|
================================================
POKAŻ IM ZAJĄCZKA

Dawniej życie toczyło się lokalnie a całość była niewidoczna. Na tej
podstawie Adam Smith oparł swoje analizy ekonomiczne o "niewidzialnej ręce".
Każdy kto dba o "swoje własne bezpieczeństwo, o własny zysk jest prowadzony
przez NIEWIDZIALNĄ RĘKĘ". Ona zaś nagradza te działania. Pojedynczy
człowiek nie wie jak to się dzieje, ponieważ całość jest zbyt złożona dla
ludzkiego umysłu i pozostaje tajemnicą. Ogólny wzór jest niewidoczny i
dlatego jednostka na swoim podwórku może działać w sposób wolny. Ignorancja
jest więc warunkiem wolności.
Tak było dawniej. Dziś, dzięki Internetowi, komputerom i sztucznej
inteligencji można zebrać i uporządkować nieskończenie większą liczbę danych
o relacjach między ludźmi. i można je wykorzystać do przewidywania i
sterowania zachowaniem ogromnych populacji. "Próbujemy zmapować wszystkie
rzeczy na świecie i ich wzajemne powiązania" - FB. Jak się ta wiedza ma do
wolności?
Zuckerberga i jemu podobnych do niedawna nikt nie ograniczał. Nie było nawet
języka, by opisać to, co oni robią i do czego zmierzają. Takiej władzy nie
miał dotychczas żaden człowiek na Ziemi. Jeden z jego pracowników, który
zaczynał od badania populacji bobrów, całkowite panowanie nad ich
zachowaniem porównał do spojrzenia samego Boga.
Nagrodę Nobla (Abla) w matematyce dostał Avi Wigderson, który opisuje jak w
próbie orzeł czy reszka, z pomocą komputera można przewidzieć każdy następny
wynik rzutu monetą. Dla sędziego przed meczem piłkarskim w dalszym
ciągu wynik ten będzie przypadkowy, choć teoretycznie już takim nie jest.
Przypadkowość jest więc miarą naszej ignorancji. Ja wiem, że facebook zbiera
wszystko, co tutaj przeciwko niemu piszę, ale w żaden sposób nie ogranicza
to mojej wolności, ponieważ jak dowiodło tego wielu, w każdych warunkach
można być wolnym.
Pokaż im zajączka...
==========================
JAK SIĘ CHRONIĆ PRZED FACEBOOKIEM?

Rok temu sprawdzałem w sklepach i w
Internecie bieżnię do pokoju. Wszystkie były zbyt duże, aż tu nagle na
pulpicie widzę taką składaną jak walizka. Musieli zapamiętać moje potrzeby i
teraz podsyłają mi jej nową wersję.
Niżej napisałem, że sami też możemy
uodpornić się na reklamę i polityczną manipulację wystarczy nie chodzić w
żadnym stadzie i nie otwierać reklam, ale pojawiają się też różne
mechaniczne zabezpieczenia przed inwigilacją. Na przykład:
- etui na telefon, które blokuje
sygnały,
- osłony utrudniające rozpoznawanie
twarzy,
- płaszcze zatrzymujące fale radiowe
- a nawet dyfuzor, który uwalnia
metaliczny zapach po wykryciu niezabezpieczonej strony internetowej.
Dzięki szybkim routerom można się
komunikować poza siecią (off-grid), albo przesyłać informację tylko do
przewodników mających kontakt z ciałem czyli wykluczających szpiegujące
automaty.
Rozszerzenie do przeglądarki losowo
wybiera emoji za każdym razem gdy klikniemy "lubię to", czyli ingeruje w
proces śledzenia nas.
A przecież to sama przyjemność,
słuchać dzwonków z nowymi powiadomieniami, oglądać zdjęcia od (nie)znajomych
z dalekich krajów czy składać komuś życzenia urodzinowe, tylko dlatego, że
przypomina o nich FB. Młodzi bez przerwy tkwią w tym świecie a odłączeni od
"polubień" czują się wydrążeni, puści i nic nieznaczący. Nie rozwinęli
jeszcze w sobie życia wewnętrznego, głębokiego centrum, w którym człowiek
naprawdę jest sobą.
I to jest chyba największa szkoda jaką
nam wyrządza facebook.
===============================
"NAJWAŻNIEJSZA KSIĄŻKA XXI WIEKU" -
Zadie Smith
Autorka na 840 stronach dowodzi, że
Google, Facebook, itp
w przyjemny i niezauważalny sposób
pozbawiają nas możliwości wyboru.
Bez naszej wiedzy i zgody rejestrują
każde nasze kliknięcie w Internecie.
Następnie z pomocą sztucznej
inteligencji, tworzą profil każdego osobno,
dzięki któremu potrafią przewidzieć
dokładnie nasze zachowanie.
Te predykcje (czyli nas) za miliardy
dolarów sprzedają firmom,
które na tej podstawie tworzą swoje
personalne reklamy.
Korzystają z nich także partie
polityczne podczas wyborów,
kiedy mogą kierować dokładnie
sprofilowaną agitację
np. tylko do niezdecydowanych
bombardując ich
informacjami mającymi na celu wybór
jakiejś partii.
Shoshana Zuboff opisuje jak w ten
sposób kilku ludzi takich
jak szef Google, Larry Page czy
Facebooka, Marc Zuckerberg
zdobyło władzę nad milionami
użytkowników Internetu.
Uzasadnia, że jest to władza
odbierająca nam wolność wyboru
a tym samym naszą przyszłość.
Inni w coraz większym stopniu będą
decydować za nas.
To panowanie porównuje z historycznymi
systemami totalitarnymi.
Niżej zestawienie podobieństw.
Terror i morderstwa, którymi
posługiwali się Stalin i Hitler,
to dziś "zawłaszczenie danych o nas w
celu
kontroli i predykcji naszych
zachowań".
Inne metody, lecz skutek ten sam:
Ubezwłasnowolnienie bez rozlewu krwi
a nawet z pasją klikając codziennie w
Google i Facebooku
sami się o to prosimy.
Mogą nas przed
tym obronić nasze rządy
i próbują to robić Francja i
Australia.
Sami też możemy uodpornić się na
reklamę i polityczną manipulację
wystarczy nie chodzić w żadnym stadzie
i nie otwierać żadnej reklamy.
|
Elementy porównawcze |
Totalitaryzm |
Instrumentalizm |
|
Centralna metafora |
Wielki Brat |
Wielki Inny |
|
Wizja totalitarna |
Totalne posiadanie |
Totalna pewność |
|
Cel nadrzędny |
Doskonałe społeczeństwo |
Całkowita przewidywalność |
|
Ośrodek władzy |
Kontrola środków przemocy |
Kontrola wiedzy |
|
Instrumenty władzy |
Administracja terroru |
Własność środków przekazu |
|
Podstawowe mechanizmy |
Terror i morderstwa |
Własność predykcji |
|
Teoria i praktyka |
Teoria wspiera praktykę |
Praktyka skrywa teorię |
|
Styl ideologiczny |
Religia polityczna |
Radykalna obojętność |
|
Strategie społeczne |
Wyznawcy : wrogowie |
Odrębność |
|
Procesy społeczne |
Zgodność i posłuszeństwo |
Przewidywalność |
|
Jednostka produkcji |
Masa polityczna |
Populacja statystyczna |
|
Wektor wpływu |
Reedukacja |
Modyfikacja zachowań |
|
Wzorce społeczne |
Radykalna izolacja |
Radykalne połączenie |
|
Wymagania od jednostki |
Lojalność i podporządkowanie |
Podporządkowanie wynikom |
|
Źródło przywiązania do władzy |
Likwidacja tożsamości |
Odebranie skuteczności |
WIĘCEJ: Shosuana
Zuboff, Wiek kapitalizmu inwigilacji.
===================================================
SZWEDZKA BALLADA
Na klepisku w Ockero harmonia gra
księżyc lśni w pełni jakby ze szkła
tam twarz przy twarzy Fredrik Wind
tańczy z panną Cecilią Lind.
Ona oczy ma zamknięte, lecz złączeni
więc zna każdy jego krok
Cecylio, ty się rumienisz
choć kryje was wieczorny mrok.
Czy dlatego, że pachniesz kwiatami
jak powiedział Fredrik Wind
i że tańczysz tak lekko z krągłymi piersiami
Cecilio piękna Lind.

https://www.youtube.com/watch?v=ePHJor90b0Q...
Taniec się skończył, dokąd by iść
skoro mieszkają tak blisko,
poszedł pod drzwi jej Fredrik Wind
- och, pocałuj mnie, rzekła Cecilia Lind.
Wind, wstydź się, z ciebie stary drań
a Cecilia to dziecko, jeszcze czysty kwiat
łania co biegnie pod wiatr
i siedemnaście ma lat.
Gwiazdy błądzą po niebie i nie patrzą na tych dwoje
kogo obchodzi, że on lata ma swoje
księżyc jest nowy a miłość ślepa, - Fredrik Wind
pocałuj mnie jeszcze raz, szepnęła Cecila Lind
- przekład a.o.
=========================
KOSMICZNY EKSPERYMENT
Cztery miliardy lat temu wokół słońca krążyły trzy podobne do siebie
planety, na których znajdowały się ciepłe oceany. Były to: Wenus, Ziemia i
Mars. Dlaczego dziś dwie z nich są pustyniami a Ziemia kwitnie?

miliardy lat temu tak prawdopodobnie wyglądało jezioro,
na dnie którego wylądował łazik
Dane z Marsa dlatego są tak ważne, ponieważ zastygł on i trwa niezmieniony,
więc jego głazy są jak ziemskie kilka mld lat temu.
Tylko Ziemia ma skały tektoniczne i dlatego tu mogło rozwinąć się życie.
Pierwsze organizmy były chemotrofami czyli mówiąc wprost, jadły skały.
Potrzebowały ciągle nowych dostaw i to właśnie zapewniały im procesy
tektoniczne, które wypiętrzały głębokie pokłady tworzące dziś góry.
Następną cechą, której nie mają nasze dwie bliźniacze planety jest pole
magnetyczne. Sam wodór, składnik wody, jest bardzo lekki i niepołączony z
innymi cząsteczkami ulatuje w przestrzeń kosmiczną a więc nie może się
rozwinąć sprzyjająca życiu atmosfera.
Nie wiadomo dlaczego Wenus i Mars nie mają tego przyciągającego magnesu a my
mamy.
Porównywanie tych trzech planet, to jak wielki kosmiczny eksperyment.
===========================
"PRAWDA"
"Praw" znaczyło kiedyś "prosty", jego
przeciwieństwem był: "krzyw"-krzywy (krzywda). Praw, prawy – zyskało
potem znaczenie etyczne. Człowiek prawy to był ktoś więcej niż uczciwy,
był wzniośle szlachetny. Potem prawda awansowała i ma nas wyzwolić, my
jej mamy szukać, potem dać jej świadectwo, a wreszcie jej służyć.To
sprawiło, że się zaczęliśmy jej bać. Zaczęła boleć, zgorzkniała (gorzka
prawda), być okrutna. Trudno jej spojrzeć w oczy, bo kole zwłaszcza gdy
ją kto w te oczy rąbie prosto z mostu. I, niestety, wychodzi (czasem
wypływa) na wierzch. Niektórzy próbują z nią negocjować, to oni
najczęściej mówią, że prawda leży pośrodku,

ale ona leży tam, gdzie leży, a właściwie
stoi i ruszyć się nie da. I żeby to odreagować, zaczęliśmy się, prawda
trochę nią, prawda, bawić. A to jako takim właśnie przecinkiem, a to
jako rytualnie podtrzymującym dialog pytaniem, prawda? Ale choć
wprawdzie polubiliśmy jej oswojonych kuzynów, tak naprawdę miłych i
doprawdy sympatycznych, co prawda to prawda, ale prawdę mówiąc - sama
prawda i tylko prawda wywołuje u nas często, prawda, jakiś niepokój.
WIĘCEJ: Jerzy Bralczyk, Prawda. Takie słowo
G.W. 20.02. 2021
===============================
ADAM MICHNIK:
WIERZĘ W TAJEMNICĘ
W stalinowskich latach
Kościół był jedynym miejscem, gdzie mowa nie była
sprostytuowana. Był oazą niezależności, a religia była
źródłem oporu przeciwko sowietyzacji. Po roku 1989 tej
obecności Kościoła w życiu publicznym Polacy po prostu
chcieli. Nie uznaję odpowiedzialności zbiorowej. Bądźmy
różni i szanujmy swoją różnorodność. Cała gra
nacjonalistycznej prawicy polega na tym, żeby spór
polityczny zamienić w wojnę religijną. Dominikanin Maciej
Biskup, którzy jasno mówią: „Kościół jest od pokazywania
perspektywy moralnej, nie od narzucania”.
Nie zmienię jednak
zdania, że istotą Kościoła są Ewangelie, a nie „Rozmowy
niedokończone” Tadeusza Rydzyka czy krucjaty różańcowe.
Możliwe przecież jest stanowisko chrześcijańskie, które
mówi: tak dla życia, tak dla wyboru. Ono oznacza, że nie
kwestionuje się prawa kobiety do wyboru, ale czyni się
wszystko, żeby kobietę od takiego wyboru odwieść, by nie
musiała go dokonywać. Tak to wygląda w różnych krajach
Europy. "Gorszące jest dziękowanie patriotom za obronę
kościołów. Ci patrioci stali pod wrocławską katedrą. Nikt
nie przyszedł, więc poszli na protest i bili ludzi.
Chłopakowi pocięli twarz. I to im dziękuje Episkopat?" -
Biskup OP.
FOTO: kościół
św. Józefa w Krakowie
Moim zdaniem Kościół
się znalazł w najgłębszym kryzysie od czasu reformacji.
Zmienił się język rozmowy o Kościele, nie ma dialogu, jest
konfrontacja, wielu katolików nabrało odwagi i nie boi się
ostro krytykować hierarchów. Zabawne, ale symptomatyczne
jest coś, co powiedziała redaktorka naczelna „Znaku”
Dominika Kozłowska – że oprócz Michnika nikt chyba nie
wierzy już w autorytet Kościoła instytucjonalnego. Kościół
traci autorytet i jest w kryzysie, bo nie odrobił lekcji z
demokracji, nie rozumie, co to znaczy współżyć w jednym
państwie z ludźmi, którzy mają inne poglądy. Nie wie, jak
funkcjonować w społeczeństwie pluralistycznym. Oczywiście
Kościół ma prawo stać się politycznym lobby, ale wtedy musi
sobie zdawać sprawę, że będzie traktowany jak każda inna
partia.
Dziś zaczyna dominować
postawa: mamy dość wszystkiego, co jest związane w
jakikolwiek sposób z Kościołem katolickim, chcemy świeckich
mediów, świeckiego państwa, chcemy się całkowicie uwolnić. A
skoro tak, to uczciwe jest zerwać wszelkie więzi. „Bóg nie
potrzebuje być przez nikogo broniony i nie chce, aby jego
imię było używane do terroryzowania ludzi. Proszę
wszystkich, by przestali wykorzystywać religię do wzniecania
nienawiści, przemocy, ekstremizmu i ślepego fanatyzmu”. To
słowa papieża Franciszka. Jeśli to margines, daj nam Panie
Boże więcej takich marginesów. Odrzucam myślenie, w którym
nie ma miejsca na życzliwość dla Kościoła katolickiego.
„Gdzie się dwóch spotka w moim imieniu, jestem z wami” –
mówił Chrystus. To już jest wspólnota, która się tworzy
wokół wartości ewangelicznych. na tych wartościach nasze
życie osobiste i zbiorowe powinno być ufundowane. Nie na
zasadzie posłuszeństwa, bo sam Chrystus był nieposłuszny.
Ja wierzę w tajemnicę.
Nie wiem do końca, jak to jest z istnieniem Boga. Znam
wszystkie argumenty za i przeciw i żaden mnie nie przekonuje
do końca. „Nie ma drugiej takiej organizacji, która
oferowałaby ludziom równie mocne poczucie sensu życia. W
polskiej kulturze nie ma alternatywy, która mogłaby być
przyjęta przez szerokie rzesze" - Stefan Chwin, pisarz.
„Kazania na górze” – to jest najpiękniejsza religia, jaką
znam. Boję się odrzucenia Dekalogu i odwrócenia od tradycji,
boję się, że uczniowie nie będą wiedzieli, kim był Jezus. To
nieusuwalny składnik naszej tradycji i oś europejskiego
systemu wartości.
Można budować system
wartości poza Kościołem, ale nie na pogardzie dla
katolicyzmu, który jest dla milionów ludzi czymś świętym.
„Ludzkość bez Boga jest nie do wyobrażenia” - Zygmunt
Bauman, filozof. Kościół był zawsze znakiem sprzeciwu. To,
co mnie niepokoi, to fakt, iż dla wielu ludzi staje się
znakiem przymusu. Zwracam uwagę młodej lewicy, że nawet
jeśli będziecie budować osobny system wartości poza wiarą,
to w gruncie rzeczy on przecież i tak będzie się pokrywał z
najbardziej fundamentalnymi postulatami samej Ewangelii i z
Dekalogiem. Jeżeli dwa tysiące lat utrzymuje się judaizm i
chrześcijaństwo, a islam od VII wieku, to coś to znaczy.
Nie zrozumiesz
polskiej kultury, jeśli nie rozumiesz Ewangelii i
chrześcijaństwa. To już jest dorobek i tożsamość
wykraczające poza samo uczestnictwo w Kościele. Na dłuższą
metę nie ma wiary bez instytucjonalnej oprawy, bez Kościoła.
Są oczywiście inteletualiści, artyści, którzy chadzają
swoimi drogami, ale ludzie generalnie mają potrzebę
przynależności do wspólnoty.
Kościół będzie się
zmieniał, zmieniać się będą wspólnoty, ludzie będą coraz
częściej unikać takich hierarchów jak Marek Jędraszewski.
Ale nasze społeczeństwo jako całość chrześcijaństwa nie
porzuci. Dlatego jest tak niesłychanie ważne, aby zachować
zdolność do rozmawiania i wysłuchiwania się nawzajem. Ta
lawina chamstwa, która zalewa nas z telewizji Jacka
Kurskiego, jest nieporównywalna z tym, co spontanicznie
wykrzykują dziewczyny i chłopcy na manifestacjach.
Ten kryzys jest zły i
dla Polski, i dla Kościoła. Ci "prawicowcy" szanują
hierarchię Kościoła, bo widzą w nim siłę, którą można się
posłużyć. Forma ataków na Jana Pawła II wydaje mi się
prymitywna, to nie jest krytycyzm, to jest agresywna
destrukcja. Krytycyzm jest oparty na faktach i argumentach..
Akcje z nalepkami na nazwach ulic, malowanie pomników
papieża – to jest oburzające, ogłupiające i demoralizujące.
WIĘCEJ: Rozmowę z
Adamem Michnikiem "Troje na jednego" można przeczytać w
najnowszym numerze pisma "Zdanie".
=============================
NAJPIERW
WIEDZA I NIE MA JUŻ MIEJSCA NA NIC WIĘCEJ
Panowie doktorzy
socjologii i ekonomii (zob. niżej) krytykują autorów
wypowiadających się w "Wysokich Obcasach" na temat
pedagogiki. Zamieszczane tam teksty można podsumować
reportażami z najlepszych europejskich szkół w
Finlandii.
Finowie swój sukces
przypisują RÓWNOWADZE między wiedzą przekazywaną
wszystkim zgodnie z programem a tą, zdobytą
samodzielnie. Jeśli przyrody uczą się w naturze, to
oczywiste, że mają konkretne informacje wstępne.
Pogląd naszych socjologów jest realizowany
praktycznie w polskich szkołach tzn. nauczyciel ma
do przekazania tak ogromny materiał zaprogramowany
(wiedzę!), że nie ma czasu na refleksję. Czy np.
uczący się historii, najpierw muszą przez kilka lat
zapamiętać (?) setki faktów, aby później - kiedy?-
przedyskutować: dlaczego Jagiełło pozwolił na dalsze
istnienie Krzyżaków, którzy później jako Prusy
pogrzebali Polskę? Odsyłając nas do badań naukowych
nad efektami nauczania, doktorzy socjologii
przytaczają przykład jak działają umysły naukowców.
A przecież naukowo badane są efekty pracy różnych
systemów szkolnych, co w tym przypadku, jest
bardziej adekwatne.
Niżej zamieszczam
pierwszą (z czterech) stronę z mojej
eksperymentalnej lekcji historii. Najważniejsze dane
o bitwie pod Grunwaldem umieściłem na osobnych
kartkach (tu trzeba je wyciąć a w laptopie
wystarczyło przesuwać) i uczeń ma je ułożyć
chronologicznie. Przypomina to puzzle, albo pracę
naukowca, który z materiałów historycznych składa
obraz jakiegoś zdarzenia. Kolorem ciemnym
zaznaczyłem łatwiejszy poziom.Krytycy powiedzą, że z
wykładu, czy z książki uczniowie zaczerpnęliby
więcej "wiedzy" (co to znaczy?). Nic nie przeszkadza
tu w takim uzupełnieniu, ale to, czego się uczą
układając te fakty, to znacznie więcej
(umiejętności!) niż tylko zapamiętanie kto, kiedy i
kogo pobił?

WIĘCEJ: OJCZYZNA
POLSZCZYZNA Nr 3. 1991 r
ZDOLNOŚĆ DO
KRYTYCZNEGO MYŚLENIA OPIERA SIĘ NA WIEDZY Wyniki
badań eksperymentalnych pokazują, że ekspert nie
myśli tak dobrze poza swoim obszarem doświadczenia,
nawet w blisko związanej dziedzinie. Wciąż jest
lepszy niż nowicjusz, ale transfer umiejętności jest
tylko częściowy. Żeby zostać ekspertem w danej
dziedzinie, trzeba się z tą wiedzą zapoznać,
przećwiczyć jej zastosowania i dopiero potem można
popisywać się kreatywnością i myśleniem krytycznym.
Przeglądy badań pokazują, jak trudne do wprowadzenia
i często nieskuteczne są „innowacyjne” metody
nauczania.
Metody
opierające się całkowicie na samodzielnej pracy
uczniów powodują duże rozwarstwienie, dając co
prawda okazję do błyśnięcia najlepszym, ale
zostawiając z tyłu tych przeciętnych i słabszych.
Motywację uczniów buduje przede wszystkim poczucie
własnej skuteczności. To nie samo robienie
eksperymentów w klasie jest najlepszą metodą
prowadzącą do zrozumienia metody naukowej. Nie
wystarczy powiedzieć, że uczymy kreatywności, żeby
uczniowie stali się kreatywni. Nie wystarczy nauczać
metodą projektową, żeby uczniowie zostali
innowatorami zdolnymi do twórczej pracy nad
projektami. mizerne będą efekty poszukiwania
informacji przez osobę, która nie potrafi ocenić,
czy to, co znalazła, jest cokolwiek warte. Ocena
jakości informacji opiera się na wiedzy w danej
dziedzinie, a nie bliżej nieokreślonej kompetencji
krytycznej analizy.
Ważne, żeby w
dyskusji o różnych podejściach oprzeć się na
badaniach, a nie np. na popularnych, ale błędnych
stwierdzeniach, że wiedza jest niepotrzebna. Czy też
na tezach, że jak człowiek coś zrobi sam, to się
lepiej nauczy niż wtedy, gdy ktoś mu to pokaże i
wytłumaczy (kolejny popularny mit). Zob.: „Edukacja
i uczenie się. 16 największych mitów” Jeffreya
Holmesa .
dr hab. Maciej
Jakubowski, ekonomista i socjolog.dr Tomasz
Gajderowicz, doktor nauk ekonomicznych.WIĘCEJ:
Zmieniajmy szkołę, opierając się na badaniach, nie
na intuicjach i modzie.G.W. 13.02. 2021.\
==========================
GDY FILOZOFA SPYTAĆ O MIŁOŚĆ...

Bardzo wiele osób jest dziś porzucanych i tak się dzieje
głównie dlatego, że ich partnerzy pomylili miłość
dojrzałą z niedojrzałą, miłość właściwą z namiętnością.
Miłość jest też powszechnie mylona z zakochaniem, czyli
pierwszą fazą relacji, która porusza uczucia i kieruje
ku drugiej osobie. A miłość dojrzała nie jest jedynie
poruszeniem ani pragnieniem! Ona jest decyzją opartą na
woli, a nie afekcie.
Obserwuję dziś, że ludzie co prawda wchodzą w fazę
decyzji, że „tak, to z tobą chcę iść przez życie”, ale
po kilku latach, kiedy kończy się namiętność, związana
ściśle ze zmysłowością, widać wypalenie. A dzieje się
tak, kiedy przez te lata nie wypracowało się wspólnie
przyjaźni. Mówię o takiej przyjaźni między dwojgiem
dorosłych ludzi, która daje im intymność na poziomie
duchowym, gdzie jest zarówno wzajemne zaufanie, jak i
powierzenie się sobie, oddanie. I to wszystko jest
niezależne od namiętności czy pragnienia fizycznego.
Bliskie mi są takie właśnie koncepcje, które wyrażają
miłość jako postawę woli. Nie tylko jako uczucie, które
się pojawia, ale jako uczucie, które trzeba podeprzeć
decyzją. Koncepcja, która sprowadza miłość do aktu
płciowego, do więzi wyłącznie cielesnej, może być uznana
za koncepcję antymiłości.
Człowiek może się spełniać w różnych rodzajach miłości,
nie tylko w tej, którą nazywamy ‘eros’ czy ‘amor’, czyli
w miłości tęskniącej i pożądliwej. Kiedy na człowieka
nieoczekiwanie spada porzucenie, ponieważ ktoś nagle
postanowił iść za pożądaniem, to jest to sytuacja, z
którą bardzo trudno sobie poradzić. Odczuwane wówczas
cierpienie jest porównywalne do tego, które przeżywamy,
gdy najbliższy nam człowiek umiera. Przekonanie, że
muszę znaleźć tę idealną drugą połowę, bo inaczej
związek będzie nieudany, powoduje, że ludzie porzucają
kolejnych partnerów, ponieważ ci nie okazują się tą
mityczną drugą połówką i czary się nie zadziały. Dlatego
rozmawiam o tym, że drugi człowiek nie tylko nie musi
być ideałem. Boimy się bardzo być zwyczajnymi ludźmi.
Boimy się być nudni. To jest dziś wielki problem:
kwestia znudzenia drugim człowiekiem, ponieważ
konsumpcyjny model życia zakłada, że my ciągle
potrzebujemy bodźców. Nieustanne bodźcowanie rodzi
problemy związane z miłością i samotnością we
współczesnym świecie.
Młode pokolenie uczy się budować relacje mądrzej. Być
może nadszedł moment przesycenia łatwością „zahaczenia”
drugiego człowieka i „skorzystania” z niego, Jeśli
ludzie dochodzą do wniosku, że ich miłość się wypaliła,
to chyba właśnie oznacza, że zabrakło głębokiego
zaangażowania w budowanie intymności w rozumieniu
oddania sobie siebie i dbałości o dobro drugiej osoby.
Ponieważ miłość, jak ustaliłyśmy, ma wiele oblicz –
począwszy od miłości własnej, przez miłość erotyczną,
matczyną, braterską, miłość do ojczyzny czy wreszcie do
Boga w przypadku osób religijnych – to wydaje mi się, że
nie ma człowieka, który by swoją życiową postawą choć
jednej z form miłości nie wyrażał.
- mówi dr filozofii Justyna Smoleń-Starowieyska, która
od czterech lat praktykuje doradztwo filozoficzne.
WIĘCEJ:
Weekend.gazeta.pl
13.02.2021
===========================
JEDNI PŁYNĄ STATKIEM
INNI W STAREJ ŁODZI
Nowy watykański dokument o starości.
Ludzi starych "nasze społeczeństwo pozbawiło głosu, odsunęło
na margines, próbując pozbyć się w ten sposób strachu przed
słabością i bezbronnością” – napisał papież Franciszek.
Budowa mostu pomiędzy pokoleniami jest jednym z jego
największych pragnień. „Nie zdajemy sobie sprawy, że
izolowanie osób starszych i pozostawianie ich pod opieką
obcych, bez właściwego i bliskiego towarzyszenia rodziny,
okalecza i zubaża samą rodzinę. Co więcej, doprowadza do
pozbawienia ludzi młodych niezbędnego kontaktu z ich
korzeniami i mądrością, której młodzież nie może osiągnąć o
własnych siłach” – encyklika „Fratelli tutti”.

Ostatni rok w tragiczny sposób pokazał słabość współczesnego
społeczeństwa, które usuwa starość z pola widzenia: ponad
połowę ofiar śmiertelnych pandemii stanowili pensjonariusze
domów opieki. Pokazała ona, że wbrew temu, co mówiono, nie
płyniemy wszyscy na tej samej łódce. Może i znaleźliśmy się
pośrodku tej samej nawałnicy, ale jedni mierzą się z nią na
pokładzie bezpiecznego statku, a inni próbują ratować się z
pomocą starej tratwy.
Pensjonariusze domów opieki, pozbawieni kontaktu z
najbliższymi, umierają częściej niż osoby w tym samym wieku,
mieszkające w domach rodzinnych. Rodzina jest najbardziej
odpowiednim miejscem przeżywania starości. Zdarza się jednak
czasami, choćby ze względu na wymóg stałej, profesjonalnej
opieki, że osoba starsza musi trafić do wyspecjalizowanej
instytucji. Papiescy eksperci apelują o wysiłek stworzenia w
nich odpowiednich warunków, umożliwiających okazanie
szacunku i zachowanie autonomii pacjentów. Zachęcają do
kreatywności i przełamywania schematów, do jakich wszyscy z
wygody lub lenistwa już się przyzwyczailiśmy. Jednym z
takich pomysłów jest choćby zwiększenie usług opiekuńczych
świadczonych w domach, jak też tworzenie niewielkich
jednostek, funkcjonujących na zasadzie co-housingu.
Wiara w życie wieczne sprawia, że starość jest widziana nie
jako zmierzch życia, ale czas zbliżania się do upragnionego
celu. Szczególną rolę może i powinno odgrywać w tym
chrześcijaństwo, które przynosi osobom starszym nadzieję, że
„najlepsze jeszcze przed nimi”. „Życie wieczne będzie także
rzeczywistością cielesną w zmartwychwstałym i odnowionym
ciele” .
„Błogosławieństwo długiego życia” staje się dziś często
przekleństwem człowieka. Trzeba na nowo przemyśleć takie
pojęcia, jak solidarność społeczna i sformułować jasny
przekaz, dlaczego troska o osoby najstarsze jest społecznym
priorytetem.
„O ile trudno przewidywać, co nas czeka w przyszłości to
jedno w niej jest pewne: nasza starość”.
========================
Z BALKONU - artysta malarz

GALERIA WESOŁYCH BAŁWANKÓW
==========================
NIEPEŁNOSPRAWNE SPOŁECZEŃSTWO
Jeżeli ośmielam się zabrać tu głos,
to jedynie dlatego, że przez 30 lat słuchałem tego, co mają
do powiedzenia rodzice i same osoby z niepełnosprawnością..
W ciągu tych trzech dekad zaszła pod
tym względem rewolucja. Z etapu izolacji przeszliśmy do
akceptacji czy umiarkowanej integracji. Nadal jednak
traktujemy osoby z niepełnosprawnością intelektualną
bardziej jako problem, z którym coś trzeba zrobić, niż jako
osoby, które mają takie same prawa jak my. Widzimy
niepełnosprawnych ludzi, nie widzimy natomiast
niepełnosprawnego społeczeństwa, jakie tworzymy. mimo
ogromnej pracy, jaką wykonano – osoby z niepełnosprawnością
intelektualną często odbierają z zewnątrz ten sam sygnał:
byłoby lepiej, żebyś się nie urodził…
Nie piszę o moich wyobrażeniach –
piszę o tym, co widziałem na własne oczy i co usłyszałem od
moich niepełnosprawnych znajomych lub ich rodziców.
Najczęściej matek. Kiedy rodzi się dziecko z
niepełnosprawnością intelektualną, większość mężczyzn
wcześniej czy później znika. Co więcej – otoczenie ani nie
osądza ich surowo, ani nie próbuje pomóc im zmierzyć się z
nową sytuacją. Wiele z historii, których teraz przychodzi
nam wysłuchać, to opowieści o samotności, desperacji i
determinacji kobiet.
W Polsce uczennice i uczniowie szkół
specjalnych muszą je opuścić, kiedy ukończą 25 lat. Co mogą
robić później? Są warsztaty terapii zajęciowej, które
teoretycznie w ciągu następnych trzech lat powinny
przygotować ich do wejścia na rynek pracy. Tyle, że dla
znakomitej większości osób z niepełnosprawnością
intelektualną nikt żadnych miejsc pracy nie przewiduje. Są
na świecie państwa, gdzie takie osoby są zatrudnione w
sklepach, firmach sprzątających, a nawet urzędach. Niektóre
kończą wyższe uczelnie, inne pracują jako modele. U nas
temat dopiero raczkuje.
„Żeby umarło przede mną” – taki
tytuł nosi poruszająca książka Jacka Hołuba, zbierająca
opowieści matek niepełnosprawnych dzieci. Część rodziców to
właśnie słyszy na początku jako pociechę: „Na szczęście nie
będzie żyło długo…”.
Przez politykę życia rozumiem taką
politykę, która nie sprowadza się do głosowania „za życiem”,
ale stara się przede wszystkim budować „środowisko życia”.
Polityki takiej nie tworzy się hasłami, nawet
najszlachetniejszymi, ale dalekowzrocznymi decyzjami,
dotyczącymi w dodatku bardzo różnych sfer. Rolą państwa nie
jest zastawianie pułapek na ludzi i przymuszanie do
heroizmu, ale tworzenie warunków, w których wybory heroiczne
będą możliwe. Cóż z tego, że wpisze się do ustawy takie czy
inne przywileje (ułatwiony dostęp do lekarza czy
rehabilitacji), skoro w praktyce nie można z nich
skorzystać?

Scena ze spektaklu warszawskiego
Teatru 21 pt. „Klauni, czyli o rodzinie. Odcinek 3” w reż.
Justyny Sobczyk. Od lewej: Magdalena Świątkowska, Piotr
Swend, Michał Pęszyński. 17 grudnia 2015 r. GRZEGORZ PRESS /
TEATR 2
W Krakowie od lat działa Teatr Exit,
który z niepełnosprawnymi artystami przygotowuje poruszające
spektakle inspirowane historiami biblijnymi. Takich
inicjatyw jest w Polsce niemało, ale bardzo niewielu z nich
udaje się przedostać do głównego nurtu. Otwiera się tu także
pole dla Kościoła. Prowadzi on wiele placówek, w których
osoby z niepełnosprawnością intelektualną mogą znaleźć
schronienie, a z czasem dom.
Piszę o kryzysach i problemach, a
właściwie powinienem pisać o miłości. Nawet najlepsze
państwo opiekuńcze, choćby nie wiadomo jak sprawne, nie
zastąpi kochających rodziców. Są też matki i ojcowie, od
których usłyszymy, że nie chcieliby dla siebie innego życia,
a ich dzieci dały im szczęście. Tylko słuchając, jesteśmy w
stanie zrobić kolejny krok na drodze do dojrzalszego
społeczeństwa. Najgorzej jest, kiedy społeczeństwo utrzymuje
się w stanie niedojrzałości, a miłość i cierpienie są
wykorzystywane do rozgrywek politycznych.
Ostatecznie każdy tekst skupia uwagę
czytających przede wszystkim na wyzwaniach, z którymi trzeba
się uporać. A w konsekwencji – mimo iż bardzo nie chcę tego
robić – umacnia taką wizję, w której samo istnienie tych
osób jest i zawsze będzie problemem. A to nieprawda. To my
jesteśmy problemem, nie one.
WIĘCEJ: WOJCIECJ BONOWICZ, T.P.
08.02.2021
=====================================
POLSCY FIZYCY
WYJAŚNILI MECHANIKĘ KWANTOWĄ

Mechanika kwantowa to najbardziej
płodna teoria wszech czasów. Została potwierdzona wieloma
niezwykle precyzyjnymi doświadczeniami. Bez niej nie tylko fizyka
atomowa czy jądrowa, ale komputery, lasery i większość nowoczesnej
technologii byłyby niemożliwe. A z drugiej strony kompletnie
kompromituje nasz rozum np. zgodnie z mechaniką kwantową cząstki
jednocześnie mogą być w kilku miejscach naraz.
Klasyczne wyobrażenie o świecie,
które w sobie hodujemy, to zbiór przesądów.
Fizycy napisali pracę, w której
pokazują, skąd się biorą dziwactwa kwantowe, co jest ich
„praprzyczyną”. Zastosowali Szczególną Teorię Względności
Einsteina, w której przyjęli odrzucane dotychczas założenie, że
obserwator porusza się z prędkością większą niż prędkość światała.
Następuje w niej zachwianie reguł przyczynowości dokładnie w ten
sposób, jak to przewiduje mechanika kwantowa. Jej dziwność jest
dokładnie taka, jak w mechanice kwantowej. A ruch z prędkością
nadświetlną jest możliwy na różne sposoby. Natomiast jest
niemożliwe, aby ciało, które ma masę, przekroczyło prędkość
światła, bo to by wymagało nieskończonej energii.
Ale czy istnieją obiekty nadświetlne,
tego nie wiemy. Nikt ich jeszcze nie odkrył. Z całą pewnością
teoria względności nie wyklucza ich istnienia. Jeśli ich nie ma,
to z innych powodów, których jeszcze nie rozumiemy. Gdyby
istniały, to wiadomo dokładnie, jakie miałyby własności.
To, że dopuszczamy tylko obserwatorów
poruszających się z prędkością mniejszą niż światło, jest
właściwie sprzeczne z zasadą Galileusza. Jeśli według niej każdy
obserwator inercyjny ma być równoprawny, to te nadświetlne też.
Teoria kreśli obraz świata
podzielonego na dwie części – podświetlną i nadświetlą. To, co się
dzieje u nas, w części podświetlnej, jest związane z tym, co się
dzieje w części nadświetlnej. Ale to są dwa rozdzielne
światy, nie da się przekroczyć prędkości światła w żadną stronę.
nie możemy się rozpędzić do prędkości nadświetlnej. A obiektów
nadświetlnych nie da się spowolnić poniżej prędkości światła. Ale
to, że nadświetlni obserwatorzy są dopuszczalni, powoduje, że nasz
podświetlny świat jest tak dziwny, jak to opisuje mechanika
kwantowa. Kiedy się zaś dopuści nadświetlnych obserwatorów, czyli
to, na co pozwala matematyka, to dostajemy teorię, która opisuje
świat mechaniki kwantowej. Może dziwny, ale zgodny z
eksperymentami. jeśli się wykluczy nadświetlnych obserwatorów, to
mamy świat szczególnej teorii względności Einsteina, w którym
wszystko jest deterministyczne, cząstki się poruszają po stałej i
jednej trajektorii. Wszystko dzieje się tak jak tego chce zdrowy
rozsądek. Z wyjątkiem tego, że jest to sprzeczne z obserwacjami,
bo taki świat klasyczny, jak wiemy, jest fikcją.
Dragan napisał w książce „Kwantechizm”:
„fundamentalne prawa fizyki to zbiór twierdzeń, które póki co nie
zostały podważone”. Żadnej teorii nie da się więc udowodnić, co
najwyżej można ją podważyć. Jakiś czas temu jeden z eksperymentów
sugerował, że neutrina są nadświetlne. Okazało się, że tylko
poluzował się jeden z kabli w elektronice. Ale nawet gdybyśmy je
odkryli, tak czy inaczej nie moglibyśmy komunikować się z
nadświetlną prędkością, bo nie mielibyśmy nad nimi żadnej
kontroli. Z naszego punktu widzenia zachowywałyby się losowo.
Prof. Andrzej Dragan kieruje grupą
badawczą zajmującą się relatywistyczną informacją kwantową.
Fotografuje, reżyseruje i montuje
filmy. Jest w gronie artystów HBO. W zeszłym roku ukazała się jego
książka „Kwantechizm, czyli klatka na ludzi”.
Praca Dragana o kwantach okazała się
jedną z najbardziej popularnych, jakie opublikował „New Journal of
Physics”. Była najczęściej przeglądaną w ub. roku. O ile nie w
całej historii tego pisma. Jakieś 50 tys. razy.
Nikomu nie udało się póki co wskazać
w niej żadnej oczywistej sprzeczności.
Publikację Andrzeja Dragana i Artura
Ekerta można
znaleźć tu.
https://iopscience.iop.org/article/10.1088/1367-2630/ab76f7
WIĘCEJ: Piotr Cieśliński G.W. 7 kwietnia 2021
==================================

SPOTKANIE RODZINNE NA DĘBIE
Trzy lata temu, tu na tym dębie, wykluły się na świat. Mają
już pewnie swoje gniazda, ale czasem przylatują wszystkie
sześć razem. Posiedzą chwilę nieruchomo i odlatują. Jest
zimno, trzeba znaleźć coś do zjedzenia, by przetrwać noc.
Sroki są jedynymi ptakami na świecie, które rozpoznają się w
lustrze. Potrafią to także małpy, słonie i delfiny. Dzieci
zaczynają rozpoznawać swoje odbicie koło drugiego roku życia
i dlatego nazwano ten okres "stadium lustra". W tym samym
czasie pojawia się u nich sympatia, żal, empatia a nawet
kłamstwa.Nie wiadomo czy podobne uczucia przeżywają też
sroki, ale skoro uczestniczą w "sroczym pogrzebie",
rozpoznają ludzkie twarze i mogą kogoś nie lubić lub
pamiętać wyrządzoną krzywdę,to nie można tego wykluczyć.
WIĘCEJ: :sroki
budują gniazdo na dębie
====================================
PRZESTAJEMY BYĆ
LUDŹMI
Czytam 840 stron
książki, którą niektórzy uznają za najważniejszą w tym
wieku. Jest to ogromny dokument kradzieży jakich dokonują
firmy internetowe, przede wszystkim Facebook i Google.
Cokolwiek robisz w sieci, one wyłapują to i sprzedają za
miliardy firmom, które z kolei używają tych danych do
swoich reklam. Każdy z nas ma tam swój ciągle
rozbudowywany profil, na podstawie którego ja na przykład
dostaję reklamy książek i gazet a jak zakładałem żaluzje,
to natychmiast zaczęły pojawiać się one w internetowych
okienkach. To mnie ani grzeje, ani ziębi, a tytuły
reklamowanych książek czy filmów tylko śmieszą, bo są tak
odległe od tego, co czytam i oglądam. Ale w internecie
można też znaleźć informacje o stanie naszego zdrowia,
zdolności kredytowej, czy orientacji seksualnej.
Sprawa jest
społecznie poważna gdy popatrzymy w jaki sposób ta reklama
wpływa na wybory polityczne. System ten jest w stanie
wyłapać wszystkich niezdecydowanych wyborców i bombardować
ich faktami, które mają przechylić ich sympatie ku jakiejś
jednej, wybranej przez kogoś innego, partii.Gdy zdano
sobie z tego sprawę w Unii wprowadzono RODO, ale zawsze
klikam w "zgadzam się" nie wiedząc na co, bo nie mam czasu
na czytanie załączonych przepisów prawnych. Teraz Apple do
nowych iPhone’ów i iPadów wprowadza opcję, dzięki której
można dowiedzieć się dokładnie, która aplikacja wykrada
jakie dane i zablokować ją. Na przykład nie wolno już
pobierać numerów telefonicznych. Firma ta wyłączyła też
przyciski "lubię to" i "udostępnij", z których korzysta FB.
Mówimy, "a co mnie
to obchodzi, ja nie mam nic do ukrycia", tymczasem autorka
wspomnianej na początku księgi ostrzega, że jest to nowa
forma kapitalizmu, który nazywa kapitalizmem inwigilacji.
W kapitalizmie jedni ludzie bogacą się kosztem innych.
Tutaj my korzystając z wszystkiego co tylko można w sieci,
pracujemy - także w tej chwili - na konto kilku
miliarderów takich jak Zuckerberg, Page czy Brin. A
jeszcze poważniej, ponieważ oni wszystko to wybierają za
nas i przyjemnie podsuwają nam pod nos, pozbawiamy się
podstawowej cechy, która czyni nas ludźmi: MOŻLIWOŚCI
WOLNEGO WYBORU.WIĘCEJ: Shoushana Zuboff, Wiek kapitalizmu
inwigilacji. Walka o przyszłość ludzkości na nowej granicy
władzy.
FOTO: Ja, to
ten pierwszy, albo drugi - trudno ich odróżnić - z lewej.
Jeszcze nie dałem
się całkiem ostrzyc .
==============================================
KONIEC EPOKI
DYSTANSU
POPULISTYCZNA
TEORIA PRAWDY

Uprzywilejowana
pozycja zdystansowanego obserwatora jest dzisiaj nie do
utrzymania. Ci, którzy ze swoich wysokich wież
spoglądają na nas (NP. MIKOŁAJ KOPERNIK ZE SWOJEJ CURIA
COPERNICANA WE FROMBORKU), biednych naiwniaków na
nizinach (PŁASKIEJ ZIEMI), sądząc, że potrafią wszystko
przejrzeć, łudzą się najbardziej. Obiektywizm,
neutralność, bezstronność, dystans – wszystkie te
tajemne moce dotychczas gwarantujące powodzenie na
społecznym polu walki – przestają działać (NA
PŁASKOZIEMCÓW). Zajmowanie pozycji dystansu jest
przywilejem, na który mało kto może sobie jeszcze
pozwolić.
Co najmniej dwóm
stuleciom rozwoju nowoczesnej metodologii naukowej
towarzyszył mit o naukowcach, którzy dzięki heroicznej
obojętności (z jaką np. mordują setki szczurów w
laboratoriach albo przeprowadzają próby jądrowe) zyskują
uprzywilejowany dostęp do prawdy. Mitologia badawczego
dystansu niewiele ma wspólnego z rzeczywistością, w której
naukowcy są zwykłymi ludźmi. Jeśli jej osiągnięcia okazują
się solidne, to dlatego, że przez lata wypracowała kilka
prostych zasad pozwalających w możliwie dużym stopniu
ograniczyć wyniki fałszywe. Te zasady to: podwójna ślepa
recenzja i powtarzalność wyników.
Media w pogoni za
zyskiem stworzyły przemysł podsycania nienawiści, który
gwarantuje zwiększone zaangażowanie odbiorców, choć
kosztem nieodwracalnych podziałów społecznych. Stając się
tubą poszczególnych grup społecznych, porzuciły dawny etos
dziennikarstwa, które ponad zysk i poklask miało cenić
prawdę. Dla mediów prawda nigdy nie była celem samym w
sobie, lecz co najwyżej surowcem.
A jak rozumiemy
prawdę? W epoce dystansu można było sobie pozwolić na
założenie, że jest ona jedna, niepodzielna i tylko czeka
na odkrycie. Dziś coraz lepiej zdajemy sobie sprawę z
tego, że prawda jest efektem społecznych negocjacji. A ich
kształt coraz mniej przypomina elegancki klub
dżentelmenów, którzy nie spierają się o fakty. Jeśli ten
model dystansu działał, to przede wszystkim dlatego, że
był genialnym narzędziem umacniania status quo.Kiedy dziś
pomyśli się o tym, że ten model – oprócz tego, że
umożliwił loty w kosmos i powieści Gustawa Flauberta –
stał również za wyzyskiem kolonii oraz nieposkromioną
eksploatacją zasobów naturalnych, chciałoby się krzyknąć
po prostu „wypierdalać”.
Całą strategię Prawa i
Sprawiedliwości w ostatniej dekadzie dałoby się streścić
jako kolejne przekroczenia zasady dystansu: od jawnego
rozgrywania emocji po katastrofie smoleńskiej, przez
otwarcie propagandową strategię medialną. Czy kogoś
zszokowały „zdradzieckie mordy” i „kanalie” w ustach
posła na Sejm? Nie powinny. Najlepiej widać tę strategię
w ataku Prawa i Sprawiedliwości na instytucję, dla
której dystans jest fundamentalną zasadą – sądownictwo.
Jeśli atak przypuszczony na sądownictwo mógł się
powieść, to również dlatego, że już wcześniej mało kto
kupował opowieść o bezstronności sędziów. A opozycja
uparcie wierzy w polityczną sprawczość neutralności.
Wpadki mogą kompromitować tych, którzy się od nich
zdystansują, ale pozostają nieszkodliwe dla tych, którzy
dystans mają za nic. "Skoro oskarżacie nas o podleganie
wpływom »ideologii«, wyłóżmy karty na stół: w jakim
świecie wy żyjecie, gdzie, dzięki jakim zasobom, jak
długo jeszcze, jaką przyszłość wyobrażacie sobie dla
waszych dzieci, jaki rodzaj edukacji chcielibyście im
zapewnić, jakie chcecie im pozostawić krajobrazy”
- Bruno Latour.
Podobnie zamiast oburzać
się na słowa, które naruszają dobry smak (to jeszcze
jedno określenie ze słownika dystansu), moglibyśmy się
skupić na poszukiwaniu języka, który poruszałby emocje,
ale nie po to, by kogoś wykluczać, lecz by budować
bardziej sprawiedliwe relacje. Porzucenie fantazji o
wielkiej odległości dzielącej nas od (reszty) świata
mogłoby wreszcie sprawić, że potrafilibyśmy naprawić
system globalnych nierówności odziedziczony po
kolonializmie, ale też sformułować na nowo nasze relacje
z przyrodą. Granice tego, co uznajemy za swoje,
musielibyśmy rozszerzyć na globalny ekosystem – a wtedy
pewnie z większym przejęciem troszczylibyśmy się o to, w
jakim stanie będzie nasz ogródek.
WIĘCEJ: MACIEJ
JAKUBOWIAK (ur. 1987) jest redaktorem magazynu
„Dwutygodnik”. Wydał „Nieuchronny plagiat” (2017), a
jesienią, w wydawnictwie Czarne, ukażą się jego „Ostatni
ludzie”. T.P.: NR 14/2021.
PS. PARADYGMAT W
NAUCE od dogmatu odróżnia kilka zasadniczych cech:- nie
jest on dany raz na zawsze – lecz jest przyjęty na
zasadzie konsensusu większości badaczy, liczy się
zgodność paradygmatu z dotychczasową wiedzą;- może
okresowo ulec zasadniczym przemianom prowadzącym do
głębokich zmian w nauce, zwanych rewolucją naukową -
podważa sens absolutnej słuszności, samo pojęcie
„absolutnej słuszności” nie ma charakteru
naukowego.WIĘCEJ: Thomas Kuhn, Struktura rewolucji
naukowych 1962 rok.
PS.
2 Socjologiczna teoria prawdy, którą zaprezentował
tu autor, inaczej zwana jest populizmem. Kopernik
zamiast obserwować niebo i prowadzić matematyczne
obliczenia, powinien swoją teorię negocjować z
płaskoziemcami! Podobnie Maria Skłodowska i setki
podobnych im wyznawców "mitologii badawczego dystansu",
która potrafi w "dużym stopniu ograniczyć wyniki
fałszywe", czyli zostawić te prawdziwe. Jeśli za punkt
wyjścia przyjmie się dogmat jedynie słusznej
socjologicznej teorii prawdy, to można dowieść wszystko,
bo nie ma takiej głupoty, której nie wyznawałaby jakaś
grupa osób.
==================================
KSIĄDZ-NAUKOWIEC: ISTOTĄ RELIGII JEST RACJONALNOŚĆ

Michał Heller o kryzysie w Kościele i jak pogodzić religię z nauką. Ten
kryzys mnie specjalnie nie zaskakuje, co więcej, ja go przewidywałem.
Ilekroć następowało zbliżenie tronu z ołtarzem, to cierpiał na tym nie
Kościół, tylko religia. Ludzie się odwracali. I tak jest u nas. Pojawiły się
radykalne hasła narodowo-religijne, które zrażają dużą część społeczeństwa i
do Kościoła, i do patriotyzmu. Słowo religia pochodzi od łacińskiego
re-ligo, czyli wiążę ponownie; to jest związek człowieka z Bogiem. Myślę, że
ten źródłosłów dobrze pokazuje istotę religii. Jeżeli komuś religia
zastępuje myślenie, to wtedy jest już tylko krok do tego, żeby to
pseudomyślenie narzucać innym. A tym czynnikiem, który jest dzisiaj ogromnym
zagrożeniem dla religii, jest irracjonalność. Szerzy się ona we współczesnym
świecie w zastraszającym tempie. -Przepraszam, wydawało mi się, że istotą
religii jest właśnie irracjonalność. -Nie, istotą religii jest racjonalność,
tylko znająca swoje granice. Na przykład pytanie o sens jest pytaniem
racjonalnym, choć wykracza poza granice metody naukowej. Moim zdaniem
granice metody naukowej nie pokrywają się z granicami racjonalności.
Irracjonalność to jest działanie wbrew rozumowi. Religia, która tak działa,
to nie jest w ogóle religia.
W miarę rozszerzania się poznawanego wszechświata pojęcie Boga także się
rozszerza. Dla pierwszych chrześcijan i Żydów Bóg to był ktoś, kto rządził
ziemią, piorunami, morzem. Pojęcie Boga ulega ewolucji. Oczarowało mnie
zdanie Leibniza, ono odzwierciedliło moje własne przemyślenia: „gdy Bóg
liczy, powstają wszechświaty”. To jest piękne zdanie. Do tych różnych
definicji dodam jeszcze jedną, bardzo tradycyjną, którą podpowiedział św.
Tomasz z Akwinu, że "Bóg to jest to, co jest". Nie, że "Bóg jest", bo to
jest stwierdzenie, które orzekamy o wielu rzeczach, lecz Bóg jest tym, co
jest. Wszystkie definicje Boga są nieudolnymi próbami uchwycenia czegoś, co
się nam wymyka. Jako chrześcijanin wierzę, że Bóg to Ktoś, z kim próbuję
nawiązać kontakt, do kogo się modlę. Taki Bóg dla mnie jest Bogiem
chrześcijańskim, to dokładnie Bóg Jezusa Chrystusa. Racjonalność mojego
myślenia o Chrystusie jest innego rodzaju, niż gdy myślę o Bogu-Absolucie.
Nie uzasadniam go w kategoriach filozoficzno-kosmologicznych, lecz
historycznych. Dobrze historycznie umocowany proces oczekiwania przez naród
żydowski „tego, który miał przyjść”. I jego urzeczywistnienie w osobie
Jezusa Chrystusa. Tu trzeba odwołać się do historii. Wielu ludzi, także
uczonych, odrzuca Boga, bo słowo to kryje dla nich niedobrą treść. Jeżeli
zastąpimy słowo Bóg na przykład określeniami: Absolut, Ostateczna Racja,
Sens, to okaże się, że wielu ludzi uważających się za ateistów, wcale nimi
nie jest. W punkcie wyjścia nie możemy założyć "nic", a jeśli założymy
"nic", to nie zrobimy spoza tego nic, ani jednego kroku. Czyli coś musimy
założyć w punkcie wyjścia, żeby zapoczątkować proces wyjaśniania. Dlatego
teraz, czy za sto lat, jeśli nauka nadal będzie istnieć, to te same pytania
podstawowe, dotyczące pierwszych zasad – bo czasem zamiast o Bogu fizycy
mówią o pierwszych zasadach – nadal będą niepokoić. Od czasów starogreckich
nie posunęliśmy się naprzód w rozwiązaniu tych spraw. Może inaczej tylko
problem nazywamy, umieszczamy w szerszym kontekście.
Słowo Bóg może zniknąć, jeżeli świat pójdzie w stronę globalnej laicyzacji,
ale problem pozostanie.To prawda, że jest ogromny dystans pomiędzy
Absolutem, o którym rozmawiamy, którego nazywamy Bogiem, a jego odbiorem w
społeczeństwie. W porównaniu z rzeczywistością wszystko, o czym mówimy, jest
bardzo prymitywne. Byłbym niezmiernie zaskoczony, gdyby po śmierci, w
wieczności, wszystkie moje intuicje okazały się prawdziwe. Nawet
powiedziałbym, że byłbym rozczarowany. Mogę oczekiwać, że będzie jeszcze
ciekawiej, niż sądzę. Zastanawia mnie, czemu to ludzi nie ciekawi, lecz się
tego boją.
Istnieje teoria, sięgająca jeszcze św. Augustyna, że wieczność nie jest
istnieniem w nieskończonym czasie, lecz istnieniem poza czasem. W pewnym
sensie fizyka dzisiaj to potwierdza. Można sobie wyobrażać, nawet są po temu
pewne racje, że pierwsze momenty istnienia świata były aczasowe. Tu nasz
język doznaje drgawek, bo jest cały uczasowiony: czy w ogóle można mówić o
pierwszych momentach, gdy nie ma czasu? Ale wyobraźmy sobie, że istniejemy
poza czasem, że możemy spojrzeć na swoje życie od początku do końca z
jakiejś innej perspektywy, jak to będzie? To naprawdę jest bardzo ciekawe.
Ten nasz język, nasz system pojęć, załamuje się przecież już w fizyce
kwantowej. - To jest niesłychanie rzadkie dzisiaj w Polsce, że mamy do
czynienia z człowiekiem, który odważa się być pomostem, łącznikiem między
świętym i świeckim. - Nie czuję się pomostem. Najwyżej trochę jak kładka, i
to taka, która chwieje się, gdy ktoś po niej przejdzie. Właśnie pan redaktor
się po niej przeszedł, jeszcze czuję, jak się ugina i chwieje.

WIĘCEJ: Jerzy Baczyński z ks. prof. Michałem Hellerem o kryzysie w Kościele
i jak pogodzić religię z nauką. Polityka 14.2021 (3306) Oryginalny tytuł
tekstu: "Kładka nad otchłanią"
|