieni!
Oko jest tylko receptorem fal
elektromagnetycznych, które na siatkówce tworzą pomniejszone obrazy do
góry nogami. Ich energia świetlna jest przekształcana w impulsy nerwowe,
te są przesyłane do mózgu i dopiero tam ostatecznie widzimy.
|
ZA OKNEM

CZWARTEK 4
CZERWCA 2009
tak pisałem:
"Od rana pada deszcz.
Chwilami mży i wtedy szyba, pokryta tysiącami kropelek, przypomina
kryształ. Niektóre krople klucząc między tymi, co już nieruchome,
osuwają się w dół i jakby się ścierały stają się coraz mniejsze, aż
w końcu zatrzymują się i one. Tylko te największe prują prosto i
zbierając po drodze inne, giną u dołu okiennej ramy.
Poi si torno all'eterna
fontana - Potem się wraca do wiecznego źródła. C.
S. Lewis, Smutek.
Widziałem podobną instalację w Bunkrze
Sztuki. Na wystawie były dzieła korzystające ze zjawiska chaosu,
tzn. procesów niemożliwych do przewidzenia. Każdy ślad spadającej
kropli jest inny, ponieważ ciągłe najmniejsze, nawet niewidoczne
zmiany, wpływają (dosłownie) na ich ruch".
Potem skojarzyłem to z naszą sytuacją w zmaganiach z oszustami, z
którymi przez 6 lat
walczyliśmy o nasze mieszkania.
Powyższy GIF nie jest dokładną
ilustracją tamtego opisu ponieważ co sekundę się powtarza a więc
spadanie kropel można przewidzieć. Jest też dość ciemny a wtedy
świeciło słońce i krople naprawdę były podobne do kryształów.
Fotografowałem z ręki, dlatego w
ruchach aksamitek widać jak oddycham.
PORZUCONA
|
 |
Siedziała przy ogródku działkowym nad Wilgą. Gdy się
zatrzymałem, by jej zrobić zdjęcie, rozciągnęła się i kilka razy
obróciła z boku na bok a potem podeszła do mnie.
Z
bliska wyglądała okropnie. Chuda, sierść wyliniała, ale
najbardziej przejmujące było jej miauczenie. Słabe, skrzekliwe,
bez żadnego wyrazu i zupełnie monotonne.
Nie
patrzyła na mnie i nie podchodziła bliżej jakby wiedziała, że
jej nie przygarnę, ale jeszcze gdzieś głęboko miała zapisaną
pamięć, że do człowieka można się zbliżyć.
Z
naprzeciwka wyszła dziewczyna z dużym psem. Przywołała go do
siebie i przypięła na smycz.
- To
przed kotem? spytałem.
-
Tak, odpowiedziała, on lubi ścigać koty.
|
Z BALKONU -
słonko na dachu
Godzina 5.40
rano na zachodzie
|
25 MAJA
/
KWIECIEŃ
/
BLOG 2009-2016
/
KONTAKT
CÓRKA TRANSTRöMERA
Kiedyś, dawno temu przetłumaczyłem
20 wierszy
Tomasa Tranströmera,
Wczoraj byłem na filmie o nim.
Ponieważ doznał urazu mózgu, przez ostatnie lata życia nie mógł mówić.
Na pytania odpowiadała jego żona a on tylko zaprzeczał lub potwierdzał
czy to właśnie chciałby powiedzieć.
Pytano go o wieloletnią pracę psychologa w zakładzie karnym.
- Czy kontakty z psychopatami wpłynęły na jego widzenie świata? Nie
potwierdził.
- Mając tak wyczerpującą pracę i rodzinę, kiedy znajdował czas i miejsce
by pisać? W każdej wolnej chwili notował pomysły wierszy na kartkach
papieru a później łączył je w jedną całość.
Zamierzał być muzykiem i gra na fortepianie zawsze była dla niego ważna.
Muzyka jest tematem wierszy "C-dur", "Allegro" czy poematu "Gondola
żałobna".
Gdy stracił władzę w prawej dłoni, znajomi kompozytorzy pisali dla niego
utwory tylko na lewą rękę.
Dawniej z żoną wiele podróżowali do miejsc, których nikt nie odwiedza.
Na filmie pokazano jak wspierany przez nią z trudem chodzi po lesie.
W pomieszczeniu gdzie miał być wyświetlony ten film, młoda kobieta
siedząca obok ostrzegła mnie, że będzie tłumaczyć tekst na język
angielski więc może przeszkadzać. Gdy dowiedziała się, że mieszkałem w
Szwecji i przekładałem Tranströmera,
zaczęła mnie namawiać bym porozmawiał z jej sąsiadką, bo będzie to córka
poety. Nie chciałem jej przeszkadzać, ale widziałem jak co chwilę ociera
łzy.
Potem poszliśmy do dużej sali na koncert i znów zobaczyłem córkę Tranströmera.
Siedziała samotnie obok pod ścianą. Podszedłem, opowiedziałem o sobie i,
nie wiem dlaczego, dotykając jej twarzy, otarłem łzę.
poeta z żoną i z córkami

KWIECIEŃ I CISZA
Wiosna leży odłogiem
Aksamitnie mroczny rów
pełznie przy moim boku
nie odbijając żadnego obrazu.
Jedynie żółte kwiaty
świecą.

Jestem niesiony w swoim cieniu
jak skrzypce
w czarnym futerale
A to jedyne co chcę powiedzieć
lśni poza zasięgiem
jak srebro
w lombardzie.
Tomas Tranströmer
"Pięknoduchy sądzą, że poezja
rodzi się wtedy, gdy w codziennych zjawiskach poeta dostrzeże coś
więcej, wizję.
To podejście sentymentalne,
platoniczne.
Poezja rodzi się wtedy, gdy
poeta z siłą wizjonerskiego talentu ujrzy
w zjawiskach rzeczywistość".
Sandor Marai, Dziennik IV s. 359
|